Pepsieliot
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
206 052 140
67 online
32 233 VIPy

Jak zarobić pierwszy milion? Czyli skąd się bierze piniądz (też w Twojej firmie)?

Wpis z serii EPRO!

Ekskluzywny Poradnik Rozwoju Osobistego

Jak MIEĆ KASĘ, w tym we własnej firmie?

Trenuj i ufaj

Sześć zer na koncie poprzedzonych jedynką wbrew pozorom nie jest zarezerwowane tylko dla wybrańców losu.

(W sumie 7 też nie, inflacja:)

Każdy może to osiągnąć, ale nie każdy osiągnie.

Jednym z powodów jest fakt, że podobno nie każdy chce zostać milionerem.

Jednak, żeby z całą pewnością mówić, że nie chcesz być milionerem proponuję zostań nim, chociaż na pewien czas.

I taki koment:

Może zadam pytanie bez sensu, ale co jest ważne w prowadzeniu firmy?

Pewnie brzmi idiotycznie, ale nie rozumiem czasem czemu nie wychodzi mi tak jak chcę, czemu nie zarabiam tyle ile chcę. Pewnie potrzebuję więcej zamówień.

Czuję, że przez to, że tej kaski nie zarabiam tyle, ile bym chciała, w całej mojej rodzinie brakuje entuzjazmu w pracy, coś jakby zmęczenie materiału.

Walczysz ileś czasu, liczysz, że ziarenko ci wyrośnie, a ono nie kiełkuje, i chyba musisz być bardzo obudzona, żeby nie patrzeć w ten sposób na to. 

Niby to zarabianie tej kaski takie proste, ale kurde flaczek (lubię od Ciebie to określenie kurde flaczek) nie mam jej wciąż tyle ile bym chciała i ciągle moja firma na zero, albo pod zerem…

A kiedyś w przeszłości było jej bardzooooooooo cool, co się zmieniło?

Okej, pytanie retoryczne pewnie, ale skoro kiedyś ktoś potrafił zarabiać to chyba znaczy, że teraz też może, tylko coś mu się pomieszało. 

A dalej idąc za tym, czujesz się nie do końca doborowy, więc to ci odbija świat. (rzeczywistość jest obrazem naszych myśli, wyjaśnia czytającym peps). 

Co jest ważne dla pracownika w jego szefie?  To ile mu daje kaski, i nic więcej, czy to, że jest pełen pasji, albo co ma szef w sobie, który ciągnie za sobą pracowników niczym jakiś heros.

Czy czucie entuzjazmu każdego dnia jest ważne?

Pamiętam Twoje porównanie dziecka do starca, którzy siedząc „w tej samej” rzeczywistości zupełnie inaczej ją widzą. Ja się czuję dziś jak ten starzec.

Firma jest ważna dla mnie, jak widząc nie do końca satysfakcjonujący obraz jakoś zaakceptować to i ruszyć i jak reagować gdy masz jakieś płatności do zrobienia a nie masz na to kaski, co sobie mówić? 

Co mówić ludziom, którzy chcą od ciebie zapłaty, a ty się spóźniasz bo nie masz tej kaski, nie chodzi mi o pracowników, ale firmy z którymi współpracujesz …

Zawsze chodzi o własną jakość

Sytuacja finansowa firmy może ulegać zmianie, i BĘDZIE ulegać zmianie, ponieważ wszystko się zmienia.

Konkurencja nie śpi, do tego kiedyś firma mogła wzrastać przykładowo z powodu dobrej ogólnej koniunktury, i ustawienia żagli z korzystnym wiatrem.

A tak naprawdę zarządzający nie mają jakości dobrego żeglarza.

Nie mają jeszcze pojęcia co robić, gdy wiatr zmienia kierunek.

Ogromna ilość firm nie dotrze do 2 lat działalności, 10 lat przetrwa już tylko 1 na 10 firm.

Oprócz tego firma jako element naszej drgającej rzeczywistości zawsze będzie miała swoje amplitudy, wzloty i upadki.

Jeśli w okresie wzrostu nie ma się pomysłu na swoją firmę, bo jest wzrost, w trakcie spadków będzie jeszcze trudniej, bo właśnie są spadki.

To nie jest nic osobistego, to zwykłe prawa Wszechświata, a dokładniej ekonomii.

„Tiger” Woods genialny golfista, wygrywający najtrudniejsze dołki jak leci, w pewnym momencie przestał wygrywać.

