Kiedy rozstanie prowadzi do martwego punktu zrób z niego lemoniadę
  • Horry PorttierAutor:Horry Porttier

Kiedy rozstanie prowadzi do martwego punktu zrób z niego lemoniadę

Dodano: 42
A masz może jakąś radę jak sobie poradzić z dołem po rozstaniu? Gwoli ścisłości – ja zdecydowałam o rozstaniu po ponad 12 latach, bo ten związek mnie dobijał, tak w wieeelkim skrócie, a to przecież chyba nie o to tym chodzi. Całe szczęście nie było ślubu, dzieci też nie ma. Zostałam sama, ze zwierzakami w tak naprawdę obcym mieście (wszyscy znajomi byli z jego strony) i nie wiem co ze sobą zrobić. W całym dorosłym życiu nie byłam sama ani przez chwilę, trochę pod kloszem i teraz zaczynam wszystko od zera. Przeprowadzać się nie chcę, bo mam fajną pracę i mieszkanko, które wynajmuję, ale nie potrafię dojść ze sobą do ładu. Pierwotna ulga, tuż po rozstaniu, przeszła w poczucie pustki, trochę żal i strach, co dalej i nie mam pomysłu jak zmienić ten stan. Czasem mnie to wszystko tak paraliżuje, że nawet nie mam ochoty wyłazić z domu. Trwa to już kilka miesięcy i zastanawiam się czy to minie samo, może to taki okres, kiedy muszę odchorować złe doświadczenia. Powiem Ci, że Twój blog dał mi bardzo dużo – jestem od ponad roku na poście przerywanym, biorę suple i generalnie pod Twoim wpływem bardzo zmieniłam swoje życie, co mi pomogło, bo wcześniej było dużo gorzej niż teraz, mimo wszystko. Chyba dzięki tym zmianom udało mi się znaleźć siłę na rozstanie, o którym myślałam od wielu miesięcy… Ale teraz jestem w martwym punkcie… Oj Ania, Ania. Odpowiem Ci jak kumpel odpowiada kumpeli. Zazwyczaj Peps odpowiada na komenty, ale dziś ja przejmuję pałeczkę. A co mi tam... Pepsi pewnie podziękowałaby za komcia (tak się na to mówi?) no to i ja dziękuję. Dzięki Ania.

Dół po rozstaniu zdaje się być sprawą co najmniej nieuniknioną

Nieważne czy dopadnie Cię szybciej, czy później - w końcu napatoczy się to takie na drogę, przykleja się do krtani całe rozedrgane i kopie Cię po jajach aż zwiniesz się w kulkę. Ludziska wiążą się z różnych powodów - przez strach, przez poczucie samotności, przez próbę zapełnienia pustki w sobie kimś z zewnątrz, z potrzeby posiadania kogoś, kto zajmie wolną przestrzeń w mieszkaniu, wieczorami zbyt dużym żeby być tam samemu. Kogoś kto będzie pasować do torebki chociażby, tak jakby to było wykonalne. Na początku jest chemia, na początku jest wielki wybuch, który zapełnia tę pustkę. Bach-bach. Znajdujesz kogoś na własne podobieństwo, na podobieństwo matki, ojca, albo tego sławnego aktora z telewizji. I wydaje Ci się, że to ten jedyny. W tamtej chwili pewnie i tak jest. Rezonujecie ze sobą, dzielicie doświadczenia fajne i te wcale niefajne, nadajecie na jednaj fali. A później rozstajecie się. Ten jeden jedyny mija, ta jedna jedyna pakuje manatki i odchodzi. Najgorzej jak jeszcze zabierze ze sobą wszystko i nic nie ma poza czerstwymi wspomnieniami.

Jakiś czas temu ktoś zapytał, dlaczego jestem sam

Ty Horruś sam? Tak być nie może!

Aż zawyłem z uciechy! Uhihi, ahaha. Sam? Stara - powiedziałem - otaczają nas miliardy ludzi, gdzie nie pojedziesz, nie polecisz i nie poleziesz. Do tego, proszę ja Ciebie, reptile, obce cywilizacje, kosmici w ludzkiej skórze. Kilka wymiarów, różne linie czasowe - nigdy nie jestem sam. Trajkocą w radiach i w telewizorach, gapią się z bilboardów prosto w okna, tak że nie możesz spać. Poza tym - lubię moje bogate życie wewnętrzne. Jeśli mam je z kimś dzielić, niech będzie to ktoś, kto jest moją bratnią duszą, a nie zapychaczem wolnej przestrzeni.

Powaga. Po co komu te zawiłości i związkowe komplikacje wszelkiej maści?

Jak wspominałem, wiążemy się z najprzeróżniejszych powodów. Najczęściej wynikają one z ego wiążących się. Być może już się spotkali, już była ta energia, a może dopiero będzie. Być może to element lekcji, ale ta lekcja się skończyła i pora się rozejść. Czy to coś złego? No nie sądzę. Jesteście dwójką różnych ludzi i idziecie dwiema różnymi drogami, choćby tę łączyły się na chwilę. Złe (chociaż to ocena), albo mówiąc inaczej energetycznie szkodliwe, jest podtrzymywanie takiego związku kiedy wszystkie więzy puszczają i od siebie odpadacie, a jednak trzymacie się siebie kurczowo i na siłę jak dwa magnesy, którym ktoś pozamieniał bieguny.

