Czy świadomy konsument to uduchowiony konsument?
  • Emanuela UrticaAutor:Emanuela Urtica

Czy świadomy konsument to uduchowiony konsument?

Dodano: 21
konsument, pepsi eliot, this is bio
konsument, pepsi eliot, this is bio
Jeśli robisz zakupy w sklepie, nie łudź się, że kupujesz rośliny uprawiane z miłością, mięso od zwierząt, które mimo swojej śmierci były hodowane w humanitarnych warunkach i jajka od kur, które spomiędzy długich źdźbeł trawy, wydziobywały tłuste robaki.

Nie łudź się, że mięso, które kupujesz w sklepie mięsnym, albo w hermetycznym opakowaniu, prosto ze znanej sieci supermarketów, jest Ci niezbędne do życia, bo przecież jest zdrowe

I jeśli kiedyś zastanawiałeś się nad teorią, nie skądinąd pozbawioną sensu, że gdyby świat przeszedł na roślinożerstwo, zwierzęta hodowlane opanowałyby planetę (sic!) i zaczęłyby zagrażać ludziom (serio, czytam to w meandrach internetu chociaż raz w tygodniu), to ja Ci powiem jedno: guzik prawda, trele morele. Zaczynając od najprostszej rzeczy… Nawet dochtore zalecają się nie stresować, bo od tego się choruje i przedwcześnie wstaje od stołu zwanego życiem. Wyobraźcie sobie przez chwilę, że jesteście taką krową mleczną, co to produkuje mleko do plastikowej butli z supermerketu. Stoicie w boksach, obok innych krów, nie mogąc zrobić dwóch kroków do tyłu, ani do przodu, odgonić robali i zapachu ekskrementów. Raz do roku sztucznie się was zapładnia, a ledwie urodzone cielaki zabiera i zabija, żeby nie zabrały cennego mleka. I doi się was póki można, do ostatniej kropli, chociaż boli jak diabli. A później hyc, w nieznane do rzeźni. Bezstresowe życie na zielonej łące. Jak to mawiali w reklamie „super zdrowe mięso wołowe… mniam!”.

Jak coś, co samo było chorobliwie zmęczone, karmione genetycznie modyfikowaną paszą, zestresowane i faszerowane hormonami żeby rosło szybko, może być dla Ciebie zdrowe?

Nie chcę pakować Ci do głowy tych strasznych, oburzających obrazów ze świata zwierząt hodowlanych. Nie chcę mówić Ci jak masz żyć, bo to Twój wybór, to Twoja droga. Chcę Cię uczulić, że nawet tona organicznych zielonek nie pomoże, jeśli codziennie dasz się nakarmić toksynami, syntetycznymi hormonami, rtęcią i okropnie nisko wibrującą energią. Poza tym, uwaga:

Podczas, gdy zwierząt hodowlanych przemysłowo jest coraz więcej, ubywa dzikich, żyjących na wolności

Czy to ma związek? Si. Idąc za Stop the Machine, globalną kampanią skupioną na zredukowaniu jak największej ilości farm przemysłowych: Intensywna hodowla zwierząt w największym stopniu przyczynia się do zranienia dzikiej fauny i jest największym motorem procederu wyginięcia gatunków na Ziemi.

Jak to się dzieje? Śpieszę z wyjaśnieniem

Głównym problemem jest skupienie dużej ilości zwierząt na baaaaardzo małej przestrzeni, w odcięciu od naturalnych pastwisk. Zwierzęta nie mają przez to dostępu do swojego naturalnego pokarmu.

TWOJE ŚWIETNE BIAŁKO ROŚLINNE & OMEGA 3

Jeszcze raz weźmy krowy na języki:

Krowy są karmione modyfikowaną soją i zbożem (pasze stanowią 35% światowych upraw roślin), które nie mają żadnej wartości odżywczej, przyczyniają się do rozpowszechnienia chorób i sprawiają, że proces rolny staje się ogromnym marnotrawstwem. Pojawia się też problem ich odchodów. W Stanach Zjednoczonych powstaje ich trzykrotnie więcej od ludzkich i stanowią one już 40% zanieczyszczeń środowiska. Problem nie dotyczy jednak tylko USA – jest globalny. Jak to się dzieje? Odchodów jest za dużo żeby wykorzystać je jako nawóz, a przez dietę zwierząt są silnie zanieczyszczone, przez co niszczę glebę i zmieniają zbiorniki wodne w torfowiska. Do tego sielskie, wiejskie krowie placki zanieczyszczają atmosferę: przy ich rozkładzie i fermentacji produkują się ogromne stężenia metanu. Mówi się, że produkują one więcej gazów cieplarnianych niż cały transport razem wzięty. konsument, pepsi eliot, this is bio

Jak to się ma do dzikich zwierząt?

