Kto tak naprawdę rozwala związki małżeńskie i temu podobne?
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

Kto tak naprawdę rozwala związki małżeńskie i temu podobne?

Dodano: 38
korporacyjny szczur z penisem
korporacyjny szczur z penisem
Kto faktycznie rozwala związki?

Uwaga: wpis sprzed mojego budzenia się, pisany jeszcze na nieświadomce.

Takie mnie naszły przed nocą myśli ...

My laski wyrzucamy sobie:Znowu dzisiaj przypominałam Ksantypę. Mogłam powiedzieć o jedno zdanie mniej. Ale się czepiam. Jak własna matka. Samo się jakoś mówi, a ja jestem zupełnie inna. Nie taka małostkowa cipka. Z Dulską sie nigdy nie ślizgałam na jednej ślizgawce. Nawet nie w paraleli. Jednym słowem wydaje nam się, że w naszych związkach małżeńskich, konkubinatach, czy długo chodząc z jednym chłopakiem robimy się matronkami, żeby nie powiedzieć, że zaczynamy mieć zadatki na teściową. A ten teść taki cichutki, wycofany, całkiem miły i właściwie do rany przyłóż.

Nic bardziej mylnego.

Tylko Mężczyzna!

Okazuje się, a naukowcy to właśnie potwierdzili, że tylko (przede wszystkim, bo wyjątki wiemy, że potwierdzają regułę), a więc, że tylko mężczyzna jest tak naprawdę w stanie złamać małżeństwo.

Zarówno ciągłą krytyką i agresją, albo tak zwanym szukaniem świętego spokoju i wycofaniem, doprowadza do tego, że związek staje się nieszczęśliwą farsą i to dla obu stron


Kobietę można łatwo rozkrochmalić rozmawiając z nią, rozśmieszając i nie uciekając ani w krytykę, ani w milczenie. Kobieta staje się szczęśliwa przy miłym i uważnym partnerze, a związek ma szansę na bycie po prostu szczęśliwym. Krążą mity o sekutnicach, które rozkazują/oczekują swoim mężom i chłopakom aportować i czyścić rynny, ale oprócz totalnego marginesu, to jest nieprawda. Oczywiście, że lubimy gdy mąż coś przerzuci cięższego, albo wskoczy na drabinę, ale to tylko kwestia użyteczności domowej. Opieki. Tymczasem kobieta od rana do wieczora, ile razy rzuci gałką w kierunku swojego partnera widzi, albo dezaprobatę, albo całkowite zobojętnienie. Tak się na dłuższą metę nie da żyć. To nie jest szczęśliwe życie w związku, gdyż to jest farsa. Tragikofarsa kołtuńska. I to, że kobieta jest głęboko nieszczęśliwa i niespełniona sprawia, że całe pokrewieństwo jest nieudane. Gdyż nie ma pokrewieństwa dusz. Związek szczęśliwy nie jest sumą, jest iloczynem, czyli wystarczy, że jeden czynnik jest ujemnie szczęśliwy to cały iloczyn jest nieszczęśliwy. Jeżeli mężczyzna w związku, dajmy na to małżeńskim (oczywiście nie mówię o młodych żonkosiach, tylko o łączności z pewnym stażem) potrafi spojrzeć na swoją partnerkę z czułością, nie krytykując, z poczuciem humoru. Jeżeli chce mu się z nią gadać, jeżeli nie chowa się stale przed nią do swej ślimaczej skorupy. Jeżeli nie jest mu wszystko jedno, byle miał święty spokój. To może mieć pewność, że nawet Ksantypa zacznie być dla niego miła i zmieni się z sekutnicy w fajną partnerkę. Bo tak jesteśmy skonstruowane. Jesteśmy samicami, które chcą się z mężczyzną dogadać. Ułożyć się chcemy. Nie przewala się w nas teściu, tylko od czasu do czasu lubimy/musimy sobie powyć do estrogenu, ale czułość rozkrochmala nas na całego. Od czułości i akceptacji stajemy się dobre. A wielu/większość kolesi wręcz przeciwnie. Czułość działa na nich jak brzęcząca mucha, niby nic takiego, ale potrafi nakurwić. Mamy, my kobiety w swojej naturze parcie do pięknych zachowań, które zapewnią naszej progeniturze świetne, czyli radosne dzieciństwo. Matka szczęśliwa, to dziecko szczęśliwe. To znana relacja przechodnia. Ale oni, faceci w sensie, tego nie chcą. Faceci nie chcą pojednania, mają parcie na laski jak im teściu skacze, ale potem szybko chcą mieć święty spokój.

I umrzesz kolego, życie przeżywając obok kogoś kogo mogłeś uszczęśliwić, w zamian dostając szczęśliwe małżeństwo, związek, łodewer, a ty jak idiota wybrałeś krytykę, agresję, niechęć, wyszydzanie, wyśmiewanie, czy wręcz odwrotnie, obojętność, uniki, wycofkę i temu podobne podchody. Żeby się od tej jedynej swojej bratniej duszy (oczywiście nie liczę mamusi) odseparować. Żeby tylko nie było za późno jak się w końcu ogarniesz i uzmysłowisz, że zepsułeś dwa życia, a niekiedy również swojej ślicznej progenitury. Zespół naukowców z Uniwersytetu w Chicago stwierdził bezapelacyjnie, że zdrowie i osobowość męża, może być kluczem do uniknięcia konfliktów i utrzymania szczęśliwego małżeństwa przez długie lata. A przebadano masę par, które miały bardzo długi, bo ponad 30. letni staż małżeński, (średnio 39 lat) Im wyższy poziom pozytywnego nastawienia mężczyzny w związku, tym było bardziej udane małżeństwo. Bowiem kobiety na pozytyw odpowiadają pozytywem. Mamy więc feminizm, oburzamy się na niedwuznaczne, czyli traktujące nas przedmiotowo reklamy, chodzimy do pracy wyemancypowanej, jesteśmy prezeskami, dyrektorkami, szefowymi własnych firm, dokonujemy redukcji etatów, podejmujemy śmiałe decyzje biznesowe, ryzykujemy, brawurowo jeździmy wypasionymi furami, ale w domu jeden ciągle niezadowolony malkontent jest w stanie rozpierdolić nam szczęście osobiste do imentu. Oczywiście, że można się rozwieść, ale kolejny związek można też umoczyć z negatywem. Nie ma żadnej gwarancji, dopóki kolesie nie pojmą, że to również chodzi o ich własne życie.

love

-
 38

Czytaj także