No i wrzesień, dzieci pójdą do szkoły, czy zostaną w domu? Kontrowersje
  • Horry PorttierAutor:Horry Porttier

No i wrzesień, dzieci pójdą do szkoły, czy zostaną w domu? Kontrowersje

Dodano: 13
horry
horry / Źródło: Pixabay
Są dzieci, które zaczynają mówić w wieku 6 miesięcy, jak Chris Mangan, a mając lat trzy samodzielnie nauczył się czytać. Co z takimi i innymi dziećmi zrobi szkoła? Ale okazuje się, że rodzice też są zagrożeniem. Dziecko urodziło się geniuszem, ale skąd pochodzi inteligencja praktyczna?

Najważniejsze, żeby polskie dzieci piły mleko i to jest podstawowa mądrość, którą wynosi się ze szkoły. Ello Ssaki!

Na wariackich papierach, gdyż covidiański początek roku szkolnego, dodatkowo utrudnia pełne niepokojów o swoje latorośle, życie rodziców.

W kwestii tego co podawać małym i starszym dzieciom do jedzenia jest wspaniałe rozwiązanie w postaci bardzo przydatnej świeżo wydanej pozycji„Jak zdrowo odżywiać dzieci" (dużo zdrowych przepisów) Madzi Dzikiewicz-Polak, wybitnie cenionej przez mamy i tatów blogerki. Książkę oczywiście mamy w sprzedaży, ale NIE OBRAZIMY SIĘ, gdy zechcesz ją zakupić na stronie autorki, gdyż zapewne otrzymasz egzemplarz z autografem.

A więc na wariackich papierach w jakże pokopanych czasach podszytych strachem i niepewnością, gdy rodzice nasłuchują, a to głosu alternatywnych, a to radykalnych zwolenników teorii spiskowych, a to głównych źródeł, które jednak podają się ostatnio jakby do dymisji, i nie wiedzą rodzice komu wierzyć.

Jeśli więc mogę grzecznie podsunąć jakąś myśl. Nie martw się, że dziecko będzie uczyło się z domu.

Czy szkoła uczy samodzielności, czy wspiera indywidualne twórcze myślenie, czy przygotowuje do samowystarczalności? Yyy... Szkoła ma za zadanie wyprodukować niezliczone ilości podobnych trybików, jak najlepiej pasujących do programu nazwanego na pamiątkę urodzin pierwszego pasożyta energoinformacyjnego, Matriks.

Dlaczego dzieci nie są uczone w szkole jak się zachować w trudnych, a niekiedy nawet ekstremalnych sytuacjach, co robić, aby być samowystarczalną osobą?

Oczywiście byłoby pewną przesadą przygotowywać dzieci do samotnych przepraw przez góry w charakterze Jeremy Rennera z Dziedzictwa Bourne'a. Jednak wspieranie indywidualnej kreatorskiej myśli, prowokowanie do samodzielnego myślenia, nacisk na sprawność fizyczną, uczenie aktywnego życia, doświadczania natury, z pewnością poprawiłyby ogólne parametry późniejszego dorosłego społeczeństwa.

Natenczas docelowo, dzieci są uczone jak pracować u kogoś i służyć korporacjom. W rzeczywistości jedyne przydatne w życiu umiejętności, które wynoszą ze szkoły, a które z powodzeniem mogłyby wynieść z domu jest nauka czytania i pisania.

Są dzieci, które zaczynają mówić w wieku 6 miesięcy, jak Chris Mangan, a mając lat trzy samodzielnie nauczył się czytać. Co z takimi dziećmi zrobi szkoła? Ale okazuje się, że rodzice też są zagrożeniem. Skąd pochodzi inteligencja praktyczna? Owszem urodził się niewątpliwie inteligentny, ale co dalej? Gdzie i jaką zdobędzie inteligencję społeczną, czyli wiedzę nabytą, zestaw umiejętności, których trzeba się nauczyć.

Fascynujące doświadczenie przeprowadziła socjolożka Anette Lareau z Uniwersytetu w Maryland, z grupą trzecioklasistów. Uczestniczyły w nich dzieci czarne i białe, z bogatych i biednych rodzin, w sumie tuzina. Spodziewano się otrzymać wyniki przesądzające o różnych koncepcjach wychowania dzieci, na surowo, albo pobłażliwie, nadopiekuńczych rodziców, albo zachęcających do samodzielności. A tu kuku.

Wyłoniły się tylko dwie filozofie sprawowania opieki rodzicielskiej, a podział między nimi prawie zupełnie pokrył się z podziałem klasowo-dochodowym. Bogatsi rodzice wychowywali dzieci inaczej niż biedniejsi. Ci pierwsi drobiazgowo planowali czas wolny wolny swoim dzieciom, wożąc je z jednych zajęć na drugie i wypytując o wszystko, kolegów, trenerów, nauczycieli.

