logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
77 146 784
174 online
30 534 VIPy
Reklama

TWÓJ PŁASKI BRZUCH Z SUPER SPALACZEM BIKINI BURN TiB

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Kompulsy, objadanie się, czyli jak się żyje jedzeniem?

    Ozdrowieńczy katamaran znanego parapsychologa Horrego Porttiera.

    W pewnych sprawach intymnych, jak kompulsywne jedzenie lepiej się poradzić cudaka, niż psychologe. Na szczęście tutaj mamy przypadek dwa w jednym:)

    Pomimo wielu artów na stronie o życiu jedzeniem, ja też dostaję zapytania od Was w sprawie napadów ładowania energii bez umiaru. Tycia z powodu ogromnego przeżerania się. A niekiedy nie tycia, gdy kompulsjom towarzyszy szybkie zwracanie jedzenia. Jak zwał, są to zaburzenia odżywiania.

    Przychodzisz do ważnego psychologa, a ważny psycholog zagaja pytaniem. Ma się rozumieć zaczyna od oczywistości marnując Twój cenny czas, który mogłabyś przeznaczyć na skombinowanie tony szamy i wygospodarowania na to wieczoru w samotności. Bo tak jest najmilej uprawiać tę kompulsję.

    Psychologe w ten deseń do Ciebie: – Czy kiedykolwiek czułaś, że Twoje nawyki żywieniowe są poza Twoją kontrolą?

    Ty grzecznie: – Łi.

    Psy: – Czy czujesz się winna po spożyciu dużych posiłków?

    Ty: – Łi.

    Psy: – Czy jesteś w stanie przestać jeść, mimo że nie jesteś zadowolona ze swojego obrazu ciała?

    Ty: – Noł. Jakbym potrafiła, to by mnie tutaj nie było.

    W didaskaliach

    Bo tak naprawdę wszystko już wiesz o swoim zaburzeniu. Wiesz, że Twoje zaburzenie jedzenia to szamanie bardzo dużych ilości szamy bez kontroli. Wiesz dobrze, co to znaczy szamać pomimo absolutnej sytości. Kiedy masz już wszystko w przełyku, a wciąż szamiesz. Znasz dobrze to uczucie.
    Możesz być głodna, owszem. To jest nawet miłe uczucie, ale podczas napadu przerwać w stosownym momencie, to ponad Twojej siły. Nigdy nie jesteś na to dość syta.

    Psychologe dalej nawija do Ciebie nowomową psychologe: – Możesz sobie myśleć, że zmniejszenie masy ciała jest rzeczą dobrą i najlepszą, którą musisz zrobić, ale to nieprawda. Nawet jeśli po diecie schudniesz, to i tak Twój nawyk, czyli niepohamowany apetyt wróci i spowoduje powrót kilogramów, które straciłaś. Będziesz być może nawet jeszcze grubsza.

    Powiało matrixowym optymizmem?

    A teraz parapsycholog Horry:

    Wiem Kochanie wszystko. Wiem, że jesz, aby poprawić swoje samopoczucie. Wiem, że w dzieciństwie byłaś nagradzana za dobre stopnie pączkami. Wiem, że ojciec wciąż stawiał Ci przykład Twojej szczupłej przyjaciółki, najlepszej w klasie z Badmintona. Owszem, było trochę niesprawiedliwości w Twoim życiu i strachu. I przyjemnie było zjeść 11 ciepłych lodów i popić litrem pepsi (sorki). Ale grzebanie w przeszłości jest bez sensu. Jest niskowibracyjne. Teraz za to lecisz do lodówki, gdy tylko jakieś emocje się pojawią. A pojawiają się, bo tak działa matrix, czy to strach, czy ból istnienia, czy inna ekscytacja. Cokolwiek może się zakończyć wielkim obżarstwem. Nawet kupienie mopa na parę.

    Mógłbym Ci w tym momencie zapodać, abyś przed każdym posiłkiem zadała sobie następujące pytania:
    Czy aby nie jem, aby zapomnieć o moich problemach osobistych?
    Czy ten podwójny czisburger pomoże mi jakoś rozwiązać te problemy?
    Czy to nie jest aby, jakaś forma ucieczki?

    Ale tego nie zrobię.

    Nie powiem Ci też, że jesteś klinicznym przypadkiem i prawdopodobnie masz już za sobą jakąś historię depresji, czy chociażby psychozy, neurastenii, albo nerwiczki lękowej. Że niepohamowany apetyt pewnie spływa na Ciebie, gdy zbliża się przerażający Cię nastrój. Że jedząc długo i dużo podnosisz poziom serotoniny i innych hormonów, które sprawią, że poczujesz się w końcu szczęśliwa. Albo po prostu, byłaś znerwicowana i sfrustrowana, po czym żarłaś (sorki, ale to Twoje słowa) i ponownie byłaś znerwicowana i sfrustrowana, a serotoniny nawet jak coś tam zmieniały, to i tak po żarciu jesteś sfrustrowana. Do tego napady obżarstwa masz również po przyjemnym spotkaniu z kumpelami. I wtedy i wtedy. Mogą się wydarzyć zawsze. Więc gówno prawda, że chodzi Ci o tę serotoninę. Spoczko.

    To jest pętla. Zapętla Cię i już.

    TU KUPISZ 100% ORGANIC 4 GREENS This is BIO idealny do oczyszczającej kuracji 4 szklanek.

    A tu mega oczyszczająca „terapia 4 szklanek”

    Jak więc jest z Tobą kochanie?

    Po prostu uciekasz zapominając, że kluczem do zerwania jakiegokolwiek złego nawyku jest pozbycie się przyczyny, a nie staranie się tłumienia zaburzenia? Bla bla bla. Jeśli masz niepohamowany apetyt, a nie usuniesz jego przyczyny, to Twój organizm znajdzie sobie inne ujście.

    Każdy nałóg musi sam odpaść.

