Zero alko i kotleta na obiad, wyciskane soki i suple tylko na starość?
  • 44Autor:44

Zero alko i kotleta na obiad, wyciskane soki i suple tylko na starość?

Dodano: 40
A gdy on jest młody i nie chce sznycla, chce sodę pod pachę, "Imagine", to go zlinczują?

I taki komć:

Pepsi Miła, Twoje wpisy są naprawdę jak silny cios w głowę, coś jak oberwanie wałkiem. Ale nawet gdy już wydaje mi się, że rozumiem co jest pożywieniem zdrowym, a co nie, staram się jeść wegańsko, niskotłuszczowo, niespecjalnie dużo gotowanego, cały czas ktoś wytrąca mnie z ”równowagi”. A nie mam ochoty, często siły by tłumaczyć za każdym razem ludziom dlaczego tak jem i co jem. Dobija mnie ta ignoracja i brak chęci zmiany, straszliwe zawężenie horyzontów(moje ego gada?). Najgorsze jest jednak, że cały czas otrzymuję demotywujące sygnały, jakby ”salwę” mającą na celu sprowadzenie mnie do postawy normalnego Polaka jedzącego mięso, bo trzeba, chociaż ”od czasu do czasu” żeby nie osłabnąć, żeby nie schudnąć za bardzo. Jakby dają mi do zrozumienia (rodzina, koledzy z pracy) że to jest dziwne, że tak się nie robi. A ja mimo, że wiem, że nie powinienem tego jakby brać na poważnie, idę w zaparte, ale cały czas z tyłu głowy słyszę to co mówili, czuję się sprowadzony do pionu, jakby sprasowany, przybity i w ogóle ”butownikom mówimy nie, żadnych wywrotowców na pokładzie”, to jest cholernie dobijające. I to malkonenctwo, które mnie zabija, narzekanie, że nie używam sztucznych kosmetyków, że za często nie kupuję ubrań, noszę niemodne. A ja po prostu lubię wygodne, a tu pryszcz, że kotleta nie chcę, że włosy za długie (znowu bunt), że co to ma być, że soda pod pachy? To chore. I że ciągle piję jakieś ziółka dziwne, że wszyscy pracują po 10 godzin jak trzeba a on (czyli ja) tylko nie. I że zaraz lato się skończy, a dopiero się zaczęło, pogoda straszna, że granie na instrumencie nie jest lukratywnym zajęciem, a to leci tak szybko, że mam pracować, to będę miał dużo, dużo pieniędzy, że słuchanie Beatlesów czy Lenonna, Dylana jest dziwne i dla emerytów.

Najlepsze na koniec: Dbanie o zdrowie, zdrowe jedzenie, spanie o normalnej porze, brak alkoholu i kotleta na obiad, soki wyciskane i suplementy, TO NA STAROŚĆ, kiedy będzie potrzebne, czyli kiedy będzie już choroba, a teraz ma być NORMALNIE, bez wydziwiania… Oni jedzą jedzenie martwe, bez wyrazu, piorą sobie mózgi TV, słuchają muzyki bez wyrazu, bez serca, żrą dragi jak cukierki, wypróżnienie raz dziennie śmięrdzące, cuchnące i pół godziny trwające to normalka, w domu kolekcja chemii dla gospodyń masochistek, rzeczy sterta kompletnie niepotrzebnych, sztucznych, generujących promieniowanie, wysysających energię. Nie da się z nimi pogadać, nie da się wyjść na łono natury, mała szansa, że dostrzegą promienie słońca lub ładnego ptaszka, zielone liście drzew. Czekają na weekend, czekają na urlop, czekają na emeryturę, czekają na serial, jarają się mocarstem typu rosja, usa. Co najlepsze mój dziadek zmarł parę lat temu na raka płuc, z przerzutami na różne narządy (no też palił faje), ale to nic, bo trza robić tak jak ”tradycja” nakazuje, to co inni robią, to co każe TV, to co każe reklama. Czuję, czuję, że już sam nie wiem co czuję i co mam robić? Kurczę, z drugiej strony oni są tacy biedni, takie zagubione awatarki, krążące po Ziemii jak mucha po kuchni (mowa też o mnie of course! ;). Gdzieś w głębi czują miłość, ale niektórzy taaak głęboko, pod skorupą jakby z zaschniętego błota. Musi spaść pożądna ulewa… Mam ochotę ich wszystkich przytulić i ucałować, dać im po kiści bananów, no i opić się sokiem z cytryny z wit. C 😀
Reklama 


