Czy moda zawsze związana jest z egotyczną chęcią posiadania nowych rzeczy?
  • Emanuela UrticaAutor:Emanuela Urtica

Czy moda zawsze związana jest z egotyczną chęcią posiadania nowych rzeczy?

Dodano: 37
moda, pepsi eliot, this is bio
moda, pepsi eliot, this is bio

Jak to jest z ubraniami? Czy kupowanie torebki za kilka tysięcy tylko łechce ego? Czy modna babeczka nie może być uduchowiona? Czy fakt, że mam 40 par butów ogranicza mnie duchowo?

I tak i nie. Czy raczej, żeby być bardziej konkretną, i nie i tak.

Ktoś kiedyś napisał w komentarzu

Cały świat mody, stylówy itp. to dla mnie totalny matrix. Nie rozumiem zachwytu tą dziedziną. W ogóle nie interesują mnie ubrania, tylko ludzie którzy je noszą. Rozbuchane ego wylewa się każdym otworem …. 

I, zdaje się, udało mi się wówczas tę kwestię trochę rozjaśnić, niekoniecznie natomiast dojść z autorką do konsensusu. Poniższy artykuł trochę we mnie kwitł, dlatego jestem bardzo ciekawa tego, co Wy – drogie, ale też drodzy – o tym sądzicie.

Kiedy moda jest matrixem?

Świat mody jest matrixowy i nie ma tu co zaprzeczać. Świat mody to trendy, które od lat mają tendencję do sezonowości, wtórności, a przede wszystkim powtarzalności. Jednego lata wszystkie dziewczyny noszą rozkloszowane spódnice przed kolano i luźne białe t-shirty, by kolejnego ubierać czarne sukienki z ćwiekami i przewiązywać w pasie flanelowe koszule.

Jednego roku modna jest paleta kolorów z baby blue i millenials pink na czele by następnego lata ogłosić powrót do klasycznej czerni i krwawej czerwieni. Z panami jest trochę łatwiej – kroje są rokrocznie podobne, ewoluują powoli. Zmieniać zdają się tylko palety kolorów dopasowujące facetów do żeńskiej części świata. Ale i to nie zawsze, nie ma sensu generalizować.

Ja skupię się naturalnie na kobietach, bo jest to dla mnie bardziej intuicyjne i - powiedzmy - organoleptycznie

Raz kapelusze, raz czapki z daszkiem, trampki, mokasyny, pompony i kokardy. Na co trzeciej kobiecie. Do tego co roku różne fryzury, kształt paznokci, figura (duże tyłki i obfite biusty, chłopczyce, mimozy, mięśnie). Zawsze jakaś tendencja zdecydowanie pionuje nad pozostałymi.

Matrix jest wtedy, kiedy ludzie ubierają to w czym wcale nie czują się dobrze. Kiedy patrzą w lustro i myślą, że cali są cliché, bo nijak nie pasują do popkulturowego trendy-wizerunku. Wtedy, kiedy "muszą" coś mieć, bo wszyscy mają i wszyscy chcą.

Matrix jest wtedy, kiedy dzień w dzień pieczołowicie dobierasz stylizację wzdychając do dziewczyn z wybiegów. Wtedy, kiedy bez godziny przed lustrem nie wyjdziesz nawet po szpinak do zieleniaka. Wtedy, kiedy Twój humor potrafi rozpierdzielić wyłącznie to, że inna laska w tramwaju wyglądają lepiej niż Ty, a przecież starałaś się godzinami. A jeszcze gorzej, kiedy poprawia go fakt, że wszyscy komplementują Twój nowy żakiet. Niech komplementują, w końcu kosztował 5 stów, kamą!

Nie ważne w jakim jesteś środowisku. Czy masz 16 lat i chodzisz do liceum, czy jesteś artystką, pracujesz w korpo, stoisz za barem w modnym klubie, jesteś hipsterem, albo chodzisz na techno-imprezy i lubujesz się w ortalionowych kurtkach i okularach a'la Neo.

Każde środowisko jest matrixogenne i koduje Cię w jakiś sposób. I kiedy Twoja fascynacja modą, albo Twój personalny styl po prostu, opiera się o chęć przynależności, wynika z lęku, z chęci oferowania powierzchowności wyłącznie, najwyższa pora dać swojemu ego pstryczka w nos.

Twoje poczucie przynależności, zamiłowanie do pewnych nurtów i tendencji, wszystko to co składa się na gust, powinno wynikać z Twojego ja. Nigdy na odwrót.

Ostatnio pojawia się cienki głosik mówiący "hej, bądźcie wszyscy kim chcecie"

Nurt body positive, większy niż kiedykolwiek rozłam w świecie mody, więcej miejsca na indywidualizm i samostanowienie.

Wynika to ze szczególnej sytuacji energetycznej świata, ale to temat na zdecydowanie osobny artykuł.

I to jest moment, w którym trzeba się zastanowić, gdzie kończy się matrix, a zaczyna autokreacja

Bo wszystko jest w Tobie. Piękno Twoje nieskończone, szczęście, obfitość, pieniądze albo ich brak, wspierający partner i beznadziejni przyjaciele.

I Twój wygląd zewnętrzny też jest częścią Ciebie. I możesz karmić nim ego, nawet wtedy, kiedy wydaje Ci się, że nie karmisz go wcale.

Z reguły istnieje pewien algorytm określający w jaki sposób ubierają się konkretne osoby. Mówi się przecież, że coś jest "w czyimś stylu".

Możesz uważać, że ubrania z sieciówek są na maksa matrixowe. I z tego powodu nosisz (na przykład) wyciągnięte swetry z second-handu, trampki, t-shirty z organicznej bawełny i kurtkę uszytą z naturalnych materiałów przez rdzennych Peruwiańczyków. Bo moda nie jest ważna ani potrzebna. I to jest ok. Ważniejsza jest Twoja wygoda i poczucie komfortu. Ale to wciąż Twój styl.

Bo gdyby to były "po prostu ubrania", to czy ubrałabyś zamiast eleganckiej koszuli modny top odkrywający pępek? No bo skoro jest Ci obojętne co ubierasz, równie dobrze możesz wbić się w hipsterskie okulary z wielką oprawką i płaszcz XXL, nadal czuć się dobrze i nie uważać, że to egoistyczne, że ów płaszcz kosztował majątek. Bo przecież to tylko ubranie.

Nie zrobisz tego, bo będziesz czuć się nieswojo. Bo to z Tobą nie rezonuje i po prostu tak się nie nosisz, choćby ktoś dał Ci to za darmo, albo wręcz przeciwnie, zapłacił za ubranie tych rzeczy.

Swoim strojem zawsze w jakiś sposób wyrażasz siebie. I jeżeli wyrażają Cię ubrania z nurtu high fashion, to nie ma w tym nic złego. Oczywiście pod warunkiem, że to nie z ego wynika chęć ich posiadania.

Im bardziej potrafisz funkcjonować w tu i teraz, im częściej jesteś swoją intuicją i obserwatorem, tym bardziej sprzyja Ci energia obfitości, do której prowadzi Cię świat.