    Znam kilku takich, co po przejściu ekstremalnych diet, owszem, trwale schudli, ale zostali alkoholikami, jeden narkomanem, a kilka fajnych dziewczyn nic tylko łaziło po sklepach. No i nadal były faje, and uzależnienie od kofeiny. Każde niezrozumienie istoty sprawia, że możesz pozbyć się nałogu niejako wbrew sobie, ale automatycznie wpadniesz w inny.

    Ty na stronie, w sensie, że do siebie:
    – Nienawidzę tego pana psychologe i Horrego też, idę się nażreć.

    Jest teoria i jest życie. Jest anoreksja bez kontaktu z szamą i zwykłe jedzenie, że się je, bo to owszem jest przyjemne, ale przede wszystkim potrzebne. No i jesteś Ty, która częściej skuma anoreksję, niż jedzenie w sam raz.

    Ozdrowieńczy katamaran Horrego

    Pierwsza pomoc: bieganie

    Żyjesz póki co w matrixie i jesteś jego baterią. Rządzi Tobą oprogramowanie ego. Nie odpadnie od Ciebie żaden nałóg, gdy nie zaczniesz rozcieńczać swojego fałszywego ja. Wszystkie emocje są odpowiedzią Twojego ciała na egotyczne myśli, a następnie tłumisz owe emocje żarciem. Jedni tłumią psychotropem, inni alko, jeszcze inni Marią (oby), albo twardym.

    Nie wyłączysz swoich destrukcyjnych myśli ot tak sobie. To jest trudne na początku. Myśli wyłączysz mimowolnie wpadając w medytację. Tak działa bieganie 40 minut, masujesz harę (5 cm pod pępkiem masz czakrę życia, z japońska harę). Teraz nawet nie myśl o odchudzaniu, czy jedzeniu mało, wcale o tym nie myśl. Akceptuj sytuację i rusz ze skrzyżowania. Masz tylko jeden cel, mianowicie codziennie udać się na trening biegaczy. Może się tak zdarzyć, że bieganie jeszcze wymusi chęć do żarcia. Nic sobie z tego nie rób. Biegaj jak wariatka.

    Druga pomoc (równoległa do pierwszej): post przerywany

    Wiem, że nie chcesz się obżerać, ale dopóki to od Ciebie samo nie odpadnie, na pewno ataki obżarstwa (bulimii) jeszcze się pojawią. Czy jest jakaś metoda, żeby te ataki były „bezkarne”?

    Jeść dużo, tak jak lubisz, tyle, że w niezbyt długim oknie (oczywiście najlepiej wysoko wibracyjnie, czyli w przewadze roślinnie i na surowo), oraz każdego dnia długo pościć.

    Jednym słowem dieta dla kompulsywnych –  program „Jem i … chudnę”.

    To jest już pierwszy krok do wyjścia z matrixu:
    Mówisz Ty: – Horry odpadł ode mnie nałóg kompulsywnego żarcia, przestałam być baterią. Wychodzę.

    Z miłością
    Na zawsze Twój Horry

     

     

    (Visited 9 219 times, 1 visits today)
    Horry Porttier - Nius pojawił się niespodziewanie na stronie i nie wiadomo kto go napisał … Nie znamy Horrego Porttiera.
    Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
    Może rzuć też gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep
    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

    Powiązane artykuły

    [jetpack-related-posts]
    1. Kalina 27 listopada 2017 o 10:37

      na początku się wydaje ze można to wszystko zrobić po prostu – zawezmę się i będę robiła, a to tak nie działa; musi samo poodpadać co nie znaczy ze nie trzeba nad tym pracować (ruszyć ze skrzyżowania), ja na razie biegam nieregularnie ale sporo ćwiczę bo lubię, post przerywany 18 godzin i już mam efekty ale ten post nie dal się zrobić z rozsądku tylko musiałam zacząć go potrzebować i teraz jest mi z nim „po drodze”, alkoholu nie piję, mam jeszcze bałagan w diecie ale z czasem się uporządkuje, mięso dawno odpadło, przetworzone żarcie odpadło, jeszcze kawa się trzyma ale na chwilę obecną jest mi z nią po prostu dobrze więc nie walczę, cieszę się piciem kawy tu i teraz w moim ukochanym kubeczku; rzecz niebywała kładę się spać o 21 wstaję o 8 rano, przez 40 lat tak nie miałam – nadmiar energii rano taki że mało nie wyjdę z siebie; dużo do zrobienia jeszcze ale na tu i teraz jestem zadowolona (gdybym powiedziała szczęśliwa to byłoby to kłamstwo ale bardzo zadowolona idealnie oddaje moje tu i teraz), i zdecydowanie większość a na pewno jedzenie i ruszenie ze skrzyżowania zawdzięczam pepsi ♥

    2. mucha 27 listopada 2017 o 10:57

      Post przerywany jest super, o wiele łatwiejszy kiedy odrzywia się zdrowo.Niestety często nie umiem przestać myśleć, że jeszcze pare godzin i zacznę moją ucztęn…a jak juz zacznę to mój apetyt nie zna granic i przestaje dopiero jak mnie brzuch boli z przejedzenia… z tygodnia na tydzień jest to coraz mniejsza ilość, ale i tak troche mnie to niepokoi. jak narazie 32 dzień bez słodyczy, buł i innych takich:)

    3. edit 27 listopada 2017 o 11:18

      A jeżeli ktoś ma hipoglikemie reaktywną wtedy IF nie jest polecany?

      1. grzegorzadam 27 listopada 2017 o 17:58

        Jaki masz poziom wit D?
        Nawodnienie?
        Magnez jak zażywasz?
        Jod?