Tego rodzaju planowania czasu wolnego dzieci prawie wcale nie odnotowano w życiu biednych rodzin. Dla nich rozrywka, to nie treningi futbolu dwa razy w tygodniu, fortepian, tenis i jazda konna, lecz improwizowane zabawy na powietrzu wraz z rodzeństwem i dziećmi z sąsiedztwa.

Styl bycia rodziców bogatych nazwano "zespołem współkształtowania uzdolnień", programującym podświadomość dzieci, że coś im się od życia należy. Co musisz przyznać, budzi jakby negatywne skojarzenia. Ale w rzeczywistością dzieci, bez względu na kolor skóry, zachowywały się tak, jakby miały prawo dbać o własne interesy i aktywnie kształtować wszelki kontekst instytucjonalny. Chcesz w pysk? Dobra, brzmi to rzeczywiście zbyt nadęcie, ale chodzi o to, że dzieci takie potrafią upomnieć się, żeby nauczyciel jeszcze raz coś wytłumaczył, bo nie zrozumiały, albo pogadają z lekarzem, aby wynieść jak największe korzyści. Nie wezmą po prostu recepty i nie łykną niczego bez refleksji.

W końcu dzieci pojawiają się w szkole. Jeśli rodzice ZDROWEGO dziecka decydują się na naukę w domu, albo indywidualną edukację weryfikowaną jedynie egzaminami, to praktycznie zawsze są to ludzie wysoko uposażeni w kasę.

Szkoła uczy fizyki i biologii w jakiejś histerycznie napchanej nudnymi faktami teorii, gdyż po co dziecko ma znać trzecią zasadę termodynamiki, skoro nie umie posługiwać się naprędce zrobionymi narzędziami prostymi w charakterze dźwigni, albo bloku, chociaż tę wiedzę swojemu małpiątku przekazuje każda matka małpa.

Dziecko nie ma pojęcia jak przetrwać w lesie nawet pół dnia mając tylko zapałki, albo jak skonstruować z papieru i drutu za pomocą nożyczek mobilne urządzenie, co uda się tylko tym, którzy potrafią samodzielnie myśleć i wyciągać twórcze wnioski.

Szkoła nie chce uczyć dzieci przydatnych wiadomości, które mogłyby wykorzystać w życiu, które swoją logiką napędziłyby dziecięce toki myślenia. Nie potrafi nauczyć dzieci matematyki, dziedziny pozwalającej myśleć zarówno abstrakcyjnie jak i logicznie, gdyż to jest fenomen matematyki. Wszystkie inne dziedziny ścisłe właściwie są już tylko logiczne.

A jakbym sobie dał radę, gdyby słoneczna burza geomagnetyczna rozwaliła wszystkie transformatory świata i do tego pozbawiła nas z nim łączności? Współczesne covidiaństwo, to przy tym pestka. Czego dowiedziałem się w szkole na temat radzenia sobie w życiu? Robienia użytku z mózgu, a nie powielania schematów kretyna, co pozwolą w dorosłym życiu dobrze w robocie u pana trybić.

Ciekawe, dlaczego wiele najlepszych interesów rozkręcają szkolne nieuki, a następnie ludzie z niedokończonymi studiami, albo nigdy nie rozpoczętymi?

Po prostu nauczyciele na usługach celowo najgłupszych programów szkoleniowych nie mogli im zrobić sieczki z mózgu. Czego może nauczyć nauczyciel, który bez żadnego powołania, wylądował na budżetowej pensji?

Biznesmen, to stworzenie, które samodzielnie umie rozkręcić biznes, dawać pracę innym i temu podobne bezeceństwa, gdyż jest to człowiek, który wręcz musi pozwalać sobie na popełnianie błędów. Musi je zaakceptować, gdyż każdy kto ma interes wie, że kiedyś umoczył i warto nie umoczyć na tym samym po raz drugi, gdyż to jest nauka na błędach.

Jednak biznesmen liczy się z tym, że z pewnością popełni jakiś błąd w przyszłości, gdyż popełnianie błędów i świadome z nich korzystanie jak z nauczek jest nierozerwalnie związane z prowadzeniem rozwijającego się interesu. Jednak pracując u kogoś nie możesz popełniać błędów, a szkoła cię do tego przygotowuje od dziecka. W szkole nie wolno się mylić, bo się zalicza laskę, a nauczyciele i rodzice na laski reagują jak byk na muletę.

Dzieci drżą, dodatkowo dźgane przez rodziców, żeby nigdy nie popełnić błędu, gdyż to będzie źle ocenione, a ocena jest najważniejszym wyznacznikiem powodzenia dziecka w szkole. Dziecko idzie do szkoły, a potem jak spod sztancy wylatują nieprzystosowani do samowystarczalności dorośli.

Nie myślę o tym w dosłowny sposób, żeby każdego dnia szyć sobie igłą wyrzeźbioną z ości własnoręcznie złowionej ryby, sukmanę z lnianej surówki osobiście utkanej, a na oczy zakładać okulary z osobiście wyprofilowanych w odpowiednią dioptrię denek, przypadkowo znalezionych ciemnozielonych szklanych butelek, a nawet sobie takie ze dwie samemu wydmuchać z piasku i kwarcu. Nie, tego nie wymagam nawet od siebie.

Matki są przekonane, ojcowie najczęściej też, że dzieci w szkole uczą się ważnych prawd, a weryfikacja ocenami jest świetną i jedyną metodą porównawczą dziecka do średniaka, imbecyla, albo do kujona.

W rzeczywistości, dziecko ucząc się zwykle zafałszowanej historii, gdyż prawdy nie zna przede wszystkim nauczyciel, bo go to nie interesuje, nie będzie zresztą wywrotowcem, następnie dostaje dziecinną porcję równie zafałszowanej, albo tylko nudnej propedeutyki wszystkich innych przedmiotów.

Uczy się jako tako rachować, sądząc, że pobiera naukę matematyki, dowiaduje się w szkole, że mleko jest zdrowe i należy go pić często i chętnie.

W promocję napoju od polskiej krowy włączyła się nawet część lekarzy, grzmiąc, że dzieci piją mleka za mało i że to źle się skończy.
Szkoła mówi, proszę pij mleko. Jednak złudzeń nie pozostawia także Frank Oski, profesor pediatrii z renomowanej John Hopkins School of Medicine, który w trosce o zdrowie dzieci napisał nawet książkę "Proszę, nie pij mleka".

Matko i Ojcze, oraz Szkoło, jeżeli upierasz się aby dać swojemu dziecko mleko, to tylko surowe i od zdrowej i czystej krowy karmionej nieskażoną trawą. Czyli już widać, że rzecz trudna, albo niewykonalna.

Jakie są konkluzje? Dzięki Tobie dziecko zalogowało się do gry. Wykorzystaj każdą okazję, aby programy wpisywane w Twoje dziecko, wspierały go we wszystkich płaszczyznach, rozumowej, duchowej, zdrowotnej i materialnej. Chodzi o tak zwany wellness, czyli dobrostan Twojego dziecka.

Może tak się zdarzyć, że być może upierdliwa dla ego, zdalna nauka dzieci będzie doskonałym impulsem, abyś Ty i inni Drodzy Rodzice wybudzili się z głębokiego snu.

Dziecko należy nauczyć przede wszystkim samodzielności, to wielka inteligencja społeczna. Majętny ojciec z matką nigdy nie zaprogramują własnego dziecka do pobierania zasiłku, co nie znaczy, że dziecko nie będzie umiało upomnieć się o swoje.

Z bazy nadawał, na zawsze Twój, Horry Porttier


Horry Porttier

Prawdopodobnie autor na stronie Pepsi Eliot, jednak nius pojawił się niespodziewanie i w sumie niewiadomo kto go napisał … Nie znamy Horrego Porttiera.

Referencje

"Poza schematemMalcolm Gladwell"

Jak zdrowo odżywiać dzieci" Magdalena Dzikiewicz-Polak

 13
  • katsevmanus   IP
    Teraz szkoła jest otwarta po to, żeby dopomogła w wygaszeniu gospodarki co jest konieczne do przejścia z systemu finansowego opartego na SWIFT do tzw. kwantowego systemu zwanego CIPS. Na razie jest spokojnie Ale może być wg scenariusza - dziecko "zarazone" - cala klasa na areszt domowy - całe rodziny - firmy pozamykane - lockdown i takie tam :) to jest tylko jedna z opowieści proszę zachować spokój :) aha jakby komuś się wydawało, że musi sie zgodzić na test, to yyy NIE MUSI. Jak przyjdzie pisemko z sanepidu to proponuje odesłać kontrpropozycję: test ok, ale najpierw poproszę milion euro na wskazany nr konta za mój drogocenny materiał genetyczny.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • katsevmanus   IP
      Syn na ED, wcale nie mam dużo kasy.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • Gosia K   IP
        Pepsi a co myslisz o aparatach orto? Nie dla dziecka, lecz dla mnie (27l). Zrobilabys?
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 1
        • Patrycja Golenia  
          Dobrze, że już szkoła dawno za mną. A mój Młody jeszcze ma trochę do niej czasu. Korciło mnie trochę żeby dać go do żłobka, ale zawsze mi przechodzi jak pomyślę, że jakieś obce babki będą już w tak młodym wieku wprowadzać schematy.
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 0
          • Przemko :-)  
            "Nie pozwól by szkoła przeszkodziła ci w edukacji"
            Mark Twain
            :)
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także