Myślę, że te choroby, które mam, to efekt wydarzeń, i że to mnie ciągle trzyma
  • 44Autor:44

Myślę, że te choroby, które mam, to efekt wydarzeń, i że to mnie ciągle trzyma

Dodano: 28
intermittent post/ pepsieliot.com
intermittent post/ pepsieliot.com

Jedna pani (zdaje się nazywa Izabela Margańska) skontaktowała się ze swoją duszą, a raczej odwrotnie, dusza wciąż do niej gada. Jednak okazało się, że ta dusza ani nie zna przepisu na robienie kasy, ani na szczególny sukces życiowy, tak se po prostu chce żyć w pani Izabeli i za jej sprawą doświadczać to i owo. I to jest fajne. Ale jakby pani Izabela miała dobry cel, a dusza powiedziałaby spoko, to cel by się ziścił tak czy siak, gdyby tylko pani Izabela znalazła własne drzwi do tego celu. To taka historyjka na grę wstępną.

I taki komć

Szarość, taki brak wyjścia, rezygnacja, chociaz jestem otwarta na zmiany, ale wszędzie widzę drzwi zamknięte. To trochę skomplikowane, bo można powiedzieć, że jeśli nie podoba się coś, to można za pomocą magicznej różdżki to zmienić. Co, jeśli wiele elementów jest zabetonowanych, bo sama probowalam wiele zmienić, i waliłam głową w mur? Myślę, że te choroby, które mam, to efekt wydarzeń, i tego, że to mnie ciągle trzyma. Nie, ja tego nie rozpamiętuję, nie w świadomości. Nie mogę jednak dać gwarancji, że podswiadomość tego nie wałkuje. Jak mogę się zaprogramować Pepsi, by wyjść na człowieka? Jak mogę wreszcie zacząć żyć pełnią piersi, a nie jak Syzyf, gdy pod nogi ciągle walą się znikąd pojawiające się problemy, choroby, nienawistni, krzywdzący ludzie? Mówi się, że bieda jest dziedziczna, ale nie, to pewnie nawyki biedy umysłowej są przekazywane. Coś jak memetyka, ale na pewno są możliwości, by to ominąć bądź zacząć od nowa, z nową głową i softem.
Gdy patrzysz na nieswoje drzwi, owszem, będą zamknięte. Chociaż z pewnością jakieś wahadło destrukcji zostawi je lekko uchylone, bo azaliż trzeba wabić popleczników. Jednak Ty już po krótkim dystansie wiesz, że nie zmierzasz do własnego celu. Nic dziwnego, bo to są cele wahadła, korporacji, banku, kościoła, partii, telewizji, ba, nawet pewnej grupy szydełkujących pań, która zorganizowała się przy wiejskim domu kultury. Bywa, że idzie się dłuższy czas nieswoją drogą ze zdziwieniem, lub rezygnacją konstatując, że właściwie najczęściej jest ciągle pod górę i z kamieniem na szyi. Ale to oznacza tylko jedno, że nie jesteś na drodze do własnego celu, czyli, że weszłaś nie przez swoje drzwi. Wtedy faktycznie może być tak, że pozostaje tylko walenie głową w mur. Może też być tak, że to, co dla Ciebie jest okropnym waleniem głową w mur, dla innego człowieka jest do zaakceptowania, pogodzenia się z tym, zrozumienia, że po coś jest mu to potrzebne, chociażby do odbicia się od dna, którego właśnie pokosztował. Nie walczy, tylko dostrzega szansę dla siebie w tym błędzie, pomyłce szarości, dezynwolturze wiecznego cienia.
Podświadomość to nie jest coś, co może sobie robić co chce i szkodzić Ci, a Ty o tym nie wiesz. To jest część programu Twojego umysłu, który jest niejako cieniem Twoich myśli. Ciałem bolesnym, które wciąż przebija w tyle głowy, coś jak klimatyzacja w hotelu, wieczny szum. Jeśli szumi, to możesz to jednak zauważyć. Ale zarówno podświadomość, jak i ego zaliczam do oprogramowania umysłu. Podświadomie naciśniesz pedał hamulca w samochodzie, gdy ktoś wtargnie na jezdnię, ale to nie znaczy, że Twoja podświadomość może wyprawiać brewerie za Twoimi plecami. Nie, bo zaraz się o tym dowiesz. Ego, podświadomość, awatar, do którego się zalogowałaś w tej grze, czyli Twoje ciało, to wszystko jest częścią wirtualnej rzeczywistości, ale dotyczy  matrixu, czyli tej gry. Chcę przez to powiedzieć, że nie dotyczy tak naprawdę gracza, który doświadcza za pomocą oprogramowanego ego awatara i dzięki temu może ewoluować, wzrastać, obniżać entropię, dokopywać się do większej bazy danych. Gracz, czyli świadomość, nazwijmy ją duszą nie ma za grosz intelektu, ale wie, bo ewoluuje z poziomu bytu. I w ten sposób rozumiem świadomość, jako działanie z poziomu bytu. Jednak, aby dotrzeć do swojej świadomości, czy też duszy, prawdziwej jaźni, czyli Ciebie gracza, spoza tego systemu gry, trzeba jakoś skomunikować się z tą duszą. Ego zagłusza tę komunikację, gdyż jest to walka o być albo nie być dla niego. W momencie, gdy kontaktujesz się ze swoją duszą ego znika. Jednak takie totalne przebudzenie nam raczej nie grozi. Ono przydarza się Buddom, a nie ma ich aż tak wielu nawet na przestrzeni tysiącleci.

a imię jej 44/ pepiseliot.com

Rzeczywistość w której żyjemy jest wirtualna, i tylko przy tym założeniu prawa fizyki kwantowej działają, zaś drugim założeniem, które jest niezbędne to to, że świadomość jest nieśmiertelna, a wszystko inne jest już tylko logiczną konsekwencją tych dwóch założeń i sensownego rozumowania. Każdemu marzeniu, każdemu zamiarowi, każdej intencji towarzyszy cień, czyli podważanie przez ego. Gdy Twoim celem jest być zdrową i bogatą, w tym samym momencie program ego się włącza i mówi, a jak tego niby dziewucho dokonasz? A widziałaś kogoś wyleczonego naturalnie, albo, widziałaś, żeby komuś farmaceuta z dochtore nie zrobił tak naprawdę ziazi? No i co, zamierzasz włamać się do Sezamu, czy ty jesteś Alibaba? I takie podchody ego uskutecznia, i nawet jakby była zgodność celów, gdy dusza też chce wygodnego domu, też chce pysznego organicznego jedzenia, i jeździć chce dużym, sprawdzonym i bezpiecznym autem, to włazi mąciwoda w postaci ego i bolesnego ciała, czyli podświadomości, która  umie tylko cierpieć. I tak jest skupiona na własnych niedoskonałościach, że tym wiecznym szumem burzy radość każdego dnia. Nie ma się co okłamywać, trzeba temu lękowi wyjść naprzeciw. Przyduszając go niewiele zdziałasz, klimatyzacja i tak cały czas szumi i podnosi Twoją entropię, wpieprza Cię w szarość chaosu. Każdemu marzeniu towarzyszy cień, a każdej możliwości obawa i sprzeciw. A skoro tak jest, masz taką konstrukcję, skumałaś te zasady, możesz wszystko odwrócić implikując w odwrotnym kierunku. Czyli, skoro mam obawy, sprzeciw, wątpliwości to może spojrzę na to z drugiej strony, od dupy strony, może nie jest tak źle, może w tym popiele siedzi jakiś diament, może ta rzeczywistość nie jest taka straszna, tylko coś chce mi pokazać? Może właśnie dzięki temu kogo spotykam, co się dzieje z moim zdrowiem, jestem w stanie zrobić coś, czego nigdy nie zrobiłabym bez kryzysu, bez tej całej matni?

a imię jej 44/ pepiseliot.com

Gdy tylko dostrzeżesz w tej swojej przestrzeni światełko, ono za niedługo odbije się w lustrze rzeczywistości, i już zrobi się trochę jaśniej w Twoim życiu. I tak krok po kroku, bez dociskania, bez napierania, bez piętrzenia potencjałów zobaczysz swoje życie w nowym rzuciku, deseniu wiosennym, w letniej bryzie, w radosnym tchnieniu czegoś tam, dajmy na to satori, gdy ego na chwilę kończy swój monolog z powodu zachwytu. Można się samo wyleczyć, ale to jest trudne, gdyż trzeba oddzielić umysł od świadomości, gdyż natychmiast wyleczyć się możesz tylko z poziomu bytu. To jest trochę tak, jak chirurg operuje, i podczas operacji staje się twórcą, całkowicie zatapia się w czynności, zamienia się w skalpel, jednoczy z wiertłem, jest wszystkim co robi w danej chwili, a potem taki Religa nawet nie wie, jak tego  cudu dokonał. Ale operacja taka jest możliwa tylko na obcej osobie, jest robiona z poziomu bytu, odłączenia. Gdyby nasz drogi Religa miał operować kogoś sobie bliskiego nie mógłby się odłączyć, operacja przebiegała by z poziomu intelektu. To z tego powodu chirurdzy nie operują własnej rodziny. Coś Cię ciągle trzyma, gdyż działasz wciąż z poziomu własnego ego, podświadomości, nieuważności, masz pretensje, jesteś rozgoryczona życiem, jak starzec, bo go piecze słońce, a on chciał w deszczu ponarzekać. Twój awatar genetycznie jest połączony z rodzicami biologicznymi, ale to tylko kostium do gry, trzeba o niego dbać, cieszyć się nim, ale się z nim nie identyfikować. Jesteśmy też połączeni memami, ale jak stryj ze stryjenką odginał mały palec przy kieliszku wódki (ciotka przy metalowym koszyczku ze szklanką z zalewaną kawcią), to może też nabierzemy takiego obyczaju, ale to przecież nie o to chodzi. To są programy lokalnego savoir vivre (wie ktoś jeszcze co to?), to zupełnie nie ma znaczenia, snobizm, naleciałości, raz śmieszne, rzadziej piękne, bo lud boi się uśmiechnąć bez dopalacza.

betrayal/ pepsieliot.com

To wszystko dzieje się i tak z poziomu gry, nie z poziomu bytu. Nie mieszaj tego w jednym tyglu. Ty, logując się do swojego awatara możesz mieć wysoką jakość świadomości.  Dzieci indygo mają dusze starsze znacznie i bardziej wyewoluowane niż rodzice, tak bywa. Ale to i tak nie ma znaczenia, bo zarówno pies, jak i domownik kot, matka, stryj, dziadek i sąsiad wdziali swój kostium do gry i grają. Ten kto wie, że jest w grze może wreszcie zacząć działać świadomie. Może zacząć się budzić. Obniżać entropię, czyli sprzątać wokół siebie, zmniejszać chaos, a wszystko sprowadza się do tego, żeby przestać się bać. Owszem, młoda dusza będzie się bała bardzo, ale może też bardzo wyewoluować właśnie na tych szarych schodach. Budzimy się, już czas.

z miłością

-
 28

Czytaj także