Dlaczego zawsze lepiej jest obwinić kogoś zamiast wziąć za siebie odpowiedzialność?
  • 44Autor:44

Dlaczego zawsze lepiej jest obwinić kogoś zamiast wziąć za siebie odpowiedzialność?

Dodano: 36
mom/pepsieliot.com
mom/pepsieliot.com
Na drugim końcu kija mieszkała odpowiedzialność...

Obwinianie kogokolwiek za swoją sytuację obecną nigdy nie znajdzie pozytywnego rozwiązania, bowiem zawsze dotyczy przeszłości, na którą nikt nie ma już wpływu. Ani złoczyńca, jeśli taki istnieje, ani jego poszkodowany. Tego pokracznego tańca nie można już wykreślić z balowego karneciku. Można natomiast całkowicie zmienić swój stosunek do tego co się stało. Zaś bycie odpowiedzialnym zawsze dotyczy przyszłości, dlatego tak bardzo zależy od nas i stanowi esencję szczęśliwego życia. Bowiem odpowiedzialność uświadamia nam, że od tego momentu wszystko zależy od nas.  Że nasze budujące myśli, wzmacniające, twórcze, na które tylko my wywieramy wpływ, mogą wykreować bardzo pozytywny obraz rzeczywistości. Z kolei myśli destrukcyjne, na które również mamy w 100% wpływ, mogą odbić rzeczywistość pełną pretensji, obwiniania, poczucia niespełnienia, bezsensu, i poczucia zmarnowanego życia. Ludzie, którzy budzą się, w pierwszej kolejności wybuchają śmiechem, gdyż dociera do nich właśnie ta prawda. O całkowitej odpowiedzialni za emocje związane ze swoim życiem, że to oni są graczami przed komputerem, a dotychczas identyfikowali się ze swoimi awatarami i ego. Jakie to proste, dlaczego wcześniej na to nie wpadli? Absolutnie nikt nie jest winny temu, za czym nieustająco podąża ich uwaga, a skoro uwaga, to także życiowa energia.

I taki komć

Pepsi a jeżeli ktoś miał trudne dzieciństwo, przemoc psychiczną i fizyczną, łamanie psychiczne, poniżanie itd, a potem głęboko to zakopał, aby nie pamiętać i potem pięknie żył z rodziną ale życie ciagle kulało, teraz sobie to przypomina, rozumie skąd schematy zachowań. Na ten moment zerwał kontakty z rodzicami aby się na nich nie wyżywać, boli jak cholera … co poradzisz? Moją wersję potwierdza brat, niestety nie wydawało mi się, choć wolałabym aby tak było. Nadmienię, że rodzice na zewnątrz udawali normalną rodzinę. Byliśmy tak zaszczuci poczuciem winy, że zachowują się tak z naszego powodu, że nawet nam do głowy nie przyszło aby się komuś skarżyć. Dziękuję za przeczytanie komentarza i wszystkie cudne posty.

Pewnie nie będziesz zadowolona, gdy powiem, że jesteś najbardziej z klasycznych przykładów najczęściej spotykanego wśród śpiących człowieka, który nie chce wziąć za siebie odpowiedzialności. Destrukcyjne emocje powiązane z obwinianiem rodziców, złego startu w życiu, nieporównywalnie gorszej sytuacji niż inni, niefartów losu, pokrzywdzenia, wymagają ciągłego podsycania, ponieważ bardzo łatwo się wypalają. Dlatego ludzie tak często o nich mówią, myślą, potrzebują słuchaczy, popleczników wspierających ich w swoich osądach, jak przekichane życie wiedli przez kogoś, i teraz nie mogą się pozbierać. Z drugiej strony nie widzą dlaczego to robią, nie dostrzegając sybaryckiej, wygodnej strony tej sytuacji dla własnego ego, mają przecież winnego, mogą nawijać o swoim beznadziejnym losie.

Usprawiedliwienie, dobrze, mamy winnego

Są inni winni, oni sami nie zawinili, wciąż są ofiarami losu. Wszechświat zawsze powie Ci: taaak. Jeśli uważasz, że jesteś ofiarą, jak najbardziej Ci przytaknie, a jeśli powiesz, no dobra, jest jak jest, ale zrobię to, wejdę po tym stopniu do wzrastania wyżej, to będzie milowy krok do mojego sukcesu, to wszechświat też Ci powie: tak tak. A w pewnym momencie, gdy zobaczy, że to nie słomiany zapał, że to dobre działanie w drodze, jeszcze doleje Ci miodu Manuka i dosypie najlepszych alg. Obfitość przyciąga obfitość, dobre myśli przyciągają dobre sytuacje.
Ale Peps, Ty chyba nie kumasz, że ja żyłam jak w obozie koncentracyjnym, że jestem teraz nienormalna, że oni mnie zniszczyli, że to taka trauma, jak wojna, pożar buszu, czy rządy reżimu Stalina, czy innego świra. Że to oni są winni ... No i co masz z tego? Ulgę śpiącego, napierdalankę na coś, czego nie można cofnąć, niezrozumienie programów, winy, kary, wahadeł, i tego wszystkiego co się wydarza w Twoim życiu, gdy śpisz. Dlaczego nie rozumiesz tak prostej rzeczy, że Twoje życie, to są Twoje myśli? A brat, czy ktokolwiek, bardzo przydatny do podsycania poczucia, że ktoś w tym przypadku zawinił. A jakby nie brat, bez problemu znajdzie się ktoś inny, który w rewanżu opowie Ci swoją mrożącą krew w żyłach historię. Śpiący tym żyją, ponieważ muszą mieć wytłumaczenie dla każdej swojej porażki, którą koniecznie muszą etykietować porażką, zamiast stopniem do wzrastania, potrzebnym błędem, aby następnym razem go nie popełnić. Nie mówię zaraz, że rodzice to Anioły, chociaż nigdy nie ma takiej pewności, czy nie umówiłaś się z nimi wcześniej, na to, że okażą się potworami w tej grze. Nie mówię Ci jeszcze o wybaczeniu, bo widzę, że przed Tobą trochę drogi jest. Tak, wybaczenie starszym, dzieciom, mężowi, przyjaciółce, komukolwiek, to milowy krok do wyzwolenia swojego umysłu i ciała. Pełne wybaczenie, to ogromne poczucie ulgi, ale Ty nie chcesz teraz ulgi, Ty chcesz poczucia, że jesteś pokrzywdzona, znasz winnego, i chcesz usprawiedliwić swoje życiowe porażki, które etykietujesz, jak życiowa degrengola u brata. No dobra, zdaje się, że nazwałaś je bardziej delikatnie kulejącym, chromym życiem.

Ale dopóki nie wybaczysz, wystarczy się zgodzić z tym co było, zaprzestać grzebania językiem w chorym zębie i zamilknąć w temacie werbalnie i w myślach, po czym ruszyć w swoją drogę. To, czy Twoje życie kuleje, czy jest chrome, zależy tylko od Ciebie, od Twoich myśli i działania, ale w pierwszej kolejności nade wszystko od myśli. Rzeczywistość odbija wszystkie Twoje programy, które Ci nałożono, intencje, podświadomość, która może kompletnie nie trzymać się prawdy, bez znaczenia. Dopóki nie przestaniecie z bratem w tym grzebać, dopóki nie zrozumiecie, jak ogromną siłę sprawczą ma każda myśl, dopóki nie weźmiecie odpowiedzialności za swoje życie teraz, macie świetny pretekst, żeby na totalnej nieświadomce zepsuć sobie życie. Ale i tak git, to wszystko jest Ci też widocznie potrzebne.

Poczucie winy

Jest jeszcze kwestia poczucia winy, które obok usprawiedliwiania się jest kolejnym szalenie destrukcyjnym sposobem spędzania czasu. W poczucie winy wpędzają nas od dziecka wszelkie programy, wahadła destrukcji, szkoła, rodzina, rodzice i kościół (religie), a dwie ostatnie asocjacje najbardziej. Gdy trochę podrastasz też sama zaczynasz wpędzać się w poczucie winy, trzylatek szarpiący siebie, niezadowolony z siebie, już siebie niekochający, to nie rzadkość. Owszem to się dzieje dlatego, że starsi pomimo, że chcą nas kochać, nie kochając siebie, nie potrafią kochać też nas, nie mają się czym podzielić Salomony z pustym sercem. A teraz zaobserwuj siebie, czy przypadkiem swoje poczucie winy w stosunku do starszych nie usprawiedliwiasz tymi destrukcyjnymi myślami. I znowu zakręciło się kółko. Ta droga nie ma końca, nie ma rozwiązania, jest kijowo słaba. Weź za siebie odpowiedzialność, zaakceptuj swój wybór o teraźniejszej separacji, przestań już o tym gadać z bratem i kimkolwiek, bo wciąż i wciąż programujesz swoją podświadomość. Zakochaj się w sobie, zacznij myśleć wzmacniająco, nie goń za białymi królikami (złe, natrętne myśli), a już wkrótce w Twoim zwierciadle rzeczywistości pokaże się piękna tęcza. Tu masz moją medytację póki co, pomaga.

