jutro Ci napiszę

To trochę jak z kocimi memami w internecie, wiesz, że marnujesz czas, ale czyż nie są one urocze?
Twoje podejście do życia można porównać do próby zrobienia diety na ciasteczkach czekoladowych.
Wiesz, że sałatki są wskazane, ale gdzieś tam jesteś przekonana, że ciasteczko też ma „warzywo”:-)
W końcu kakao pochodzi z ziaren. Prawda?
A ziarno to prawie warzywo, a warzywo to prawie zdrowie, a zdrowie to przecież… interpretacja elastyczna.
I tu dochodzimy do sedna Twojej filozofii:
Podobnie jest z miłościami.
Wybierasz te złe, bo kto nie lubi emocji, kontrastów, ba, nawet odrobiny dramatu?
To jak oglądanie telenoweli, tylko że płacisz za nią własnym zdrowiem emocjonalnym.
W miłości działa to identycznie.
Wpadasz w WŁASNY WIR SŁABYCH WYBORÓW w relacjach.
Wybierasz złe romanse z takim zaangażowaniem, jakby każdy był castingiem do remake’u „Trudnych spraw”, tylko bez budżetu na happy end.
Bo która Bridget nie lubi emocji? Kontrastów? Ba! Nawet coś na kształt dramatu?
Widzisz już te powieki przymykające gały, ile razy coś czarnego o sobie, O NIM czy O TAMTEJ opowiada.
Dreszcz, uczucie „rollercoastera”, POCZUCIE MISJI, że „tym razem naprawisz system.
Wszystko to pulsuje jak neon: SZYBKA DOPAMINA.
Tylko że w tej telenoweli to nie Netflix pobiera opłatę.
To Twoje zdrowie emocjonalne, Twoje granice i Twój czas idą na subskrypcję premium BEZ MOŻLIWOŚCI ANULOWANIA.
A jak już się zorientujesz, że nie działa, mówisz tylko: „Nuuuudaaa…” i klikasz dawać mi tu następny odcinek.
Chcesz ich więcej, jak my wszyscy, ale jakoś łatwiej przychodzi Ci wydawać je na rzeczy TERAZ.
Tu również jesteś koneserką szybkich reakcji chemicznych.
Orka w ciszy? Czy ktoś Cię jebnął metalowym prętem w czoło?
Oszczędność? Inwestycja? Budowanie kapitału? A niby kiedy będziesz są odcinać kupony?
Energia męska, niecierpliwość, nadaktywność i zawsze rozczarowanie.
Skarpetki są potrzebne, ale gdzie tu ten dreszczyk emocji?
Gdzie w tym fabularny twist?
Gdzie napięcie narracyjne?
Gdzie Twoje„wow”?
Wysyłasz więc Totka- Lotka, kupując bilet do równoległej rzeczywistości, zanim jeszcze wyschnie tusz na dzisiejszych rachunkach.
Tyle, że nie wierzysz, że wygrasz.
To tylko szybka dopamina.
Bez lukru. Bez chaosu. Bez „rzuć wszystko i zostań influencerką”
Czyli jesteś jak takie DZIECKO CHWILI zakochane w idei, że „może tym razem się uda”.
Nawet świadomie materializować Ci się nie chce.
Nuuudaaaaa.
I tak, wiem, że powiesz:
„Ja mam problem tylko z cukrem.”
A ja odpowiem Ci z uśmiechem pół-cygańskiej wróżbitki biznesu: Nie, Bridget.
Centralnie nie masz problemów. Masz wyzwania.
Ale jeśli się upierasz, to nie z cukrem.
Tylko Z CUKREM POŁĄCZONYM Z TŁUSZCZEM, emocjami i impulsywnymi akcjami.
Co z tego, że okazuje się później złem absolutnym, ale w menu rusza Cię najbardziej.
Bo to nie kwestia jednego składnika.
To cały zestaw DMW: Dopamina, Mitologia, Wybieranie w ciemno, byle JUŻ.
To co innego.
Teraz jest transcendencją, a już to ego.
O TEJ PORZE ROKU JEDYNY!
