Pepsieliot
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
204 660 954
107 online
30 571 VIPy

Kalafioryż. Zrób sobie ryż z kalafiora w 5 minut!

Ryż najlepiej żeby był organiczny, jak najmniej przetworzony i niewybielony chemicznie

Jakby go ktoś jeszcze zapakował w papierową torebkę, a nie plastikowy worek, to już w ogóle szaleństwo!

Ryż, chociaż uważany jest za pokarm zdrowy, w nadmiarze może być szkodliwy. To czyste węglowodany, które tuczą i których nadmiar niekorzystnie wpływa na zdrowie. Do tego często zawiera arsen. Szczególnie ryż brązowy. I to nie tylko najtańszy ryż z supermarketu. Badano pod tym kątem także ekologiczny ryż. I on zawierał arsen. Badano  też ryż brązowy dla dzieci. Też zawierał arsen. Zwykle około 50% więcej niż dopuszczalna górna norma. Zjedzenie brązowego ryżu od czasu do czasu raczej nie stworzy poważniejszych problemów dla ciała. Jednak ciągłe jedzenie brązowego ryżu, żeby nie tyć, albo z jakichś innych niewyjaśnionych powodów, jak dostarczenie sobie błonnika prowadzi do bardzo niepożądanych skutków ubocznych.

Nie tylko arsen

Oprócz niebezpiecznego arsenu, brązowy ryż zawiera kwas fitynowy, który znajduje się w całym ziarnie. Jest to nierozpuszczalny związek, który zapobiega wchłanianiu ważnych składników odżywczych w tym oczywiście podstawowych minerałów. Jedzenie dużej ilości ryżu może uszkodzić układ pokarmowy. Raz, że kwas fitynowy sam z siebie przeszkadza we wchłanianiu niezbędnych witamin i składników mineralnych. A dwa, że niestrawiony błonnik mechanicznie uszkadza delikatne ścianki jelit, które stają się grubsze i z powodu tej bariery jeszcze gorzej wchłaniają substancje odżywcze. Tymczasem sama możesz zrobić roślinny, bogaty w rozpuszczalny błonnik, ryż.

A raczej kalafioryż

Zaopatrz się w kalafiora, najlepiej organicznego. Podziel go na różyczki i wykrój liście i kłącza ze środka – zostaw tylko kwiaty. Dokładnie umyj je i osusz. Następnie użyj ręcznej tarki, malaksera, blendera lub innego robota kuchennego aby rozdrobnić go do pożądanej konsystencji.

Co możesz zrobić z kalafioryżem?

Zjeść go na surowo. Ugotować go na parze lub w osolonej wodzie z dodatkiem oliwy przez około 3 – 5 minut (wówczas najbardziej przypomina ryż). Uprażyć go na patelni z odrobiną oliwy. Upiec w piekarniku. Nie żałuj przypraw! Możesz połączyć kalafior z pieprzem, kurkumą, chili, ziołami i czymkolwiek zechcesz! Podawaj go z ulubionymi warzywami, zupełnie tak, jakbyś używała klasycznego ryżu. Koniecznie podziel się wrażeniami! Źródło: 1

uściski:)

(Visited 6 672 times, 1 visits today)
-
Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
Może rzuć też gałką na to:

Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep
Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

Komentarze

  1. Aneta D Falkiewicz 3 marca 2018 o 21:25

    Podzielę się na instagramie <3 jak zykle, co od Ciebie tu wyczytam :)) dzięki za natchnienie Emi, bo na sklepowy ryż generalnie krzywo patrzę, ale czasem kupuję ryż od pewnej hiszpańskiej, rodzinnej firmy – pakują w materiałki a smak iście ryżowy.

  2. Fila 3 marca 2018 o 21:56

    Lubię, robię! Polecam w wersji orientalnej jak sałatka tabbouleh, z dużą ilością kolendry, kuminu i cynamonu.

  3. srebro 3 marca 2018 o 22:08

    Poglądy autorki tekstu n/t fitynianów są przestarzałe. Badania wskazują na coś innego. Zresztą pisałam już o tym . Są w tym temacie konkretne badania. Fityniany są bardzo dla nas korzystne.

    1. Zielony 4 marca 2018 o 07:40

      A fityniany, tak jakby co, łatwo zredukować poprzez skiełkowanie ryżu lub nawet fermentację , pozostaje wtedy niewielka ilość lub naprawdę znikoma. Choć błonnik nierozpuszczalny jest sporym problemem. Sam z tego powodu jem tylko ryż biały( bio)

      A co do korzystnego działania fitynianów to ja nie byłbym taki pewny, nawet jeśli są pewne badania. Nie jesteśmy przecież gryzoniami lub ptakami jedzącymi nasiona traw( one jedzą je przecież na surowo, co dla nas byłoby niesmaczne i niemożliwe, my mamy gary i ogień), nawet zęby mamy do gryzienia owoców. Nie mamy na pewno żadnych enzymów rozkładających fityniany i raczej nie mogą być dla nas dobre. A w takich owocach ich ilości są żadne lub znikome( pamiętajmy, że jesteśmy ewolucyjnie owocożerni, pisała nawet o tym Pepsi), ale małe ilości dobrze przygotowanych zbóż, szczególnie pseudo na pewno nie zaszkodzą.

      1. Jarmush 4 marca 2018 o 08:00

        polać Zielonemu 🙂

      2. grzegorzadam 5 marca 2018 o 11:18

        ”nawet zęby mamy do gryzienia owoców”

        Czyżby?
        Układ trawienny mamy podobny do niedźwiedzia i kota oraz małpy.. 😉

        ”Ich argumentacja jest prosta: mózg wymaga nadzwyczajnych nakładów energii. Każdy gram tego organu zużywa więcej energii niż gram ciała. Dodatkowo, większe mózgi, zawierające więcej neuronów, pochłaniają więcej paliwa. Z typową dla nich dietą, na którą składa się surowe jedzenie, małpy człekokształtne nie mogą sobie pozwolić na wygospodarowanie energii na dodatkowe neurony. W tym celu musiałyby spędzać niewiarygodnie dużo czasu na poszukiwaniu jedzenia i żerowaniu. Małpy nie wyewoluują mózgów o rozmiarach zbliżonych do ludzkich, jeśli wciąż będą jadły jak na małpy przystało. Nie pozwala na to ich energetyczny budżet.
        Nasi przodkowie obeszli te ograniczenia z chwilą, gdy nauczyli się gotować. Ugotowany pokarm zawiera więcej kalorii niż ten surowy, łatwiej jest też go przeżuć i strawić. Ci wcześni szefowie kuchni mogli uzyskać więcej energii z posiłków, których spożywanie zajmowało im tyle samo czasu, co wcześniej. To z kolei dało możliwość napędzenia większej ilości neuronów i większego mózgu.”

  4. Gonzo 4 marca 2018 o 01:00

    Super, dzięki Emanuela. A tak przy okazji ryżu – dla tych, którzy jedzą czasami trochę gotowanego (piszę z perspektywy osoby na raw), polecam sushi z kaszą jaglaną (IMHO smaczniejsze od ryżu), u mnie wprawdzie tylko wchodzi w grę opcja vege, z surowymi warzywami, ale i tak pełen wypas. A ten ryż z kalafiora, to w końcu zrobię!

    1. grzegorzadam 5 marca 2018 o 11:20

      Jaglana powróciłą do mnie 😉
      Długo nie jadłem i samo wróciło.

      1. Gonzo 5 marca 2018 o 13:22

        U mnie też tak jest… 🙂 Dlugo jej nie jem, a potem „zaskakuję” i smakuje naprawdę super.. Łuszy się trzęsą 😉

        1. grzegorzadam 5 marca 2018 o 16:34

          Trzenso sie trzenso 🙂

  5. Wiskier 4 marca 2018 o 09:59

    Dlaczego Chińczyk albo Tybetańczyk żyje długo i relatywnie zdrowo choć wsuwa ryż naokrągło?

    1. Jarmush 4 marca 2018 o 14:20

      Nie żyją długo, ale mogliby, gdyby nie choroby biedy.

    2. Agatson 5 marca 2018 o 06:49

      Bo oni jedzą ryż na zimno, taki odstany. Pepsi pisała o tym.

      1. drefet 5 marca 2018 o 15:45

        ale kasza chyba nie musi”odstac”?

  6. drefet 4 marca 2018 o 10:07

    a co z kaszami np gryczana niepalona cos szkodliwego zawiera? albo quinoa? czy jaglanka?

    1. grzegorzadam 5 marca 2018 o 11:21

      Na pewno mnóstwo krzemu, selenu, magnezu 🙂

    2. grzegorzadam 5 marca 2018 o 11:23

      Jaglanka i wywary z niej jest doskonałym lekiem na nerki i nie tylko.

    3. drefet 5 marca 2018 o 15:42

      to ze sa super to wiem, pytam rraczej o ich minusy jak wiadomo nawet zdrwoy pokarm moze byc dla kogos niezdrowy…bo np zawiera cos tam …tak na marginesie po 15 dniach glodowki wlasnie z niej wychodze, kasza dopiero za kilka dni ale 🙂 juz niedlugo

      1. grzegorzadam 5 marca 2018 o 16:35

        Nie szukaj na siłę minusów, szukaj plusów i to tych dodatnich 😉

        1. drefet 6 marca 2018 o 07:28

          nie na sile…ale przeszlam juz tak dluga droge i tyle wyrzeczen cierpienia ze nie chce sobie zaszkodzic nieswiadomoscia

          1. grzegorzadam 6 marca 2018 o 07:53

            Jak kasza może zaszkodzić?
            Nie szukaj minusów na siłę.

          2. Aneta D Falkiewicz 6 marca 2018 o 08:44

            Może? Mi w analizie włosa zeszłym latem wyszła jaglana. Że sto procent nietolerancji. Tak samo wyszedł też imbir, czosnek, cytryna. Czy to ma coś wspólnego z przyswajalnością przez wątrobę?

          3. grzegorzadam 6 marca 2018 o 09:07

            Nie spotkałem się z tym 😉

          4. grzegorzadam 6 marca 2018 o 09:33

            szczerze?
            Ciekawa zagadka do rozwiązania.
            Miałbym co robić 😉

          5. Aneta D Falkiewicz 6 marca 2018 o 09:46

            Chyba powtórzę badanie włosa, ale gdzie indziej. Ciało zmieniło zdanie i samo pyta o imbir i czosnek. Wcześniej tego 'nienawidziłam’. 🙂 Pewnie odtłuszczenie i odwłóknienie wątroby zrobiło swoje.

          6. grzegorzadam 6 marca 2018 o 12:17

            tak, to się zmienia, nawet nie pamiętam ile razy u mnie były takie zmienne
            ochoty dietetyczne.

          7. drefet 6 marca 2018 o 09:29

            saponiny w jaglace np wiem ze trzeba dlugo przeplukiwac…

      2. grzegorzadam 5 marca 2018 o 16:37

        ”Kasza superstar

        Zastanawiamy się, jak to było, że nasze prababki rodziły po dziesięcioro dzieci, 10 godzin chodziły w słońcu po polu z sierpem i żadna nie chorowała na żylaki, na hemoroidy, nie miała kłopotu z wylewem krwi do mózgu.

        A pradziadek nic nie wiedział o kłopotach z krążeniem w nogach i żadnego zawał nie powalił?
        Bo oni jedli często kaszę gryczaną, która dostarczała ogromnych ilości krzemu. Kasza gryczana posiada 60 proc krzemu, stąd nic chce jej zjeść żaden robaczek ani mysz polna.
        W byle jakich warunkach nie ulega zanieczyszczeniu – właśnie z powodu dużej ilości krzemu.
        Tego krzemu bardzo łatwo przyjmowanego i wchłanianego przez nasz organizm.

        W kaszy gryczanej są całe pokłady rutyny, od której zależą nasze arterie, wszystkie żyły, tętnice.
        Dlatego z kaszy gryczanej robią w tej chwili (Herbapol) tabletki wenescyn – przeciw żylakom, hemoroidom i innego rodzaju kłopotom krążeniowym.
        Na Zachodzie robią weneruton. Robią kropelki przeciw miażdżycy – rutison.
        Robią też rutinoscorbin zmieszany z dziką różą.”

        1. Ninka 19 lipca 2020 o 14:11

          Kasz gryczana niewątpliwie zdrowa i pyszna jest pod warunkiem, że nie jest przed zbiorem „desykowana” czyli zasuszana glfosatem (substancja zasuszająca/uśmiercająca rośliny występująca w Rundapie). Niestety rzadko taką można kupić, bo jest to najpowszechniejsza i najłatwiejsza metoda suszenia gryki przed zbiorem. W innym przypadku gryka wymaga bowiem dosuszania po zebraniu, ponieważ na roślinie występują ziarna dojrzałe zasuszone, dojrzałe niezasuszone i niedojrzałe razem, co wynika z piętrowego kwitnienia. Kiedyś grykę rozsypywano cienką warstwą i czekano aż wyschnie, lub przerzucano łopatami raz dziennie , żeby doschła (ale to kupa pracy i nierealne na przemysłową skalę), potem suszono w silosach suszarniczych ciepłym powietrzem (ale to duże koszty sprzętu i energii), a obecnie wjeżdża się opryskiwaczem ze środkiem desykującym (uśmiercającym/zasuszającym rośliny) tydzień przed zbiorem i zbiera się kombajnem grykę suchą i po kłopocie.
          Jeśli chodzi o składnik wzmacniający naczynia – rutynę – to najwięcej w ziarnie gryki zawarte jest w łusce, którą zdejmuje się i kasza gryczana już tej ilości nie posiada. Z łuski tej głównie produkuje się wspomniane powyżej leki i suplementy diety. Pytanie który producent czegokolwiek z ziarna gryki bada ziarno na obecność/zawartość Glifosatu. Poza certyfikowanymi ekologicznymi które, można mieć nadzieję, że są produkowane pod kontrolą, raczej nikt się tym nie przejmuje. Nie bez przyczyny Niemcy, który przeprowadzili powszechne czy przesiewowe badanie obywateli na skażenie Glifosatem uzyskali wyniki mówiące o tym, że siedmiu na dziesięciu Niemców wykazuje obecność Glifosatu w moczu. Oczywiście spożywanie gryki nie jest jedyną przyczyną tego stanu rzeczy, ponieważ sposób zasuszania plonów przed zbiorem tą fatalną metodą cieszy się w rolnictwie przemysłowym dużą popularnością.

          1. Jarmush 19 lipca 2020 o 18:42

            Kochana jemy TYLKO i WYŁĄCZNIE organiczną kaszę, czyli z europejskim certyfikatem BIO, i taka kasza nie tylko nie może mieć kontaktu z takim pestycydem, ale aby gospodarstwo rolne mogło mieć certyfikat w sąsiedztwie również nie moze być stosowany,. są „śluzy” etc

          2. ninka 19 lipca 2020 o 20:02

            Dziękuję Pepsi! Właśnie chciałam zwrócić uwagę na silne skażenia konwencjonalnych kasz, warzyw i konieczność szukania BIO, stąd mój komentarz. Skażenie Glifosatem i skażenie pestycydami (substancje stosowane do zwalczania szkodników) to wprawdzie dwie różne kwestie ale nakładające się, więc podwójnie fatalne. Ponieważ 10 lat temu uciekłam z miasta na wieś, mam ogląd tych spraw z bliska. Bardzo bliska, bo zajęliśmy się pasjonacko produkcją eko-żywności. Proces certyfikacji przechodzę każdego roku i wyleczyłam się ze złudzeń, że jest gwarancją „czystości” żywności. Jest tyle dziur w tym systemie i tylu chętnych żeby z nich korzystać, że pozostała mi tylko wiara w pasjonatów czystych upraw. Certyfikat nie jest gwarancją niestety, ale z całą pewnością znacznie zwiększa szanse, że żywność jest mało lub wcale skażona.
            Z wielką uwagą czytam Twoje „Jem i chudnę”, na które dziś trafiłam w sieci i zastanawiam się jak w to wskoczyć. Nie jestem zadowolona ze swojej wagi, która skoczyła mi po 45 roku życia, a po 50-tym zaczyna szaleć. Uzbierałam sobie też parę przykrych problemów zdrowotnych. Tak więc dziękuję i jak się przekopię przez zamieszczone przez Ciebie materiały, to może też ruszę ze skrzyżowania. Taki jest plan. Na razie czytam. Dziękuję…

          3. Jarmush 20 lipca 2020 o 04:24

            napisz o swoich problemach, mogę coś podpowiedzieć, masz jakieś badania z tej listy? https://www.pepsieliot.com/badania-i-interpretacje/8232/lista-podstawowych-badan-ktore-pomoga-ci-ruszyc-ze-skrzyzowania.html pozdro <3

        2. ninka 20 lipca 2020 o 16:42

          Mam, ale nie kierowałam się tą listą tylko namierzaniem przyczyn moich dolegliwości i problemów z wagą, która z ciągłej znacznej niedowagi w dzieciństwie, młodości ,aż do 30-tki, przeszła przez lata trzydzieste we względną szczupłą normalność, a po 40-45 roku życia przechyliła się w kierunku lekkiej, a potem coraz większej nadwagi, ąż do stanu, który mnie przerasta. Moja otyłość, bo tak to już należy nazwać jest głównie brzuszna, choć rozlazła się już na okoliczne przyległości. Wysoki cholesterol, który próbuję opanować naturalnymi metodami, ponieważ mniej się boję wysokiego cholesterolu, niż skutków ubocznych po „leczeniu” statynami, których nie zgodziłam się przyjmować. Alergia całoroczna, niezbyt ciężka astma, bardzo widoczny trądzik różowaty, który traktuje bardziej jako chorobę naczyń niż problem estetyczny, obrzęki nóg, ogólne wrażenie ciastowatości ciała, bóle wielostawowe, okresowe stany zapalne stawów, jakąś lekką kolagenozę, która zostawia dziwne zrosty pod skórą (ale nie bardzo wielkie i raczej nieliczne), uciążliwe napady senności, które w chwilę zwalają mnie z nóg (obserwuję, że często jakiś czas po posiłku, ale nie każdym, więc pewnie zleżne od składu, ale jeszcze nie namierzyłam). Podejrzewałam się o pełzającą cukrzycę, ale teraz skłaniam się bardziej w kierunku insulinooporności i pewnie to przebadam. Badania cukrzycy nie potwierdziły, i super, ale problem pozostał. Przyznaję też, że nie mam silnego pędu do badań i zajmowania się swoim zdrowiem, nie znoszę się leczyć, nie trawię łażenia po lekarzach, ufam za to medycynie chińskiej, ale trochę mało systematycznie parzę te ich ziółka, bo generalnie wolę się zajmować innymi rzeczami niż sobą, a systematyczność w ogóle jest moją piętą achillesową. Generalnie do zainteresowania się Twoją stroną zachęciło mnie określenie „post przerywany” i idea jedzenia posiłków w określonym oknie czasowym zamiast polecanego powszechnie częstego spożywanie niewielkich posiłków. Uważam, że zajmowanie się cały dzień jedzeniem czegoś po garstce powoduje przede wszystkim nieustające myślenie o (robieniu) posiłku (sam się nie zrobi i nie dopilnuje częstotliwości) i przywiązanie do garów pudełek itp, co mnie przerasta i odstrasza, tym bardziej, że nie uważam tego za naturalne i kłóci mi się z ludzkim uwarunkowaniem ewolucyjnym. Za to oglądałam kiedyś interesujący film o badaniach nad metodami radzenia sobie z otyłością, choć skutki w postaci spadku wagi były skutkiem dodatkowym, bo celem była poprawa kondycji zdrowotnej. Wynik tych badań był taki, że (o ile dobrze pamiętam) dwudniowy post (nie całkowity) + pięć dni względnie normalnej diety (z małymi wyjątkami) w tym jeden dzień „hulaj dusza” dają najlepsze wyniki zdrowotne i wagowe w prównaniu z kilkoma innymi metodami w różnych jej odmianach. Dlatego zaciekawiło mnie określenie „post przerywany” z Twojej strony i widzę zbieżności z powyższym oraz kompatybilność tej metody z moim temperamentem i nastawieniem do życia. Badania z Twojej listy pewnie zrobię z ciekawości co mi tam wyjdzie, a nawet jeśli pokrywają się z wcześniej robionymi, to nie szkodzi. Odświeżę je.

          1. Jarmush 20 lipca 2020 o 17:58

            Po prostu spróbuj, zacznij od 4 szklanek i kończenie ostatniego kęsa o 15, rób tak przez miesiąc i zobacz. Nie licz kalorii, po 15 już tylko woda i bezkaloryczne herbatki. Ważne badanie w Twoim przypadku insulina na czczo,. 25(OH)D, TSH i trójglicerydy, oraz pH moczu, B12, kwas foliowy i homocysteina. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się

TOP

Dzień | Tydzień | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum