Czy jeśli zaakceptuję fatalną sytuację, to wszystko samo się ułoży?
  • 44Autor:44

Czy jeśli zaakceptuję fatalną sytuację, to wszystko samo się ułoży?

Dodano: 28

Droga łupiny orzecha nawet przez rynsztok jest lepsza niż utknięcie w załomie krawężnika.

Komć: Mam wrażenie że zaczęłam się budzić, akceptować, wzrastać. Czułam spokojną radość i miłość. Ale mój partner swoimi emocjami, rozczarowaniem, złością na mnie ciągnie mnie w dół. Chciałabym żeby ode mnie odszedł, ale boję się sama wspomnieć o rozstaniu, bo mamy dziecko i nie wiem co wtedy? Wiem, że nie warto sie bać. Czy jeśli zaakceptuję tę sytuację, że on jest moim lustrem i lekcją do wzrastania, to wszystko samo się ułoży? Dzięki za komcia. Odrazu rozwieję Twoje wątpliwości, nie, nie zaczęłaś się budzić. Jakikolwiek krok w przebudzenia wiąże się ze zrozumieniem. Wiesz, jak to jest, gdy ludzie się naprawdę budzą? Budda, jakaś pani na dworcu La Gare du Nord w Paryżu, zrozpaczony Tolle w noc, która miała być godziną jego samobójstwa i inni faktycznie przebudzeni? A więc wybuchają śmiechem, uderzają się z liścia w czoło i śmieją się, bo to takie proste, oczywiste. Po prostu zrozumieli. Przebudzenie odbywa się skokowo, zupełnie bez uprzedzenia, po prostu ego się nagle wyłącza. Ty natomiast weszłaś  dopiero na drogę duchowości, zrodziła się potrzeba ezoteryczna. Ale to wciąż jeszcze matrix, tym razem ezoteryczny. On też lubi dobrze zamącić w głowie. Twój partner jest taki, jaki ma być na tym etapie wzrastania, czy też nie wzrastania w którym Ty się znajdujesz. Podstawowym sposobem rozwiązywania problemów przez śpiących jest znalezienie winnego na zewnątrz siebie. Tymczasem w ogóle nie należy szukać winnego, tylko zmienić coś w sobie, zmienić siebie. Każde poszukiwanie winnego jest działaniem egotycznym, oznacza nieskumanie o co biega i senność. To co się dzieje w Twoim życiu jest Twoją projekcją i tylko przez zmianę siebie samej jesteś w stanie zmienić wszystko. Twój partner nie ściąga Cię w dół, on jest Twoim nauczycielem w doświadczaniu. Jeśli zrozumiesz, automatycznie zmienisz swoje wibracje, a Twój partner poczuje się przy Tobie conajmniej nieswojo. Wtedy to on się zmieni, albo odejdzie, bo nie będzie mógł tego znieść. Na razie dobrze ze sobą rezonujecie. Oczywiście pozostaje  tajemnicą po co zjawiłaś się akurat na tym planie. Jednak i tak cały sens istnienia jest w Tobie samej. To się odnosi do nas wszystkich.

Gdy Twój partner zachowuje się na poziomie niskich wibracji, zaakceptuj ten fakt i popatrz na niego w milczeniu. Nawiąż z nim kontakt wzrokowy bez okazywania żadnych emocji. Popatrz w jego oczy ale tak jakbyś patrzyła dalej, przez niego. Staraj się być najlepsza jaką potrafisz być w danym momencie. Jeśli Twoje emocje typu wściekłość, czy wylewanie żalu, dojdą do głosu, nie obwiniaj się. Zaakceptuj i ponownie rusz w drogę zmiany. Sorry Kochanie, ale knujesz. Jakiekolwiek knucie jest oznaką egotycznych ciosów, które zadajesz sobie samej. Chcesz, żeby on odszedł, żeby podjął decyzję za Ciebie, bo jest jeszcze dziecko. Chcesz zmanipulować sytuację. Jeśli chcesz się rozstać, odejdź, jeśli jednak nie do końca chcesz, zostań, ale nie knuj, bo ta energia rozprzestrzeni się po całym Waszym mieszkaniu, zakazi dziecko i cały Wszechświat. Taka rodzina jest idealną wręcz pożywką zarówno dla matrixu, jak i matrixu duchowego. "Czy jeśli zaakceptuję tę sytuację, że on jest moim lustrem i lekcją do wzrastania, to wszystko samo się ułoży?" Gdybyś rozumiała, akceptacja nadeszłaby sama. To nie jest coś do czego można się nakłonić. "Ale jak zachwyca, kiedy nie zachwyca?", że się posłużę gombrowiczowskim tekstem z Ferdydurke. Jak kochać, gdy się nie kocha? Jak akceptować, gdy się wzdrygasz? Jak wybaczać, gdy nie wybaczyłaś? Nijak. Po prostu zaakceptuj, że jest teraz jak jest. Gdy zaczniesz faktycznie się budzić, samo Ci się wybaczy, akceptacja pojawi się niewiadomo skąd. Zaśmniejsz się do siebie z cicha.

