Teściowa, dziecko i mąż maminsynek. Co mam robić?
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Teściowa, dziecko i mąż maminsynek. Co mam robić?

Dodano: 65

Czyli "tu i teraz", ale w praktyce.

Komć: …kontynuując – męczy mnie ten temat – swoją drogą przychodzę do Ciebie tutaj już jak uzależniona, jak Ty trafiłaś na Osho tak ja trafiłam na Ciebie … No to z czym mam problem? Jak to wszystko praktykować? Może osobny dział PRAKTYKA TU I TERAZ Przykładowo: w odniesieniu bądź na "tak Światu", bądź "tu i teraz", "tak", "TAK" na wszystko. 1. Idę z córką na karuzelę, umawiam się z nią, że idziemy tylko na smoka, po czym ona jeszcze chce Hollywood, zgadzam się, bo mam być na "tak", a jak ma dać to jej szczęście, to tym bardziej. Po czym ona chce iść na kulki, albo coś tam. W końcu mówię "nie": wystarczy ... I po chwili córka do mnie mówi coś (w skrócie, bo miałam wywody długie) w typie: " jestem smutna”. I w tym momencie jestem jej najgorszą mamą na Świecie. Spodziewałam się innej reakcji, jeśli już. W konsekwencji zamiast zadowolenia (była w końcu na 2 karuzelach), była rozpacz, że nie było zgody na kolejną zabawę. 2. Dzwoni teściowa ze swoim planem na dzień, lub na kilka dni. Zaplanowała sobie kiedy mi zabierze córkę (przecież kupili psa, a wmawiają mojej córce, że to jej piesek) byleby jak najczęściej.  Wyrywając ją do siebie, burzy to jakiś porządek rodziny, a także moich planów na ten dzień. Powinnam być na "tak", córka w końcu nie jest moją własnością, więc tym bardziej ma prawo do wyrażania tego co chce. Ale jak mam oddawać im córkę, kiedy wiem, że oni mnie nie trawią, śpią, i nie pokazują mojej córce, że należy szanować mamy zdanie i psują ją prezentami. Dzień przed zakupem psa, kupili jej hulajnogę elektryczną, a wcześniej ... po prostu zawsze coś kupują, generalnie wszystko co chce. Moje ego mówi: jak to? Moje wyobrażenie wychowania (straszne słowo) dziecka jest inne. Czy mam mówić "tak"???? 3. Mój mąż był tak uwięziony, miał wszystko co chciał. A teraz jest pod 50. i nadal uzależniony jest finansowo od rodziców. Organizują mu każdy dzień (nie potrafi im powiedzieć „nie”, jest zupełnie podporządkowany, jest na TAK, ale tylko dla nich, bo ze mną każdy problem rozwiązuje grożeniem mi rozwodem, i że nie da mi złotówki na życie). A przy okazji organizują mój czas i moim dzieciom. Przy czym jednego dziecka nie tolerują, bo nie z ich krwi, gdyż syn jest mój.  Kochana … jakoś w Tobie nadzieja (jesteś troszku takim moim Osho),  jak mam być na"tak"???? Milczę , obserwuje, oddycham, jestem uważna, czy mam być "tak"?? Chociaż wczoraj powiedziałam„nie” na plan teściów, bo już zorganizowali dzień z córką, pomimo tego, że  ja miałam inny plan. Jak to robić???? jak odmawiać???? Czy mam obserwować ze spokojem jak Oni targają mną (chociaż wycofałam się, ale teraz robią to na odległość)? Poróżniają dzieci, to z ich krwi "pieskiem" przyciągają do siebie? Jak tą pępowiną odciąć mężowi, jak mu pomóc? Już patrzę na niego z miłością, ze współczuciem, to wystarczy?? Bo on nadal robi swoje, jest przeciwko mnie z nimi, czyli ze swoimi rodzicami. On nie umie inaczej. Dziękuję Ci za ten komentarz. Postaram się odpowiedzieć na tyle, na ile potrafię. Dzizas dziewczyno, naprawdę nie widzisz co się tutaj dzieje? Przecież to co piszesz mówi o Twoim ogromnym, absolutnym "nie". Nie ma zdania, które świadczyłoby, że rozumiesz coś z tego o czym rozmawiamy. Nie ma zdania z refleksją, którego mogłabym się teraz uczepić i powiedzieć Ci, że to jest jakaś droga. Jesteś sfrustrowana, rozczarowana, zazdrosna, niesamodzielna, zdana na łaskę i niełaskę swojego pana i władcy, a córka jest trochę Twoją bronią przetargową. Masz coś, co inni też chcą mieć. Jesteś w niskich wibracjach i dlatego w Twoim lustrze jest tak smutno, chociaż tak naprawdę nic się takiego złego nie dzieje. Patrzysz z miłością i współczuciem na własnego męża? Z miłością, ok, żadna sztuka kochać faceta, od którego jest się uzależnioną. A dlaczego mu współczujesz? Że niby on śpi, a Ty już jesteś przebudzona? W czym chcesz mu pomóc? Dlaczego to Ty miałabyś pomagać mu cokolwiek odcinać, gdy on rezonuje z rodzicami i sytuacją? Kochanie, kochanie, wracamy do początków. Najpierw trzeba zrozumieć. Pisze o tym de Mello, powie Ci to każdy. Prawdopodobnie myli Ci się to jeszcze, ale spoko, nie od razu Kraków zbudowano, nie mówiąc o Atlantydzie. Nie traktuj moich słów, jako ataku, jestem blisko Ciebie i dlatego chcę, abyś dobrze zrozumiała przekaz. Nie musisz go stosować, nie musisz z nim rezonować, możesz go w całości, albo w części odrzucić, ale zanim to się stanie powinnaś go zrozumieć, skoro już zgłosiłaś się do mnie ze swoim problemem. Yyy ...,  którego właściwie nie ma. Od początku do końca jest programem Twojego ego, z którym nie dajesz sobie rady. Ponieważ całkowicie identyfikujesz się ze swoim fałszywym ego.