Jaguarów na Ziemi żyje obecnie 15 000, z czego większość w Ameryce Południowej, w dorzeczu Amazonki. Jednym z czynników, który przyczynił się do zagrożenia gatunku wyginięciem jest to, że lasy deszczowe i łąki zamieniane są w ogromne plantacje soi, którą karmi się bydło. Słonie żyją w lasach nizinnych, które wycina się pod plantacje palmowe. Abstrahując od ogromnej szkody, jaką przynoszą one populacji szympansów i szkodliwości oleju palmowego, produkt uboczny jego produkcji – ziarna palmowe, zostaje sprzedawany hodowlom przemysłowym w Europie. Hodowcy zarabiają hajs, powiększają uprawy i wysyłają więcej ziaren. Kołowrotek się kręci. Wobec tego może chociaż kupię sobie rybę w markecie? Ma znaczek zrównoważonego łowiectwa! Odbiegając tematem od naszej łaciatej krasuli, afrykańskie pingwiny nie mają co jeść, a ich populacja spada. Dzieje się tak, ponieważ wyławiane ze zbiorników ryby służą za pokarm dla łososi (taki rybi kanibalizm sprawia, że szybciej rosną – naturalnie łosoś je skorupiaki i znacznie mniejsze ryby) i kurczaków.

No i można mnożyć przykładów i żonglować, aż nasunie się pytanie Czy świat nie będzie głodny bez hodowli przemysłowych?

CIWF (Compassion in World Farming) podaje, że zaprzestanie karmienia zwierząt przemysłowych ziarnami mogłoby zwolnić przestrzeń potrzebną do wykarmienia 4 miliardów ludzi. Natomiast według danych FAO (Food and Agriculture Organisation), plony z 2014 roku wystarczałyby na wykarmienie 15 miliardów ludzi (jest to dwukrotność ludzkiej populacji). To skłania nas do kolejnego istotnego wniosku.

Żywność nie ma nas karmić – ma przynosić zyski

Problem głodu nie został rozwiązany dlatego, że głodni są ubodzy, a na ubogich się nie zarabia. Mimo, że produkujemy wystarczająco żywności aby każdy człowiek na Ziemi mógł zjeść ponad 2000 tysiące kalorii dziennie, 780 milionów ludzi jest niedożywionych. Europejczycy marnują rocznie 88 milionów ton jedzenia (173 kilogramy na osobę) z czego Polacy marnują 9 milionów ton. 9 milionów ton wyrzuconego jedzenia mogłoby wykarmić 9 milionów ludzi (1000 kilogramów na osobę).

Jedzenie – niezwykły towar

Zacznijmy tak jak matrix – od towaru. Powołując się na mainstreamową Wikipedię, towar staje się przedmiotem społecznego zapotrzebowania dzięki temu, że posiada wartość użytkową. Wartość użytkowa towaru to całokształt naturalnych właściwości rzeczy, dzięki którym może ona zaspokoić określoną potrzebę człowieka. Mamy więc przetworzone jedzenie wszelkiej maści. Napakowane chemią: aromatami, wzmacniaczami smaku, substancjami konserwującymi, rafinadą i mendelejewem naszym złotym. I nawet jeśli jesz głównie owoce i warzywa, kasze, oleje ekstra virgin, to wcale nie musisz być super zdrowa. Wygrywa aspekt estetyczny, szczególnie w przypadku roślin. Muszą być równe, kolorowe, nie popsuć się za szybko (bo w końcu muszą zjechać cały kraj, nieraz kontynent albo świat), nie być za kwaśne, etc. Rolnik nie zapłaci za transport, pracowników, podatki, jeżeli wie, że czegoś nie sprzeda. Pryska więc warzywa chemią, roundupem (który w Kalifornii ma już oznaczenie, że jest rakotwórczy), kupuje ziarna, które „spełniają normy”, czyli niepryskane nie urosną i jest w stanie zgodzić się nawet na GMO, byleby na swoim kawałku ziemi zarobić. Kiedyś sam by tego nie zjadł, ale współczesny przemysłowy rolnik nie jest świadomy i nie funkcjonuje w zgodzie z naturą. Poza tym rośliny i warzywa są nieopłacalne i stanowią tylko 2% wszystkich upraw. Gdyby cały świat postanowił teraz zjeść bananka, zabrakłoby ich dla wszystkich. Nie zabrakłoby za to kukurydzy, białego ryżu, pompowanych buł i kotletów w marketowych lodówkach. Nie myśli się o tym. O tym jak to zostało wyprodukowane, czy jest dobre dla mojego ciała, którego głosu nie słucham, czy nadaje się dla moich dzieci, jest zdrowe, czy to co zostanie będzie wieczorem wyrzucone, bo kupiło się więcej niż można przejeść.

