Spowiedź Horrego, czyli jak to się stało, że zacząłem żyć na tak
  • Horry PorttierAutor:Horry Porttier

Spowiedź Horrego, czyli jak to się stało, że zacząłem żyć na tak

Dodano: 32

Czyli jak Horry Porttier zaczął żyć świadomie?

Współcześnie zaczynamy różnić się coraz mniej. Jesteśmy jak te modne skarpetki, niby nie do pary, ale dziwnie komplementarne. Jednak ja nie o tym, więc odkładam na bok swoje horre skłonności do dygresji i skarpecianych analogii. W pewnym wieku, lat dwudziestu, czterdziestu, a może nawet stu, trudno spamiętać, porzuciłem wygodnickie życie materialisty i czołowego przodownika matrixu, by z buta ruszyć ze skrzyżowania w kierunku świadomego, pozytywnego, oświeconego życia. Przez etap wyparcia, paranoi, totalnego wnerwienia, po zrozumienie, radosną kontemplację i coś na kształt spokoju. Piszę to dla młodszego siebie z innego wymiaru, ale też, bądź co bądź (a nawet przede wszystkim) dla Ciebie. Uczy się chłopców tych wszystkich rzeczy o uczuciach. Że facet ma być niby silny, ma mieć pozycję w stadzie i nie być mięczakiem. Że emocje są dla bab, że pochlipać to se może koleżanka. Tyle, że słabość nie jest domeną kobiet, ludzie generalnie są słabi, bo bujają się ze swoim ego niczego nieświadomi. Niby fakt, laseczki kierują się w decyzjach emocjami, a kozaki logiką. Oczywiście bywa różnie, kwadratowo i podłużnie. Do tego nikt nie mówi czym właściwie są te emocje, tyle, że w wieku 28 lat jesteś w stanie rozpamiętywać swoją pierwszą randkę w 5 klasie podstawówki, na której zbłaźniłeś się do reszty. Możesz chcieć dobrze płatnej pracy, płaskiej fury do sportu, chawiry (jakby co, wyraz zapożyczony z jidysz) z jacuzzi z widokiem na ołszyn, w końcu pieniądze są spoko w matrixie, są wynikiem kreacji przepływu. Ale jak często myślisz o tym, że powinnaś czuć się szczęśliwa? Czy myślisz o tym częściej niż o nowej parze chodaków Bossa albo wkurzających obowiązkach służbowych?

Hory jako korporacyjny szczur

Spowiedź Horrego Porttiera

No więc taki byłem. Chory Horry. W pogoni za wielkimi pieniędzmi, wielką karierą, wielkimi znajomościami z wielkimi-małymi Indianinami, ups, ludźmi na wielkich bankietach z kosmiczną ilością alko and narko. Ubrany w lakierowane buty i pretensjonalnie drogi zegarek, z wiecznie wkurzoną miną, orężem z ironii i komentarzy wypowiedzianych tonem eksperta.

Korporacyjny sen

Kasy jak lodu i jakby mało satysfakcji z jakby idiotycznego życia. Nie ze względu na podupadające zdrowie nawet, tylko ze względu na nieustającą amplitudę drgań przez cały czas w tym samym temacie. Jak wypadło, czy mogłem mniej wtopić, i co będzie w przyszłej gonitwie, na którego folbluta mam obstawiać? Jak dżem, co drugi dzień, na kolacji u Królowej Kier, zawsze wczoraj, zawsze jutro, nigdy dziś. Wielkie ekscytacje, a po nich ogromne doły. Wszystko było skrajnie genialne, zajebiste i trendy albo zupełnie do dupy, tak że nic, tylko odwalić kitę, czyli zawinąć się z tego planu. Jak z pamiętnika egzaltowanej nastolatki: uwielbiam i nienawidzę.

Zrezygnowałem z pracy w biurze, bo myślałem, że to ona mnie unieszczęśliwia. Potrzebowałem paru lat żeby uzmysłowić sobie, że stałem na skrzyżowaniu, że to moje życie mnie unieszczęśliwiało, własne ego kopało pode mną doły, czeluście, otchłanie. Zacząłem pracować w domu zakładając, że własny biznes da mi poczucie wolności, czas na mnie samego i w ogóle stworzenie czegoś od nowa, niby Deus artifex, renesansowy Bóg kreator.  Rzygałem pitoleniem szefa, i lakierkami, od których dostałem bolesnego modzela na środkowym. I wyszła z tego kolejna kiła, bo kolejny raz, jak kataryniarz, postawiłem na cel, a nie na drogę. Logicznie zaplanowałem niemal każdy dzień na miesiące do przodu. Chłodna kalkulacja i zero emocji. Osiągnąłem cel i znów sięgnąłem dupy. A później było coraz gorzej. Na co dzień bez pasji do robienia biznesu i kręcenia lodów, miałem wszystkiego dosyć. Ludziom przytrafia się to ciągle, mamrotałem pod nosem, takie jest właśnie życie, co ty odpierdalasz? I nagle stało się. Zrezygnowałem z wielogodzinnego gapienia się w monitor i nieustającego kalkulowania w temacie firmy i kasy. Praktycznie na pewien czas całkiem ześwirowałem. Przeszedłem załamanie, wyparcie, prawie, że wbiłem sobie cyrkiel w coś i długie wakacje kisiłem się na tapczanie. Potem nastąpiła zmiana, tym razem szpak dziobał bociana

Zacząłem biegać, chodzić na paczkę, coś tam wyprawiać z jogą i nagle coś we mnie walnęło. Nie byłem już dupkiem w garniturze, byłem po prostu dupkiem. Nie mając nic do stracenia, postawiłem na wolność. Nadal byłem otwarty na projekty, ale robiłem mniej, nie miałem planu. W pewnym momencie zacząłem podróżować, byle gdzie. Raz aeroplanem, a raz z buta przed siebie. Wszystko wibruje, ja też wibrowałem, ale widocznie jakoś wyżej, albo tylko inaczej, bo zacząłem poznawać niezwykłych ludzi, niezwykłe istoty. Prawdziwych guru i samozwańczych oświeconych, nawet reptilę szamanów, joginów, przebudzonych bogaczy i ubogich mnichów z pamięcią setek wcieleń wstecz, kosmitów i jasnowidzów. Pojechałem do Watykanu i zobaczyłem czarno na białym wrzodziejącą dupę bankierstwa, ale nie powiedziałem nie. Praktykowałem patrzenie bez oceny w kilkunastu krajach i wszędzie czułem to samo, wolność, świadomość, światło. Powoli zaczynałem się rozszczepiać. Doświadczałem wszystkiego i czułem się jak nigdy dotąd. Wróciłem na stare śmieci, bo pojąłem, że nie ma znaczenia, gdzie się bujam. Zacząłem znowu pracować, ale to już nie była praca. Nagle byłem znacznie efektywniejszy. Pojąłem, że dotychczas robiłem tylko za rzemieślnika, a stałem się twórcą, chociaż tego nie oczekiwałem. To nie było moim celem. To się przytrafiło. Niewiadomo dlaczego miałem teraz lepsze pomysły, więcej zapału i nigdy nie byłem w pracy. Wszystko stało się lekcją, doświadczeniem. Pobudka. Skumałem też, że mam wielkie ego zarozumialca, więc nazwałem je Horry i wystawiłem za okno. Horry przymarzł do rynny. Odklejam go, gdy piszę do Ciebie na tym blogasie:) Tyle, że nie musisz Kochana zaiwaniać na drugi koniec świata, żeby odkryć, że od początku wszystko co Ci potrzeba masz przy sobie. Ja też miałem. Wystarczy, że powiesz tak. Zaczarowane słowo TAK.

Teraz wyglądam tak Na zawsze Twój Horry

 32
  • motylek   IP
    Tak.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • jdee   IP
      Horry, a weź powiedz jak zarabiasz hajsy? Szukam insoiracji :) <3
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • ChaiMate   IP
        W punkt. G: -)
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Ann   IP
          Horry cudownie.
          Ale to każdy musi przeczekać ten czas "świrowania"? Co z gdy czujesz co dziwnego w sobie, jakby ktoś Tobą kierował, ograniczał Ci ruchy, myśli, bronił Ci coś mówić innym czy patrzeć w daną stronę?
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Kózka   IP
            Hej, hej Piękni Ludzie :) Mam dla Was koment z serii "Duchowość w matriksie". Stało się, po powolnym i stopniowym wsiąkaniu w tematy duchowe, interesowaniu się jadłem, ponownym wkręcaniu się w tryby iluzji tego życia, ale jednak zawsze wracaniu w tą, dla większości z mojego otoczenia, dziwną tematykę, odpadło ode mnie mięso. Odpadnięcie nałogu jest piękne, bo to faktycznie totalna wolność od tego. To nie żaden rzut i odwyk a potem kompuls, o nie. To coś pięknego. No ale, oczywiście nie dla każdego. W moim domu to znoszą, coś tam ktoś powie czasem, ale ogólnie nawet mój tata najeżdżający, odkąd pamiętam w moim, stosunkowo krótkim życiu w tej inkarnacji, na kuzynkę wege, to...hm, chyba nawet zaakceptował. Jednak, mój partner kochany - nie. Ciśnie mnie strasznie o to mięso. A to ciemnogrodzkie powiedzonka o aminokwasach egzogennych, a to, że jemu przykro, itp, itd. Potrafi powiedzieć, a przeszliśmy troszkę ze sobą, sporo było rozstań, że nie będzie dobrze, a to wszystko o jedzenie. Żaden argument, taki no logiczny, do niego nie dociera, a co dopiero mówić o "duchowym" argumencie. Jeśli mówię mu o badaniach, o żarciu roślinnym z luks białkiem, on się śmieje, że jak z abc zdrowie to wyczytałam to każdy sobie może tam napisać co mu się podoba. Stwierdzając fakty on jest logicznym, wsiąkniętym w życie materialne i przejmującym się opinią sąsiada, facetem. Kiedyś w rozmowie o reinkarnacji, powiedział coś w stylu "no ale wtedy, trzeba by założyć istnienie duszy", eh. Wiem, że lekcja to musi być męcząca. Ale moje ego boli ten brak akceptacji i zabieranie mi w ten sposób wolności. Moje ego ma pytania, co to jest? Jaką lekcję mam wynieść z takiego doświadczenia. Nie wiem może pozornie, ale jesteśmy skrajnie inni, bo mnie ciągnie do natury, do zwierząt (więc jak mam je jeść! ), do roślin, do ludzi mniej, czasami mam ich tak bardzo dość. Kocham samotność, wtedy dostaję skrzydeł. On jest człowiekiem internetu, wraca z uczelni i resztę dnia potrafi spędzić na kompie. A ja zastanawiam się w tym czasie - dlaczego tata ściął to biedne drzewo - bo mieszkam na wsi a studiuje w miasteczku. Logiczne :D jestem empatką, spojrzę na człowieka i wiem co on czuje (więc jak mogłabym jeść zwierzęta! ). Uczę się nie oceniania, więc mówię to, bo takie są fakty. Uczę się świadomości, uczę się rozmów ze sobą, ze światem, z Kosmosem, z Aniołami, ze swoim ciałem, uczę się zrozumienia, akceptacji, proszę o to wszystko dla świata, coś jak modlitwa, ale jakoś, zabarwienie religijne niestety psuje mi to słowo, więc proszę. Uczę się, bo ego jest wciąż, więc zrozumienie, dostęp do prawiedzy, szeroka percepcja ażeby widzieć więcej, rozumieć więcej i czuć więcej, akceptacja a najwyżej miłość, nie jest u mnie jeszcze automatyczne. Nie dotarłam do wnętrza cebuli ;) ale wiem o tym, staram się wtłaczać to w świadomość, być w Tu i Teraz. Wiem, że gdy pogodzę to wszystko w sobie prawdziwej, stanę się tym, to wówczas będę mogła obdarzać tym innych. Teraz nawet nie wiem co to miłość. I w zrozumieniu tego pomógł mi Osho. Wspaniałe są te czasy :) no i widzicie Piękni, przy tym wszystkim, jest między nami taki rezonans, że ciągle jesteśmy w swoich przestrzeniach, albo ciągle musimy przechodzić te swoje lekcje na sobie. Napisałam to i nie wiem czego oczekuję :D chyba chciałam się wygadać a tu mogę, bo nie będę wariatką :) miało być krótko, ale nie potrafię pisać krótko... wielkie sory :D nie mam z kim ode mnie o tym pogadać. Na razie otaczają mnie sami ludzie w postaci lekcji, luster, jeśli chodzi o odniesienie do mnie, a jeśli chodzi o nich to wolę nie wiedzieć jaki świat sobie kreują w głowie. Ale wiemy, że to z nich wyjdzie, a niejednokrotnie misja "oświeciciela" jest źle interpretowana. Z drugiej strony, jak można dawać komuś lekcje, samemu nie kumając czegoś do końca, bo tylko rozumowo a nie doświadczalne. Kończąc :D
            Cenię Was wszystkich, życzę jak najwyżej ;) i cieplutko pozdrawiam ♡♡♡
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 2

            Czytaj także