GREENS & FRUITS TiB® to BOGATY KOMPLEKS składników w specjalnie opracowanej,
wegańskiej formule łączącej obfite źródło naturalnych witamin i minerałów, wyciągów z warzyw, owoców,
alg morskich oraz potężnej dawki antyoksydantów.
Dopełnieniem tej wyjątkowej formuły jest imponująca lista (PONAD 50!) ziół i enzymów oraz probiotyków.
Czyli Twój własny MANIFEST WEWNĘTRZNEGO CHAOSU, KTÓRY BIERZESZ ZA INTUICJĘ.
Jesteś kobietą i to wiele tłumaczy.
Błądzenie będzie Twoją stałą.
Dlatego nie raz i nie dwa wybierasz ślepe ścieżki.
A nawet prowadzące nie, że do nikąd, ale wprost do kulinarnych, emocjonalnych i finansowych pułapek.
Ja to nazywam WIREM ZŁYCH DECYZJI.
Wprawdzie masz wolną wolę, ale decyzje ciągle suną tym samym nurtem i do tego pod prąd.
Masz całą listę produktów, które w teorii mogłyby Ci pomóc: algi, sałatki, zielone szejki, cuda natury.
Bio truskawki bez bitej i cukru, banany z liściem sałaty bez dresingu, bio jabłka z chrupaniem czerwonej skórki (mega antynowotworowa).
Ale gdy tylko ktoś mówi „kelp”, Twój system alarmowy odpala:
„Rzygi z dupy” (w smaku).
Braki jodu, tarczyca ledwo zipie, metabolizm kuleje?
To fakty biomedyczne, ale dla Bridget biologia przegrywa z kubkami smakowymi.
Wybierasz więc bezpiecznie niebezpieczne opcje, które znasz na pamięć, choć każda ma posmak samozdrady.
Nie ma po co powtarzać, co nadmieniłam w inwokacji.
Cukier jest Twoją słabością? Serio? A może jednak pyszny cukier z tłuszczem?
Wybierasz facetów jak łamigłówki BEZ rozwiązania.
Koniecznie chcesz „naprawić” go, że się zmieni, a tu UPS, toksyk nadal jest toksyczny.
I nic z tego nie kumasz, nie przerabiasz tej klasy i znowu repetujesz z następnym pokurczem.
Facet ma breadcrumbing level hard, ghosting update 5.0, emocjonalny firewall, ale Ty mówisz:
„CZUJĘ, ŻE MA POTENCJAŁ!”
Nie chcę z liścia:
I nawet nie analizujesz, czy to potencjał CFA (Chłopa Fabularnie Awaryjnego), czy możliwa realna zmiana.
Chcesz go naprawić, przebudować, zaktualizować, przeinstalować jego OS, (system operacyjny, dajmy na to w kompie czy telefonie), wierząc, że „tym razem się skompiluje”.
Tymczasem: kod nadal nie działa, toksyk nadal jest toksyczny, a Ty jak wspomniałam, repetujesz klasę z kolejnym pokurczem.
Jak studentka magii romantyzmu na warunku do końca dekady.
A co z pieniędzmi?
Działasz pod wpływem NIEZROZUMIENIA TEJ ENERGII.
Masz wolty do pieniędzy i ludzi z pieniędzmi, nawet, gdy udajesz, że jest wszystko OK.
Pojawiają się uczucia chciwości, zazdrości, ale też nadziei i bardzo często STRACH.
Przy pieniądzach Twoje decyzje przypominają gameplay free-to-play [gejm-plej fri tu plej] czyli gra, którą ŚCIĄGASZ niby ZA DARMO, ale potem płacisz za dodatki, skórki, przyspieszenia, premie.
Czyli myślisz, że wchodzisz w coś jak w „darmową grę”, bo brzmi łatwo i bez kosztu na starcie, ale potem okazuje się, że płacisz emocjami, energią, kasą, zdrowiem, żeby wykroić z tego jakiś sens.
Proszę bardzo.
Wyobraź sobie, że postanawiasz „spróbować biznesu w sieci” i trafiasz na kurs, który kosztuje ZERO ZETA NA START.
Landing page świeci: „Darmowe szkolenie! Obejrzyj webinar i zacznij zarabiać dziś!”
Klik. Zapis. Bez bólu. Free download do życia przedsiębiorczyni.
Oglądasz darmowy webinar, czujesz flow, dopamina skacze, wizja sukcesu odpala się jak trailer nowej gry.
Tylko że na końcu pojawia się ekran:
Pakiet podstawowy: 997 zł
Pakiet PRO (żeby „zadziałało szybciej”): 2497 zł
Dostęp VIP (bo „bez tego stracisz momentum”): 4997 zł
Do tego mentor na 3 miesiące: 8000 zł
And „secret bundle narzędzi AI” pakiet prezentowany jako „tajny i limitowany” + 2000 zeta.
I zanim się obejrzysz, Twój darmowy gameplay zmienił się w paywallowy park rozrywki, gdzie płacisz, żeby w ogóle ruszyć postacią.
Organiczny sproszkowany Baobab This is BIO idealny do syropu! (smaczny, dzieci lubią wyjadać palcem porcję z talerzyka:)
nie odpaliłaś biznesu,
nie zrobiłaś żadnego produktu,
ale zostawiłaś łącznie 22 000 zł, ŻEBY POCZUĆ, ŻE COŚ „ROBISZ”,
a jedynym realnym efektem jest certyfikat w PDF i marketingowe UPMŚ czytaj uraz po marketingowych ściemach,
które i tak kończy się zdaniem: „może jeszcze jeden kurs…”
Koniec historii niejednego przypadku.
Tak czy siak, masz wolty do pieniędzy i ludzi z sianem, nawet jeśli udajesz przed światem ZEN-GIRL bez abonamentu na materializm.
Pojawia się chciwość, zazdrość, nadzieja, FOMO, ale też strach, który mówi:
zabraknie, mam mało, nie mam, DŁUG.
Ale jeszcze na tej karcie coś mam na głębokim dnie, no to jeszcze trochę dopaminy.
Idę do CH kupić Jot Frytkownicy koc.
Janusz mówi, że fajnie mieć pled na sofie.
Manifestuj LEWĄ NOGĄ DO LUSTERKA 🪐🧡
(czyli w ENERGII ŻEŃSKIEJ)
Popijając Matcha This is BIO
Matcha zawiera katechiny, czyli naturalne, roślinne przeciwutleniacze.
Pomagają one ustabilizować i zwalczyć wolne rodniki tlenowe.
Twoje rdzewienie od środka.
Czym matcha przewyższa inne zielone herbaty?
Zawiera ona aż 137 razy więcej katechin niż jakakolwiek zielona herbata🍵🪐
W tle wszystkich tych decyzji kryje się głęboko zakorzeniona POTRZEBA NATYCHMIASTOWEJ GRATYFIKACJI.
Nie plan pięcioletni, nie kapitał procentowy, nie inwestor wewnętrzny, tylko szybka reakcja chemiczna plus fabularny błysk.
Pepsi, mówiłaś, że manifestuje się szast prastu nie mam rączek jedenastu.
Chcesz JUŻ zeszczupleć, wyglądać spoko, mieć siano, żeby Twój facet był jak z serialu mydlanego zwanego operą.
Po prawdzie, owa tendencja do poszukiwania szybkich rozwiązań, nawet kosztem przyszłego dobra, jest czymś, co w sumie łączy wszystkich, niezależnie od wieku, płci czy pochodzenia.
Czyli nie tylko nas laski.
Każdy chce więcej miłości, hajsu, efektów, przemiany, wersji 2.0 siebie.
Ale Ty robisz to w najbardziej widowiskowy i jednocześnie SABOTAŻOWO SKUTECZNY sposób, jaki można sobie zaprojektować.
Czy jesteś skazana na wieczne powtarzanie tych samych błędów?
Jak echo w reklamowym spocie Matriksa?
Oczywiście, że nie!
Tym bardziej, że sama te wyzwania, stopnie, kamole i haratanki ustawiasz na swojej drodze.
Twoje ustawienia trudności.
To są Twoje pułapki skóry, serca, portfela i podniebienia.