Oto praktyka "tu i teraz", o której wspominasz:

Ad 1.

Zgoda, akceptacja, pogodzenie się z sytuacją, powiedzenie życiu "tak", nie oznacza, że nie możesz odmówić dziecku. Spokojnie, bez darcia szat i z miłym wyrazem twarzy. To są w ogóle dwie różne sprawy. Dziecko wielokrotnie wymaga od rodzica założenia "maski", która sprawi, że stajesz się niejako Aniołem Stróżem dla swojego dziecka. Gdy dziecko odbiega, znika z oczu, to pomimo tego, że jesteś przeszczęśliwa, (że się w końcu odnalazło) nie nagradzasz go, tylko ubierasz maskę niezadowolenia, która sprawi, że dziecko być może nie zrobi tego kolejny raz. Dzieci, to są urodzeni sprzedawcy, nie mają obaw przed odmową. Działają spontanicznie, chcą wszystkiego, gdyż są w stanie relaksu. Płacz dziecka, które nie dostało kolejnej zabawki, nie jest dla niego żadną traumą. Spłynie po dziecku, jak woda po kaczce. Czego spodziewasz się po osobie, która jest w ciągłym stanie relaksu? Obserwuj uważnie swoje dziecko, podobnie jak powinnaś stać się obserwatorem siebie. Twoja córka nie potrafi się cieszyć z tego na co jej pozwoliłaś, ponieważ Ty nie potrafisz się cieszyć z tego co masz. Jest dokładnym zwierciadłem Ciebie samej. Woli rozpaczać z powodu tego, czego nie ma. Znasz to skądś? Ludzie są nieszczęśliwi głównie z tego powodu, że wciąż myślą o tym, czego nie mają. Myślenie o tym sprawia, że są rozczarowani. Jest to przeciwieństwo zgody na to co jest, czyli pogodzenia się z sytuacją. Czy rozumiesz tę różnicę? Czyli przypadek 1, w ogóle nie dotyczy mówienia życiu "tak", czy "nie". Natomiast potwierdza zasadę lustra.

Ad 2.

