„Biegam, bo muszę”, czyli jak wyleczyłam się z nerwicy lękowej (rozdz 3)
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

„Biegam, bo muszę”, czyli jak wyleczyłam się z nerwicy lękowej (rozdz 3)

Dodano: 5
idealna
idealna
„Biegam, bo muszę”, czyli jak za jednym zamachem pozbyć się nerwicy lękowej, 12 kilogramów na plecach i brzuchu, zdobyć nowego chłopaka (fajnego) i mieć na kolejną ratę kredytu lewą nogą do lusterka. A przede wszystkim wybudzić się z głębokiego sn

Wrzucam kolejny (3) rozdział mojej na nowo adiustowanej, na wpół biograficznej książki „Biegam bo muszę”, która zniknęła już ze sprzedaży z powodu wyczerpania nakładu, i niewiarygodnie wręcz niewiarygodnego wydawnictwa. Zapraszam.

„Biegam, bo muszę”, czyli jak za jednym zamachem pozbyć się nerwicy lękowej, 12 kilogramów na plecach i brzuchu, zdobyć nowego chłopaka (fajnego) i mieć na kolejną ratę kredytu lewą nogą do lusterka. A przede wszystkim wybudzić się z głębokiego snu.

Rozdział III

I my poznajemy w końcu prosiaka

Mrok jeszcze przesłaniał niebo gdy doniesiono prosto w piernaty, niewyspanej ze smutku, pomimo rozgrzewających białych podkolanówek Coli Eliot, że oto wieloletni były narzeczony bawi się robinsonadą w mieście Londyn wraz z pewnym prosiakiem. I znowu boleśnie walnęło za sprawą nieopatrznie otwartego maila, czy to miłość, czy też młoda i nieopierzona asystentka miłości?

Colę Eliot porzucono, przypuszczamy, przez jej brak miłej dla oka równowagi psychicznej, o czym donosił SMS. Z worka wylazł jednak związek frazeologiczny, ecie pecie, drętwa mowa, ujawniający odciski palców narzeczonego na prześlicznym warchlaku. Tak nowym, że jeszcze pozbawionym pierza.

Umizgi byłyby bezowocne, maskowanie strachu warstwą izolacyjną sukni Pretty Woman, kryjącym panikę rondem Gucci, co miałoby przywrócić narzeczonemu relaksującej funkcji rem (podobno nie spał z nerwów przez Colę), nadaremne. Jałowe prośby, obiecanki cacanki, że zmieni się do niepoznaki, skończy z błazenadą, zamówiła zresztą szpilki i magazyn „Jak nosić czarne rurki jesienią”. Ależeco? Wzuwając w nogawki ręce uprzednio zaszywszy wyloty z miejscem na przeciwstawny kciuk?

Wszystko na nic, wszystko na próżno. Za późno na plany chomikowania strachu przed narzeczonym, wskakiwanie do ogromnego tiszerta w kolorze musztardowym oraz spodni (nie czarnych, nie rurek, bynajmniej nie w sposób polecany przez portal) tylko wtedy, gdy nie będzie rzeczonego w domu. Bez narzekania na skrzypienie stawów, nigdy mieszania zupy łyżką do butów, to był zresztą przypadek.

Bowiem pozbawiony malkontenctwa i wad innych, głupim chichotem zdystansowany do wszechświata prosiaczek,obciążony jedynie kokardką na warkoczykach, zminimalizował szanse Coli Eliot odzyskania wieloletniego narzeczonego. Były teraz jak wirus mikroskopijne.

Nie martw się Cola, każdy wszak miewa czasem kandydatkę na laleczkę voodoo. Zostało tylko pochłonięcie gigantycznej ilości bakłażana z nadzwyczaj soczystym nadzieniem selerowo-cebulowo-grzankowym oraz ciast bazujących na marchwi, dyni, słoneczniku, czekoladzie i bitej śmietanie.

Nie mogę przysiąc, że Cola Eliot nie podjęła cokolwiek niedumnych prób odwrócenia sytuacji. Zdiagnozowana zdalnie przyczyna, stała się młodym prosiakiem, co przerosło indywidualną zdolność pojmowania świata przez osobę, dla której sztuczne rzęsy i obsypanie się proszkiem na mole, tfu, brokatem to szczyt adhezji kretyna. Piracka klapka na oko, owszem. No topsz.

Nie wycofała się godnością pawicy, której małżonek paw skoczył w bok, jak to robią pawie, niech się dzieje wola nieba, nie oddaliła z zabrużdżonym czołem ku nowym i poprzednim bolączkom egzystencjalnym. Przeciwnie, bez honoru zdradzonej, stanęła do tej nierównej walki ściskając pod pachą dla rezonu poradniki „Naszą szkapę” i „Jak obudzić w sobie olbrzyma?”.

Podstępnie zaaranżowane spotkanie z tucznikiem, połączone z próbą przekupstwa nie wypaliło. Niby wszystko jest do kupienia bezdyskusyjnie, tylko nie każdego na to stać. Jednak cwane prosię, albo nie miało liczydła, lub co bardziej prawdopodobne, zaoferowany ekwiwalent finansowy wygiął w pałąk rozbawienia młodzieńczo zgrabne ciało, gdy jeszcze okazało się, że Cola Eliot dotknięta ogromnym stopnieniem aktywów, chciała rozłożyć łapówkę na raty.