        1. edit 27 listopada 2017 o 20:57

          poziom wit d spadła z 55 do 38 po suplementacj wysokimi dawkami! po miesiacu 20 tys jednostek, pozniej 15 i 10 tys jednostek, teraz wrocilam do 5tys dziennie. Magnez na noc 400jenostek. Piję wode z solą i boraksem i wit C na czczo szklanke, pozniej w ciagu dnia herbatki ziolowe typu mieta, melisa, malinowa pokrzywa, czasem zielona dodaje po szczypcie soli kłodawskiej do kazdej szkalnki. Jod- piłam 15%roztwor lugola doszlam do 10 kropel , zwiekszałam o 1 tygodniowo, teraz zaprzestałam i biore … 3 tabletki. Dobrze robie? suplementuje tez K, A, E i B-balance 100, selen cynk,
          hepatobon i pije ziołka na watrobe hercampuri, probiotyk na noc i spiruline 3 razy dziennie po 8tabletek. Ale od 124 dni nie mam okresu- PCOS i niedoczynnosc tarczycy, anemia . GrzegorzAdam co polecasz na wywołanie? brałam dziki pochrzyn i wcierałam krem z naturalnym progesteronem teraz czekam czy poskutkuje

          1. Pepsi Eliot 27 listopada 2017 o 23:54

            najwyższy czas stosować naszą suplementację

          2. grzegorzadam 28 listopada 2017 o 07:34

            poziom wit d spadła z 55 do 38 po suplementacj wysokimi dawkami!”

            Jak to jest możliwe?
            Na wywołanie okresu stosować można określone zioła.

            1. Nowa 28 listopada 2017 o 16:39

              Nie wiem właśnie sama się zastanawiam, może przez to że mało Wit A było, w tym czasie brałam też Multiwitamine może ona zawiniła, a może dawki były za duże. Nie mam pojęcia

            2. grzegorzadam 28 listopada 2017 o 17:01

              Jesteś ”nowa” czy edit, pogubić się idzie !

            3. Edit 29 listopada 2017 o 07:51

              Edit, coś źle wyskoczyło.

            4. grzegorzadam 29 listopada 2017 o 08:43

              Tak na gorąco, z tą witaminą jest coś nie tak raczej.

            5. edit 29 listopada 2017 o 20:45

              ale co może być nie tak? nie ma pomyslu sprawdzalam to i nie ma za duzo info o takich sytuacjach! Mam niedoczynnosc tarczycy, pcos, anemie, hipoglikemie reakt, lata bulimii za soba. Robilam już trochę badań: witD-38(spadła z 55w 3 miesiace letnie i pomimo duzych dawek supli tłuszczowych, przez ten czas wyeliminowalam mieso nabial jajka cukier gluten itd, ale wyeliminowanie miesa nabialu i jaj podzialalo źle bo krew sie mocno pogorszyla i inne wyniki tez najbardziej ta witD, to wszytko po zaleceniach naturopaty wiec powinno byc lepiej), hemoglobina-12, hematkryt-38, erytrocyty-4, leukocyty-5, płytki krwi-259, mchc-32, neu-42%, lymph-47%, mon-8%, Zelazo-112, ferrytyna-48, crp<0.4, cholesterol-256, trojglicerydy-106, tsh-3.5, ft3-10%, ft4-10%, atg-35, atpo-<28, ast-23, alt-18, kreatynina-0.8, przeciwcial anty Rubella w klasie IGg-142, w klasie igm-0.29, przeciwciala IGg-650, przeciwciala igm-0.24, gaskostroskopia-dobrze, kolonoskopia-dobrze, test sody-odbicie po55sek, test buraczany-bez zabarwienia moczu, krzywa glukozowa- na czco83. po godz57. po dwóch78, insulinowa- 8.20.22, mocz:leukocyty bilurbina ciala ket i inne -nieobecne ph-7 ciezar-1.02 ciemnozólty przejrzysty osad brak, sód-137, potas-4.5, prolaktyna-17, testosteron-55, usg tarczycy: polozona typowo, pojemnosc 7ml, echogenicznosc prawidlowa, zmian ogniskowych ani torbielowatych nie uwidoczniona, przeplyw miazszowy w normie, wezly o prawidlowej echostrukturze. grupa krwi B-.

            6. grzegorzadam 30 listopada 2017 o 08:03

              witD-38(spadła z 55w 3 miesiace letnie i pomimo duzych dawek supli tłuszczowych,”

              Przy prawidłowym cholesterolu po suplementacji stężenie D spadło latem..
              To jest dziwne.

              ”ale wyeliminowanie miesa nabialu i jaj podzialalo źle bo krew sie mocno pogorszyla i inne wyniki tez najbardziej ta witD, ”
              może tu jest problem?

              ”to wszytko po zaleceniach naturopaty wiec powinno byc lepiej)”
              Nie jest.

            7. Edit 30 listopada 2017 o 10:52

              Możliwe, teraz jem mieso jaja nabiał i biore tylko 5tys jednostek D, niedługo zrobię badania i zobaczymy co się zmieni.

            8. Edit 1 grudnia 2017 o 10:41

              GrzegorzAdam a czy ten spadających poziom Wit D może być przez tabletki tłuszczowe(doctors best) wcześniej brałam zwykle tabletki jakby w formie zbitego proszku, a może powinno się w kropelkach brac roztwór wodny wtedy wchłanianie rozchodzi się na przewód piersiowy i do krwioobiegu a nie jak w tłuszczowych na wątrobę którą mam słabą?

            9. grzegorzadam 1 grudnia 2017 o 12:56

              jaki to ma skład?

            10. Edit 2 grudnia 2017 o 18:21

              Extra virgin olive oil, softgel capsule (gelatin, glycerin, purified water).

            11. grzegorzadam 2 grudnia 2017 o 22:16

              sklad dobry, szukamy dalej.

    4. Nowa 27 listopada 2017 o 11:20

      A jeżeli na kogoś bieganie działa w odwrotny sposób czyli puchnie i tyje, z racji chorób IO, NT, PCOS, anemii?

      1. grzegorzadam 27 listopada 2017 o 17:55

        To są objawy nie choroby.
        Zdiagnozuj i usuń.