Przecież dalej posiadał zestaw umiejętności najlepszego gracza Wszechświata, ale w głowie mu się przestawiło myślenie.

Po kilku przegranych pewnie zaczął myśleć „realistycznie”, a to jest tylko forma usprawiedliwienia myślenia negatywnego.

Dlatego zawsze trzeba stawiać jak najlepszy obraz siebie w swoich oczach i oczach innych.

Ten obraz zawsze wynika z jakości swoich myśli.

Lao Tzu swego czasu nawinął:

– Daj ludziom lek, nakarmisz go na jeden dzień, naucz go robić 4 szklanki, nakarmisz go na całe życie …:)


Dlatego kluczowe będzie zwracanie uwagi na JAKOŚĆ SWOICH MYŚLI

Gdyż to ma bezpośrednie przełożenie, nie tylko na ewolucję świadomości, ale właśnie jest wycelowane w POTĘŻNY DOBROBYT.

Nie ma nic złego w tym, że poruszasz się do przodu małymi kroczkami, ale jest bardzo złe, gdy stawiasz sobie ZA MAŁE CELE.

Na szczęście ludzie z wysoką jakością myśli najczęściej nie urodzili się takimi.

To jest ich wirtuozeria, samodoskonalenie poprzez doświadczenia, naukę, błędy, które popełnili.

Ta chęć do wstawania z klęczek po upadku, wytrwałość a nie wycofywanie się, i zero (obserwowanie swoich myśli, jakby co) myślenia ze strachem o przyszłości.

Marzenia o przyszłości bez działania w teraźniejszości to adrenalina Polaków ciągnąca jak magnes do wyjebania starej pralki do lasu. Jesteśmy wciąż dość dziwni. Niejako neandertalscy.

Wyznacz cel

Moja firma doskonale prosperuje, zyski na koniec 2023 wyrąbane w kosmos (tutaj wpisz konkret, ile?)

POCZUJ TO, bądź już w tym zyskownym czasie.

To jest tak zwane UROJENIE POZYTYWNE Lady Gagi. Łaziła po ulicach, gdy nikt jeszcze o niej nie słyszał, jak ta pierdolona (dosłowne tłumaczenie:) gwiazda.

Lecz

Jeśli nie możesz wyobrazić sobie swojej firmy w dużym sukcesie, a  nade wszystko siebie wygrywającej, bogatej, to ZNAJDZIESZ SPOSOBY, żeby to zwycięstwo schrzanić.

Coś jak Tiger Woods od pewnego momentu porąbanego myślenia.

Rusz ze skrzyżowania, ale nie spadając na jezdnię z krawężnika, tylko świadomie WEJDŹ W EKSPANSJĘ.

Gdy jednak jesteś jak ten starzec w pokoju, zaakceptuj ten fakt, ale doładuj się jakoś energią, bo ściągniesz innych do siebie.

Tak, pracownicy chcą widzieć w oczach swoich szefów pasję, zaangażowanie i entuzjazm, że nie wykonują oni (szefowie) pracy po prostu, tylko są w niej zanurzeni po szyję.

To pociąga zespół, ludzie chcą pracować w firmach, gdzie szefowie są w ekspansji.

Korporacje często UDAJĄ taką ekspansję, żeby związać ze sobą pracowników, kolacje na polanach gór, wyzwania, integracje.

Zobacz co musi wyprawiać Coca-Cola, żeby tyle lat podniecać, nawet stworzyła sama sobie konkurencję, jak nomen omen Pepsi.

Co wyprawia na  pokazach w Luwrze Louis Vuitton, luksusowy francuski dom mody stworzony w roku 1854 przez francuskiego rzemieślnika?

W jakiej trzeba być ekspansji, żeby ceratę z nadrukiem LV sprzedawać na całym świecie, jako towar absolutnie luksusowy i niepodlegający żadnym negocjacjom cenowym, co oczywiście stanowi element polityki firmy.

Rozumiesz, że Twój cel to forma ograniczenia?

Miej na uwadze i olej, że:

Chęć do rządzenia zwykle nie jest traktowana jako dobra cecha.

Często nie ufamy ludziom, którzy koniecznie muszą dzierżyć władzę.

Jednak gdyby Jobs pozwolił innym wpływać na swoją wizję NIGDY nie zostałby tym Jobsem, którego znamy dzisiaj.