Zawsze trzeba zacząć od zrozumienia, że to Twój film, i możesz zacząć układać inne scenariusze.
Wystarczy, że przestaniesz wierzyć, że niewiele możesz, że to oni, że to on, że to matka winna.
A teraz zaczniesz być tą, którą jesteś od zawsze: montażystką i reżyserką z prawem do cięć.
Zaakceptuj, przebacz i zwijaj się z tego miejsca, które wydaje się bezpieczne Twojemu ego, tylko dlatego, że już w nim byłaś.
Rusz ze skrzyżowania.
Równoległa rzeczywistość już na Ciebie czeka.
Równoległa rzeczywistość, w której wybory są dobre, powolne rezultaty też mogą być ekscytujące, a telenowela nie wymaga leczenia popcornem i łzami.
Bo jest też DOBRA DOPAMINA.
Że się powtórzę się.
Równoległa rzeczywistość już na Ciebie czeka.
Tyle.

Odmaszerować!
Na zawsze Twój

Powiązane artykuły
Komentarze

Sierżant Eliot Sierżant Eliot jest dowódcą Elitarnego Oddziału Nieprzeciętnych Dziewczyn, które każdego dnia w ciszy alchemizują, świadomie krystalizują swoje życie spełniając marzenia.
Odważnie, w ciszy, w orce, w największym dobrostanie jaki daje wejście we własną MOC!
Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
„Kobieta to istota o nieskończonym talencie do wybierania tego, co dla niej najgorsze.”
A co w kobiecie jest takiego, co wybiera to co najgorsze?
Jeśli powiedziałaś, ze ego, to masz racje.
Ego to taka konstrukcja umysłowa, która najpierw podpowie ci, żebyś wybrała to co dla ciebie najgorsze, a później znów ci podpowie, ze wybrałaś to, bo ani mądra, ani inteligentna nie jesteś. Wprost przeciwnie.
Dotyczy to również mężczyzn.
Takiego „przyjaciela” i „pomocnika” my ludzie mamy i cały czas go słuchamy.
Ego nałożone na umysł cudownie sprawdza się w 3D. Ma nas chronić i zatrzymywać nas w znanej przeszłości, aby „nic nam się nie stało złego” (przynajmniej do czasu rozmnożenia i podchowania potomstwa jeśli chodzi o kobiety:-))
Jednak kobieta wierzy w swoją rolę na tym świecie (mężczyźni też wierzą owszem), jednak rola kobiety, jako samodzielnie myślącej jednostki umniejszana przez stulecia sprawiła, że albo uparcie i z przekonaniem (ego) o słuszności tkwimy w niej.
Lub zamieniamy się w walczące harpie, zapuszczamy włosy na nogach i pod pachami i walczymy.
Tymczasem walka to zawsze przegrana, bo walka to bycie na usługach ego. Walka to niezrozumienie.
I to miałam na myśli, że dziejowe sprawy mamią kobietom w głowach tak silnymi przekonaniami plus instynkt rozrodczy, że w tym impasie stajemy się bardziej poddane ego, niż cieszyć się z jego ochrony i z rozbawieniem dawania mu prztyczka w nos.
Oczywiście z ego, bo jest to AUTOMAT chroniący nas od pradziejów (gdy groził nam głodny wilk, lub niezjedzenie mamuta, bo go w samotności za Chiny Ludowe byśmy nie złapały), nie ma po co walczyć i tracić energię.
Trzeba cieszyć się z tego opiekuna w 3D (z naszego ego, dobrze wywiązuje się z zadania), jednak zacząć płynąć samodzielnie korzystając z zajebistej mocy energii własnej.
Bez walki, z nurtem, nie pod prąd, wykorzystując każde wahadło matrixu do podwózki, aby zeskoczyć lekko tam gdzie się chce.
A co do zrozumienia, czyli tak zwanego przebudzenia tutaj, to potrzeba zmiany tożsamości na początek. Czyli za kogo się tak naprawdę uważasz w swoich oczach/sercu/umyśle kobieto i mężczyzno? I to zwykle nas pogrąża.