Jak znaleźć męża w wielkim mieście w 90 dni?
  • Horry PorttierAutor:Horry Porttier

Jak znaleźć męża w wielkim mieście w 90 dni?

Dodano: 22
body
body
Skoro można cały dom odnowić w jeden weekend (pokazują w internetach), to dlaczego nie można by znaleźć męża, dajmy na to w 90 dni?

Faceci nie mają kobiecej intuicji, ale w tej kwestii czytają nawet z fusów. Gdy szukasz męża, on to wyczuje psim instynktem. Więc luzik.

Związki się kończą, a grypa szaleje w Naprawie.

No i w końcu el konkurso:

Skąd wziąłem powyższą frazę?

Spośród prawidłowych odpowiedzi WIERSZEM, wybiorę w subiektywnej ocenie autorkę/a, po czym wyślę nagrodę w postaci wybitnego produktu Greens & Fruits TiB:)


Związki się kończą, a grypa szaleje w Naprawie. Akurat po niedawnych perypetiach miłosnych zakończonych ostatecznym zerwaniem ze swoim chłopakiem, pewną pannę dopadła influenca. W nocy, w drodze do kuchni tym razem dopadło ją odwodnienie. Osunęła się bezwładnie na designerską dumę, olejowaną podłogę z postarzanego orzecha amerykańskiego.

Przyglądając się później opuchniętej wardze, i siniakowi, doszła do nieoczywistego wniosku:

Mieszkanie w pojedynkę ma sporo zalet, do których należą wygodne dresy-wory zamiast odzieży do przemieszczania się po pokojach, żarcie w postaci kilku owoców owiniętych w liść sałaty, zamiast niewywietrzalnego swądu wysoko oktanowych posiłków i całe łóżko do dyspozycji bez obiektu głośno chrapiącego. Przy którym do tego, nie wypada kłaść się z grubą warstwą kremu na noc typu maska (dwa w jednym), chociaż tak zaleca producent i jest to warunek spłycania odbić łap kondora pod oczami.

Kobiety są nowocześnie wyemancypowane, dzielne i samodzielne, ale bywa, że jedna mała mysz, odpowietrzony słoik typu twist, albo grypa uświadamia człowiekowi, że potrzeba mu męża. Nie jakiegoś chłopaka, z którym nagła kłótnia może skutkować rozstaniem, ale właśnie męża, którego trudno wyprosić z mieszkania nawet po rozwodzie.

Jeśli mieszkasz w dużym, szalenie modnym mieście, zapewne doszły do Ciebie niepokojące słuchy w kształcie: kobieta po czterdziestce ma większe prawdopodobieństwo zginąć w ataku terrorystycznym, albo od pioruna, niż wyjść za mąż.

Bridget Jones widziała siebie zjedzoną przez wilczura, ale można też wyobrazić sobie panią, która umiera z głodu siedząc w kucki na stole, gdy w jej designerskim, teraz jeszcze bardziej postarzonym apartamencie, grasuje mysz.

Są miejsca na świecie, gdzie kobiet jest dwa razy więcej niż mężczyzn, ale nawet gdy proporcje bardziej sprzyjają zamążpójściu, to i tak wydanie się za mąż okazuje się być problemem. Bowiem jest jakby mniej chętnych do żeniaczki.

Gdyby tak zebrać wszystkich mężczyzn żyjących na świecie, a następnie odrzucić tych, którzy skończyli już czterdzieści cztery, i tych co jeszcze nie skończyli dwudziestu pięciu lat, odrzucić żonatych i gejów, odrzucić wariatów, osoby bezdomne, liczące poniżej sto siedemdziesiąt i powyżej sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, oraz rolników, okazuje się, że pozostałoby jeden koma dwadzieścia pięć procent (1,25%) mężczyzn, którzy mogliby zostać w ciągu 90 dni mężami przeciętnej Ciebie.

W końcu 90 dni to całkiem sporo, ale też nie za dużo. Męża w krótkim czasie szuka się trochę inaczej niż chłopaka.

Nie wchodzą w grę próby randek z kimś, gdy odrazu wiadomo, że jemu chodzi TYLKO o seks, albo przy pierwszej okazji daje cynk, że mieszka z mamą, bo tak mu dobrze, a własne mieszkanie wynajmuje, albo, że opcja bycia singlem daje mu szczęście i wolność. Nie masz po prostu czasu, owszem ludzie zmieniają poglądy, ale to nic pewnego, a na dwoje to babka wróżyła, nie Ty.

Zastanawiasz się nawet, gdzie i kiedy Twoi znajomi poznali tych pokurczów i dziwaków? Owszem, jesteś trochę niesprawiedliwa, ale to wszystko z powodu braku czasu. Minęło 10 dni, a Ty ciągle nie masz nikogo na widoku. Portale randkowe w necie jawią się jako wylęgarnia zboczków, kłamców i oszustów, wrzucających do tego nie swoje fotki.