Wahadła chętnie by go zjadły swoimi małymi szczękami piranii, fałszywych popleczników, na śniadanie, bowiem tak się dziwnie składa, że im ktoś bardziej malutki, uśpiony i posrany (ze strachu), tym bardziej kąsa.

Na nic marzenia o „rzuceniu pracy w korpo, o możliwości zamieszkania w pięknym domu z ogrodem i przestrzenią, bez konieczności zaciągania kredytu na 40 lat”, gdy nie rozumiesz, że marzenie może zamienić się w cel tylko wtedy, gdy masz taką intencję.

I zabierasz się do roboty, aby każdy dzień w jakiś sposób przybliżał Cię do tego.

Masz to sobie skrupulatnie analizować: przybliżył, czy oddalił?

Co jest do zrobienia, żeby przybliżył?

Zalegnięcie przed telewizorem?

Kolejne warsztaty?

Serio?

Przez większość dnia bądź zaciekawionym, mówiącym „tak” chłopcem z pokoju, a nie zgnuśniałym staruszkiem z tego samego pokoju, który mówi tylko „nie”, gdyż prawo przyciągania zawsze działa.

Prawo przyciągania podobnego zawsze działa

Nie mając przyciągniesz nie manie, uważając, że firma ma za sobą najlepsze lata, właśnie przyciągasz nierentowność. Identycznie, jak Tiger Woods (na margi, kasy i tak ma jak lodu)

Są sytuacje, że trzeba wziąć na klatę fakt, że nie pociągniesz, nie nakarmisz wiecznie głodnego, który na siebie nie zarabia.

Co do rozliczeń z kontrahentami, trzeba ludziom zapłacić, nawet kosztem rozstania się z czymś materialnym, sprzedaniem etc.

Nie można pociągać za sobą innych, gdy jest osuwisko.

Nie podam Ci algorytmu, że usiądziesz, rozłożysz chustę od Hermesa, uklękniesz i manna poleci z nieba.

To byłby różowy jednorożec, istnieje prawdopodobieństwo spotkania go, ale bardzo kwantowe.

Pieniądze są energią, codziennie robisz przepływy energetyczne, przetransformuj swój strach o pieniądze na działanie, które zrobi Ci przepływy.

Z perspektywy całego życia, jedyne niepowodzenie to zaniechanie kolejnych prób

Ludziom spoza schematu ZAWSZE ktoś lub coś pomaga.

Wyjdź poza schemat, łatwizna.

TRENUJ I UFAJ, najlepsze hasło na dobrostan.

owocek

(Visited 2 062 times, 3 visits today)
-
Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
Może rzuć też gałką na to:

Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep
Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

Komentarze

  1. kiszonka 21 listopada 2022 o 19:27

    Hej Pepsi 🙂

    Świetne lajvy w ten weekend.

    Biegaczy – absolutnie top of the top. Ostry i celny, zarówno pierwsza część (to na szczęście ja sprzed 10 lat ale także resztki tego były jeszcze parę lat temu i do tego nigdy nie wolno wracać!), jak i dalsza dotycząca afirmacji swoich niepowodzeń (dostrzeżenie tego automatyzmu wściekania się na samego/samą siebie tu i teraz za drobne pomyłki czy nawet brain fogi będzie bardzo pomocne) – niby taka mała rzecz w porównaniu z tą pierwszą, a jednak będzie mocno stopowała rozwój, jeśli nie zostanie okiełznana.

    Lajv niebiegaczy – również bardzo ciekawy, choć do niego dałoby się zaproponować kilka punktów polemicznych. Ale już dziś chyba nie dam rady, chcę tylko napomknąć, że nie każde błądzenie jest tym jasnym-oczywistym (już teraz teraz dla mnie) wierzganiem ego, ale jest coś takiego jak zejście do labiryntu… tam owszem, zabrniemy coraz głębiej, aż ujrzymy tę rzecz najstraszniejszą, najgorszą wersję siebie, niemniej tam nie jest sprawcą samo ego… jest w tej ciemności coś bardziej autonomicznego jednak… i z tego labiryntu trzeba się w pewnym momencie oczywiście wykaraskać, ale to nie jest kwestia ruszenia z kolejnego skrzyżowania, tylko zwrotu w tył i powrotu po swoich śladach, ale nie na zasadzie rozkmin dzieciństwa/ustawień itd., tylko ścieżką jasnego poznania swoich błędów. To się dzieje jakby na innej płaszczyźnie/wymiarze niż zmagania z ego (którego zwycięstwa oczywiście chętniej popychają nas w głąb/w dół labiryntu), z innej przyczyny… Taka koncepcja mi się nasunęła, że istnieje jeszcze jakiś inny level zmagań, i myślę że to jest to, o czym najczęściej (smutno? przerażająco?) pisze np. Olga Tokarczuk, nie, to nie jest o depresji, o jakimś smutku, i na pewno nie pod publiczkę, to są właśnie te historie o ludziach głęboko zagubionych w swoim czasie i w przestrzeniach, do których się adaptują, a jednak idą glębiej w labirynt, i niektórzy/re z jej bohaterek jednak dokonują tego zwrotu, żeby z labiryntu wyjść.

