Jak znaleźć męża w 90 dni?
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Jak znaleźć męża w 90 dni?

Dodano: 29
panna młoda
panna młoda

Skoro ludzie, moja kumpela widziała to w telewizorze, mogą cały dom odnowić w jeden weekend, to dlaczego ona nie mogłaby znaleźć sobie męża dajmy na to w 90 dni?

Oto wrzuta o zamążpójściu mojej kumpeli.

Moją kumpelę akurat po niedawnych perypetiach miłosnych zakończonych ostatecznym zerwaniem ze swoim bojfrendem dopadła influenca. Wstała w nocy i w drodze do kuchni tym razem dopadło ją odwodnienie i raptownie osunęła się na swoją dizajnerską podłogę z olejowanego wintycz teku.

Następnego dnia, gdy przyglądała się posiniaczonej fizis i zeszytej wardze, doznała objawienia.

Mieszkanie w pojedynkę ma z pewnością wiele zalet, do których należą wygodne wory zamiast odzieży do przemieszczania się po pieleszach, witariańskie żarcie w postaci kilku owoców owiniętych w liść sałaty, zamiast odbierających urodę wysoko oktanowych posiłków, dwie umywalki tylko dla siebie do porannej toalety i całe łóżko do dyspozycji bez elementu chrapiącego.

Jednak jedna mała mysz, albo akurat grypa uświadamia człowiekowi, że potrzeba mu męża. Nie jakiegoś bojfrenda, z którym przypadkowa kłótnia może skutkować rozstaniem, ale właśnie męża, którego trudno wyprosić z mieszkania nawet po rozwodzie.

Moja kumpela mieszka w dużym szalenie modnym mieście, gdzie krążą przerażające opowieści w kształcie: kobieta po czterdziestce ma większe prawdopodobieństwo zginąć w ataku terrorystycznym, albo od pioruna (wstawcie sobie dowolną, byle mało prawdopodobną tragedię), niż wyjść za mąż.

Wyobraziła sobie moja kumpela starszą panią, która umiera z głodu siedząc w kucki na stole, gdy na jej dizajnerskiej podłodze, teraz jeszcze bardziej wintycz grasuje mysz.

Tą kobietą była moja kumpela.

Uświadomiła sobie z przerażeniem, że to wizja jej przyszłości i podjęła decyzję błyskawicznie. Mąż. Potrzebny jest mąż.

Są miejsca na świecie, gdzie kobiet jest dwa razy więcej niż mężczyzn, ale nawet gdy proporcje są bardziej korzystne do zamążpójścia, to jakie takie wydanie się za mąż okazuje się być potwornym problemem. Tak się towarzystwo rozwydrzyło singielstwem.

Moja kumpela o miłości wiedziała wszystko, ale o małżeństwie zgoła nic.

Skoro ludzie, widziała to w telewizorze, mogą cały dom odnowić w jeden weekend, to dlaczego ona nie mogłaby znaleźć sobie męża dajmy na to w 90 dni? Dlaczego nie?

Nastoletnie dziewczyny stają się topowymi modelkami, też widziała w telewizorze, w ciągu 8 tygodni, to znalezienie męża w 3 miesiące chyba nie będzie zadaniem niewykonalnym?

Zaczęła od drążenia rzeczywistości.

Gdyby tak zebrać wszystkich mężczyzn żyjących na świecie, a następnie odrzucić tych, którzy skończyli czterdzieści cztery, a nie skończyli dwadzieścia pięć dajmy na to, odrzucić żonatych i gejów, odrzucić wariatów, osoby bezdomne, liczące poniżej sto siedemdziesiąt i powyżej sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, oraz rolników, a tym bardziej wieśniaków bez ziemi, okazuje się, że pozostałoby jeden koma dwadzieścia pięć (1,25) procent mężczyzn, którzy mogliby zostać mężami mojej kumpeli.

Postanowiła jednak się nie zrażać, w końcu 90 dni to całkiem sporo i jak się czegoś naprawdę chce można z pewnością tego dopiąć.

Zaczęła od rozpytywania znajomych, czy nie znają nikogo wolnego, gdyż właśnie ma misję zamążpójścia do wypełnienia. Odbyło się kilka jednorazowych randek z bardzo dziwnymi mężczyznami.

Gdzie w ogóle jej znajomi poznali tych dziwaków? Może też na zaaranżowanych randkach tym razem służących do poszukiwania znajomych. Dalekich.

Minęła już dekada, a moja kumpela z nikim nie umówiła się nawet na drugą randkę, a co tu mówić o oświadczynach.

Internet?

Tego obawiają się wszystkie singielki. Tych żonatych, maminsynków, albo tylko oszustów, którzy chcą jedynie seksu od zdesperowanych mało owocnym poszukiwaniem mężów kobiet.

Moja kumpela obawiała się zmulantów wrzucających jako własne, zdjęcia ratowników ze Słonecznego Patrolu. Obawiała się małych zboczków i zboczeńców z poważnym problemem dla otoczenia.

Generalnie internet i jego pokoje randkowe bardzo ją odstraszały.

Może więc zwykłe portale tematyczne, takie jak dla witarian singli? Jednak witarianie poszukujący żon, byli tak samo pociągający moją kumpelę jak Durian Rider z podwiązanym na własną prośbę nasieniowodem.