      2. grzegorzadam 28 listopada 2017 o 07:38

        Wykonaj sobie te badania:

        1. Zbadać poziom metabolitu witaminy D3 25(OH). Właściwa wartość u zdrowego>50 a przy chorobie>80
        2. Zbadać poziom homocysteiny – powinien być > 4.5 u zdrowego 6-8 a powyżej 10 stan zapalny
        3. Zbadać poziom igG – są to przeciwciała na bakterię chlamydia pneumoniae borelioza, mykotoksyny.
        4. Wycofać z diety cukier i fruktozę …
        5. Zbadać tolerancję organizmu na gluten i ewentualnie go wyeliminować
        6. Flora bakteryjna odbudować m.in. poprzez fermentowane warzywa owoce
        7. Wycofać mleko z diety
        8. Usunąć plomby amalgamatowe i przeprowadzić chelatację organizmu
        9. Usunąć zęby leczone kanałowo (lub dokonać ponownego leczenia)
        10. Włączyć do diety kurkumę (kurkumina) oraz ostre przyprawy (kapsaicyna)
        11. Usunąć pasożyty i pleśnie (np.metody Huldy Clark) lub przez stosowanie wrotyczu piołunu goździków i inny
        12. dokładny biorezonans
        13. badanie pierwiastkowe APW

        1. Pepsi Eliot 28 listopada 2017 o 08:20

          dodałabym koniecznie TSH i pozostałe hormony i przeciwciała tarczycowe i USG tarczycy (szczególnie chodzi o kobiety), owoce bedą szkodzić tylko gdy tłuszczu w diecie będzie powyżej 10% (Jaśkowski też tego nie wie, bo to nie jego klimaty), fruktoza wyodrębniona, bez błonnika rzeczywiście wypad, kwas moczowy i kreatynina, pH moczu, sód i potas, B12, kwas foliowy i żelazo i ferrytyna, mimo wszystko lipidy, cukier i insulinę na czczo.

          A nowe normy duńskie na poziom 25(OH)D to 50 do yyy … 200
          Ksylitol to w sumie paskudztwo,

          1. grzegorzadam 28 listopada 2017 o 08:37

            Można dodać przy okazji tamtych badań, od razu.

            to nie są zalecenia Jaśkowskiego a zestawienie z różnych źródeł.

            Jaśkowski podaje to:

            Krew
            – Morfologia (przede wszystkim hematokryt i hemoglobina)
            – OB tylko metodą sedymentacyjną
            – CRP – mówi o jakimkolwiek stanie zapalnym
            – D3 25OH – mówi o 3 tysiącach genów, czyli systemie odporności
            – mocznik, kreatynina – mówi nam o funkcji nerek
            – żelazo, fibrynogen – dwa najszybsze badania, które mówią o uszkodzeniu wątroby, o co najmniej 3 miesiące wcześniej, niż spadek hemoglobiny

            Mocz
            – mocz: badanie mikroskopowe (ogólne nie wystarczy, szczególnie dla kobiet): w moczu nie ma prawa być erytrocytów, leukocytów, jeśli są, to jest to stan zapalny, leukocyty – stan zapalny, erytrocyty wyługowane – nerka źle działa, erytrocyty świeże – problemy z pęcherzem, cewką
            – ciężar właściwy moczu: powinien być w normie

            1. Pepsi Eliot 28 listopada 2017 o 12:54

              straszne straszenie z tym fibrynogenem i żelazem, wystarczy pozażywać Omegę 3 TiB i najczęściej zaraz się obniży, a co do żelaza, to dolna granica normy jest znacznie lepsza niż górna. Może się zdarzyć oczywiście, ze ma to związek z problemami z wątrobą, ale takie straszenie kobiet, które praktycznie po każdym większym okresie mają problem z żelazem, jest głupie. Co nie znaczy, że dr. Jaśkowski nie jest świetnym lekarzem i człowiekiem. Ale oni są skumani ze złą nowiną, jak to lekarze.

            2. grzegorzadam 28 listopada 2017 o 13:27

              Ale oni są skumani ze złą nowiną, jak to lekarze.”

              Dlatego trzeba być uważnym, robiąc wyniki warto mieć komplet 😉

    5. efka765 27 listopada 2017 o 11:23

      Walczylam dlugie lata z moja kompulsja jedzenia.Nalezalam do AZ(anonimowych zarlokow)utworzylysmy w cztery dziewczyny grupe wsparcia-zeby uporac sie z problemem(nie uporalam sie)Ogolnie bylo do d…
      Wszystko sie zmienilo kiedy okazalo sie,ze mam niedoczynnosc tarczycy,a ze nie zdecydowalam sie na branie dziadostwa tylko postanowilam leczyc sie dieta-wszystko sie zmienilo.Nie jem glutenu i nabialu(baaardzo rzadko😉)i ograniczylam cukier-i moja kompulsja odeszla-poszla precz.Do tego teraz post przerywany(mojej kochanej Pepsi)i jestem najszczesliwszym czlowiekiem na ziemi.Nie wpadlam w zadne inne nalogi-pokochalam zycie.Jedzenie sprawia mi przyjemnosc-ale nie jest glownym wydarzeniem dnia-moje zycie przestalo sie wokol niego obracac.
      Ps.Pepsi-a to ze nie jem glutenu,to tez Twoja zasluga,bo to na Twoj blog weszlam jako jeden z pierwszych-aj low ju ❤❤❤

      1. Gosialavenda 27 listopada 2017 o 19:03

        No, a nie mówiłam, że to gluten zas…ny? Narkotyk jeden zafajdany, szkoda, że na sesjach na kozetce się o tym nie mówi, a zamiast tego trepanacje mózgu robią i to całkiem na żywca i bez znieczulenia.

        1. irysek 27 listopada 2017 o 23:07

          ale jak przestać??? już nie pamiętam jak dałam radę rok nie jeść glutenu… znów zaczęłam i jak widzę te bułki to mi ślinka cieknie a po zjedzeniu czuję się jak balon i cegła jednocześnie.

          1. Gosialavenda 28 listopada 2017 o 17:01

            Irysku po kilku dniach odwyku już nie będzie Ciebie ciągnęło do tego świństwa. A potem już nigdy do niego nie wracaj, nawet kawałeczka, nawet okrucha, bo gluten tylko czeka by Tobą zawładnąć.