    Piszę to jako osoba w typie jak najbardziej nerwicowym a nie depresyjnym (równiez nie lubię psychologii ale traktuję kategorię nerwicy jednak bardzo ważną/użyteczną), a mimo to… wiem na swojej skórze, że istnieje także ten labirynt, i że nie jest to depresja, ale coś w innym planie. Czy może miec coś wspólnego z potyczkami na ścieżce wiedzy? Czy niekoniecznie…

    Myślę, że dróg działania oraz wiedzy nie należy absolutnie wartościować względem siebie i absolutnie to nie tak, że droga wiedzy pojawia się dopiero po osiągnięciu mistrzostwa na drodze działania i… odrzuceniu działania, ale że działanie powinno jednak zawsze wspierać także tę drogę wiedzy. Albo odwrotnie, że droga wiedzy jest wyłącznie gnuśna i prowadząca na manowce, a wyżej trzeba stawiać działanie, bo wiedza jest tylko dla nielicznych udoskonalonych już – to by też do mnie nie przemawiało.

    A tu nagle jeszcze… ten mocny dzwonek, gdy przywołałaś na krótko kategorię sztuki dla sztuki – trudny i wielowątkowy temat, a to twoje przywołanie nagle wywołało we mnie jakiś krzyk eureki… że ta sztuka dla sztuki jest gdzieś na początku tego labiryntu, moze właśnie u mnie była…

    Może rozwiniesz jeszcze w jakimś lajvie właśnie ten ostatni temat?

    1. Pepsi Eliot 22 listopada 2022 o 07:23

      Rozumiem o czym piszesz, nie trenuję tej odwagi, dlatego nie czytam Olgi Tokarczuk, otwieram książkę i wkrótce zamykam, intuicyjnie ze skrawków wiem, że nie szukam tego w sobie, nawet jakby tam to było, a pewnie jest, bo jest w ludziach. Masz naturę filozoficzną, chcesz poznawać w głąb, rewidować i następnie wyciągać wnioski. Ja jestem łyżwą, wolę się ślizgać, zataczać kręgi o coraz większych promieniach, czyli jest to zaprzeczenie tego o czym piszesz. Można powiedzieć, że podaję dość płytkie przepisy. Ale jeśli ktoś czuje, że pod tym kłębi się coś w nim i koniecznie chce wiedzieć co to jest, to nie będzie mnie słuchał, tylko ODWAŻNIE wejdzie w siebie, dla czystego poznania. Nigdy nie wchodzę w głąb siebie, ale raczej wiem co tam jest, bo moja metoda też (co dziwne) działa. Najbardziej ze wszystkich książek spisanych ze słów Osho, polecam Księgę mądrości, 7 punktów treningu umysłu (komentarze do traktatu Atishy), z książki tej zaczerpnęłam coś nade wszystko bardzo dla mnie wygodnego, że jest kilka dróg do oświecenia, do celu. Dlatego moja metoda ślizgania się nie jest z pewnością ani filozoficzna, ani spełniająca ludzkie potrzeby, żeby wiedzieć, ale w tej grze też działa. Potrafi dać spokój i dobrostan.

      Dobra, rozszerzę temat sztuki dla sztuki. Jednak dążenie do witkacowskiej czystej formy, czyli „jedność w wielości i wielość w jedności”, to chyba nie jest sztuka dla sztuki 🙂 <3 ale nie jestem pewna

      1. kiszonka 22 listopada 2022 o 21:23

        Hej,

        dziękuję ci za odpowiedź 🙂

        Moim zdaniem nie musimy tych różnych poszukiwań wartościować względem siebie, w twojej mega konkretnej i skutecznej rozkminie o zaprzęganiu ego do działania zamiast poddawania się mu nie widzę nic płytkiego – wręcz przeciwnie, to jest podstawowy problem ludzkości i jest to coś, czego nie da się zastąpić innymi poszukiwaniami. A jeszcze moze to właśnie te inne poszukiwania wesprzeć.

        Wchodzenia w labirynt nikomu nie polecam, bo to nie jest wyprawa po skarb (niemniej może niektórzy ludzie i w taki sposób w tam wchodząc, marząc wlaśnie o czymś wyjątkowym tam), a wręcz przeciwnie, wyprawa do ciemności, i jeśli nie czujemy zewu by tam wchodzić, to tylko dobrze świadczy, że tego nie potrzebujemy, by móc dalej iść tą drogą przez skrzyżowania.

        A czego ja tam jeszcze szukam, skoro na skrzyżowaniach czuję się już trochę pewniej siebie?
        No właśnie brak u mnie koncepcji tego mocno zakrojonego celu, o którym też niedawno mówiłaś. i nie, nie usprawiedliwiam jego braku zaszłościami z labiryntu, ani też nie do końca ulegam na razie twojej sugestii, że ten nadrzędny i mocny cel faktycznie być musi, ale… problem z zakrojeniem takiego celu jednak dostrzegam, tzn. widzę, że wywołuje to we mnie dużą dozę niepewności i obaw, że może to być znowu cel wybrany źle i że znowu zacznę przeciekać energetycznie.

        Ale właśnie dlatego, by nie szukać łatwych/wygodnych rozwiązań i nie zrzucać tu winy na kogoś z zewnątrz, przypomniał mi się ten labirynt w którym zamieszkuje, powiedzmy roboczo, najgorsza wersja mnie. To może wyglądać tak, że pierwsze zaułki labiryntu pełne są sennych marzeń – mylących ekscytacji, a głębiej jest już galeria obrazów namalowanych przez własne złośliwe ego, krzywe zwierciadła w których ego odmalowuje nasze największe wpadki, niepowodzenia, słabości, tam się wyżywa artystycznie do woli (sztuka dla sztuki?) ale… to tylko płaskie widziadła, taka zakurzona pakamera pokracznych malowideł, to jeszcze nie jest najciemniejszy punkt tego miejsca, głębiej jest właśnie ten minotaur… I nie, nie chodzi o to, żeby go spotkać i dojść aż tam, tylko wręcz przeciwnie, odwrócić się na pięcie i… znaleźć drogę wyjścia, a ta wiedzie tylko po własnych śladach, czyli znowu trzeba trochę inaczej spojrzeć na siebie, roz-poznać swoje błędy, trochę to jednak musi boleć, ale intencja jest jasna i pozytywna – wyjść z tego i już tam nie wracać dzięki sile woli.

        Struktura spiralna, o której piszesz, ku zewnętrzu, też jest koncepcją mi bliską. Ja ją widzę trochę w kategoriach tej rozszerzającej się sprężyny do ubijania piany, w sensie że to nie tylko płaski rzut spirali, ale też trzeci wymiar wertykalny. Kiedy kroczymy po tej spirali ku zewnętrzu/szerokości/ku górze, idziemy ku życiu, ku działaniu, ku wysokim wibracjom i faktycznie z czasem tak się w tym rozwiniemy, że odrywamy się od sił spajających ten tor… i kto wie, moze wskakujemy na inną spiralę, w inną rzeczywistość…
        Ruch w dół, zacieśniający się, do środka, w przeciwną stronę to droga ku chorobie i niskim wibracjom, ale i tutaj na samym dole jest jakby wyzwolenie… śmierć. Owszem, śmierć jest osią tej spirali, ale nie jest sama w sobie niczym złym, jest bardziej jej osią, ale nigdy nie styka się z tą spiralą bezpośrednio. Po prostu na tych ciasnych, dolnych zwojach jest juz bardzo silne oddziaływanie, by oderwać się właśnie w taki sposób, śmierć jest wtedy bardziej wyzwoleniem, zwłaszcza w ciężkiej chorobie.
        I ta spirala nie jest symetrycznie kolista, ale trochę eliptyczna na dodatek, nawet idąc po niej mozolnie ku górze można czasem myśleć, że jakby zbliżamy się do śmierci zamiast oddalać, bo jest to eliptyczne zbliżenie orbity. A co dopiero idąc w dół – niekiedy oddalamy się od osi i już myślimy, że złapaliśmy świat za nogi i jest lepiej, a to tylko złudzenie. Dlatego trzeba patrzeć wciąż uważnie, w którym kierunku się idzie.