Hej Najdroższy, że zacznę z grubszej rurki, sorry, jesteś w tej grze totalnie posrany ze strachu. Jesteś tak wystraszony, że możesz pływać w tym jak Shrek w bagnie. A rodzina, kumple, cały Kosmos, na który patrzysz, to Twoja projekcja w tej grze. To Ty to stwarzasz, bo Twój awatar ma właśnie takie skłonności. Taka jest jego osobowość. Oni (ci, o których piszesz) też swoją drogą kreują swój świat, ale Ty jesteś jak magnez właśnie dla takich ludzi. Wyjmujesz im te popierdolone porady z ust, podajesz im badziewne bity do słuchania, to Ty dajesz im niezrozumienie Johna Frusciante, Freddiego Mercury, Johna Lennona, czy nawet 2Packa, nie mówiąc o Sonnym Rollinsie. Pragniesz zdrowia swojego awatara (może nawet jest w tym i hipochondria), ale też chcesz wyrafinowania emocjonalnego wokół, światłości, klasycznego piękna i harmonii, oraz antysnobizmu. No snobu. Tymczasem jak na złość w swojej grze spotykasz gnypów materialistów, baranie łby przylepione do smartfonów, nałogowców ciećwierzy, tupeciarzy z flaszką i ćwoków z fajami. Taki sobie matrix. Jakakolwiek walka z zaistniałą sytuacją zawsze wprowadzi jeszcze więcej chaosu, czyli podwyższy entropię i zabierze informacje. Jakakolwiek walka z zaistniałą sytuacją paradoksalnie, dokarmi ją. Podobnie jak wychodząc na barykadę w proteście przeciwko jakiejś ustawie w rzeczywistości dokarmiasz własną energią polityka, który zamierzał, czy tylko udawał, że zamierza ją wprowadzić.

Gdyby zilustrować człowieka ogarniętego jakimś pragnieniem, to byłaby to hiena, która nie może się zaśmiać, aby nie spłoszyć rajskiego ptaka, gdy się na niego czai, bo go pragnie skonsumować. Hiena musi jeść padlinę, gdyż nie potrafi przestać chichotać. Gdyby hiena potrafiła obojętnie zbliżyć się do błękitnego ptaka, mogłaby go złapać za długi ogon i dostać na obiad. Pragnienia przybierają trzy formy.  Pierwsza, to kiedy silne pragnienie przechodzi w stanowczy zamiar posiadania i działania. Wówczas pragnienie się spełnia. Potencjał pragnienia (który zawsze przeszkadza) rozprasza się wtedy, ponieważ jego energia zostaje zużyta na działanie. Wtedy można świetnie prosperować również ekonomicznie, "zaledwie" grając na instrumencie. Gdy tylko pragniesz, a tej energii nie rozprasza działanie, czyli ruszenie ze skrzyżowania, wówczas ten potencjał kumuluje się w Tobie. Zamieniasz się w skąpca energii, podobnie jak Harpagon duszący energię pieniądza w skarbcu. Takie nagromadzenie wzmaga chaos, podnosi entropię, robi się dezinformacyjna paczka, którą łatwo stracić. To dlatego bogacze muszą dzielić się swoimi pieniędzmi na różnych kwestach, wiedzą, że nie luzując potencjału w skarbcu, rzecz może im zacząć ubywać. Drugą formą pragnień jest więc bezczynne, dręczące pragnienie, stanowiące nadmierny potencjał w czystej postaci. To już ostatni moment do ruszenia ze skrzyżowania, bo może nie być dobrze. Teraz jest tylko lekki regres wynikający z przestoju.
I w końcu najgorsza trzecia forma pragnienia, gdy wisi ono w Twoim polu energetycznym i w najlepszym razie zużywa energię cierpiącego, a w najgorszym, przyciąga rozmaite nieprzyjemności. To jest mega zdradziecka postać, gdy silne pragnienie przeradza się w zależność od upragnionego obiektu. Tak właśnie ogromna większość ludzi jest uzależniona od pieniędzy i dlatego ich nie posiadają i nie mogą ich posiąść. Nigdy nie można wejść w relację zależności od obiektu pragnień. Tacy ludzie, gdy nie zdobędą pieniędzy w życiu czują się źle, uważają się za gorszych, niewiele wartych. Stają się zgorzkniali i zazdrośni. Pragnienie znalazło się na jednej szali wagi, a wszystko inne na drugiej. Czy Ty też uważasz, że za wszystko na tym świecie trzeba płacić? Że nie ma nic za darmo w tej grze? W rzeczywistości płacimy tylko za jedno, za nadmierne potencjały, które stwarzamy. Reszta jest całkiem bezpłatna.