Jesteś w tu i teraz

W tej chwili nie liczy się to co było. Związek to zbiorowa momentów, które wpłynęły na Ciebie w różny-różnisty sposób, być może na zawsze. Dlaczego smucić się z powodu doświadczeń, jakimi by nie były? One już minęły i są wspomnieniami. Dlaczego coś co było pali żywym ogniem dlatego, że się skończyło. Tego nie ma. Stajesz się baterią matrixu. Tym jest Twój smutek - energią, która zasila tych, którzy robią wszystko, żeby Twoje ego wariowało i podsycało w Tobie takie uczucia. Ten związek już był. Wszystko co przed Tobą dzieje się teraz. Serio chcesz zmarnować cudowne tu-i-teraz na smutek z powodu czegoś co się skończyło?

Akceptacja

Zaakceptuj smutek, może wkurwiona, może zagubiona, czy jaka byś nie była. Jesteś teraz (TERAAAAZ) sama i to jest okej. O-KEJ. W porzo. Podjęłaś słuszną decyzję. Radzisz sobie z tym dobrze, bo najlepiej jak potrafisz. Świat Ci sprzyja. Uniwers robi wszystko żeby było Ci dobrze. Otwórz się na to i zaakceptuj rzeczy takimi jakimi są. Daj energii kanał, którym trafi prosto do Ciebie.   Andy Warhol mawiał, że jeśli bardzo czegoś pragniesz, powinnaś przestać - wtedy to dostaniesz. Zresztą mawiał tak nie tylko on. Osho też.

Nie jesteś sama

Jesteś w kosmosie, otoczona tłumem istot. Medytuj i czuj dobre wibracje. Książki czytaj. Biegaj, tańcz, spisuj swoje bieżące emocje jeśli jest ich dużo - to doskonała nauka obserwacji i uważności. Później możesz zwinąć ją w kulkę i wykopać przez okno. W ogóle pisz coś, albo rób cokolwiek co sprawia Ci przyjemność. Bądź tym co robisz. Obserwuj siebie kiedy wykonujesz najmniejsze rzeczy. Jak parzysz herbatę, jak się smucisz, jak się śmiejesz.  

Na zawsze Twój,

Horry Porttier

 42
  • bursztynek   IP
    ach milosc,
    kochalam meza bardzo, i myslalam ze z jego strony jest to samo, wydawalo mi sie ze jestesmy razem szczesliwi
    az z dnia na dzien sie wyprowadzil, mowiac mi ze musi odpoczac, pomyslec ???... bylam w szoku, jak mozna tak z dnia na dzien wyjsc z domu bez powodu...... odchodzac plakal....okazalo sie ze ma kochanke....od dawna........perfekcyjnie sie maskowal....
    po kilkudniowych wypadach z kochanka, przychodzi do mnie i placze, placze wrecz smazmatycznie i zapewnia ze mnie kocha i bedziemy razem, ze nie wie co robi, ze sam sobie nie moze ze soba poradzic, ze jest wrakiem czlowieka, ze musimy sie na nowo poznac, zebym mu dala czas...po czym za znow caly dzien jest z kochanka na telefonie....trwa to juz wszystko 7 miesiecy....
    wykancza mnie ta sytuacja, te emocje mnie niszcza, nie moge tego zrozumiec co sie dzieje, dlaczego on tak postepuje, nie moge tak dluzej zyc, i patrzec na to wszystko, nie jest mi to obojetne i czuje ze to ja musze skonczyc to malzenstwo .......
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • yhyjasne   IP
      No, tak jest. Niektorym po prostu w milosci jest gorzej. Bardzo ciezko pogodzic sie z odejsciem kogos, kto moglby zyc z toba w szczesciu, kiedy swiat czy ego tej osoby by nie przytloczyl. Da sie zyc samemu, ale ile jest warte szczescie, ktorym nie da sie podzielic? BB.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • OlaS   IP
        eh, jestem troche rozczarowana, moze spodziewalam sie czegos innego po tym wpisie. tak, wiem o matrixie, tak, wiem , ze ludzie odchodza, rozstaja sie. wiem, ze tez ze to ego. ale wcale nie czuje sie lepiej, wrecz przeciwnie. wyjezdza czlowiek ktorego kocham i ktory kocha mnie, z ktorym myslalam ze sie zesrarzeje. nic nie przyniesie mi ukojenia.
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • iGrażka   IP
          tu naprawdę zawiązała się społeczność niezwykłych ludzi, życzliwych, kochających, wspierających... mądrych. Widzisz Pepsi, jaką jesteś inspiracją. Wszystkim z serca dziękuję
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 0
          • maggoth   IP
            Zatem ruszam z kopyta i się zmieniam .Oceany miłości dziewczyny❤️
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także