LoveU<3

 36
  • ChaiMate   IP
    Bliska mi osoba postępuje podobnie, jak siostra dziewczyny z komcia, czuje się pokrzywdzona przez przeszłość, jest zestresowana, tworzy problemy, kiepsko się czuje i tak dalej. Dzieje się tak, gdy zejdzie na niskie wibracje, bo gdy wibruje wyżej, jest naprawdę fajną osobą. W ostatnich dniach częściej jest mocno zaciśnięta. Spędziłam w towarzystwie tej osoby kilka dni i było to dość gorzkie doświadczenie, bo wyjazd (czyli przebywanie ze sobą w dzień i w nocy), który z założenia miał być oderwaniem się od rutyny i wyrwaniem z miasta okazał się być wielką napinką. Na niemal ciągłe podbijanie ważności przez tę osobę i stwarzanie poczucia zagrożenia (a co za tym idzie - po prostu bycie niefajnym i gorzkim dla otoczenia) próbowałam zadziałać współczuciem, wysyłaniem miłości, podwyższaniem wibracji, rozładowywaniem śmiechem. Kiedyś pewnie oddałabym atakiem, czy jakąś odzywką na podobnym poziomie, ale teraz najbardziej współczułam, ale momentami było mi przykro, dziwiłam się - czy to ta sama osoba z którą przyjaźnię się 10 lat? Nie było to łatwe doświadczenie. :) I tak się zastanawiam teraz, czy i jak takiej osobie można pomóc? Myślałam, żeby porozmawiać na ten temat z nią w spokoju, bez oskarżeń, żalu itp. ale czy to nie będzie wtedy podbijaniem mojej ważności (bo JA chcę zakomunikować co JA czuję)? Ale z drugiej strony, jeśli znajomość ma nadal trwać, to czy bagatelizowanie sprawy jest ok? Czy zostawienie tematu i wysłanie miłości wystarczy? ;)
    Pepsi, możesz doradzić?
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • Frania   IP
      wiele razy wygodniej jest sie uzalac niz "ruszyc ze skrzyzowania". czasami jak juz zapetle sie, mowie sobie : kurde, laska o co ci kaman
      i stwierdzam, ze jasne, ze bym mogla zmienic swoje zycie, nastawienie etc otworzyc sklep online, ze moglabym to czy tamto, ale ... CO JESLI MI SIE UDA?! co jesli bede w punckie, ze faktycznie bede musiala podjac decyzje o odejsciu z pracy, bo biznes sie rozhula? co jesli bede musiala zatrudinc ludzi do pomocy? co jesli nowi znajomi, korzy mnie wznosza do gory sprawia, ze bede rosnac i wychodzic ze strefy komfortu i nie bede miala wytlumaczenia dla lenistwa wieczorowego? co jesli odniose SUKCES?! JA?! SUKCES? to nie dla mnie!!! i stwierdzam, ze tak - ze nie osiagne sukcesu wlasnej firmy, do poki mentalnie bede umiala udzwignac "pietno" ewentualnego sukcesu. Inaczej ciagle mysle - takie malutkie cos otworze, byle by sie w oczy nie rzucalo....
      tak samo moze byc dla innych - ok, rodzice mnie katuja, wygodnie byc ofiara, bo jak przestane nia byc to co...? jak wytlumacze lenistwo, jak niepowodzenia? jak wezme odpowiedzialnosc za swoje zycie, skoro tak wygodnie dac kierownice komus innemu...?
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • dażaża   IP
        <3 z miłością
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Totaryk   IP
          Droga Pepsi, ja w takim temacie. Mam dorywczą pracę i chciałem jechać do swojej dziewczyny do jej miasta zająć się tym mając jednocześnie pieniądze na pobyt. Zanim jej to powiedziałem zdążyła uruchomić ego i wypomnieć mi że nie chodzę do stałej pracy tak jak ona i zaczęła mi ubliżać na różne tematy urażając moje ego i własną osobę przy okazji. akurat gdy odkryłem taką możliwość, rozpętała kłótnię przez którą nie chce się ze mną spotkać i ogóle być ze mną. Co robić, gdy ona na prawdę mi się podoba? Jesteśmy w związku na odległość niedługi czas, ale stale stara się urazić moje ego, i ma dosyć matriksowe myślenie jeśli o to chodzi.
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 2
          • Mała mi   IP
            Ale to wszystko prawdziwe :) zresztą jak zawsze :) 💕
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także