Skupiłeś się na swoim awatarze, uciekają Ci relacje, chcesz zmieniać zmieniać ludzi, chociaż jest to możliwe tylko w jeden sposób, gdy zmienisz zmienisz siebie. Twoja negacja tego co jest wokół Ciebie dokarmia na całego tę sytuację, a Ty się możesz pławić w niezrozumieniu dla Twojego wybitnego ego. Rób to wszystko co robisz, bo z punktu widzenia zdrowia awatara jest to słuszna droga, jednak oderwij się od tej dezinformacji. Pomimo aspiracji do wysokiego życia, gromadzisz wokół siebie chaos, wysoką entropię i brak danych, a tylko dlatego, że niepokojąco wzrasta w Tobie potencjał, gdyż cały czas oceniasz. A oni oceniają Ciebie, bo nikt inny nie pojawi się w Twoim polu energo-informacyjnym. To Ty stwarzasz postaci we własnej grze. Ty przyciągasz, żeby skumać o co kaman. To jest Twoja nauka. Zalecam Ci krótki kurs fizyki kwantowej u Toma Campbella, no i Transerfing Vadima Zelanda. A poza tym wszystko u Ciebie spoczko:)

z miłością

 40
  • Aneta D Falkiewicz   IP
    Nie wiedziałam. Sama tak pisałaś w swoim ebooku, ale następnym razem przemilczę i zastosuję Twoją opcję :) będzie uczciwie.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • bega   IP
      Czyli gdy ludzie dookoła mówią Ci "jedz mieso zwariowałaś? nie jesz? nie jesz pszenicy? co Ci? a dlaczego już nie jesz placków przecież jadłaś...a to ja idę zjeść trochę glutenu co by za zdrowym nie być, na coś musze umrzeć, mój ojciec ma 73 lata i dobrze się ma, chciałbym dożyć tyle co on"... a szczególnie gdy są to osoby bliskie..mąż, mama....to mam im już odpuścić, nie mówic nic, robić swoje nie gadać co mają robić puszczać mimochodem, drugim uchem...? nie komentowac syfu którego je mąż ani syfu który je matka z problemamy z tarczycąm, jelitami, zgorzkniałością...i wzrastać?
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 2
      • Grzanka  
        Dziękuję za porady. Wiśnie już w kuchni. Na szczęście mam zaprzyjaźnionych działkowiczów. Badania zrobię. A jeżeli chodzi o tą nadżerke I Cin1?
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Mad Elena  
          Dodam swoje ze 4 grosze : czasem myślę, że staż wiekodoświadczeń to naprawdę coś cennego- nie wiem, jaką vege byłabym zaczynając później, a tak- wczesne lata 90-te i moje ego nie mogłoby mieć od paru lat ani grama poczucia wyjątkowości ;) . Wielka szkoda dla ego, wiadomo. Z tego 2 kwestia wypływa , dla Autora listu poświadczenie, że da się, nawet gdy sprzymierzeńców brak, i nawet gdy Twe działanie naraża Cię bardziej na śmieszność lub nieprzyjemność a nie chwałę i docenienie- da się. To, co mi utrudniało realizację potrzeb, było raczej w mojej głowie- otóż będąc chudą bardzo (od zawsze, nie od vege) nieustannie martwiłam się, że jestem jakaś podejrzana, potem społeczeństwo polskie odkrylo słowo "anoreksja" i już było wiadomo, jak takę mnie poprzezywać ;). A ja bałąm się dodatkowo, że przez to ludzie będą źle kojarzyć i mnie i vege . Trudno uznać to za sensowne lecz trudno pominąć, że moje myślenie skutkowało..skutecznie.Na koniec też próbka mego błędu w oprogramowaniu głowy- wiele lat marzyłąm o 1 konkretnym miejscu zamieszkania, jakby było ono gwarantem mojego szczęścia, po czym obudziłam się i rozejrzałam po po bylejakim życiu, jakie prowadziłam w miejscu realnie zamieszkiwanym przynajmniej przez moje ciało. Jakie mogło być to życie, jeśli nie byle jakie? ! Nie warto aż tak uzależniać się od pragnień. A nawet wcale. Nawet od tych, które jawią się jako"silnie ogłuszający ryk zewu Duszy". Tak sobie pomyślałam teraz, że szczęścia się nie wywalczy, szczęście "się" realizuje .
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 0
          • Żanka   IP
            W sodzie się kąpię i epsom. Test sody nieciekawy..
            Myślałam już o MSM i DMSO... miałam też przygodę z chlorynem 28%. Wlewy z Wit C, amigdalina... Wieeele innych przerabiam przy mamie. Ale teraz jakby mi się sieczka w głowie zrobiła. Wit B12 przy nadzerce wskazana, zaś przy dnie wyczytałam że nie bardzo... Wszystko mi się mieli...
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także