I wszystko to zależy od konsumentów, a konsumenci od matrixu

Uginające się pod ciężarem towaru, walące po oczach neonowymi kolorami półki, relaksująca, cicha muzyka, aromat świeżych buł i milion zabiegów, które mają sprawić, że zechcesz kupić wszystko i jeszcze trochę. Niskie wibracje, które wyciągają z człowieka energię. Znam mnóstwo osób, które zakupy uwielbiają i które mówią, że owe je relaksują. Dały się zapętlić w ten matrix, w czytanie gazetek, powolne przechadzanie się między regałami, wkładanie do koszyka coraz to nowszych rzeczy, odkładanie ich i wkładanie ponownie, bo chiński/grecki/kosmiczny tydzień i już później nie będzie. Po godzinnym spacerze w tunelu sklepowych alejek wracają do domu, rozpakowują zakupy i nie mają sił na bycie w tu i teraz. Czasem aż zbiera na płacz, jak ktoś „na zdrowej diecie” je ryż (z foliowej torebki), z kurczakiem z marketu i przegryza brokułem z mrożonki (swoją drogą ostatnio wycofano z rynku mrożonki Saint Eoli przekraczające o kilkaset procent dopuszczalny poziom pestycydów).

A co do foliowych torebek…

W oceanach pływa 300 tysięcy ton plastiku. Zwierzęta, takie jak żółwie morskie, połykają je myląc je z jedzeniem i umierają. Podczas badań ryb okazało się, że ów plastik jest elementem składu ryb na talerzach. To, co wyprodukowaliśmy przez ostatnich dwieście lat jest nie do uprzątnięcia przez kolejny tysiąc. Plastikowa szczoteczka do zębów rozkłada się 500 lat, foliowa reklamówka co najmniej 400, zużyta podpaska 300 lat, zapalniczka i aluminiowa puszka po 100, butelka PET 100 do 1000 lat, a szklana butelka nawet 4000 lat (wciąż znajduje się koraliki datowane na XX w p.n.e.). Tymczasem hyc jedną cytrynkę do foliowej siateczki, do drugiej jedną marchewkę, truskawki z Holandii zapakowane w plastikowy pojemnik i owinięte folią też do siatki, bo czemu nie. A na koniec woreczki do śmietnika, bo co się będzie po domu walało. Większość odpadów trafia na wysypiska, na które jest coraz mniej miejsca, więc wycina się lasy. Nie każdy materiał nadaje się do przetworzenia, a i tak mnóstwo śmieci nie trafia do recyclingu. Kompostownik to relikt. Wyrzucanie papierków pod nogi to norma.

Jak więc żyć? Zbudować na pustkowiu dom ze zużytych puszek aluminiowych, założyć hodowlę jarmużu (a najlepiej żywić się słońcem)?

