Sieczka w głowie, którą robi pewnej osobie jej facet
  • 44Autor:44

Sieczka w głowie, którą robi pewnej osobie jej facet

Dodano: 62

Złe samopoczucie to tylko wynik braku świadomości.

Komć: Jestem na etapie maksymalnej tolerancji dla ludzi, naprawdę ich szanuje niech każdy jest tym kim chce być i nie przeszkadza mi to. Czuję się daleko od złoszczenia czy obrażania. Natomiast mój własny facet robi mi sieczkę z mózgu. Sam ma problem ze sobą, a ze mnie kolejny raz dziś zrobił wariatkę. Czuję taką bezsilność, że tylko ryczeć potrafię. Nie pamietam kiedy tak się ostatnio uryczałam, a spowodowały to słowa, które do mnie wypowiedzial. Nie umiem przełknąć tego, co do mnie mówi. Szkoda mi życia na rozklejanie się, mogłabym te chwile przeżyć super, ale on naprawdę mi robi sieczkę z mózgu. I co gorsza nic do niego nie dociera. Do tego ma chwyty poniżej pasa. Robi ze mnie chorą psychicznie. Nie wiem co robić. Nie potrafię przeskoczyć muru, który ma w głowie. Wszystko wie lepiej. Masakra. Dzięki za komcia, to po pierwsze. Albo jesteś uważna i obserwujesz co się z Tobą i wokół Ciebie dzieje, albo śpisz. Albo się, budzisz, albo wciąż śpisz. Albo działasz jak automat, albo nie jesteś maszyną zaprogramowaną na służenie swojemu ego. Na identyfikację z fałszywą Tobą. Ostatnim punktem programu jest oczywiście pełne przebudzenie, czyli totalna uważność, ale nie abstrachujmy. Czy jasne jest dla Ciebie, w którym miejscu się obecnie znajdujesz? Jak nie kumasz tego jeszcze, to ja Ci powiem, że śpisz. Ale. Pani Monika bardzo chciała mieć męża. Robiła wszystko aby umawiać się z mężczyznami, a jej dobre samopoczucie było ściśle związane z tym, czy kroiła się randka, czy też nie. Oraz czy ktoś zadzwonił, czy też nie. A gdy po randce telefon milczał wpadała wręcz w depresję. W pracy obijała się o kserokopiarkę i wszyscy wokół mieli jasność, że pani znowu coś się nie udało w tych sprawach. W końcu ktoś doradził pani Monice, żeby zaczęła się budzić i odpuściła. I tak jakoś pani Monika przestała zabiegać o potencjalnego męża. Jednak napady euforii (zdzwonił) zniknęły, podobnie jak stany depresji (nie dzwoni). W związku z tym pani Monika znalazła się w nowej sytuacji i nie mogła się odnaleźć. Tak jak tygrys, który nagle odzyskał wolność, próbuje stawać na tylnych łapach, żeby dostać jedzenie. Ale teraz nie działają już ani stare kary, ani nagrody. Tak też może być po drodze.

Tak czy siak, złe samopoczucie, to tylko wynik braku świadomości.

To co się dzieje wokół nas to jest poletko doświadczalne. Wszystko co Cię spotyka jest Twoim lustrem. To Ty masz problem, a nie Twój facet. Zresztą on się nie zmieni. Nie ryczy, nikt mu nie mówi, że jest wariatem, czyli widzisz, że to jest Twój problem do rozwiązania. To Ty stwarzasz tę rzeczywistość, a wszystko dlatego, że jesteś totalnie we władaniu własnej fałaszywej tożsamości, czyli ego. Twoje ego poczuło się urażone. Chcesz w skrócie? Okaż wdzięczność, zrozum po co sobie to robisz, zaakceptuj, po czym rusz ze skrzyżowania. Owszem. To brzmi jak wierszyk z przedszkola powtarzany setki razy przeze mnie. Jesteś tutaj, żeby wzrastać, a wszystko co Cię spotyka, to to z czym akurat rezonujesz. Takie sytuacje lgną do Ciebie, jak ćma do światła.

Na dany moment naszego życia, każdy nasz partner jest tym idealnym.

Gdyż doskonale wtapia się w nasze niskie wibracje, w nasze nieskumanie o co w tym wszystkim biega, w naszą senność, ba, w nasze totalne uśpienie. Lub odwrotnie. To co przeżywasz ze swoim facetem dzieje się z Twojego powodu. Jesteś zaprogramowana na to jak powinien wyglądać związek, a to powoduje przygnębienie. Przywiązana jesteś do miłości z serialu. Ale Twoje wibracje są takie, że tkwisz z człowiekiem lustrem. Musisz więc wyć. Gdy nie zaakceptujesz tej sytuacji i nie ruszysz ze skrzyżowania, nic się zmieni. Najwyżej  go rzucisz, i wkrótce poznasz kogoś bardzo podobnego jeśli chodzi o wibracje. Spotykamy na swej drodze to, z czym rezonujemy (Einstein) Osobę dopełniającą się z Tobą. Ofiary spotykają katów, kaci spotykają ofiary. Córki alkoholików biorą ślub z pijakami, a jak się bardzo pilnują i biorą z premedytacją abstynenta, to i tak gość nałogowo je niszczy. Czy nie widzisz, że jedyną drogą wyjścia z tego co się dzieje na Twojej drodze, jest akceptacja tego co Cię spotyka, okazanie za to wdzięczności i odrobienie lekcji? Wiem, że nie widzisz. Jednak. Rozpocznij zmianę siebie, czyli pobudka. Zmieniać możemy tylko siebie, i to jest mega optymistyczne. Dlatego nie patrz na niego, nie licz, że on się zmieni. Jak on się zmieni, to tylko w wyniku Twojego wzrostu. Dlatego trzeba zacząć od wzrastania. W Twoim ciele jesteś Ty prawdziwa (jaźń, dusza, czy jak to tam nazwiesz), nieśmiertelna, która zawsze idzie drogą wzrastania. Nie ma mowy o cofaniu się. A ile to będzie trwało? Ile wcieleń Ci to zajmie, to już inna sprawa. Po drodze będziesz jeszcze dodatkowo natrafiała na zmyłki, na podszywające się pod duchowość ego, na materialistyczne ciągoty (na tej Ziemi jest materia gęsta, a to bywa przyjemne). A nawet może się okazać, że jesteś bardziej zachipowana niż sądzisz. Że matrix jakieś plany ma wobec Ciebie. Ale spoko. I tak musisz ruszyć ze skrzyżowania. Zróbże ten pierwszy krok. Przestań działać jak automat, który musi wyć, jak go przestraszą, czy obrażą. Poobserwuj sytuację. Nie identyfikuj się z nią. Nie pragnij. Odzyskasz wolność. Podniesiesz wibracje i wszystko bardzo się zmieni. Jestem pewna, że tak będzie. A jak wyjesz, to i te emocje zaakceptuj na ten moment, okaż wdzięczność swojemu facetowi, że otwiera Ci oczy. Tylko nie żałuj, jak pani Monika.

lovciam:)

-
 62

Czytaj także