    6. grzegorzadam 27 listopada 2017 o 11:56

      Jedzenie sprawia mi przyjemnosc-ale nie jest glownym wydarzeniem dnia-moje zycie przestalo sie wokol niego obracac.”

      I o to ”coś” chodzi… 😉

    7. mia 27 listopada 2017 o 13:06

      A co z obżarstwem przy poście przerywanym? dwa posilki dziennie, jeden o 12 drugi o 15/16 i ten ostatni to jest dosłownie opychanie się.. zdrowe opychanie się, ale jednak. Ze strachu, że za 3 godziny będę głodna.

      1. Pepsi Eliot 27 listopada 2017 o 17:40

        to jedz raz dziennie, tak jak ja 🙂

        1. mia 28 listopada 2017 o 09:20

          Zmierzam w tym kierunku 😀

        2. Agiss 28 listopada 2017 o 09:54

          Pepsi, czy jedząc raz dziennie jesteś w stanie zaspokoić zapotrzebowanie kaloryczne i odżywcze swojemu organizmowi? Co zjadasz na taki jeden posiłek?

          1. Pepsi Eliot 28 listopada 2017 o 12:44

            jem długo i powoli, około 2500 -3000 kalorii, albo znacznie więcej, gdy biegam ostrzej

    8. sarkasta 27 listopada 2017 o 16:06

      jak zrozumieć tłumienie emocji, jak np. u mnie alkiem? tych emocji od egotycznych myśli. co ja właściwie tłumię?

      1. Pepsi Eliot 27 listopada 2017 o 17:37

        po alko mniej boisz się, mniej zamartwiasz, mniej jest Ci smutno, a to są właśnie emocje, które powstają jako dpowiedź ciała na myśli/ego

    9. Magda 27 listopada 2017 o 17:00

      Horry….. ale jesteś z….. przysyojny:)

      1. Horry Porttier 27 listopada 2017 o 17:32

        oj tam, oj tam 🙂

    10. Gosialavenda 27 listopada 2017 o 18:57

      Horry ja też kiedyś opychalam się, ale żeby wymiotować to nie, bo szkoda mi było jedzonka. Ale poznałam swojego wroga, to gluten, nawet nie cukier. Po bułeczkach czy chlebku dostawałam napadu głodu. A może to nie zawsze jest coś z głową nie tak. Odkąd odstawiłam gluten, to nawet jeśli rodzina wyprowadzi mnie z równowagi, to nie próbuję jej sobie przywrócić jedzeniem. Właściwie to jeszcze ziemniaki na mnie podobnie działają. Dlatego też ich nie jem. A w dzieciństwie rzeczywiście babcia nagradzala mnie słodyczami, jak byłam smutna to mnie nimi pocieszala. U psychologa też byłam, po kilku wizytach naprawdę mi się pogorszyło. Nic nie pomagało. Aż tu pewnego majowego dnia trafiłam do Was i zdalnie odchudzono mnie o jakieś 20 kg od maja. Fajnie co nie? Jeszcze sobie szejka kupię no i zajrzę do programu jem i chudnę. Super, że Was mam i to o każdej porze dnia i nocy. Chciałabym jeszcze coś napisać o fotkach tych dwóch panów, ale moje słownictwo jest zbyt ubogie i raczej się nie podejmę, ech..

    11. owocek 27 listopada 2017 o 23:07

      dziękuje za wpis;))) mam jedno pytanko, czy istnieje takie coś jak waga idealna dla nas ? czy jest taka granica, której organizm nie może „przeskoczyć”, np poniżej 50 kg jeśli się schudnie to zacznie się objadanie, bo to nie jest „normalną” wagą dla nas ? czy można tę granicę zmieniać <333 ściskam

      1. Pepsi Eliot 27 listopada 2017 o 23:47

        zdrowy rozsądek, na tym bym poprzestała

    12. Sylwia 28 listopada 2017 o 10:10

      A propos postu przerywanego dla kobiet https://breakingmuscle.com/healthy-eating/a-womans-guide-to-intermittent-fasting jako że są pułapki. Może warto byloby to rozkminić na blogu. Pozdrawiam.

      1. Pepsi Eliot 28 listopada 2017 o 12:43

        pisałam o tych kontrowersjach, nie sprawdzają się w realu, każdy tekst w Interenecie ma swój antytekst, wpisz cokolwiek w google i dopisz kontrowersje, to się przekonasz, że olej kokosowy to coś strasznego, etc

    13. Ewa 28 listopada 2017 o 10:47

      …się narobiło!Przez pierwszy miesiąc ” terapii 4 szklanek” używałam wodę przegotowaną.Niewiedza! No i kudły wylatają.Czy posypią się „do imentu”?Łomatko!Buziak

    14. 69smefeta69 28 listopada 2017 o 13:06

      No i strzał w 10-tkę…powoli do tego dojrzewam, że ja mam problem z jedzeniem…:( Od trzech lat pouczam wszystkich jak się odżywiać, daje porady, które innym pomagają, a sama mam czasem napady jedzenia, tak jak dzisiaj. 2 m-ce wytrzymałam na poście przerywanym, na Twojej terapii 4 szklanek Pepsi. Mam bolerioze, grzyba i lambie, niedokwaszony żołądek. Gdy zaczęłam kurację WU, ziołami, solą, wit. C, jod+selen, b12, Omega 3, Green & Fruits, wit D3+K2, kąpiele, lemoniadki sodowe. Prze ten czas miałam bóle głowy, kręgosłupa, woreczka żółciowego, zapalenie pęcherza, ale mój nastrój był super, do wczoraj…chodziłam poirytowana, a dziś od rana jestem zła jak osa, dobrze ,że dzieci zaprowadziłam do szkoły i przedszkola, bo nie wiem czy bym im krzywdy dziś nie zrobiła…dziś pękam i to dosłownie… objadłam się chleba i czekolady . dużo :((((
      Nie umiem zacząć biegać, mieszkam w deszczowej Szwecji i ciągle mam wymówkę, bo brzydka pogoda, bo dzieci i nie mogę ich zostawić (mam 3 7-mio, 4-ro i 3 latka). Prawię morały mężowi, który ma ciągoty do alko, a sama rzadko, ale mam takie napady 🙁 Zauważyłam, że tak się dzieję, gdy za dużo jestem poza domem, albo za dużo gości jest u nas. A ostatnio mam dużo spotkań z teściową, która ma duży problem z alkoholem, z mężem staramy się jej pomóc, żeby nie siedziała sama w domu i nie sięgała po kieliszek, to do nas przyjeżdża, sami jej to zaproponowaliśmy, ale wychodzi na to, że moje wibracje są niskie i nie jestem w stanie jej pomóc, a na dodatek jeszcze siebie dobijam 🙁
      Piszę to, żeby po prostu z siebie to wyrzucić…bo dla wszystkich w koło jestem silna , jestem wsparciem …tak mnie postrzegają, wiem, bo mi to wiele osób mówi…chyba moje ego ładnie się ze mną bawi…
      Pepsi masz dar przekonywania, i to ogromny, bo gdy pierwszy raz trafiłam na tego bloga to go olałam, potem wróciłam i zaczęłam zmieniać swoje życie, dużo zmieniłam, w relacjach z dziećmi, z mężem, odżywianie, ale odnośnie biegania, nie wiem co zrobić żeby zacząć, próbowałam i z marnym skutkiem to poszło. Może napiszesz parę postów motywacyjnych o tym… proszę z całego serca…i dziękuję za wszystko co do tej pory zyskałam dzięki temu blogowi <3

      1. Pepsi Eliot 28 listopada 2017 o 13:15

        Napiszę kochana Dżastin <3 <3

        1. 69smefeta69 28 listopada 2017 o 14:14

          Dziękuję i czekam z niecierpliwością <3 <3 <3

    15. jogjogjog 28 listopada 2017 o 13:16

      a czy post przeprywany równiez dobrze działa w IBS?? bo P. doktor powiedziałą mi, że regularne posiłki to nr1, a pościć lubię <33

    16. grzegorzadam 28 listopada 2017 o 13:31

      powiedziałą mi, że regularne posiłki to nr1,”

      regularnie codziennie trzeba coś zjeść , prawda 🙂

    17. Owoceek 1 grudnia 2017 o 09:41

      A jaki czas jest takim ” najzdrowszym” na zrzucenie 4 kg ? I mam jeszcze drugie pytanko czy jedzenie orzechów na czczo to dobry pomysł? Czy lepiej WGL ich unikać? Ściskam Was ❤

    18. grzegorzadam 1 grudnia 2017 o 12:58

      Czy lepiej WGL ich unikać?”

      Co to jest WGL?

      W ogóle nie unikać 😉

      1. owoceek 1 grudnia 2017 o 13:49

        tak się mi wielką literą napisało ;))
        czyli jeść orzechów można dużo ? bo tyle tłuszcz, a ja teraz zaczęłam je chrupać, ale czuje, że to zły pomysł ;/

        1. grzegorzadam 1 grudnia 2017 o 14:13

          Ale w tym ”złym” tłuszczu orzechowym jest dossskonała wit.E, bor, magnez,
          i wiele innych, to jest produkt znakomity, odżywczy. 😉

          Poczytaj co zawiera orzech włoski czy laskowy.
          codziennie kilka orzechów wystarczy.
          Tylko pamiętaj, że to białko, powinien być solo, ewentualnie z warzywami.

          1. Pepsi Eliot 1 grudnia 2017 o 14:40

            orzechy nie są złe, są wspaniałe, tyle, że nie można się nimi objadać

    19. Lucia 13 grudnia 2017 o 20:40

      Pepsiaku, a co złego jest twym zdaniem w ksylitolu? I dlaczego stewia lepsza? Tak se przemyśliwam i coraz bardziej zbliżam się do wniosku, że takie „zdrowsze słodycze”, to zupełnie jak te „zdrowsze papierosy” i, że jednak najlepiej byłoby nauczyć się obywać bez jednego i drugiego. 😉 Ściskam.

      1. Pepsi Eliot 13 grudnia 2017 o 23:36
    20. asiuli 13 grudnia 2017 o 22:42

      Dziękuję i ja Pepsiaku, Horry i wszyscy obecni. Czytam ze wzruszeniem te wpisy komentarze. Mam dosyć już gierek w jakie się bawię, dosyć bezsensownego porównywania się, dosyć kłamstwa w jakim żyję. Mam dosyć siebie. Już dosyć! <3 dziękuję! kocham! puszczaaaaammmm!!!

      1. Pepsi Eliot 13 grudnia 2017 o 23:24

        kochamy2 <3 <3

    21. M. 2 maja 2018 o 17:33

      Pepsi droga,

      Napiszę ten komentarz, bo już mam dość dzisiejszego dnia i powracającego problemu.

      Z problemem kompulsywnego objadania się borykam się prawie 10lat, bo mniej więcej od 15 roku życia i frustracji związanej z tym, że moi rodzice nie zgodzili się na to, abym pracowała jako modelka. Wtedy, jako nastoletnia dziewczyna z niezłymi warunkami fizycznymi, ale mieszkająca w dziurze zabitej dechami, uważałam, że to koniec mojego życia i już nic w życiu nie osiągnę. Z żalu zaczęłam żreć na potęgę. A potem to już wiadomo, znamy to wszyscy doskonale… Kariery w modelingu nie zrobiłam, bo z piętnastoma kg na plusie już nikt mnie chciał. Później zażerałam już każdą frustrację i brak wsparcia ze strony rodziców i znajomych stąd. Czułam, że nie przystaję do własnej rodziny, że jestem zupełnie inna. Nikt nie rozumiał mojej zajawki fotografią, sztuką, filmem, modą, muzyką, literaturą, filozofią… Byłam jakimś dziwnym dzieckiem odszczepieńcem w prostej, rolniczej rodzinie…

      Już wtedy czytałam Twój blog. Pamiętam Twoje pierwsze wpisy o 811 i zdjęcia z G. z Paryża na tle wieży. Już wtedy czułam z Tobą niesamowitą więź i sporo rzeczy mi wtedy rozjaśniłaś i uporządkowałaś w mojej głowie. Dziękuję 🙂 Choć to temat na inny komentarz….

      Po maturze od razu wyprowadziłam się z domu. Miałam swoje wzloty i upadki, choć nałóg ciągle się trzymał. Jakieś dwa lata temu podjęłam pracę, w której ważny był wygląd fizyczny. I wtedy się ostro zawzięłam. Z uporem i konsekwencją maniaka zaczęłam chodzić na siłownię, biegać… Kompulsywne jedzenie wtedy czasowo samo odpadło, jako, że praca i sport pochłonęły całą moją uwagę i siłą rzeczy jadłam mniej tworząc przy okazji konkretny deficyt kaloryczny. Samo się schudło. I zakochałam się w sporcie. To uczucie trwa do dziś, choć już bez tak wielkiej manii targania żelastwa (w pewnym momencie moje konkretne mięśnie przestały mi się podobać), ale w ciągłej obsesji pokonywania siebie i przekraczania swoich granic. Teraz trenuję lżej, choć ciągle systematycznie, ale dbam przy tym o jedzenie. To też temat na inny raz…

      Niestety, moje napady wracają za każdym razem, gdy przyjeżdzam do domu rodzinnego. Relacje z rodzicami są średnie, ale najgorzej jest z moją siostrą. Jest ode mnie 10 lat starsza, ma dwójkę dzieci, męża, którego nie znoszę. W domu rodzinnym nie czuję się komfortowo, nie czuję się sobą i nie zachowuję się tak, jak zachowuję się mieszkając w Warszawie. Tak naprawdę, doszłam do wniosku, że oni mnie zupełnie nie znają. Nie narzucam się moimi zainteresowania, ale oni swoimi w moim kierunku ciągle – głupie filmy, muzyka disco-polo i świńskie żarcie. Kilka godzin tutaj i czuję się tak przybita, sfrustrowana i niekochana, jak nigdzie indziej. Z jednej strony to miejsce mnie koi, bo jest na wsi, mogę wyjść na dwór, poleżeć na łące tuląc z psa. Z drugiej strony, relacje z bliskimi powodują, że nie chce mi się żyć i oczywiście pierwsze co robię, to sięgam po to g****, którego pełno w szafkach. No i zaczyna się uczta. Od wczoraj jem na potęgę. Dzisiaj cały dzień przepłakałam zajadając to batonami, colą i lodami. I marzę już tylko o tym, aby jutro wsiąść w pociąg i wrócić do mojego codziennego reżimu sportowego i dietetycznego. Problem jednak zostanie, bo ta sytuacja powtarza się za każdym razem, gdy tu wracam… Pepsi droga, jak sobie pomóc? Już naprawdę czuję się bezsilna z tą sytuacją… Będę wdzięczna, jeśli się do tego odniesiesz.

      1. Pepsi Eliot 2 maja 2018 o 19:58

        Kochana, a może zaakceptujesz że tutaj po prostu sobie jesz co chcesz, i już ten fakt nastawi Cię lepiej, luzacko, znieczulająco?

    22. M. 2 maja 2018 o 22:56

      Pepsi Droga,

      Dziękuję za odpowiedź. Może zbyt pobieżnie się wyraziłam, przez co umknęło kilka ważnych rzeczy…

      Oczywiście, mogłabym tak się nastawić jadąc tutaj, ale takie rozwiązanie mnie nie satysfakcjonuje. Po piewsze dlatego, że nawet jeśli od razu po powrocie wracam do mojego reżimu (dla mnie to słowo ma pozytywne konotacje w odniesieniu do mojego życia) dietetycznego i sportowego, to jednak skutki takiego obżarstwa działają negatywnie na moją psychikę jeszcze przez kilka dni to. A po drugie, najważniejsze, to nie jest cheat day, tylko oznaka głębokiej frustracji, którą nie wiem jak ugryźć. Czy mam nie przyjeżdzać do swojego domu rodzinnego? Pamiętam, że kiedyś pisałaś o tym, że rodzinę trzeba zaakceptować i czasem nawet zrezygnować z kontaktów częstych, jeśli działają na Nas negatywnie.