Nikt wokół Ciebie się nie zmieni, możesz się zmienić tylko Ty, akceptując sytuację, co automatycznie podnosi wibracje. Mogłabyś też po prostu odejść, ale rozumiem, że jesteś na łasce i niełasce swojego męża, więc nie odejdziesz. Dlatego nie pozostaje Ci nic innego, tylko zmienić siebie. Właśnie akceptując to co jest. Nie ma powodu mówić, że uwielbiasz swoją teściową, skoro tego nie czujesz, ale możesz zaakceptować sytuację, w której się znalazłaś. Po prostu stać się obserwatorem. Doświadczać tego co się dzieje i uczyć się. Widocznie taką rzecz masz do przerobienia. Dasz sobie obciąć mały palec, że kiedyś w którymś wcieleniu nie byłaś niemiłą macochą dla swojej pasierbicy, która dzisiaj jest Twoją teściową? Może to jest Kopciuszek? Ta sytuacja powinna Cię czegoś nauczyć. Pogódź się z tym co jest, nie osądzaj, nie porównuj swojego zachowania z zachowaniem innych, nie oceniaj kto śpi, a kto nie śpi. Nie trać na to własnej energii. Podnieś swoje wibracje i w tym samym momencie Twoje otoczenie też podniesie wibracje, albo samo zniknie z Twojego życia. Wysokie przyciąga wysokie, niskie przyciąga niskie.

Nie bądź ofiarą

Bycie ofiarą to najczęściej spotykana postawa ludzi. W związku z tym zawsze przyciągają jakichś tyranów, katów. Przestań się tak bać. Opuść strach. Powiedz życiu tak. Tak, moja teściowa jest jaka jest, ale nie mów jaka jest, nie dokładaj oliwy do ognia. To jej sprawa. Pogódź się na to co jest. Nie myśl, że Twoja teściowa jest nietaktowna, bez klasy, nuworyszowska, że nie rozumie, że materializm i silne emocje związane ze strachem i posiadaniem, którymi zaraziła syna, odcinają go od niego samego. Ale kij z tym. Natomiast cała zmiana leży po Twojej stronie. Podnieś swoje wibracje do tego stopnia, że ludzie wokół Ciebie, którzy są odbiciem Twojej projekcji, nie będą w stanie działać w Twojej przestrzeni. Będą musieli czmychnąć, albo zmienić się w stosunku do Ciebie. Tak to działa. To Twoje lustro, Twój konstrukt myślowy. To Ty wymyślasz co mi opowiadasz. Tego tak naprawdę nie ma. Żyjemy w hologramach. No dobra, to nie w temacie.

Ad 3.

Widziały gały, co brały. Jakoś rezonowałaś z tym, skoro żeście się spotkali. Samotności nigdy nie wyleczysz za pomocą drugiego człowieka. Samotność leczy się tylko przez kontakt z rzeczywistością. Ty patrzysz na świat przez pryzmat męża, jego rodziny, dziecka, wyczekujesz, oceniasz, zajmujesz stanowisko, będziesz zawsze samotna w tym związku i poza nim. Trzymasz się kurczowo innych, jakbyś sama nie była dla siebie życiem, jakbyś była niewystarczająca, masz silne poczucie niedoborowości. Dopóki nie postawisz na siebie, nie zajmiesz się sobą, nie pobędziesz ze sobą i nie przestaniesz się okłamywać będziesz zawsze miała poczucie osamotnienia. Dopóki będziesz uciekała od pustki w sobie, dopóty będziesz miała poczucie krzywdy i osamotnienia. To pustka w Tobie jest rzeczywistością. Pobądź z sobą, zabaw się w uważność. Obserwuj myśli. Nie goń za nimi, tylko obserwuj jak przepływają. Jakaś myśl o nuworyszce teściowej, o, już się schowała. A teraz płynie myśl o mężu, że taki maminsynek. I znowu sobie przepłynęła. Nie nakręcaj się.

Powiedz tak: Takie zbieram doświadczenia teraz. Nie przepadam za nimi, nie przepadam za sobą bez własnych pieniędzy, uzależnioną, ale akceptuję ten fakt, godzę się na siebie taką. Zobaczysz jak szybko coś się zmieni w Twoim życiu. Bowiem we wszystkich tych sytuacjach chodzi o lustro. To co się dzieje wokół Ciebie, sama tworzysz, wymyślasz, bo jesteś tak zmutowana (jak my wszyscy o mało co niewolnicy Kosmosu), żeby identyfikować się ze swoim fałszywym oprogramowaniem umysłu, czyli ego. Być od kogoś zależnym psychicznie, być od kogoś zależnym emocjonalnie oznacza tylko jedno, że szczęście zależy od innej istoty ludzkiej. I w związku z tym już za chwilę pojawia się strach. Jest to strach przed utratą, strach przed alienacją, samotnością, przed odrzuceniem i włącza się kontrola drugiego człowieka, pod pretekstem miłości. Tymczasem miłość doskonała wyklucza lęk. Tam, gdzie jest prawdziwa miłość, nie ma miejsca na żądania, oczekiwania, ani na zależności. Kumasz to?

Zbliż się do siebie samej

To jest moja rada na dziś dla Ciebie. O ile z nią rezonujesz, myślę, że o to chodzi. Oddal się od innych, wyjdź ze świata zewnętrznego, skończ z oceną, porównaniem, rozkminianiem i zbliż się do siebie. Siebie też nie oceniaj, po prostu obdarz się uważnością.

Przypowieść w epilogu:

Trzy najtrudniejsze dla istoty ludzkiej rzeczy nie mają nic wspólnego ani z wyczynami fizycznymi, ani z możliwościami intelektualnymi. Pierwsza z nich, to odwzajemnienie nienawiści yyy ... miłością. Druga, to przyjęcie odrzuconych. Trzecia, to przyznanie się do błędu. Są to jednocześnie najłatwiejsze rzeczy pod słońcem, gdy tylko nie identyfikujesz się ze swoim "mnie", czyli fałszywym ego. Uśmiechnij się, wyluzuj dziewczyno i zajmij się sobą. Taaaak :)

z miłością

 65
  • Sarah   IP
    Czyli że jak we wtorek powiedział mi że mnie kocha, a 5 dni później napisał, że czuje się upokorzony relacja ze mna bo ja pewnie planuje z nim być dla wygody ( jestem 5 lat sama i tak wcae nie jest wygodniej, raczej odwrotnie) lub z braku lepszej opcji, po czym tydzień milczał .... A dzisiaj napisał że jakbym chciała iść na kawę "bez celu" to zebym sie odezwala, a ja myślę pomyślałam że  żyćze mu powodzenia i mam ochote go po ludzku przytulić tak w ramach pokazania "papa, trzymaj się " i uśmiechnam do siebie to zmierza to w dobrym kierunku? Złapałam się na tym że na logikę to pewnie masochizm , ale bezwiednie same te myśli mnie naszly i może to znaczy że zwczyna być lepiej że mna?
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Krejzola   IP
      Pepsi wszystko co piszesz o przebudzeniu "rezonuje" z wiarą..slowami Jezusa. Trzy najtrudniejsze rzeczy: "Milujcie swoich nieprzyjaciol.." "cokolwiek uczyniliscie jednemu z tych braci moich najmniejszych mniescie uczynili.." " kto twierdzi ze jest bez grzechu.." poza tym " w kazdym polozeniu dziekujcie.." walka z pychä za pomoca uznania swojej niedoskonalosci..zawdzięczanie wszystkiego co dobre w nas Jemu..doskonale chroni" beze mnie nic nie mozecie uczynic" Nie wiem czy jestes wierzäca, za krotko cie czytam ale to co proponujesz..ten rozwoj i pogodzenie sie przyszlo do mnie wrac z wiarä. Ot biblia.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 2
      • Tess   IP
        Uwielbiam Cię kobieto!
        Jesteś remedium na strach. Jesteś moim suplementem, 💊🥦🥬🍌🍌🍌
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 1
        • Gosia   IP
          Myślę sobie dzisiaj - co to zrobić z tą moją teściową - a tu w newsletterze taki wpis :) <3
          Zaczęłam pisać długi komentarz z prośbą o radę, gdy w zasadzie skończyłam pisać poukładało mi się w głowie i w sumie to już wiem co robić powinnam :D :*

          Pepsi a co gdy dzieci się biją, krzyczą w niebo głosy dla zabawy itd. Ciężko mi wtedy zachować spokój. Syn jest w takim wieku(4,5), że nic do niego nie dociera tzn poprostu mnie nie słyszy, jest w swoim świecie momentami, wtedy właśnie bierze cudze zabawki albo rzuca czymś w siostrę dla zabawy - gdy mówię mu, że nie wolno tak - zero reakcji, nie słyszy, gdy już udaje mi sie do niego dotrzeć za chwilę robi to samo. No... Wybucham wtedy, ze świadomością że to ego- wybucham ze złością. Jak sie w takich momentach kontrolować?
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • J   IP
            przepraszam- wyczułam to.
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także