Prosiaczek zachichotał, jak miał w zwyczaju. Natury nie oszukasz. Patrzył na świdrujący oczopląs i rozbieżnego zeza, z powodu wielorakich punktów niezbędnego skupienia w natłoku ostatnich zdarzeń i dawno zetlałego (w przedszkolu) optymizmu byłej narzeczonej swojego chłopaka, której życie stało się powieścią idioty.

I kolejna łyżeczka dziegciu. Świniak okazał się asertywnym pięknem z naturalnie blond włosami, nie fluorescencyjną cynfolią, ani ryżą szczecinką. Zero wyuzdanej ladacznicy z amsterdamskiej ulicy czerwonych latarni. Szczupły, co zabolało najbardziej, nie był też karłem, jak nie prosiak wcale. Kretynką też nie, zresztą tuż po naczelnych, a przed delfinami, od zawsze prosiaczki brylowały ilorazem inteligencji, na co więc Coca liczyła?

Niecierpliwość młodości nie pozwala na żadne namysły, na ułożone, moralnie słuszne i etycznie dojrzałe przemyślenia. Interlokutor prosię studiowało fitnessmarketing, wtrącało więc raz za razem ciekawie brzmiące, a zupełnie niezrozumiałe dla obrośniętej pajęczyną, mchem i paprocią Coca Coli, anglosasczyzny.

Ną lajs, ną fantastik story, only pjur tru, w krystalicznej postaci, młody człowiek sensorycznie wyczuje fałsz, „czy Cola Eliot była grzecznym dzieckiem?”, o jesssu, no niestety była.

I nic sobie prosię nie robiło z denuncjacji na temat istoty charakteru jej nowego chłopaka. Pewnego dnia wyżarł wszystkie borówki amerykańskie pod pretekstem. Czy to nie było perfidne?

Jadąc do miasta zaczepił niecodziennym dla jego rysopisu merytorycznym wsparciem sąsiadkę, czy czegoś jej nie kupić? Zamówiła jeden chleb żytniorazowy na zakwasie i dziesięć kostek bulionowych w pełni ekologicznych. Po dwóch godzinach podrzucił jej dziesięć chlebów żytnich razowych na zakwasie i jedną kostkę rosołową. Upierając się, że dokładnie takie zamówienie złożyła i właśnie za takie szybko powinna zapłacić. Nie zamierzał czekać, gdyż czasem nie dysponował marnotrawić go przez sąsiadkę.

Niskoglutenowe chleby sprzedać na przedmieściach graniczyło z cudem, sąsiadka rozstała się z całym kieszonkowym, z trudem rozdając chleb za darmo. Więc niech się prosiaczek lepiej zastanowi, z kim ma do czynienia, bo to człowiek jest, który hańbi się kłamstewkami i nawet krzywoprzysięstwem jak widać.

Do tego były narzeczony to kryptogruby Romeo, zaś nadmiar tkanki tłuszczowej równomiernie rozkłada po bardzo markowych gaciach. Na jakiekolwiek przytyki w temacie bezczelnie odpowiada, że jakby spojrzeć na niego pod światło, to już go właściwie nie widać.

Więc może to nie koniec problemów prosiaczku przeładny, ale właśnie ich początek? Zastanów się więc dobrze, po co ci niemłody ćwok z nadmiarem cholesterolu utlenionej frakcji LDL, u twego dziewczyńskiego fantazyjnie kościstego biodra? Ona przywykła przez te wszystkie lata, da radę, ale ty jeszcze raz przemyśl rzecz dorodne prosię. Dobrze radzę, powiedz ną.

Się nie dogadały. Cola Eliot nie zaklepała sobie narzeczonego, raz dwa trzy, jak miejsce w kierunku jazdy pociągu i prawa teraz nie ma jego zwrotu wymagać. Zresztą prosię nikogo nie przytrzymuje siłą, magnesu żadnego nie posiada, no chyba że ją będzie Cola winić za mimowolną, delikatną i bez żadnego prawie nawilżania skórę, jak już, tylko kokos sport, czy inny ekstrakt dla niemowląt, naturalnie świeżą urodę i niewinne zwieńczenie ud.

Prosię nie może wziąć na siebie balastu wyhodowanych przez Colę pelikanów do latania na podręcznej lotni, ale czy to wabik jest dla mężczyzn, gackiem, nietoperzem przemierzać świat, to wybacz, ale prosiak nie wie i wątpić jest skłonny raczej.

Mam nadzieję, że poczułaś się lepiej:D

owocek

Rozdział 1, Rozdział 2

 5
  • Przemko :-)  
    He he. Dobre. Dowcipny ten rozdział. Uśmiałem się :-)
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Morena   IP
      Pepsi, jak sprawić, żeby pozytywne myślenie nie powodowało piętrzenia potencjałów, czyli efektu odwrotnego do zamierzonego?

      Ja coś chyba źle robię. Przykład - ostatnio napięta sytuacja w pracy, więc jak stosuję pozytywne myślenie, afirmacje itp., to wszechświat jakby sie śmiał ze mnie i dawał prztyczka w nos na zasadzie "ja Ci pokażę", a znowu jak się nastresuję, namartwię, czasem za bardzo, bo to silniejsze ode mnie i emocje biorą górę to nagle wszystko się odwraca nogami i idzie gładko, tak jakby to, że się nastresowałam wystarczyło i dostaje nagrodę, niespodziankę od losu i wszystko jest dobrze. Więc jak myśleć pozytywnie, żeby to otrzymać, ale znów żeby nie było nadmiernej presji?
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • Maraway   IP
        ❤️
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Mariolka psycholka   IP
          Lubiam
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 0

          Czytaj także