Wprawdzie zdarzył się pewien incydent z Francuzem zapoznanym w necie, ale już po kilku dniach znajomości było jasne, że nie rokował ożenkiem. Internet więc nie wypalił, a minął już prawie miesiąc.

Na fejsbuniu dostawała wprawdzie szybkie lajki, ale jak dotąd nikt się nie oświadczył. Kolejne dni również niczego w tym temacie nie zmieniły, dużo wychodziła z domu, była wesoła, zadbana i asertywna, potrafiła trzymać kamienną twarz i nie ujawniać swoich zamiarów, które nie jednego mogłyby odstraszyć.

Grała w golfa, tenisa i skłesza, otwarta na wszelkie formy flirtu. Jej nowy szczeniak każdego dnia w parku zaczepiał psy potencjalnych. Błyszczała humorem. Ubierała się adekwatnie do sytuacji i prawidłowo targetowała odzieżą wierzchnią i spodnią. Potrafiła zachować spokój i stosowała samokontrolę. Od czasu do czasu próbowała też metody na szaleństwo. Stawiała dzikiemu/eleganckiemu mężczyźnie przy barze kolejkę.

Tryskała energią, albo dla odmiany potrzebowała wsparcia przy wkładaniu wtyczki do kontaktu, nie mówiąc o burzy. Chodziła na najbardziej odjechane imprezy, w przerwach do teatru, oraz opery na klasykę i potrafiła załatwić bilety na Fear Feactory -  tutaj ONI , a na trudnym do wytrzymania koncercie wpadała w trans, jakby to jej raperska muza była.

Nauczyła się kilka słów w suahili, żeby nie ograniczać horyzontów, w razie czego podszkoliłaby się bardziej. Jednym słowem zrobiła wszystko co było do zrobienia w bestsellerowych poradnikach jak szybko poznać swojego męża.

Minęło już 89 dni i moja kumpela zrozumiała, że grozi jej staropanieństwo do końca życia, że wielki świat jest wrogi związkom na poważnie, że w sumie nie wiadomo kto, z kim i na jakich warunkach ma się rozmnażać. Dobrze, że są Azjaci, bo już mało kto w wielkim mieście zaciąża.

Nie każda historia kończy się szczęśliwie, owszem w baśniach często w epilogu miód i wino się na weselisku robi, ale w prawdziwym życiu nadszedł dzień dziewięćdziesiąty, a moja kumpela nie miała męża. Ba nawet nie zanosiło się na jakiekolwiek oświadczyny.

Nie mówcie tylko, że na co kumpeli mąż, że liczy się osobowość do obejrzenia z rana w lustrze i takie tam, bo moja kumpela chciała mieć męża. Tak jak jej matka i babka, nie mówiąc o wcześniejszych antenatkach. Następnie moja kumpela zamierzała zbudować wspólne gniazdo i zaciążyć. Właśnie tą drogą chciała iść i się nie udało.

Skoro tak, skoro tak się na świecie porobiło, postanowiła, że ona jednak będzie miała męża. Tyle, że cudzego. I od pewnego czasu ma męża i jest całkiem spoko.

owocek:)

 29
  • Sańka   IP
    Właśnie, póki co...? Będzie dobrze! Nieaspektowane Słońce też da się rozpuścić :-) Chyba, że masz z tego Słońca fun i karuzelę, wtedy warto trzymać :-D
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Sańka   IP
      Zgadza się, horoskop rzuca dużo światła :-) Był czas, że całokształt postrzegania opierałam tylko na tym narzędziu i (zgodnie z PP) służyło mi ono wiernie! Nadal lubię robić wgląd przy poznawanych ludziach, by ustalić z grubsza ich "parametry" :-D

      Ten koment dodałam po to, by żadna istota nie zatrwożyła się , że ma poblokowane aspekty astro, więc skazana jest na wieczny marazm. Btw sama mam w kosmogramie urodzeniowym układ starej panny i...daję radę :-D Trzeba tylko podkręcić świadomość.

      Pozdrawiam :-)
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • Gonzo   IP
        Teoretycznie... Z mojej praktyki... Jak widzę sado & moon, nessusa & asc, czy prominentne demoniczne asteroidy. etc to uciekam gdzie pieprz rośnie. :) Ludzie kłamią, ale nigdy horoskop :) O.K. prawie nigdy - "prawie" to w holdzie tym przebudzonym....
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Gonzo   IP
          Takie rzeczy jak zamążpojcie/ brak zamążpójscia w danej chwili dobry astrolog wyczytuje z horoskopu - z układu planet, czyli osobiście wnioskuję, jak dusza nie ma w planie doświadczać w tym temacie, to ego może stanąć na rzęsach i tak nic z tym nie zrobi...
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Robaczek   IP
            Moją znajomą poznał facet, który po tygodniu się oświadczył,po dwóch był u ,,teściów'', a po trzech miesiącach było huczne wesele...dwa lata -dwójka dzieci, wiecznie mało czasu,bo milion biznesów do zrobienia, ciagle zmęczeni, chyba dopiero sie docierają, moze się im uda..
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także