Zgoda na coś, to nie jest służalczość, wypełnianie jakichś zaleceń, typu dochtore. To musi wypłynąć z Twojego zrozumienia. Że nie ruszysz ze skrzyżowania nigdy, gdy nie zaakceptujesz sytuacji w której się znalazłaś. To się dzieje po coś. To Twoje doświadczenie. Zdobywasz mistrzostwo. Wzrastasz. Każda kłoda na Twojej drodze pojawia się nie po to, aby Ci podciąć pęciny, ale po to, żebyś nauczyła się wzrastać. To nie kłoda, to stopień. Czy dziecko rozwinie się intelektualnie, gdy wciąż będzie przerabiało ten sam program jednej klasy? Życie jest zajebiście ciekawe i piękne, ale tego możesz nigdy nie doświadczyć, gdy jak łupina orzecha utkniesz gdzieś w załomie krawężnika w drodze do rynsztoka. Droga przez rynsztok jest lepsza niż utknięcie w tym załomie. Woda w końcu wpadnie do szerokiej rzeki, a potem do morza i Ty wraz z nią wypłyniesz na czyste wody. Natenczas: Widzę Cię przyczajoną, utkniętą w szczelinie i obwiniającą kogoś na zewnętrz. Dotąd jeszcze siebie nie rozpoznałaś? Jesteś inteligencją egzystencji, jesteś jej świadomością i duszą. Jesteś częścią tej niewyobrażalnej boskości (no dobra Źródła), która przejawia się na tysiąc sposobów w drzewach, w ptakach, w zwierzętach, w ludziach. Ale to jest zawsze ta sama świadomość tyle, że na różnych poziomach rozwoju. O to biega. Skumaj tylko to. Nie bądź łupiną orzecha.

lovciam:)

 
 28
  • Ventura   IP
    Hej Peps! Niby ogarniam w miarę ale tego juz nie kumam i nie wiem jak pomóc przyjacielowi. Rozszedl się z dziewczyna po kilku latach bo ona go tłamsiła i chciala miec tylko dla siebie. On nie wytrzymał i mimo ze twierdził, że mu zależy to odpuścił bo mowi ze jest egoista a jednocześnie nie chciał by ona się męczyła z jego samorealizacją, rzadko bywal w domu. Generalnie jest opcja powrotu a on nie jest pewien czy chce być w ogole w jakimkolwiek zwiazku, mimo że cos czuje. Wcześniej decyzja o rozstaniu podjęta byla przez nią, nagle, za plecami, przez fb, głupio. Teraz ona sugeruje, ze znow mogą byc razem. Jak pomóc?
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • Iza s   IP
      Ja miałam dobrego chłopaka na początku było wszystko dobrze a potem
      ale co tam byliśmy ze sobą 2lata i potem zaczęły się problemy ze zrobił mojim rodz na złość poszedł do sklepu i kupił se piwo i był nerwowy zrobiłam mu tylko kawę i pojechał on do domu i miał ciągle na sobie swoje nerwy i nie umiał się zachowywać i tylko wyzywal i ciągle się złośćil i tylko że złości rozkazywal mnie żebym od niego tel odebrała i to tak było a teras nie dawno jego mama zmarła szkoda mi jego mamę ale nic nie zrobię i nic na to nie poradzę dla mnie trudna sytuacja ale ciągle myślę że mi się samo to wszystko się ułoży czy może ktoś powie co dalej
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • Gosialavenda   IP
        Jedyne co wymyślili to to, że Jezus urodził się 25 grudnia i tak ze Saturnalii zrobiono Boże Narodzenie i wszyscy byli szczesliwi.
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 1
        • Pepsi Eliot
          jest prawdopodobieństwo i to duże, że życie Jezusa zostało całkowicie wymyślone na potrzeby religii, jest conajmniej 25 postaci o podobnym życiorysie, które miały podobny,pisałam o Attisie (na podstawie opracowania Igora Witkowskiego), który też miał urodzić się 25 grudnia z dziewicy, jego ciało symbolicznie spożywano i zmarł na drzewie,po czym zmartwychwstał. Jednak nie o to chodzi z Jezusem, jego filozofia jest ponadczasowa, i prosto ze Źródła, z pewnością taka postać istniała, w jaki sposób wzrastał do takiej świadomości zostało przez religie zatajone, jednak ta postać przyniosła pojęcie wszechmocnej miłości i to z pewnością jest największa wartość duchowa, jaką można sobie wyobrazić. Nic się z tym nie równa. Kto to pojmie, przebudzi sie jak Jezus, czy każdy inny Budda.
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 0
          • Ewa   IP
            Ania Gaj poleca czytanie całego bloga a ja od siebie dodam:do pełni musi być super książka"Leczenie dobrą dietą". Myślę,że matrix może nam"...tam gdzie pań,pana majstra może pocałować..."Serdeczności!
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także