„Biegam, bo muszę”, czyli jak wyleczyłam się z nerwicy lękowej
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

„Biegam, bo muszę”, czyli jak wyleczyłam się z nerwicy lękowej

Dodano: 13
Mary
Mary
„Biegam, bo muszę”, czyli jak za jednym zamachem pozbyć się nerwicy lękowej, 12 kilogramów na plecach i brzuchu, zdobyć nowego chłopaka (fajnego) i mieć na kolejną ratę kredytu lewą nogą do lusterka. A przede wszystkim wybudzić się z głębokiego snu.

Dzisiaj nastąpiło coś jak przegrzanie systemu, pojęłam, że jeszcze jedno słowo na "co" to zabiję się o budę, jak pies pewnego pana, gdy zobaczył jego żonę. Teraz jest trochę niefajnie, a właściwie tak jak mówił mój 4 letni w tym czasie siostrzeniec, że jestem trochę fajna i trochę niefajna, może być też trochę fajnie. Dlatego wrzucam pierwszy rozdział mojej na nowo adiustowanej, na wpół biograficznej książki „Biegam bo muszę”, która zniknęła już ze sprzedaży z powodu wyczerpania nakładu, i niewiarygodnie wręcz niewiarygodnego wydawnictwa. Zapraszam.

„Biegam, bo muszę”, czyli jak za jednym zamachem pozbyć się nerwicy lękowej, 12 kilogramów na plecach i brzuchu, zdobyć nowego chłopaka (fajnego) i mieć na kolejną ratę kredytu lewą nogą do lusterka. A przede wszystkim wybudzić się z głębokiego snu.

Rozdział I: „I kto grubej zabroni się bać?”

Pewnego poranka, mglistego jak w dniu, gdy Mary Poppins pierwszy raz odwiedziła dom pani Banks szukającej kogoś na miejsce byłej niani, Cola Eliot poczuła, że coś się dzisiaj odbędzie. Urodzinowy wykwit na brodzie mówił jasno, to nie trądzik młodzieńczy, acne. Nie Acne jak te przemodne, szwedzkie i ogromne owerole, stylówki w których zawsze wyglądasz grubo i śmiesznie, chyba, że masz 4 kilo niedowagi.

Krosta na żuchwie oznaczała zaburzenia hormonalne, pocieszmy się, to incydent, coś jak wiśnia na torcie, gdy czterdziestka czwórka łamana przez piątkę okazała się instynktownym i niemal bezwiednym wiekiem zrozumienia dlaczego życie, które innym jakoś świeci słońce, Coli Eliot nawet nie było księżyca. Życie nie było reptiliańskiego sputnika nawet. Nie, że jak Stefie Rudeckiej, ta miała wzajemność Michorowskiego i jego rozedrgane jej powabem chrapy, ale jak jakiejś emancypantce, której nikt nie lubi, bo śmierdzi kredą i gąbką do mycia tablicy, disgusting smell, gąbczastoportka.

Ale o tym później, bowiem w tej wczesnej wrześniowej godzinie nic jeszcze nie zapowiadało wywinięcia się życia do góry dnem. Chociaż wisiało już w krakowskim powietrzu, czy to przeczucie zmiany, czy tylko dziewczyńska melancholia. Tu w końcu cała rodzina Kossaków zawiodła się każdy na każdym, a Dulską rozczarował mąż Felicjan pogodnym usposobieniem nieambitnego idioty, w Krakowie normalka.

Angielski splin pani Banks przy tym, to pestka. Od miesiąca zaledwie nie można stawiać kominków na hawirach, co tłumaczy, że Wola Justowska niby straszny szpan, zadymiona bardziej niż robotnicza Łódź włókiennicza ze wspólnej Ziemi Obiecanej. Ale po co te nieudolne metafory, w Krakowie mamy swoje zadymienie nie do podrobienia.

Coca Eliot jak co rano będąc niemodnym, pozbawionym siły mięśni i elastyczności stawów, przybierającym formę naczynia, w którym się rozlało, kształtociałem pod rządami software nasranego do głowy ego programów straszących, w tym nagłym tąpnięciem podłogi, że dom się może zaklęśnie. Każda szesnastometrowa deska przywieziona w całości i osadzona na legarach z dala od kleju dla pospólstwa i kmioctwa.

Podłoga ułożona nie na dziko, tym bardziej nie w zygzaki, za to w długie, niczym nie dzielone pięciolinie, gładkie, ciemne i nasycone dojrzałym odbitym światłem wosku. Wyrafinowane lśnienie bez pretensjonalnego połysku. I właśnie to wykwintne drewniane coś, jadące przez pół Polski w jakże long wehikule mogło się w każdym momencie zapaść w nicość, w jakąś tam czarną dziurę. Może z drugiej strony będącą słońcem? Chociaż z powodu oszczędności każdego systemu obliczeniowego, nikomu nie opłacałoby się takich rzeczy symulować.

Azaliż wystarczająco absurdalna sytuacja wydarza się każdemu, kto tkwi po szyję w wirtualnej grze zalogowawszy się wcześniej do grubego awatara sprawiającego głównie same kłopoty. Oprócz nadwagi wciąż w lękach wliczając ataki paniki oraz fobie, niemodnie starszego od wszystkich wokół za wyjątkiem własnych starszych, a do tego wkrótce porzuconego przez długoletniego narzeczonego. Jeszcze tylko dla bigla wystrzelać się na płasko z liścia po obwisłych policzkach.

Fizyka klasyczna zdefiniowana przez ponurego Izaaka nie działa, bo gdyby działała, natychmiast, w ułamku sekundy świat zapadłby się. Miało to jakiś związek z jądrami atomów i ich orbitami. Dlatego Coca Eliot, składająca się praktycznie ze wszystkich fobii świata, bała się.

Podobno gorsze od, w sensie ścisłym, kiły, oprócz szpitalnictwa, okazywały się wstrząsy po penicylinie jako remedium. Nic dziwnego, że połykając całkiem nową witaminę, jakże rozwarstwiona wewnętrznie, strach przed niedożywieniem kontra potencjalna alergia na niacynę, a co tu mówić o antybiotyku. Strzykające, czterdziestoletnie z hakiem kolano sugerowało conajmniej borelię, a może RZS? W każdym razie coś strasznego i rozciągniętego w czasie. Będąc grubą, fobie dodatkowo ją pogrubiały.

Grubaska nie jak bania, dało się to upchnąć w ramach rozwlekłej odzieży Acne. Coś jak tygodniowe zakupy w nieustawnym bagażniku brzydkiego auta zawsze udaje się w końcu docisnąć klapą. Twarz wprawdzie nalana, ale niejako do przyjęcia, gdyby nie ciągłe przerażenie w gałach. Jak stara sarna Bambi, bywało, że ciemne Ray-bany załatwiały sprawę.

Zamieszkując z długoletnim narzeczonym dom pod lasem, gdzie wszyscy chcieli mieszkać, dla odmiany Coli Eliot chciało się żygać ze strachu. Obfitość pożądanych w matrixie przedmiotów upchanych na dużej przestrzeni otwartego na przestrzał wielofunkcyjnego parteru z tymi szlachetnymi dechami na podłodze bez jednego podziału, nie przytłaczała, ale wiało od niej halnym drożyzną, sztucznością dekoracji z magazynu „Interior” za 10, a nawet 15 euro.

Szczęściara Banks miała męża radcę Banksa, ale nie Cola Eliot. Jeżeli kogoś razi nazywanie jej dziewczyną, to już naprawdę jego widzimisię. Przy tej masie kłopotów zwracanie uwagi na trafność rysopisu nie stanowiło.

Żeby aż tak się bać wszystkiego? A co na to długoletni narzeczony? Roztrzęsiona galareta obok niego, w przenośni i zdaje się dosłownie. Przybierasz Cola kształt fotela, jak coca cola w puszce, jak zupa miso w czarce, tak ty rozlewasz się na tapczanie ciastem naleśnikowym. Tu się będzie piekło naleśniciekło. I brali, w tym długoletni narzeczony, kawałek ciastobrzucha w dwa niewiele zgięte palce, wskazujący i środkowy i lekko potrząsali mówiąc:

- Zrób coś z tym.

Ale jak tu być smukłą, ubitą i giętką, gdy oprócz wzmacniania karku przy parkowaniu tyłem, nieufna kamerze cofania, oraz bicepsa pchając wózek w sklepie, ciało leżało odłogiem? Nie musieć jak szympansica jedną łapą uczepiona gałęzi, drugą trzymać pod pachą czworonożne potomstwo. Nie musieć być zwinną, jak antenatka w futrze zwartą sylwetką wyrywająca światu pożywienie dla siebie i dzieciaków, takie szpetne dawało rezultaty.

Obowiązujący złoty standard modelki, wiotkość magicznie cienkiego ciała, gdzie się tam mieści żołądek i cała reszta? Kanon sznurówkowatości nie do utrzymania w pionie już przy średnim wietrze. Na sopockim molo znana modelka ledwo trzymając się barierki usiłowała nie odlecieć w kipiel, podczas gdy jej ciało łopotało jak wstążka. Elegancki latawiec z dodatkiem ogonka od Coco Chanel.

Mewa przysiadłszy na barierce z obojętnością mewy obserwowała dramat, gdyż trzymanie pionu miała we krwi drako. Zresztą cały szołbiz był do niedawna drako, dopóki się im nie znudziło podkręcenie amplitudy debilizmu, jakby było mało, że wszyscy wirowali w głębokim uśpieniu na planecie Ziemia biorąc grę wyliczoną przez komputer za swoje życie.

Liczyło się tylko to, że prawie połowa ludzi na świecie chciała wyglądać chudo. Chociaż z powodu braku mięśni ich ciała nie nadawały się do robienia naprawdę ciekawych rzeczy jak noszenie tobołów w Himalajach, samodzielne odkręcanie słoików twist, czy chociaż uprawiania sportów ulicznych.

Trzeba jednak przyznać, że po adiustacji stylisty, owe ciała jak ulał pasowały do Lamborghini, czy Ferrari u boku wymagającego chłopaka zwanego playboy. Jednak w żadnej innej sytuacji nie miały sensownego zastosowania, czy jakiegoś praktycznego wykorzystania. (...)

Mam nadzieję, że poczułaś się lepiej:D

owocek

 13

Czytaj także