W stanie zero po prostu masz tyle ile potrzebujesz

Ubrania, moda, zabawa kolorami i fakturami - jeśli z nią rezonujesz - jest sztuką. Sztuka tego typu jest formą rozwoju i stanowi element autokreacji. Czy całym duchem jesteś kolorowym ptakiem, czy wręcz odwrotne nie lubisz się wyróżniać, to jak wyglądasz na zewnątrz będzie odbiciem Ciebie. Ja na przykład nie chadzam do centrów handlowych, sieciówek i generalnie w miejsca, w których nie czuję się komfortowo. Nie kręcą mnie zakupowe haule, wielkie wyprzedaże i tłum ludzi błądzących między wieszakami. Nazywam takie miejsca karuzelą ego. Bardzo szybko jest mi w nich niedobrze, mam gorszy nastrój, zawroty głowy i jestem nadmiernie podekscytowana, albo przeciwnie, przybita i podenerwowana. Tak samo reaguję na karuzelę ilekroć się na niej kręcę. Ale to nie zmienia faktu, że lubię kupować rzeczy. Lubię ubrania, buty, kapelusze i okulary, wielkie swetry i cały swój szafiany inwentarz. Lubię żonglować osobowościami, wyglądać tak jak się czuję. Lubię odkrywać siebie w rzeczach, które z jakiegoś powodu mi się spodobały. Lubię też klimat małych vintage-shopów, showroomów, zabawnych second-handów ukrytych w podwojach kamienic, sklepów młodych marek i początkujących projektantów, którzy zawsze czekają w kuluarach z pachnącą kawką i dobrym słowem. Fajne inicjatywy, jak kurtki z worków po kawie szyte w afrykańskich wioskach i torby z materiału z billboardów. Intymność sklepów internetowych, które można oglądać w pidżamie i w każdej chwili wyłączyć, albo zapisać do obejrzenia później. Bez ochroniarza chodzącego za plecami - niby cień - bez nadęcia, kolejek do przymierzalni i wymęczonej do granic możliwości obsługi. Rezonuję z fajnymi rzeczami, trafiam na miłych ludzi, na cudowne inspiracje i serdeczne uśmiechy. Czasem zbłądzę do sklepu nie wiedząc czego szukam i znajduję perełkę, która służy mi przez lata, a czasem mam w wyobraźni jakąś wyimaginowaną rzecz i trafiam na nią zupełnie w międzyczasie. I po prostu ufam, że sprzyja mi cała ta niezwykła opatrzność. I wiem, że nie jestem przez to kimś lepszym, ani gorszym. Po prostu mam to czego potrzebuję i nie odgradza mnie to w żaden sposób od rozwoju.

Skąd mam wiedzieć, kiedy zakupy nie są matrixem?

Słowo klucz: intencja. Nie kupuj niczego, żeby poprawić sobie humor w gorszy dzień albo żeby coś uczcić. Jeśli nie jesteś pewna, czy coś chcesz, nie kupuj tego wcale. I nie żałuj. Nie kupuj rzeczy, których nie potrzebujesz, nie kupuj kompulsywnie ani w emocjach. Czasem zdarzy się, że coś przestanie Ci się podobać. Oddaj to komuś albo przerób na nowe i użyteczne. Bądź wdzięczna. Wdzięczność to kolejne słowo klucz. Dzięki wdzięczności do siebie, do obfitości, do rzeczy, które trzymasz w rękach, nie będziesz miała pozakupowego kaca. No i jakość. Bo za bylejakość też się płaci. To właśnie ona sprzyja nieprzemyślanym zakupom. Kolejna bluzka ze sztucznego materiału kupiona tylko dlatego, że była przeceniona na 20 złociszy, buty kupione pod wpływem impulsu, które rozpadną się po pierwszym spacerze, moda z Chin zamawiana pasjami, bo heloł, kto by nie chciał takiego pięknego zegarka za 3 dolary, a jak już płacę za paczkę, to zamówię jeszcze trochę rzeczy. Jakich? Nie wiem, znajdę. Takie rzeczy często są nieetyczne, psują Ci humor bo szybko się niszczą i tracą na jakości, a dodatkowo najczęściej są zbędne.

Odgradzanie się rzeczami od świata (i to swojego wewnętrznego)

To już matrix. To gra ego. Nick Gleis, który na co dzień  fotografuje prywatne samoloty multimiliarderów mówi, że ludzie ultra zamożni najczęściej są bardzo miłymi osobami. Nie przypominają protekcjonalnych dupków, którymi czasem bywają celebryci. Im wyżej zachodzą, tym są milsi. Dodałabym, że także bardziej hojni. I wynika to z tego, że pieniądze to energia, której trzeba dawać płynąć, a wróci w formie najróżniejszych wspaniałości. Ludzie, którzy trzymają pieniądze kurczowo przy sobie, albo otaczają się zbędnymi rzeczami, żeby swój luksus unaocznić, są po uszy uśpieni. Ich ego podpowiada im, że mogą wszystko stracić, że wszyscy żerują na ich majątku, ale też, że wszyscy chcą się do nich zbliżyć, są wielcy i muszą na każdym kroku swoją wielkość udowadniać, żeby nikt o niej nie zapomniał.

Kiedy jesteś w stanie zero, kiedy otwierasz się na to, co ofiaruje Ci świat, możesz mieć wszystko. I nie musi mieć to związku z Twoim ego

I tak właśnie jest z ubraniami. Kiedy jesteś w tu i teraz, kupujesz buty z czerwoną podeszwą, bo Ci się podobają, bo czujesz, że do Ciebie pasują i możesz (nie musisz) je mieć. Po prostu. Nie chodzi o cenę, o to by inni widzieli, że je masz, ani o cokolwiek, co płynie z zewnątrz. Kiedy jesteś w tu i teraz wydarzenia układają się tak, że zawsze dostaniesz to z czym rezonujesz, nawet jeśli w sposób najmniej dla Ciebie oczekiwany. Ot tak, bo Ci się podoba. A jeśli wcale z tym nie rezonujesz, też super. Nie ma określonej ścieżki rozwoju. Daj ponieść się swojej wyjątkowości i jeśli uważasz, że coś jest dla Ciebie dobre i prawdziwie Cię uszczęśliwia, nie zastanawiaj się, czy jest przeszkodą. Nawet jeśli ubranie jest odbiciem człowieka, człowiek jest głęboko pod spodem. Idąc za Świetlickim:

Pierwsza warstwa: skóra.

Druga warstwa: krew.

Trzecia warstwa: kości.

Czwarta warstwa: dusza.

Źródła zdjęć: 1,2,3,4

uściski:)

 37
  • Alicja   IP
    wspaniały post :*
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Kita  
      A ja nienawidzę chodzić na zakupy. Trochę trwało zanim zmusiłam się do chodzenia na zakupy żywnościowe i jakoś z tym teraz daję radę. Ale zakupów ubraniowych unikam jak ognia, a to dlatego, że denerwują mnie tłumy w sklepach, wkurza mnie ogromny wybór - nawet jak coś mi się podoba, to mam wątpliwości, czy to brać, bo może w kolejnym sklepie będzie coś fajniejszego.
      No i w ogóle nie lubię nadmiaru rzeczy. Jak mam za dużo w szafie, to mam problem z wyborem i ubieranie się zajmuje mi więcej czasu, niż na to chciałabym poświęcić. Dlatego też mam w szafie z siedem par butów na wszystkie sezony. Ciuchy przeglądam regularnie i usuwam z szafy te, w których nie chodzę od roku, albo już nie chcę chodzić.
      Podsumowując, to uwielbiam robić porządki w szafie i wyrzucać ciuchy, a zakup każdej nowej nawet małej bluzeczki mnie męczy i w jakimś stopniu obciąża psychicznie.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 2
      • Ruda   IP
        Dziekuje :) pare słów od z pozoru obcej osoby a człowiek tak lepiej sie czuje . To moj dziwny konstrukt słabiaka i nerwicowca czy każdy tak ma czy to Wy tak potraficie uspokoić
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 1
        • Ruda   IP
          Emanuelka dzieki art czytałam dziesiątki razy ... No ale co z tego wychodzi na to . Akurat przed synem ubieram super maskę (jak to Pepsi zwykła mawiać ) ze gorączka to nic i choroba to normalność wiec z tym luz. Ale to prawda sama robię sobie sabotaż w głowie . Jak do 40 nie dojdzie to nie panikować prawda
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Gonzo   IP
            Ha, ha... Ja akurat jestem z tych "prostych-klasycznych" :) Najchętniej np. biała koszula i jeansy (pracuję w IT, wiec spoko), ale lubię dobrej jakości dodatki. Mam tylko jedną zasadę, nigdy nie kupuje nic z mocno wyesksponowanym logo. Więc Guczi sruczi, czy Pady srady nie dla mnie, nawet jakbym na loterii wygrała... ha ha
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także