        A labirynt to jeszcze inna struktura… jest tam w środku jakaś wada, ale inaczej ujęta, niż twoja koncepcja siedmiu podstawowych słabości. Myślę że może być tam jakiś defekt, mówiąc brzydko, ogólno-etyczny, niekoniecznie aż tak straszny jak okrucieństwo, dajmy na to, ale także inne, już to np. bierność… nie dostrzeganie/bezradność wobec cudzej krzywdy. Coś z tego zakresu zjawisk bardziej. Ja wciąż wyrzucam sobie różne sytuacje bierności, coś, co adresuję wyłącznie do siebie i nie obwiniam o to nikogo.
        Nie chcę sobie wymyśleć jakiegoś negatywnego punktu odniesienia na siłę, to by mogło być myślenie niewspierajace i po prostu mylne, niecelne. Ale zaczynam zastanawiać się, w jaki sposób w takim razie dostrzec/rozliczyć/odwrócić się od tej ciemności i wyjść z tego labiryntu na dobre 🙂

        1. Pepsi Eliot 23 listopada 2022 o 05:49

          To bardzo ciekawe co napisałaś. Powiem Ci też, że nie brałam pod uwagę, że może być problem z określeniem celu głównego w jakimś obszarze życia (inny powód niż forma niewiary w siebie, czy u niektórych po prostu lenistwa), że budzisz się rano i zaraz o nim pomyślisz.

          Ciekawe skąd się bierze w Tobie ta BIERNOŚĆ? Bierność, czyli letniość, ale z lekką skłonnością do złażenia w dół, nie wyłażenia do góry.
          Może jest to związane ze zdrowiem Twojego ciała?

          1. kiszonka 23 listopada 2022 o 20:41

            Dzięki wielkie za odpowiedź i miłą wzmiankę na dzisiejszym lajvie 🙂

            U mnie jest teraz z tym tak, że nie ma problemu z pośrednimi celami – tak, myślę o nich od samego rana i w moim obecnym procesie czuję się bezpiecznie, i lubię go. Ale jak tylko pomyślę, że w pewnym momencie życie może (o zgrozo) znów zaserwować mi sytuację, gdy coś będzie zależało wyłącznie od mojego widzimisię, od mojego wyboru spośród dwóch a nawet więcej możliwości, to znowu wybiorę najfatalniej i że wtedy mój proces pęknie i zacznie się znowu powolne opadanie w dół.

            Więc to chyba nawet gorzej niż nie wierzyć w siebie… raczej wręcz kompletnie nie ufać sobie? Bo tak, ja teraz już wierzę, że wiele jeszcze moze się zdarzyć, niemniej poza moim procesem (posiadającym cele pośrednie i trochę celów zaszłościowych/okołokarmicznych, ale bez celów entuzjastycznych) odczuwam kompletną nieufność dla siebie.

            Tak się to jakoś toczyło, że kiedy wybór zależał wyłącznie ode mnie, okazywał się zły, natomiast gdy był rezultatem pewnego przymusu, splotu okoliczności, to wtedy był we mnie dziwny rozsądek i skuteczność, i poczucie spełnienia… nie mówię oczywiście o sytuacjach bycia w czystej reakcji, bycia chorągiewką na usługach strachu – te sytuacje też dobrze znam, ale to już te etapy, gdy była jazda w dół. Natomiast było też kilka takich trudnych splotów sytuacji w moim życiu, kiedy następowało odbicie do góry niejako pod przymusem (choćby tych okoliczności) i wtedy podjęcie właściwych decyzji było skutkiem owszem także sprzyjających osób z zewnątrz, ale także po części dziełem jakiegoś wewnętrznego rozsądku.

            No ale nie chcę w to teraz za bardzo brnąć, mam świadomość, że takie brnięcie dla brnięcia raczej wybiłoby mnie z procesu niż przyniosło cokolwiek pozytywnego. Może to też rodzaj myślokształtów – a co, jeśli znowu wybierzesz źle i podkopiesz wszystko, co udało się osiągnąć teraz i na co pracujesz każdego dnia, czasem wolniej, czasem szybciej, robiąc swoje małe postępy?

