Byłam hojna dla ludzi, dlaczego kurdelebele, kasa powiedziała NIE?
  • 44Autor:44

Byłam hojna dla ludzi, dlaczego kurdelebele, kasa powiedziała NIE?

Dodano: 58

Komć: Dobra, a co w takim razie się stało, że nastąpiła blokada totalna, mur, mimo, że dzielę się nawet ostatnim centem z nieznajomym, jestem zawsze hojna kiedy jest okazja, mam dobre serce. I co kurdelebele, kasa powiedziala NIE! To znaczy wiem, że coś tam we mnie siedzi, ale jak to znaleźć? Dokopałam sie do jakichś wykładów o prawdziwej biologi, gdzie mówią o programach powstających na wiele miesięcy przed naszym poczęciem … Nie neguję, nie potwierdzam, choć pachnie podobnie jak Konstelacje Hellingerowskie, a tych doświadczyłam z pozytywnymi skutkami. Zawsze. Nie chcę jednak grzebać tu i tam, przeżywać na nowo, wypisywałam traumy z życia i słabo mi się zrobiło. Przecież musi być na to prosty sposób. Przerabiałam już to wielokrotnie, niby już rozwiązane, ale gdzie kurde jest guzik? Porozmawiałam sobie dzisiaj z podświadomością, by zaczęła współpracować w końcu, bo tak dalej być nie może. O co kur..a kaman? Niby człek wie to i tamto, a tu jeb – siedzisz we więźniu, ba - w izolatce metr na metr. Takie mam uczucie. Ma ktoś jakąś opinię na ten subject? Dzięki za komcia. De Mello nie miał delikatności Tolle, nie patyczkował się, pojechałby więc pewnie z grubej rury. Ha ha ha, a na co Ty liczyłaś? Abstrahując, łatwiej jest podzielić się ostatnim groszem, niż uszczknąć z okrągłej kupy. Ostatni grosz nie powinien być rozdany, tylko powinien posłużyć do ruszenia ze skrzyżowania i zrobienia więcej, aby zapewnić swojemu ciału i umysłowi dobre warunki do życia, i faktycznie mieć się czym dzielić z innymi. Żeby móc uzdrawiać innych, sama musisz być zdrowa. Nigdy nikogo nie uzdrowisz, gdy nie potrafisz uzdrowić siebie. Twój ostatni grosz nie przyniesie energii wzrostu nikomu. Nie mówię o sytuacjach dramatycznych i o ekstremalnych warunkach, jak wojna, czy kataklizm. Nie mówię o Kolbe, którego śmierć sprawiła, że absolutnie wszyscy wzrośliśmy, a matrix się natenczas skurczył. Nie mówię też o baśniowej dziewczynce z zapałkami, którą uratowałby nawet czyjś ostatni grosz. Ale mówimy przecież o Twoim wzrastaniu w dzisiejszej rzeczywistości.

A więc De Mello nie miał delikatności Tolle, powiedziałby Ci w takim razie, że liczenie na wzajemność, gdy popełni się dobry uczynek odbiera moc temu uczynkowi. Nie tak to działa. Rozumiem, że w trakcie, gdy się dzielisz nie myślisz o tym, że los powinien Ci się odwdzięczyć, ale jednak napisałaś to. Co oznacza raz, brak zrozumienia, a dwa totalny brak akceptacji. Sytuacja, w której się znalazłaś jest dla Ciebie totalną blokadą, murem, a powinna być stopniem. Skończ z poszukiwaniem, bo to cierpienie. Dopóki będziesz poszukującą będziesz cierpieć. Puść przeszłość. To doświadczenie powinno być Twoim stopniem do wzrośnięcia. Czyli w pierwszej kolejności powinno wzbudzić w Tobie yyy ... wdzięczność. To wielka nauka, dać i nie dostać nic w zamian. A jeszcze większa, nie dawać byle czego, tylko zaakceptować, obmyśleć plan i i ruszyć ze skrzyżowania. Już sama akceptacja sprawia, że wibracje się podnoszą. Cokolwiek w sobie postrzegasz nie przyjmuj tego w sposób osobisty, bo to nie jesteś Ty. Już zadecydowałaś, że sytuacja jest zła i niesprawiedliwa, nie dając tym zdarzeniom szansy, żeby zamieniły się w dobry, solidny, kamienny schód, stopień do Twojego wzrostu. Olej Konstelacje Hellingerowskie, to zmyła do grzebania w przeszłości, gdzie Cię nie ma. Jak zaczniesz rozpamiętywać, zliczać traumy, które spotkały Cię kiedyś (być może we własnej rodzinie, jak większość traum), nigdy się nie przebudzisz. Przeszłości już nie ma, przyszłość jeszcze nie istnieje, więc przebywanie w takich miejscach jest typowo egotyczne, nieprawdziwe, niszczące. Nie ma mowy o zmianie, o ruszeniu ze skrzyżowania. To jest właśnie ta Twoja izolatka metr na metr. Nie ma po co rozmawiać z podświadomością, bo rozmawia z nią własne ego, czyli fałszywa Ty, a Twój awatar nie może rozmawiać z Twoim ego. Twoje prawdziwe ja pojawia się wtedy, gdy znika ego. Ty prawdziwa przemawiasz nierozumowo, czyli nie ma przed, ani potem. Ty prawdziwa przemawiasz skokowo, nagle się pojawiasz, w momencie, gdy znika ego. Nie przerabiaj już przeszłości. Grzebiąc w przeszłości oddalasz się od siebie samej. Z tego nie ma wysokich wibracji, nie ma pomysłów na zrobienie kasy, nie spotyka się wtedy pomocnych ludzi, gdyż rezonujesz z niskim, bo nie akceptujesz tego co jest. Gdybyś jednak powiedziała życiu wielkie TAK, zaakceptowała teraźniejszość, w tym też swoje "wyskoki" w przeszłość, mogłabyś ruszyć ze skrzyżowania. Wszystko co Ci się wydarzyło w jednym momencie zamieniłoby się w solidny stopień, ba, na który już wlazłaś i właśnie wzrosłaś. To dlatego oświeceni dziękują pewnym traumom w swoim życiu, bo tylko dzięki nim wzrośli, ruszyli ze skrzyżowania, zaczęli żyć na nowo. Pamiętasz Zosię z "Dziadów" ze szkolnej lektury? Unosiła się nad ziemią, nie uziemiała się, to dlatego tak naprawdę miała najbardziej przekichane. A imię jego 44.

Lovciam:)

 
 58
  • Agatha11  
    Pepsi ja w trochę podobnej sprawie, bo fiansowej, ale nie tylko.... Jestem w czarnej d.....na ten moment, tak się czuję, mam pełno długów, jestem praktycznie bez stałej pracy, mam tylko pracę dorywczą, za grosze, bez umowy ( na to się właśnie godzę ;-( ) Co zacznę jakąś lepszą pracę na umowę, to nie mogę w niej wytrzymać z różnych powodów i się zwalniam i tak juz od X czasu. Żyję całkowiecie zależna od nie ukrywajmy toksycznej mamy. Czuję się jak w jakiejść matni, w potrzasku, stoję w miejscu i nie mogę( nie chce?) ruszyć ze skrzyżowania, jak Ty to nazywasz....
    Ten obrazek z tym gościem z kulą u nogi, odliczającym dni ( nie wiem sama do czego) przedstawia mnie na teraz normalnie. Mam takie poczucie jakby włączył mi sie w głowie jakiś program "dłużniczka" i drugi program" BRAK". Brak wszystkiego: kasy, mężczyzny, rodziny,miłości....weszłam na mega niskie wibracje, nie wiem kiedy nawet i dlaczego .

    Czytam tu trochę Twoje wpisy i komenty innych osób i wiem, że całym mykiem jest zaakceptować to co jest na ten moment u mnie w życiu, ale nie potrafię, walczę z tym i się szarpię. Zadaje sobie pytanie: czego mam się nauczyć, o co kaman? To takie histeryczne pytanie, bo jakbym nie musiała, to wcale bym się nie chciała uczyć niczego, chciałabym, żeby było mi tylko dobrze i przyjemnie. Strasznie nieprzyjemny ten stan stania w miejscu, stania na skrzyżowaniu.

    Pozdrawiam!
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • Smok   IP
      Jak zdobyć ebooka o zarabianiu w sieci udoskonalona wersje , skoro ta pierwsza juz mam
      ?
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • carolina   IP
        koza ale żeś dosrała tym tekstem haha:)) bez pitu pitu; fajnie się czytało, taka budząca się bridget jones; może jakiś pamiętnik zacznij ogarniać w tym klimacie..buziaki dla Ciebie!
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Kózka   IP
          Hej Wszystkim :) Pepsi tak mówi ładnie co można zrobić żeby ruszyć w kierunku większej świadomości, co robić w trudnych sytuacjach życiowych. A ja Wam powiem, że nie mam trudnej sytuacji życiowej, ale jest coś takiego u mnie - bardzo dużo czytam, oglądam yt na temat duchowości tej naszej i kurcze wygląda to tak jakbym wiedziała sporo, ale nic z tym nie robiła... Rozumiecie? Wiem co, ale... no... nie chce mi się. Tak jakby. I mam tak ze wszystkim w sumie. Naukę na studia odkładam do ostatniej chwili, zdrowy tryb życia też od jutra, nawłączam sobie tysiąc artykułów i przeczytam je potem. W konsekwencji bujam się od pokoju do pokoju nie robiąc nic i tylko stwarzając problemy w głowie, bo przecież prawdziwych nie mam. Gdybyście usłyszeli jakie problemy kreuje moja głowa to byście śmiechem parsknęli. No i czemu mi się nic nie chce? Czemu się naczytam, naoglądam i w sumie tyle? Czemu potrafię gadać o tym do ludzi a sama nie potrafię robić tego o czym mówię. Niby chcę schudnąć, ale ciągle się obżeram, w gruncie rzeczy to uwielbiam żreć i wiecie, pseudo zdrowo, bo jak jestem sama to wszystkie moje złote rady idą się walić. Przechodzę w takie skrajności, potrafię albo nie jeść bardzo długo a potem znowu jeść dużo i wszystko co wpadnie w ręce. Kiedyś potrafiłam się spiąć, ale już nie potrafię, albo nie chcę/pseudo chcę. Kolejny problem z odkładaniem wszystkiego na ostatniutką chwilkę. Następny to coraz większy wnerw na rodziców. Wracam na weekend do domu i rodzice bardzo mnie irytują a w stosunku do taty odczuwam ciągłe napięcie, czekam tylko co mi wytknie i o co będzie krzyczał. Generalnie w domu nie robię nic, poza żarciem. I siedzeniem w głowie. Zaczytuję się, ale nic mi to nie daje. Mam ego wybujałe na maksa. Często jestem też aspoleczna. Męczą mnie ludzie a już szczególnie babcia mówiąca tylko o sobie, chorobach. Uciekam przed nimi wszystkimi najlepiej z żarciem upchanym po kieszeniach. Lubię moje koty, ale po fali czułości też mam dość tego ich natręctwa. Wiecie jakie są koty. Ogólnie w ciul dużo rzeczy mnie wkurza, delikatnie mówiąc. No i co Wy na to? Macie podobnie, albo mieliście? Jak się ogarnąć? Jak zrobić żeby się chciało tak jak się nie chce? Ja wiem - tu i teraz, ja obserwuje mnie, nie jestem tym co myślę, wszędzie są pasożyty energo, u mnie w domu to chyba wisi ich w powietrzu mnóstwo, czuję jak mi się zmienia nastrój jak przyjeżdżam na weekend, zamień się w parzenie herbaty (do worka herbaty wrzucam wszystkie napary też, zioła itp., kocham to), rusz ze skrzyżowania, zapomnij się w czynności, nie utożsamiaj się, nie wchodź w konflikty bo Cię wyssają... no i co z tego, że wiem? W sumie nawet nie wiem po co to piszę, bo i tak pewnie nie zastosuję się do Waszych porad, bo mi się nie będzie chciało albo zrobię to później...ta. A może to wszystko samo jakoś przyjdzie? Może coś tam odpadnie a coś na mnie spadnie (np. wąziutki promyczek światła swiadomości, może chcę zbyt dużo, ale przecież zasługuje na wszystko, tylko chyba w to nie wierzę, to dobrze chyba bo powinnam to wiedzieć, o Jezu (takie powiedzonko)). Widzicie, taki zwykły człowiek, znaczy matriksowy, bo wiemy, że każdy ma w sobie cząstkę Boga więc każdy jest niezwykły, ale taki wkręcony w matriks, ja to chyba jeszcze nastolatkowy matriks, to taki człowiek jak zaczyna czytać o przebudzeniu, jara się tym, jest euforia, ale potem patrzy na to co powinien, a co nie według tych nowych treści z jakimi się spotkał i kurde taki kolejny matriks się z tego robi bo ja znowu myślę co powinnam robić i że tak a tak to będzie be. Więc to chyba musi samo przyjść, przynajmniej w moim przypadku. Ale fakt, że ciągle w to brnę, czytanie choćby, świadczy o tym, że jakiś tam rezonans jest. Ale tak bardzo mi się nic nie chce... znaczy w domu bo na studiach coś tam robię, ale generalnie w ogóle nie wykorzystuję swojego potencjału. Wiem to. Podziwiam ludzi, którzy potrafią robić to wszystko o czym mówią, albo lepiej nie gadać a robić. Chciałabym pogadać z kimś na te tematy ale u mnie w otoczeniu nie ma takich ludzi, są na moim poziomie, wkręceni w matriks, a ja jestem tym tylko zaciekawiona bo co więcej. Wiem, oni wszyscy są moimi lustrami, moimi lekcjami. Najwyraźniej mam tego doświadczyć nie? Mam być bateryjką. Swoją drogą ciekawe połączenie bateryjka, która wie, gdzieś tam z tyłu głowy, że nią jest, ale i tak się ssać daje :D  Ale wracając, jestem taka pokopana, że nie umiem się uczyć i wzrastać. Dużo napisałam, ale nie mam z kim pogadać o tym. Bo oni patrzą na mnie wtedy jak na debila. Jak to iluzja? Jak to tak mięsa nie jeść? Jak to myślami stwarzamy świat? A mój chłopak to już jest odrębna część kosmosu w ogóle :D faceci z mojego otoczenia są bardzo konkretni i wierzą strasznie w naukę, logikę, fakty. Dlatego czasami mam wrażenie, że faktycznie pochodzimy z innych planet. Oo a najlepsze jest to, jak boję się czasami w nocy nogi wysunąć, albo spać nie mogę i mam psychozę, że ktoś (jakiś byt) się patrzy na mnie, albo mnie złapie zaraz... Ogólnie jestem dosyć dziwną osobą, o wielu maskach, bo uwielbiam się śmiać wiecie i na uczelni wszyscy mnie lubią, a w domu czasami świata nienawidzę i mam takie rozkminy, że pewnie nikt by się nie spodziewał po mnie. Albo jak się z innymi nie porównywać? No nie da się. Czasami też czuję nienawiść do kobiet. Jak jest ładna. Jak jest zgrabna. Nie lubię damskiego towarzystwa zbytnio i bardziej z chłopakami się trzymam. I co? Widzicie to jakieś trudne życie i problemy? :D chyba, że to taki wiek i jak pójdę do roboty, się życiem zajmę to mi przejdzie to lenistwo :D sorrry, że tak dużo :/ ale chciałabym sobie pogadać z kimś kto kuma cokolwiek więcej, kto nie jest tylko biologicznym robotem. No ale jak mam spotkać taką osobę, skoro niskie przyciąga niskie :/
          Pozdrawiam i trzymajcie kciuki bo muszę poczytać o mitochondriach i peroksysomach, ale zgadnijcie co... tak bardzo mi się nie chce :D wiem straszne, a nie śmieszne. Ja nie potrafię się bawić w życiu, bo mam taką zrytą banię, że jak sobie wymysle, że dzisiaj nie jem (a mogę sobie pozwolić na to) to jak zjem to się dręczę potem w głowie a jeszcze jak zjem coś gównianego to już w ogóle. Nie umiem się bawić, jestem jak stara babka w ciele 20 - latki - prawdziwy matriks :D mam w głowie tyle filtrów i tak różnie postrzegam świat, ale zazwyczaj w sposób najgorszy no i tworzy się to koło, się napęda wszystko - myśli, postrzeganie, fizyczne życie, czyli dowód świata na moc moich myśli - ale jak ja mam to wszystko pamiętać kiedy jestem w złości, albo innej emocji. Nieee, chyba na tym etapie tego nie ogarnę.
          Nie przynudzam już, trzymajcie się :)
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 4
          • Łukasz   IP
            Życie jest ciekawe. Jestem jedną z tych osób, które od małego ciężką pracą doszły do czegoś w życiu. Pracuje na 2 etatach od 10 lat i pomimo, że zacząłem reprezentować sobą wartości i poziom, to kosztowało mnie to zdrowie, kompletny brak czasu i trafiłem na Twój blog Pepsi, bo organizm powiedział "hola hola".

            Zamieszczasz tu wiele cennych rad, budzisz ludzi do życia i przypominasz właśnie, że kasa to nie wszystko i że gdzieś w tym wszystkim trzeba znaleźć równowagę. Jest to coś co ja zrozumiałem dzięki Twoim wpisom, gdyż zapomniałem jak żyć i dbać o siebie.

            Dziękuje, że jesteś sobą!

            PS. Chciałem zrobić "donate" na Twój blog, ale nie mogę znaleźć nigdzie takiej opcji. Polecam też serwis patreon.com - pozwala on wspierać Twórców w robieniu tego co cenne, a co w normalnym codziennym/komercyjnym życiu mogłoby się zgubić.
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także