Kora przecież nadal jest, ale demokracja to od zawsze ściema
  • 44Autor:44

Kora przecież nadal jest, ale demokracja to od zawsze ściema

Dodano: 115

Chwilowo nie ma Kory w tej grze, na tym planie, ale to przecież raczej stan przejściowy, bo zapewne wkrótce wróci tutaj na własne żądanie.

I taki komć:

Jak byłam mała, dla mnie mieszkanie mojej babci było wielkie jak stodoła, a miało ok. 50m2. Jak byłam mała nie lubiłam pomidorów, a jeszcze jak miałam 15 lat nie lubiłam cebuli, czosnku, mięty, a teraz jest zupełnie na odwrót. Moje zmysły się totalnie zmieniły, inaczej postrzegają rzeczywistość. Myśląc tokiem rozumowania że to we Wszechświecie coś się zmieniło, a nie we mnie,  może powinnam stwierdzić, że na całym świecie pomidory stały się smaczne, a wcześniej nie były? Jak byłam mała chciałam być Korą Jackowską. Dlaczego odejście Kory z jej gry jest dla mnie obecnie czymś zupełnie innym niż jeszcze nie tak dawno temu, gdy nie miałam pojęcia o grze? 

Pamiętam taki obrazek, piękny dzień, środek szarszej od szarości komuny, stali bywalcy kultowego krakowskiego baru kawowego Rio na Jana (mówiło się też Ryło), wyszli przed kawiarnię. Akurat siedzę w wynaciąganym czarnym swetrze (niby tuszował nadwagę) na krawężniku i udaję, że mi smakuje espresso (odchudzanie) i nagle nadlatują rajskie ptaki: Kora, Jackowski i Kamil Sipowicz. Są jak z innego zaczarowanego, zagranicznego świata, barwni, inni, niedostępni, ze swoimi szalenie ważnymi słowami, śmiechem i ciemnym okularem. Och tak, oni z pewnością dotykali kolorowych, zachodnich opakowań, torebek szeleszczaków i dotykali pieniędzy. Maanam popija na stojąco cappuccino, wionąc paczulą zmieszaną z Fahrenheitem, najmodniejszą wówczas wodą Diora kupioną za bons, czy dolars w Pewexie. Wzbudzają zachwyt i jednocześnie pewną nostalgię za nieosiągalnym, prawie zazdrość. Dotknęła mnie śmierć Kory, gdyż w którymś momencie mojego życia przez sen, myślałam, że jestem do niej podobna, też zbuntowana, tak samo nie znosiłam czarnych, ani czerwonych. Dzisiaj wiem, że podobieństwa przez sen są całkowicie egotyczne i nieistotne, zaś podobieństwa po przebudzeniu oczywiste, gdyż wszyscy jesteśmy częścią tej samej świadomości Źródła. Jednak nikt z nas tam wtedy obecnych na Jana przed Ryłem nie ma pojęcia, że jesteśmy w grze, a to są nasze awatary. Że nieprzypadkowo jesteśmy na tej, czy innej linii życia z nieskończonej ilości wariantów, i że w każdej chwili życia możemy wybierać i zmieniać. Jest tylko ten warunek, że trzeba zrozumieć, że życie przez sen, na nieświadomce, to nie jest życie. Będąc nieświadomą w tym wcieleniu, życie idzie po linii egotycznej, ciągłego poczucia niedoborowści, strachu, smutku, naprzemiennie ze sztucznymi podnietami używkami, seksem, czy niedoścignionym płaszczem do ziemi Kory i jej pierścionkiem Zaremskiego w kształcie domu z miedzianym dachem, czyli ekscytacji przedmiotami.

to był taki (z prawej) pierścionek

Od diagnozy nowotworu Kory minęło 5 lat. Już wkrótce dla medycyny alopatycznej, uznano by ją za wyleczoną. Nie wiem jak długo żyłaby Kora, gdyby nie zdecydowała się na chemioterapię, jednak odnoszę wrażenie, że nie cierpiałaby aż tak bardzo. Ostatnią chemię wzięła podobno miesiąc przed śmiercią. Jednak nie wiem, i nie chcę konfabulować, natomiast z jej wypowiedzi wnioskuję, że się nie przebudziła. Że, bardzo dużo opowiadała o swojej chorobie na forum medialnym, potem napisali, że przegrała walkę z rakiem. Każda walka (podobnie jak ekscytacja, poplecznictwo) jest karmieniem wahadła destrukcji. Chorobę, jak każdy problem, który nas smuci i straszy, ale też ekscytuje, powinno się zaakceptować nie karmiąc wahadła destrukcji i rozpocząć działanie zgodnie z głosem swojej duszy i ego. Dusza i ego muszą się razem określić. Nie powinno się słuchać jedynie strachu ego. Że nie skumała, że to gra. Denerwowała się na rządzących, brała mężów stanu na poważnie, nie zdając sobie sprawy, że swoim buntem karmi destrukcyjne wahadło polityki tak samo smacznie, jak poplecznicy PiS, czy księdza R. Mamy dokładnie takich polityków jakich jesteśmy w stanie wykarmić.

Kamil Sipowicz rzekł, że umarła Kora, umarła więc demokracja. Kora nie umarła, to raz, demokracja to ściema, dwa, trzy, że teraz Kora już wszystko kuma (dopóki nie zdecyduje się na kolejnego gema), no i cztery, że Kamil jeszcze śpi, jak większość z nas. Przebudzenie to jest brak cierpienia, a mainstreamowe media nigdy do tego nie dopuszczą, gdyż za uwagą podąża energia, a cierpienie i strach przyciągają najlepiej. Kora zapewne wkrótce wróci tutaj na własne żądanie. Przebudzenie to jest brak cierpienia.

love

 115

Czytaj także