Codzienny lęk przed odrzuceniem zabiera mi sen z powiek
  • 44Autor:44

Codzienny lęk przed odrzuceniem zabiera mi sen z powiek

Dodano: 28

Jeśli sądzisz, że chcesz się przebudzić, muszę Cię rozczarować, Ty tylko chcesz mieć naprawione zabawki.

Komć: Od dzieciństwa zmagam się z labilnością nastrojów, ze skrajnymi emocjami. Raz jest cudownie wręcz euforia, a innym razem źle i jest katastrofa. Nadwrażliwość i siła gniewu, złości potrafi mną całkowicie zawładnąć. Codzienny lęk przed odrzuceniem zabiera sen z powiek. To straszne uczucie, które w sobie noszę od lat. Pozbawia mnie wszelkiej radości. Nie dbano o mnie, wiec sama to dziś robię. Cały czas w nieświadomości dominuje myśl, że znowu zostanę porzucona, odrzucona. Teraz często sama prowokuję sytuacje, że tak się dzieje i jestem odrzucana. Albo jak już nie mogę znieść napięcia sama rezygnuję, żeby nie poczuć bólu odrzucenia. Nie wiem kim jestem, raz myśle o sobie dobrze, a innym razem, ż jestem nikim i nic nie potrafię. Czytam Cię Pepsi ale jeszcze błądzę i nie do końca wiem co mogę zrobić, żeby z tego wyjść.

TU ZNAJDZIESZ 100% ORGANIC 4 GREENS This is BIO idealny do KURACJI 4 SZKLANEK, która oczyszcza wątrobę, usuwa pasożyty, odtruwa inne organy jak nerki, przy okazji dotleniając ciało.

Dobrze, że napisałaś, dzięki. Pomiędzy psychologią, a duchowością leży przepaść. Psycholog będzie się starał za wszelką cenę stłamsić, przydusić te emocje i w ten sposób ulżyć pacjentowi. Psychiatra będzie walczył tak samo, tylko jeszcze dołoży tłumiące wszystko psychotropy. Nauczyciel duchowy jednak stwierdzi, że wszystko co się wydarza jest w jak największym porządku. Po prostu skoro jest, jest po coś. Ile cierpienia potrzeba żeby zacząć kumać? Na świecie jest ogromna ilość cierpienia tylko z jednego powodu, że ludzie chodzą do szkoły śpiąc, biorą śluby przez sen, chorują śpiąc, starzeją się na nieprzytomniaka i w końcu odkładają widelec również śpiąc. Tak wygląda ludzkie życie. Ile jeszcze muszą wycierpieć się, żeby się przebudzić? Przez ile lat trzeba tkwić w strasznym związku, żeby przejrzeć na oczy, że nikt nie jest Ci w stanie ani pomóc, ani zaszkodzić?

Gadam do Ciebie, bo to jest mój taniec. Ja tu teraz tańczę. Jeśli mój taniec inspiruje Cię do wzrostu, to to i tak nie jest moja zasługa, tylko Twoja. Jeśli mój taniec wkurwia i obniża komuś wibracje, to też nie jest moja sprawka. Jaka odrzucona? Jaka odrzucona? Nikt Cię nigdy nie miał i nikt nie może Cię odrzucić. To Twoje ego uwielbia się użalać, zapobiegać, ucieekać, albo wpadać w nieprawdziwe zadowolenie. To coś, co czujesz jest jak zespół maniakalno depresyjny, czyli zaburzenia afektywne dwubiegunowe, tyle, że u Ciebie nie jest to choroba psychiczna, tylko odpowiedź ciała bolesnego na wyniszczające Cię myśli, czyli programy ego. Melancholia przechodzi w radość, po czym czar nagle pryska i znowu wraca smutek i przygnębienie. Dla otoczenia takiej osoby to też jest nie do zniesienia obniżajace wibracje generalnie, w tym w całym Wszechświecie. Oczywiście nie ma tutaj winnego, jednak być może nadszedł czas, żeby wszystko to samo odpadło. Żebyś opuściła to skrzyżowanie. Ile zamierzasz jeszcze cierpieć, chorować i uciekać? Do jakich rozmiarów chcesz wyhodować to własne ciało bolesne? I po co?

Czy inni w matrixie mają lepiej? Wszyscy śpiący się zadręczają, każdy na swój indywidualny, połączony z typem osobowości sposób. Ty huśtawą nastrojów, inny tylko depresją, a jeszcze inni kupowaniem przedmiotów i życiem na totalnym debecie. Niektórzy całkiem podobnie do Ciebie, inni aż dostają świra. Takie programy nakłada na nas ego. Ludzie nagminnie się czegoś boją, truchleją ze strachu, ponieważ matrix karmi się strachem i do strachu zostaliśmy zmutowani. Wszędzie wokół panoszą się choróbska cywilizacyjne, albo biedy (w zależności od części świata) i ludzie z nimi walczą. Chociaż każda walka wspiera własną energią to na co zwracamy uwagę, to z czym walczymy. Ludzie walczą z chorobami zdalnie, za pośrednictwem lekarzy, którym oddają władzę nad sobą. Energia zawsze podąża za uwagą. Gdy nie patrzysz w lustro nie ma tam żadnego obrazu. Masz przecież całkowitą jasność w Twojej sytuacji, kto Cię tak naprawdę krzywdzi? Wiesz, że to Ty sama jesteś swoją krzywdą. Pomimo, że wiesz o tym i tak odnosisz się do przeszłości, wciąż wypominasz innym krzywdy. Wystarczy, ze we własnej głowie. Kiedy się wreszcie poddasz?

Tak jak prawie wszyscy chcesz wracać do swojej destrukcji, która miała miejsce, gdyż wtedy znajdujesz logiczny powód do tego co się dzieje. Wszyscy nieustająco szukamy usprawiedliwień. Nie znam człowieka, który by nie wyłuszczał zewnętrznych powodów dlaczego jest taki, czy inny. Miliony ludzi jest przekonanych, że ich słabe dzieciństwo kładzie się na ich życiu. Tymczasem to oni sami zalegają na sobie. Nie jesteś niczemu winna, gdyż podobnie jak inni śpisz snem głębokim. Tak jak innym nie, Tobie też nie zależy na przebudzeniu, bo to nie do końca Cię kręci. Zależy Ci tylko na tym, żeby Twoje zabawki zostały naprawione. Żeby wróciło zdrowie, żeby ludzie Cię nie porzucali, żeby Twój facet się domyślił i wrócił, żeby Twój dom był zamożny. I nic w tym złego, tyle, że to są tylko naprawione zabawki. Inni czują dokładnie to co Ty, chociaż być może nikt ich nigdy nie upokorzył, nie odrzucił, czy świadomie nie skrzywdził. Oni też są nieszczęśliwi, ponieważ identyfikują się ze swoim ego, które jak wiemy jest śmiertelne i bardzo posrane w gacie. Ego nigdy nie jest zadowolone. Ego czuje się zawsze albo gorsze, albo lepsze, poniża się, poniża innych, albo wywyższa. Na tym planie na którym egzystujesz, ego nigdy nie daje spokoju. Nigdy. To ego powoduje, że drżysz ze strachu, albo, że jesteś w euforii, to ego nieustająco jątrzy, rozkazuje pamiętać o złym, albo wracać do dobrego, jakby nie istniało teraz. Tymczasem to ego w teraz nie istnieje.

Czy zrozumiałaś to co ci teraz powiedziałam? Że tego wszystkiego złego czym żyjesz nie ma, że tych zepsutych zabawek nie ma, bo nigdy nie było żadnych zabawek. To iluzja twojego ego. Ego nie ma w teraz, więc w teraz nikt nie kręci filmów. Kamerujesz i jak my wszyscy śpiący uważasz, że to się dzieje. Co by dało branie litu (w sumie najlżejszy kaliber), czy faktycznie tłumiących te emocje psychotropów? Czy te emocje znikną od tego? Nie, tylko dostaną obuchem w łeb. Liczy się tylko przebudzenie, a nawet wystarczy ten pierwszy krok, czyli zrozumienie. W jednej sekundzie nie identyfikujesz się z jakimkolwiek cierpieniem, ani też z euforią. Te skrajne noty od zawsze śmierdziały fikcją na kilometr. Taka huśtawka emocjonalna związana jest również z faktycznym zdrowiem ciała, albo z wyjątkowymi przeciwnościami losu. Jednak tak czy siak to ułuda. Ale już widzę, że Ty nie chcesz się przebudzić, chcesz mieć tylko naprawione zabawki. I spoko, tyle, że to też trzeba zaakceptować. Poddać się. Skończyć z walką. Wreszczie powiedzieć TAK.

z miłością

   
-
 28

Czytaj także