Kobieta szukająca partnera w tej grze, uchodzi za zdesperowaną, oznajmia światu poczucie niedoborowości. Prawo przyciągania już pędzi, aby dać jej podobne, czyli brak męża. Dlatego zapomnij, że szukasz męża, obróć to w żart i zabawę. W związku z tym portale randkowe całkowicie WYKLUCZONE!

Wyjątki potwierdzają regułę, owszem kobiety poznają swoich przyszłych w pociągach, w bibliotekach (co to są biblioteki?), na biznesowych płatnych studiach podyplomowych, u lekarza, czy ba, nawet na Tinderze. Jednak skupmy się na pewnikach.

Czego nie musisz robić, a nawet tego nie rób, bo w tym celu nie działa:

Grać w golfa, tenisa i skłesza, otwartą być na wszelkie formy flirtu. Twój nowy szczeniak każdego dnia w parku nie musi zaczepiać psów potencjalnych. Nie musisz błyszczeć humorem. Ubierać się adekwatnie do sytuacji i prawidłowo targetować odzieżą wierzchnią i spodnią. Potrafić zachować spokój i stosować samokontrolę. Nie musisz od czasu do czasu próbować też metody na szaleństwo, stawiając dzikiemu, ale eleganckiemu mężczyźnie przy barze kolejkę.

Nie musisz też tryskać energią, albo dla odmiany potrzebować wsparcia przy wkładaniu wtyczki do kontaktu, nie mówiąc o burzy. Chodzić na najbardziej odjechane imprezy też nie musisz, ani w przerwach do teatru, oraz do opery na klasykę też nie. Potrafić załatwić bilety na topowe imprezy nie musisz. Nie musisz poznawać kilku słów w suahili, ani w jidisz, żeby nie ograniczać horyzontów, i w razie czego podszkalać się bardziej nie musisz.

Co powinnaś zrobić? Ogólna odpowiedź:

Zaistnieć w internecie z POMINIĘCIEM portali randkowych, oraz jak zawsze SKUTECZNA, dobra, koedukacyjna siłownia.

Teraz Cię zaskoczę innowacyjnością tego start-upu: jeśli jesteś ładna i zgrabna pozostań w internecie, jeśli wręcz przeciwnie, idź szukać na siłownię.

Miesiąc wystarczy, żeby zaistnieć w internecie, ponieważ jesteś unikalną osobą, masz unikalną, nieśmiertelną wibrację własnej świadomości. Wpuść ją w eter. Wchodź na portale tematyczne (przypominam: nie randkowe!), gdzie inni ludzie, w tym mężczyźni, mówią o rzeczach, które Cię interesują. Bądź sobą w wersji ciekawej dla siebie, to się najlepiej sprzedaje, jeszcze nikt na tym nie stracił. No może oprócz chamów, prostaków i idiotów. Im jesteś ładniejsza, tym bardziej możesz być interesująca w necie. NIGDY nie ujawniaj swojej urody przedwcześnie. Niech się objawi na pierwszym spotkaniu w realu. Oświadczyny masz jak w banku.

Jeśli jesteś nie w kanonach współczesnego piękna, to zrozumiałe, że idziesz sobie do koedukacyjnej siłowni. Nigdy nie zaznasz rozczarowania na randce w ciemno, nie będziesz drżeć, aby się ujawnić, bo wrzucałaś w neta nie swoje fotki, albo bardzo mało przypominające Ciebie w realu.

Chłopaki ćwiczące ciało, to często niezepsuci, szczerzy ludzie, którzy kiedyś dostawali wkuty. Nie popatrzą na Ciebie, jak na grubaskę, najwyżej, że jesteś na masie i możesz z tym coś fajnego zrobić, np użyć tłuszczu jako energii.

Na siłowni wszyscy (oprócz dziewczyn pakerów z hybrydami w myszki miki i po mocnej solarce, owiniętych folią w pasie, niespiesznie stąpających, czytając cosmo rozłożone na urządzeniach typu cardio)) są trochę brzydsi, spoceni, zmęczeni, odrobinę śmierdzący, i dziwnie chętni do pomocy. W pewnym momencie obok Twojej bieżni, stanie chłopak, żeby pomóc Ci podkręcić wihajstry i spojrzy na Ciebie z wielkim zrozumieniem. Wesprze, doda otuchy, po czym po 2 miesiącach się oświadczy.

Gdyby jednak tak się nie stało, i tak ciało pobudzone aktywnym impulsem, zacznie rzutować na psychikę i Twoje myśli otworzą Ci nowe horyzonty, kreacje, dostaniesz w lustrze nowe odbicie rzeczywistości.

Tak działa bieżnia na każde niepiękne, obolałe, wystraszone, niekochane (w tym przez właścicielkę/a), grube, czy zabiedzone ciało! Taśmociąg stymulacji dobrej energii podnosi wibracje, rozświetla psychikę, daje silne poczucie wolności. Teraz faceci wariują dla takiej Ty.

Z bazy nadawał, na zawsze Twój, Horry Porttier


Horry Porttier

Prawdopodobnie autor na stronie Pepsi Eliot, jednak nius pojawił się niespodziewanie i w sumie niewiadomo kto go napisał … Nie znamy Horrego Porttiera.

-
 22

Czytaj także