Boisz się zazdrosnego oka koleżanki? Nie rozumiesz, bo jesteś zupełnie inna?
  • 44Autor:44

Boisz się zazdrosnego oka koleżanki? Nie rozumiesz, bo jesteś zupełnie inna?

Dodano: 14
zazdrość
zazdrość
A co jeśli w tym wcieleniu spotkałaś po prostu zawistnego głupka, czy zazdrosną idiotkę (bez oceniania mi tu), którzy stanęli na Twojej drodze. Ciekawe po co i dlaczego?

Bowiem wszystko co Ci się przydarza ma swoją logikę i sens, chociaż z pozoru wydaje się tylko jakimś przypadkiem.

Zastanówmy się, dlaczego ktoś taki pojawił się w bezpośrednim towarzystwie Twojej osoby i zatruwa Ci (czy Ty sobie) dzień za dniem? Podkłada kopyto na każdym kroku. Włączasz wszystkie "właściwe" czynności, jak uważność, obserwacja z boku, doświadczanie, ale wychodzi Ci z tego kupa. Dlaczego?

Bo wiesz, że gdzieś dzwoni, tylko nie wiesz w którym kościele. Nie ma dymu bez ognia, faceta wnerwia Twój sukces, kobitę spala zazdrość, ale dlaczego Ty cierpisz?

Zawsze to samo, cierpimy z powodu uśpienia.

Przebudzenie oznacza tylko jedno, brak cierpienia.

Nie rozumiesz jak to się stało, że wylądowałaś z tym kimś w jednej przestrzeni, nie pojmujesz jaki to miałby być niby stopień do wzrastania, a najbardziej dziwisz się, że on, czy ona miałaby być dla Ciebie jakimś lustrem. Gdzie jest teraz Twój spokój? Gdzie jest Twoja świadomość? Wylazło za to wirusowe (nomen omen) oprogramowanie ego, martwić się, przyduszać, drżeć.

Owszem, problem zazdrości jest dość błachy, w kontekście problemów, które przytrafiają się ludziom, ale prawda jest taka, że nie ma ani dużych ani małych problemów. Jest tylko kwestia akcji i reakcji, reagujesz przesadnie, bo jesteś typem rosyjskiej kochanki. Egzaltacja i (emocjonalność) ścisk, zamiast emocja i spokojna ekspansja w działaniu.

Porozmawiaj ze sobą szczerze, miej na uwadze, że ludzie zazdrośni często wybiegają przed orkiestrę i podświadomie, aby nie cierpieć z zazdrości, sami starają się wzbudzić zazdrość. Nie mówię, że to Twój przypadek, ale coś jednak obniża Ci wibracje.

A może to jest wyższa nauka dla Ciebie, coś jak wyzwanie dla wzmocnienia hartu ducha?

Albo wlecze się jakaś postać za Tobą w różnych wcieleniach, z którą nie załatwiłaś spraw, nie wyzerowałaś ich i taka czkawka przez tysiąclecia nagle wyskakuje jak Filip z konopi. I jeszcze się taki nie urodził, żeby jej dogodził.

Nie tak dawno wzięłam do ręki pewne dzieło literackie (celowo nie podaję tytułu) Edith Wharton, i czytam, czytam, luzik, jem sobie przy tym bardzo późne śniadanko (ważny posiłek, bo jedyny); bohaterka jest wybitnie niefajna, ewidentny ryj, i nagle w połowie książki dostaję po jasności w pysk. Z liścia na płask, bo nagle dostrzegam w tej pustej kobiecie siebie.

To nie było przyjemne, ale jestem wdzięczna Edith Wharton, gdyż bywa, że człowiek patrzy na coś i niczego nie widzi. Trzeba takiemu komuś otworzyć oczy zapałką, jak robi to Jasiek Fasola.

Zastanów się więc, czy ten zazdrosny koleś, czy ta zawistna laska nie jest przypadkiem bohaterką literacką, która pojawia się na Twojej drodze, żebyś zobaczyła czarno na białym swoje własne słabości? Nie jej.

SWOJE, NIE JEJ

Zgoda na to co Cię spotkało i ruszenie ze skrzyżowania (4 szklanki na dotlenienie) będzie tutaj chyba najlepszą, chociaż standardową poradą.

love

-
 14

Czytaj także