            Świadomość i pewność procesu – niby są, ale pełnego zaufania do siebie jednak nie ma.

            Moze to takie stadium…

            W ciele też coś może siedzić (na pewno wciąż niedobry mikrobiom mimo diety w pełni roślinnej + tran), ale i do tego chcę podejść z cierpliwością. Żadnych nowych chorób nie chcę koncypować, bo nawet dwie najbardziej uciążliwe sprawy u mnie (brain fog i zapalenie stawów) widzę w ciągłej ewolucji jednak stopniowo małymi krokami ku lepszemu.

            W każdym razie szerokiego, dużego celu nie mogę też teraz na siłę zakreślać, to nie ten moment. W pewnym momencie owszem, życie znowu może postawić jakąś alternatywę trudną do rozwiązania albo nawet łatwą, ale jednak podatną na jakąś podstępną ekscytację, której nie wyruguję na czas. Bierność, letniość może mieć w tym swój udział, ale i tutaj może lepiej, jak spróbuję patrzeć bardziej optymistycznie, że nawet to może się stopniowo we mnie poprawi, skoro inne rzeczy mogły…

            Uściski 🙂

  2. Gigi 22 listopada 2022 o 00:53

    Pepsi moglabys prosze napisac (nie doradzac, wiem ze nie jestes lekarzem 😉 – chociaz pomoglas mi w niejednej dolegliwoscj) ile mam brac waszego magnezu? Zalecane jest ok 300mg dziennie, ale wiem ze chyba na pewno potrzebuje wiecej? Mam wiele oczywistych i mniej oczywistych objawow niedoboru magnezu, a i teraz zaczelam DZIALAC – biegam powoli na biezni i cwicze silowo. Myslisz ze ok jest potroic dawke? Ile tego brac Pani Pepsi 🙂

    1. Pepsi Eliot 22 listopada 2022 o 06:53

      Nie, to tak nie działa, po prostu zastosuj 2 metody. 4 szklanki, i do drugiej idzie magnez, jak w perzepisie. Z chlorku magnezu TiB i czystej wody w proporcji 1:1 robisz oliwę magnezową i wsmarowuj w łydki, nadgarstki po treningu. Oprócz tego możesz dodać chlorku do kąpieli, lub moczenia stóp wieczorem wymiennie z 1 kapsułką Cytrynianu magnezu TiB przed snem na regenerację. Czyli albo kąpiel z magnezem wieczorem, albo dodatkowa kapsułka <3

  3. Sarah 22 listopada 2022 o 07:25

    Droga Pepsi. Ostatnio znajoma poleciła mi sesję totalnej biologi, twierdząc że pomoże mi to wyleczyć dolegliwości, których nie mogę od wielu lat wyleczyć. Mianowicie chodzi o obciążenia rodowe wpływające na nie płodność i tycie pomimo zdrowego odżywiania. Mówi o tym, że jak mamy do przerobienia jakąś lekcję, to od niej nie uciekniemy. Wydaje mi się, że jest to troszkę sprzeczne z teorią Zelanda np , który przecież twierdzi, że możemy wybrać sobie scenariusz i od nas zależy po jaki sięgniemy. Ciekawi mnie bardzo co Ty sądzisz na ten temat, gdyż czytam bloga już jakiś czas i liczę się z Twoim zdaniem. Twoje artykuły są bardzo pomocne. Podzielisz się swoją teorią w tym temacie? Pozdrawiam serdecznie.

    1. Pepsi Eliot 22 listopada 2022 o 07:29

      Dobrze Droga Sarah, że napisałaś, może zrobię live wkrótce w temacie, albo napiszę posta, lub jedno i drugie. Spodziewaj się mojej odpowiedzi <3

  4. Sarah 22 listopada 2022 o 08:51

    Ojejku tak bardzo się cieszę. Z wdzięcznością przeczytam Twój post na ten temat. Dziękuję ❤

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się
Reklama

Spirulina, chlorella i obie trawy pszeniczna i jęczmienna po równo i w jednym opakowaniu SUPER pokarmu

4 Greens This is BIO

Dodaj łyżeczkę do zielonego szejka, albo do 4 szklanki Ciało wielbi chlorofil i inne zalety

TOP

Dzień | Tydzień | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum