Co robić, gdy lęk, frustracja, smutek, rozpacz i wstyd, uczucia towarzyszące kobietom samotnym i bezdzietnym?
  • 44Autor:44

Co robić, gdy lęk, frustracja, smutek, rozpacz i wstyd, uczucia towarzyszące kobietom samotnym i bezdzietnym?

Dodano: 29
tufti
tufti
Jeśli chodzi o życie kobiety w matriksie, to posiadanie dzieci, lub nieposiadanie, ją wręcz stygmatyzuje. Kobiety potrafią studiować z myślą, że i tak w pewnym momencie odstąpią od pogłębiania wiedzy i zajmą się rozmnażaniem i ciągiem dalszym. Słyszałaś o Tufti?

Są sytuacje, że kobiety nie chcą mieć teraz dzieci, ale nie ufają sobie w tej kwestii, boją się, że może zechcą a nie będą mogły.

Są też takie dziwaczki, które nie chcą, ale presja społeczna jest tak silna, że nigdy nie ośmielą się przyznać, że nie chcą.

Są też kobiety rozczarowane macierzyństwem, kochające swoje dzieci, ale wspominające z niezgodą na to, że wspominają, z niezgodą na rozrzewnienie we wspomnieniach czasy, gdy dzieci nie posiadały.

Jest też opcja z tak silnym atawistycznym przymusem posiadania dzieci, że kobiety te zrobią dosłownie wszystko, aby zaciążyć. Bywa, że dając pstryka w nos naturze. Bywa, że natura oddaje pstryka.

Jest też opcja, gdy kobieta pragnie potomstwa, ale go po prostu nie ma.

Koment

Całe życie myślałam/marzyłam/ planowałam założenie rodziny. I nie byłam bierna. Serio. Ani leniwa, ani zahukana. Ani nieśmiała itd. Ale...mam 40 lat i póki co - nie udało się. Jakie morze cierpienia jest z tym związane wiem tylko ja i kobiety M, które przez coś podobnego przechodziły.

Teraz już doszłam do ściany. Wiem, że jak nie zmienię sposobu myślenia i co za tym idzie - działania i czucia - będzie źle. Już zaczęłam się zmieniać.

Słuchanie jak mówisz sporo mi pomaga. Warsztaty - mogłyby być jakaś rewolucja. A może nie? Może po prostu powinnam biegać i się oczyszczać - tak jak radzisz? Ewolucja zamiast rewolucji?

Chyba przesłuchałam już wszystko co opublikowałaś na YouTube. Podobne problemy się pojawiały, identyczny chyba nie. Ciekawa jestem co powiesz Pepsi?

Aby uzupełnić moją wypowiedź - spotykałam dwu mężczyzn, którzy byli ważni. Moi. Bratnie dusze. Miłość. Jednak jakoś tak się świat układał wokół nas - ze nie mogło dojść - ani do małżeństwa ani do posiadania potomstwa. Nie wiem, nie rozumiem dlaczego. Tysiące małych detali i uwarunkowań (bardziej lub mniej ciężkich gatunkowo) zadecydowały o tym, ze się nie udało. Dwukrotnie!

Oczywiście pewnie powiesz, ze nie potrafię grać w te grę. Martix mnie przechytrzył czy jakoś tak.

Wcześniej miałam myślenie - trzeba być porządnym człowiekiem i Wszystko się ułoży. Teraz już tak nie myślę. Tzn - doskonale wiem, że to nie wystarczy. Mi nie wystarczyło.

Uczucia jakie mi towarzyszą od wielu lat, to oczywiście lęk. Frustracja. Smutek. Rozpacz. Ale przede wszystkim wstyd. Ale nie chce się już wstydzić.

Nigdy nikogo w związku będąc nie zdradziłam. Nie oszukałam. Nie próbowałam naciągnąć na kasę. Nie próbowałam naciągnąć na dziecko. Na nikogo nie zrzucałem moich frustracji. Nie wchodziłam w toksyczne relacje - tzn wchodziłam, ale jak się orientowałem co i jak - potrafiłam dość szybko odejść. Nie chce się już wstydzić. Mam już dość tego uczucia.

Moje koleżanki, rodzina - prawie wszyscy wokół mnie mają dzieci - ja ich nie mam. I trudno. Mam już dość tego pieprzowego wstydu. Serio.

Chyba o to głównie chciałam Ciebie zapytać - skąd wziąć siłę, jak to zrobić, żeby żyć godnie i szczęśliwie nie wypełniając roli, która została nam nadana przez społeczeństwo i także przez naturę?

Jest to dla mnie bardzo trudna lekcja do przerobienia. Ale serio - mam już dość tego co czuję i myślę na swój własny temat. Chcę zmiany.

Chociaż internet pozwolił podobnie myślącym rodzinom bezdzietnym (jesteśmy, żyjemy, pracujemy, śmiejemy się, kochamy się, pomimo, że nie mamy dziecka) na pewnego rodzaju złączenie się w jednomyślności bezdziectwa, to jednak wysyłanie wiadomości, że "bezdzietne" jest dzisiaj rodzajem nowego trendu, jest błędne.

Pomimo tego, że w ciągu ostatniej dekady, w rzeczywistości liczba kobiet bez dzieci w wieku 40-44 lat wzrosła o około jedną piątą, a naukowcy badający spis powszechny twierdzą, że większość z tych 20% kobiet nie ma dzieci z wyboru, to i tak jest to coś, czego się nie lubi, co się potępia, czego się nie szanuje. Co wiele matron i ich religijnych mężów, w tym kleru wzdryga. Libertynizm nadal jest ohydztwem.

Powstaje nawet jakaś forma patrzenia niskobudżetowego, jak to potrafi matriks ludzi pociągnąć w nihilizm dla panny Rejczel (Aniston z Przyjaciół), byłej żony Brada Pitta, jakże bezdzietnej, jakże zasłużenie ukaranej przez jakże dzietną, choć mocno skomplikowaną poznawczo, Andżelinę. I nie dziwota, że gościu zostawił kogoś wprawdzie normalnego, ale jednak szurniętego, co nie chciał się rozmnożyć, nie marzył o tym, dobrze mu tak, ostracyzm społeczny wybaczył jakże zrozumiałą niewierność. Trochę przytarto im nosa, i zakończyły się rejsoidalne dialogi, gdy i ci się rozwiedli, gdyż nie pomogła gromada piskląt w gnieździe.

Owszem, możesz nie posiadać dzieci, gdy po prostu tak ci się przytrafiło, chociaż i na to krzywo się patrzy, gusła, zabobony, brzydota tam, gdzie mogłoby być ładnie, ale nie, niech będzie brzydko, paskudnie, bo może. Ale, żeby nie chcieć mieć dzieci z wyboru, albo nie przeżywać tragedii, że się ich nie ma? To właściwie nie jest dopuszczalne, etycznie wstrętne, w imię Ojca i Syna, przerażające. A kysz, dajcie mi tu święconej wody.

Ponieważ panuje wszechobecny, wszechrządzący, czy w kręgach bezdzietnych z wygody i wyboru, jak kręgi klerystyczne (neologizm od kleru), watykańskie, czy polityczne, a więc panuje wszechzamieszający mątwą w głowach pronatalizm. Ten zestaw przekonań społecznych i kulturowych na temat rodzicielstwa jest nie do podważenia. Trochę można coś podskakiwać, ale nie wyskaczesz wiele.

Ludzie nie zrozumieją cię za Chiny Ludowe z powodu pronatalistycznego przekazu społecznego i kulturowego, który od pokoleń wywyższa rolę rodzicielstwa. Od pokoleń.

Chociaż człowiek bezdzietny, głównie mamy tu na myśli kobietę, to ta winna, chciałby, aby jej wybór został zaakceptowany, nie widzę, aby jakaś tam kolektywnie zorganizowana grupa była dla takiej osoby wsparciem. Tak naprawdę rzecz jest godna potępienia, żeby się nie rozprzestrzeniła, jak Candida i nie obłożyła na biało jęzorów bezdziectwem z wyboru, a kysz.

Ale to jest forma dyskryminacji. W rzeczy samej, dyskryminacja. Aniston jest fajna, ale raczej trochę niefajna, może te włosy fajne, ale o la Boga, gdzie się podziewa panny Rejczel potomstwo?

Jednak nie ma to być rozprawka na temat naszego nowego zagubienia w matriksie z powodów rodzącej się nowej jakości pewnych istot, bo to i tak się nie sprawdzi. Ludzie nie pójdą na te fanaberie. I dobrze, jest dokładnie tak, jak ma być, skoro tak jest.

Żyłaś zgodnie z rytmem człowieka przypisanego tej kulturze, chciałaś mieć związek, chciałaś mieć dzieci, rozumiem, że swoje, bo jakby co, cudzych jest cała masa do wzięcia. Mijały lata i w końcu nadeszło zwątpienie, bowiem czas na naturalne zaciążenie jest dość krótki w proporcjach do długości życia kobiecego awatara.

A gdy nadchodzi zwątpienie, co łączy się z odpuszczeniem, często zachodzi się w ciążę, bowiem zwątpienie ma o wiele większą siłę sprawczą, niż parcie. A więc wątp. Jednak biologia też ma tutaj coś do powiedzenia, i w pewnym momencie po prostu wyłącza SOD i wszystko inne.

Chociaż we śnie mogłabyś zachodzić w ciążę w dowolnym wieku i z kimkolwiek. Dlaczego tylko we śnie?

Do tego teraz pojawił się ten bardzo niskowibracyjny wstyd? Czego się wstydzisz i kogo? Skąd się pojawił wstyd, który obok zazdrości ściąga Cię wręcz do piekła Dantego, najniższy krąg?

Wszystko ma swoją logikę, jest sensowne, i zawsze, ale to zawsze pojawia się w Twoim życiu na Twoje wołanie. Odczuwałaś silny brak mężczyzny i dziecka i dokładnie to samo przyciągnęłaś, zgodnie w prawem przyciągania.

Dlaczego nic nie wydaje się działać tak, jak chcesz, pomimo faktu, że działasz zgodnie z własną wolną wolą? Możesz pomyśleć, że powodem, dla którego nic nie idzie tak, jak chcesz, jest to, że takie właśnie jest życie.

Jednak prawdziwym powodem, dla którego sprawy nie układają się tak, jak chcesz, jest to, że nie działasz zgodnie z własną wolną wolą. Jesteś kierowana przez scenariusz.

Innym powodem, dla którego rzeczy nie układają się tak, jak chcą tego ludzie, jest to, że nie wiedzą, jak podejmować właściwe działania, aby kształtować wydarzenia tak, jak chcą.

Zamiast komponować rzeczywistość nadchodzącej rolki filmu, mają tendencję do walki z rzeczywistością, z którą mają do czynienia w bieżącej klatce.

Rzeczywistość istnieje tylko tu i teraz, a to, co realne, jest rzeczywiste tylko o tyle, o ile wydarzyło się w świecie materialnym. Nie można zmienić tego, co już się wydarzyło. Jednak kiedy walczysz ze swoją obecną rzeczywistością, dokładnie to robisz. Ponieważ wszystko, co cię otacza, składa się z czegoś, co już się wydarzyło.

Zbudowałaś sobie model, który jest mieszaniną tego, co czują niektórzy ludzie (mnóstwo) i wszystkie zwierzęta, co mówią ludzie, tego co naucza kościół (sam niepędzący za bardzo do rozmnażania, podobnie jak niektórzy przywódcy polityczni, namawiają, żądają, sami w to też nie idą), w ramach hollywoodzkich marzeń o ślubie i przedmiotach, o wielkiej miłości, idealnym partnerze, no dobra, może się trochę sprzeczać w Ikei.

Marzeń o pulchnym dziecku w kołysce, z pewnością nie o pryszczatym nastolatku z nosem w smartfonie, z którym tak naprawdę niewiadomo co robić, oprócz martwić, szczególnie gdy nie ma się jakiegoś szczególnego nazwiska do przekazania w kształcie Radziwiłł, czy Rej, czy jakiegoś większego majątku bez dziedzica kontynuatora, chociaż teraz to już masz wolty, co z tym wszystkim będzie? Bo ten nastolatek wziął kwas i nawija o czymś tęczowym.

Zbudowałaś to wszystko, jak model z kart, nie zastanawiając się, że to jest program. Nie zbuntowałaś się. Nie ma potrzeby walczyć, ale buntować się zawsze warto, podważać, pytać, zastanawiać, czy to jest naprawdę mój model życia? A co będzie, gdy się spełni? A co, gdy nie? Oddałaś gdzieś swoje życie w teraźniejszości. Żyłaś w oczekiwaniu, jak prawie wszyscy w matriksie. Ale nawet życie w oczekiwaniu jest akceptowalne, pod warunkiem, że żyje się też szczęśliwie teraz, ponieważ się rozumie, że jesteś w szkole i zdobywasz kolejne umiejętności.

I teraz zobaczyłaś to wszystko, ale nie wierzysz, że może być zupełnie inaczej. Wszystko dlatego, że nie znasz nowego światowego sensu tufti.

Jeśli chcesz zmienić scenariusz, musisz się obudzić i ożywić w środku filmu. Możesz zdziałać cuda, ale w danym momencie muszą pasować do Twojego szablonu świadomości w rozumieniu przekonań, własnych i tych nałożonych na Ciebie przez matriks. Żeby móc zmienić swoją rzeczywistość, musisz zmienić to, co naprawdę myślisz. Musisz obudzić się do nowego życia.

Trzeba przeprogramować podświadomość, a da się, jest na to masa dowodów, jak przeprogramowana świadomość ciała na naciśnięcie hamulca gazu znacznie wcześniej niż pomyślisz. We śnie jesteś w stanie przystać na wszelkie wariactwa, nie podważasz swojego latania, przeskakiwania gdzie chcesz, czy spotkania kogo tylko chcesz, ale na jawie wciąż powątpiewasz, uważasz tak naprawdę, że to niemożliwe.

I tak się dzieje, we śnie cuda, a w życiu zero cudów, czysty matriks

W życiu wszystko traktujesz rygorystycznie, zgodnie z szablonem, kodujesz tę swoją rzeczywistość na najbardziej z możliwie nieprzychylnej Tobie, aż się wstydzisz, aż zazdrościsz, aż chcesz, a tego właśnie nie masz. Nie widzisz tego, że to Ty sama jesteś sprawcą tego co masz? Nie znajomi, środowisko, nie gusła i zabobony, to Ty jesteś sprawcą tego poczucia braku ciąż i nie ma mąż? Zwątpiłaś.

W życiu otrzymujesz wszystko to, co się z Tobą zgadza. Ktoś, kto czuje się bogaty dostaje bogactwo, ktoś, kto czuje się pusty, dostaje jeszcze więcej pustki. Czy pojęłaś już to? Czy Rejczel czuje się w braku? Jak się uprze, to się tak poczuje, ale może ona już wgrała w siebie nowe oprogramowanie?

Zamień stare programy, przekonania, na nowe, takie, które rzeczywiście pozwolą Ci zrozumieć, że sens wszystkiego jest w Tobie, nie w rodzinie i potomstwie. Co nie znaczy, że nie można żyć szczęśliwie z innymi i rozmnażać się, ale to nie jest żaden warunek udanego życia. Jest tak samo trudnym kawałkiem tortu, jak samotność dla osoby śpiącej. Bowiem ludzie chcą zagłuszać samotność rodziną, harmiderem dziecięcych kwileń, choinką, radiem, telewizją, netflixem, alternatywnymi bredzącymi, i głównym nurtem pierdolącym trzy po trzy głodne kumety (co to są w ogóle głodne komety? okazuje się, że to głodne pety w gwarze przestępczej, dalej nie pytaj, bo nie kumam).

Jesteś w środku komputerowej gry, kogo więc wstydzisz się? Jakiegoś awatara z przemijającą osobowością krytykantki?

Zatrzymaj się na moment i napisz nowy scenariusz, i uwierz w ducha. Życie zrobi taką woltę, że achom, ochom i zadziwieniom, nie będzie końca.

Samotność jest pięknem. Gdy pokochasz siebie, pojmiesz, że jesteś wszystkimi samotnościami, wszystkich ludzi, bo jesteśmy jedną Jaźnią.

Ubuntu, Sruntu, czy jak mu tam Tufti, Itfut

Jesteś Alicją po drugiej stronie lustra, sama się tutaj przyciągnęłaś po COŚ

I teraz napisz scenariusz tego COŚ.

Love

44

 29
  • HopSiup   IP
    hej a ja z tych co tez by chciala miec rodzine i dziecie a tak sie uklada ze niemam, w tym partnera ktory tez by chcial bedac w wieku 37lat , wokol mnie zero presyji czy wrecz odwrotnie- bliskie 2 kolezanki nie maja bo nie chca, brat i narzyczona tak samo, moi rodzice tez ok,mama wrecz ze lepiej nie miec, kolezanka co ma dzieciecia w innym kraju normalnie o nich pisze wiec zadne tam wstydy czy nie wiem co.. raczej moje :" ja chce" rodzine ;). Jak jeszcze bylam w PL to siostry synkiem lubilam sie zajmowac, ona pytala: skad ty masz takie podejscie do dziecka ?
    I sie zastanawiam co ze mna nie tak ? czemu wlasciwy mezvczyzna w mej orbicie sie nie pojawil ? Energie ktora mam wykorzystuje w pracy najemnej i dobrze to idzie ale jak by opcja byla to bym chetnie dzieciem sie zajmowala. Uslyszalam kiedys zem kobieta sukcesu... gdzie ja sie czuje yhhh niedoborowa skoro chce zyc inaczej ale partnera nie mam adekwatnego ( to bardzo wazne ze adekwatny -  alco free, inne uzywki tez free and vege, na drodze rowoju duchowego) . Czasami sobie mowie ze moze jest jakis powod dla ktorego jest lepiej ze nie mam biologicznego dziecka (harmonijnej ordziny - nie chodzi o zajscie w ciaze ) i ze dlatego moje zycie wyglada tak a nie inaczej
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • Keeeyt   IP
      Nie pojmuje hasła presja społeczeństwa, skoro każdy jest częścią społeczeństwa, to ja też wywieram na innych presję? Nie wydaje mi sie, przekazuje tylko mój punkt widzenia i każdy i tak wybiera ostatecznie co zechce. Ktoś tu chyba zmyślnie ucieka od odpowiedzialności za swoje wybory.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • Kita  
        Zawsze nie chciałam mieć dzieci. Jak byłam mała i bawiłam się w dom na podwórku z koleżankami, to zawsze przybierałam rolę cioci. Teraz mam 39 lat i jestem szczęśliwą ciocią. Mamą nie zostałam i nie zostanę, bo nie chcę. Społeczeństwo wcale mnie za to nie potępia. Raczej czuje respekt przede mną, że otwarcie mówię o swoich przekonaniach i się tego nie boję. Nigdy nie spotkałam się z żadną krytyczną oceną ze strony znajomych, albo obcych osób, z powodu nieposiadania dzieci. Oczywiście był okres kiedy rodzina (mama) namawiała mnie do zajścia w ciążę, ale kategorycznie ucinałam jej apele. Moja konsekwencja i pełne przekonanie co do podjętego wyboru gasiła w zarodku wszelkie namowy innych.
        Aktualnie niektórzy moi rówieśnicy, którzy posiadają dzieci, zazdroszczą mi tego, że żyję jak chcę, robię co chcę i kiedy chcę. Widzę w ich oczach żal za poddaniem się przez nich presji społeczeństwa i założeniem rodziny takiej, jak od nich otoczenie wymagało. A przecież mieli wolność wyboru...
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 1
        • Czarodziejka   IP
          Pepsi może przydałby się jakiś krąg dla kobiet, które nie mają dzieci bo nie chcą. Ile jest kobiet które cierpią bo usiłują się wpisać w model. Ja, bezdzietna z wyboru w tym świecie jak don Kichot. Wiedziałam to od zawsze. Już jak miałam 12, 13 lat powtarzałam że nie chce mnożyć bytów, wolę rozwijać się niż rozmnażać i w ten sposób zwiększyć potencjał dobra w świecie a nie cierpienie. Skad ja wtedy to wiedziałam? Moja rodzina męczyła mnie o potomstwo do czterdziestki. Czułam się jak maszyna do rodzenia, patrzyłam na te wózkowe które szukały dobrej partii a nie miłości. Teraz mam 55lat. Szczęśliwa. Veni vidi vici.
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Aniela   IP
            Genialny tekst Pepsi, Kobietki zbierajcie się w te pędy, nie jesteście niczemu winne, tak ma być, jesteśmy tu po to żeby wydeptać innym ścieżkę (matrix revolution), żadne cierpienie Wasze nie było na darmo. Pokochajcie siebie takimi jakie jesteście. Poza tym zmiany nadciągają (poczatek 2020, kulminacja 2024, reset), świat jaki znacie się kończy...
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także