Nieeeeee. Im bardziej się w siebie zagłębiasz, im bardziej się rozwijasz, tym bardziej widzisz, że rezonujesz z tym, co jest w Tobie, że współodczuwasz zgodnie ze swoim sercem. Uwrażliwiasz się. Zwiększa się Twoja świadomość, a wiele rzeczy odpada od Ciebie samoczynnie. Czasem wystarcza tak niewiele, by poprawić komfort nie tylko swojego zdrowia i życia, ale cały krąg istnienia. Wkręć się w ruch Zero Waste (którego ambasadorka produkuje słoik nieprzetwarzalnych śmieci rocznie!), ogranicz produkcję odpadów i zabierz na zakupy materiałowe, wielorazowe woreczki na owoce. Kup ekologiczną żywność, obczaj co to jest fair-trade, inwestuj w eko-jajka od babci na targu. Zastanów się, czy potrzebujesz tego wszystkiego co masz w koszyku. Zacznij od małej rzeczy. Przecież mniej znaczy więcej. Zanim pękniesz i kupisz czekoladę i puszkę coli, odetchnij i pomyśl o cukrze, oleju palmowym, plastiku i aluminium. Pomyśl, że jedna porcja chlorelli dziennie kosztuje mniej niż tabliczka czekolady i jest dla Ciebie stokroć lepsza. Oczyszczanie i kilka zdrowych nawyków pomoże Ci zacząć, ale nie posprząta za Ciebie wysypiska śmieci ani z Twojego ciała ani z umysłu. Jesteś w lepszej sytuacji, bo nie potrzebujesz 1000 lat, jak Ziemia, potrzebujesz samoświadomości w tu-i-teraz. Poczucia, że jesteś tą samą energią co Ziemia. Przede wszystkim myśl o sobie, świadomej sobie. Myśl o tym z czym rezonujesz. Uziem się, odetchnij głęboko, pobiegaj, pomedytuj. Uśmiechnij się do siebie i do świata. Obserwuj siebie, swoje myśli, zeruj się. Jesteś równie piękna, co dobra i mądra. I świat da Ci to co najlepsze, jeśli dasz jego energii płynąć. Źródła: 1, 2, 3, 4

uściski:)

 21
  • Renata  
    Krok do zmniejszenia ilości odpadów (dla początkujących): jedzenie do pracy przygotowuj w domu.

    Zauważyłam, że ludzie zamawiają jedzenie (w plastikowych / styropianowych pudełkach). Codziennie taki obiadek w styropianie. Do tego, na śniadanie buła kupiona w sklepiku, opakowana w foliowy woreczek. Widziałam tysiąc razy jak taki idealny woreczek, czysty i bez dziur ląduje w koszu. Tak samo 0,5 litrowa plastikowa butelka po wodzie/soku. Taki woreczek czy butelkę można jeszcze spokojnie kilkanaście razy użyć a ile to śmiecia się unika dzięki temu? Zrób kanapkę w domu i użyj tego woreczka z wczoraj. Kup sobie pojemnik na lunch i w nim noś te zupy i kartofle. Ja swojego używam codziennie przez ostatnie dwa lata a nic się z nim nie dzieje. Totalnie warto. Może nadal nie jest to idealne rozwiązanie, ale zawsze to ten mały kroczek w kierunku czystszej planety (i sumienia).
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • nhalka   IP
      ale suple też są pakowane w plastik - jaka jest na to alternatywa?
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • fila   IP
        Spóźnione dzięki za kompleksowy artykuł. Przypomniałam sobie, dzięki temu artykułowi, że chciałam przeczytać "Zjadanie zwierząt". Świetnie się czyta.
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Gosialavenda  
          Popadłam w zadumę, albo jakiś rodzaj szoku i nie mogę się otrząsnąć. Podpaski, butelki, pampersy, puszki, plastikowe torby, rurki do picia napojów, malenkie porcje jogurcikow, czy pojedyncze porcje jedzenia szczelnie zapakowane w folię lub plastik. O Boże, jaki czlowiek jest chciwy i nienażarty. To cudowne uczucie nie jesc mleka jego produktów, mięsa i sztucznej pszenicy. Współczuję wszystkim zwierzętom i jest mi wstyd, że kiedyś je jadłam. Naprawdę nie wiem jak moglam zjadać umęczone i zamordowane zwierzaki.Ludzie, opamiętajcie się, szanujcie naszą Ziemię i wszystkich jej mieszkańców.
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 0
          • Emanuela Urtica
            Świadomy konsument wie, co jest dla niego dobre - nie zawsze certyfikaty odzwierciedlają rzeczywistość (np. dużo mówi się o korupcji i niewymierności certyfikatów, np. "vegan society", który przyznaje się produktom, a nie całym markom, przez co dochodzi czasem do machlojek). A jeśli pijesz tym komentarzem do produktów This is Bio, to pudło, bo są one wielokrotnie badane laboratoryjnie i certyfikowane, a szczegółowe informacje dotyczące certyfikatów znajdują się w opisie każdego z produktów. :) Uściski.
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także