      U mnie jest ambiwalentnie… Z jednej strony kocham ich i tęsknie za domem, chce ich zobaczyć. A z drugiej strony mam dość tych szpilek i pokątnych spojrzeń. Moja mama akurat mnie wspiera i akceptuje, na tyle ile potrafi. Tata średnio, ale przynajmniej w moje wybory nie ingeruje. Natomiast z siostrą jest najgorzej. Zawsze jak tu przyjeżdzam i akurat ona też jest w domu, to wiem mniej więcej czego się spodziewać. Tym razem miało być inaczej, ale znowu się nie udało… Jechałam piękną, urokliwą trasą, czułam jedność ze światem, z Panią, która siedziała obok w pociągu. Miałam pod kontrolą każdy krok i ruch, czas zwolnił… Piękna muzyka w słuchawkach, woda, słońce i nagle bach. Powrót do rzeczywistości. (Nie mogę powiedzieć o sobie, że pozbyłam się ego, co to to na pewno nie i nawet blisko nie jestem, ale na pewno ścisła dieta i dyscyplina sportowa trzyma mnie w ryzach i sprawia, że momenty takiego totalnego poczucia szczęścia i sprzęgnięcia z miejscem i czasem występują coraz częściej. To jest kolejny powód dla którego nie chcę odreagowywać sytuacji domowej kompulsami). Napiszesz mi droga Pepsi, że nie mówię o siostrze, tylko o sobie samej się wypowiadam. Bardzo możliwe, że tak jest. Że to jest mój problem do przerobienia. A właściwie z całą dozą pewności tak jest. Jak to jednak zrobić, aby mnie nie ruszało? Jak to przerobić w sobie? Na codzień nie mam z tym problemu. Innych, obcych ludzi, którzy w jakiś sposób „wchodzą mi w paradę” potrafię zbyć delikatnym uśmiechem, a w domu jakbym znowu miała 15 lat i była małą, bezbronną dziewczynką. Denerwują mnie tej uśmieszki, dogryzania, pytania wscibskie. Ona chce mną rządzić, chce siłą wyciągać informacje, radzić co mam robić. ‚Olać to i pójść dalej’, tak wiem, kochana Pepsi. Ale w tym przypadku nie potrafię. Siedzę i się nie odzywam, przeżywam tylko w sobie i za chwilę sięgam po ciastko. A później kolejne i kolejne… Kiedyś jeszcze czasem skomentowałam jakieś zachowania, które mi się nie podobą, jej nerwy czy to jak wychowuje dzieci. Ale teraz już przestałam, bo wiem, że to jak grochem o ścianę. I tak wiem co usłyszę w odpowiedzi „Jak będziesz miała swoje dzieci, gówniarzu, to też będziesz tak robić”. (Tekst dzisiejszy apropos mikrofalówki, której nie używam). I tak w kółko Macieja… Nie odpowiadam, nie wdaję się w dyskuję, ale nie odbija się to ode mnie tylko wnika głęboko w skórę i odbiera kilka chwil wieczności…

      Plus tej mojej pisaniny jest taki, że od razu trochę lżej mi się zrobiło 🙂

      Całuję kochana,
      M.

    23. Ania 19 czerwca 2018 o 14:27

      Czytam Cię od jakiegoś czasu, mniej lub bardziej regularnie, ostatnio bardziej. Nadrabiam zaległości i uczę się duuuużo. Że też na ten wpis nie wpadłam wcześniej… No mam problem z tym kompulsem. Nie chce ode mnie odpaść. Odkąd pamiętam, wydawało mi się, że ważę trochę za dużo i muszę schudnąć…zawsze ważyłam troszkę za dużo… ale jak teraz patrzę wstecz to teraz naprawdę ważę więcej niż kiedykolwiek. Chciałabym ważyć tyle ile kiedyś wydawało mi się, że to za dużo… Próbowałam postu 16:8 kilka razy po jakimś czasie przerywałam i tak w kółko. Napady kompulsywnego żarcia mam jak wracam z pracy (na poście to też czas mojego okna żywieniowego, bez postu napad też jest) – potrafię się wyhamować trochę przy mężu bo mi wstyd się tak obżerać ale niestety zwykle nie ma go jeszcze w domu kiedy wracam ja. Jem najpierw to, potem tamto i czasem przegryzam jeszcze czymś i myślę sobie, że dobrze, że nie przepadam za słodyczami bo byłoby znacznie gorzej. No więc jem a potem jest mi niedobrze, próbowałam to zwracać już parokrotnie i mnie to zaczyna przerażać – tzn. ja sama siebie już zaczynam przerażać.
      Nie idę do psychologa bo wiem, że zajadam obecnie problemy na które nie znalazłam jeszcze rozwiązania, z resztą napisałaś powyżej wszystko co usłyszałabym od doktorka. Dawniej nie było kompulsu ale był leniwiec pospolitus i dupowiec kanapowiec.
      Nie lubię ćwiczyć. Zmuszam się dwa razy w tygodniu do zumby, muzyka mi poprawia humor.
      No i biegać mam mówisz… no dobra, będę biegać… jakoś muszę, mam nadzieję, że moje kolana to zniosą jakoś bo ciężko mają. Dorobiłam się 92 kg przy wzroście 180 cm. Wstyd, wstyd i hańba ! Dzięki Ci Pepsi za Twą mądrość i bezpośredniość, bo do mnie nie da się bułkę przez bibułkę. Love !

    24. Keyt 5 grudnia 2018 o 20:08

      Wypadłam z kompulsji na kilka miesięcy, sympatyczne czasy ale moje ego znowu mnie wrzuciło w bagno cukru poganiającego tłuszcz i na odwrót i tak sobie w tym trwam. Zadałam sobie wczoraj najprostsze z możliwych pytań: kim jestem? I spłynęło na mnie, biorąc pod uwagę jak inne miałam podejście do siebie i świata w czasie „abstynencji”, że nie dowiem się tego pod gruzami batonów i ciastków, że dla mojego głosu potępienia zawsze będę tylko maciorką-szaraczkiem. Niby jest i magnez i b-complex, ale smętne smuty i tak mnie ogarniały co rusz, bo jak mogły nie, skoro ciało w rozsypce pod toną gruzu? Pora kolejny raz się ogarnąć. Chyba milionowy.
      Przyjemnego wieczoru wszystkim :))

      1. Pepsi Eliot 5 grudnia 2018 o 21:16

        Droga Keyt, budzisz się jutro, pijesz 3 szkalnki, ubierasz buciki biegacze biegasz/chodzisz 40 minut, wracasz, wypijasz 4 szklankę i nabierasz zrozumienia. <3 potem poleci

        1. Keyt 5 grudnia 2018 o 21:21

          Coś się zaczęło kleić, bo wpadły znowu Twoje szklanki. Trochę okrojone, ale każdego dnia coraz bardziej przypomina to słuszny przepis.
          Bieganie na mnie nie działa (oj no dobra, leń), ale chodzenie i owszem . Dużo. Przed siebie, bez celu. Lubię. Tylko teraz setki wymówek. Od tego zacznę, a i z któryms kilometrem stwierdze, że szybciej się przecież biegnie niż idzie.
          Dzięki Peps <3

          1. Pepsi Eliot 5 grudnia 2018 o 21:27

            Zaczęłam od chodzenia, i to trwało dość długo, a też świetnie działało i na psyche i na ciało, więc luzik

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *