Co jakiś czas Ł. rzuci hasło: nie jest powiedziane że będziemy ze sobą na zawsze ...
  • 44Autor:44

Co jakiś czas Ł. rzuci hasło: nie jest powiedziane że będziemy ze sobą na zawsze...

Dodano: 42

Albo takie: a może powinienem wyjechać na 3 miesiące i się zdystansować?

Komć: Zacznę z grubej rury. Mam faceta, dość trudnego charakterem jak sam przyznaje. Niby jest nam dobrze razem, a niby nie. Przynajmniej ja tak to odczuwam. Stale mam w głowie myśli że jestem tylko na chwilę, że na pewno mnie zaraz zdradzi, że do siebie nie pasujemy, że zaraz mnie rzuci. Co jakiś czas Ł. rzuci hasło typu : nie jest powiedziane że będziemy ze sobą na zawsze, albo: a może powinienem wyjechać na 3 miesiące i się zdystansować? A ja głupiutka zatrzymuję w pamięci te słowa i potem caly czas mi dźwięczą w uszach i stale chce mi sie płakać, nic mnie nie cieszy. Najchętniej, to bym go z chaty nie wypuszczała. Nie potrafię się na niczym skupić, tylko myślę o nim. Stale jestem podenerwowana, w środku to mnie mdli i najchętniej brałabym coś na uspokojenie. Co prawda nie dał mi twardych dowodów, że ma mnie dość, że jest ktoś inny. Bierze pod uwagę moje potrzeby, zabiera do rodziny, myśli o wspólnych wakacjach. Tylko ja se coś ciągle wmawiam. Nie kłócimy sie zbyt często, przytulamy sie od czasu do czasu, sex też jest raz po raz. Wiem, że to nienormalne, co sie ze mną dzieje, ale kurka pieczona, nie umiem sobie we łbie poukładać. Czytam Cię Peps nawet kilka razy dziennie i na jakieś 2-3 h jest ok. Wtedy myślę o sobie, ale zaraz po tym (np jak mi Ł. dlugo nie odpisuje na sms, albo wcale) to ja już snuję czarnowidztwo. Nienawidzę się za to. Błagam, olśnij mnie. Kisski loffki. Dżasti. Dzięki za ten komć. Oł Dżizas Dżasti, jakże rozedrgany. Była taka cudowna książeczka Adolfa Rudnickiego "Niekochana" (kup ją sobie koniecznie, jest o Tobie). To minipowieść o toksycznym związku, o miłości niemożliwej do spełnienia. Dwoje ludzi, Kamil i Noemi, szarpiąc się ze sobą od roku w chorobliwym związku doprowadza się nawzajem do granicy szaleństwa. Kamil przyznaje przed sobą, że nie kocha Noemi, ale tak naprawdę nie potrafi określić swoich uczuć. To nie jest nienormalne, co się z Tobą dzieje. Po prostu kochasz bez wzajemności, albo ze skrzętnie ukrywaną wzajemnością. Czy Ł. nie rzuciła kiedyś jakaś wielka miłość? A może więcej razy został porzucony? Nie wmawiasz se coś, po prostu czujesz. Bóg i ja też zazdrościmy Ci takiej miłości, bo jesteś w niej na całego. Nic się innego nie liczy, jesteś prawdziwa jak wspinający się alpinista, czy taternik. Wspinanie jest trudne, jest męczące, a im wyżej wchodzisz jest jeszcze trudniejsze. Przy schodzeniu chociaż pomaga Ci grawitacja, ale Ty się pniesz tylko pod górę. A im wyżej wejdziesz, tym większe ryzyko, że spadniesz. Ale tylko na najwyższym szczycie można poznać świat piękna, prawdy, błogości. Nie ma w Tobie żadnego cynizmu, zabezpieczania tyłów, po prostu zamieniłaś się w miłość. No to teraz zrób jeszcze ten jeden krok dalej. Jeden jedyny, ale okropnie trudny, bo właściwie mówię Ci, żebyś została Jezusem, albo Buddą. Nie spłycaj tej swojej miłości oczekiwaniem, żeby Ł. się zmienił, nie straszył Cię już,  nie szantażował wręcz, żeby siedział z Tobą w domu, żebyś miała absolutną pewność. Tylko to oczekiwanie sprawia, że Twoja miłość nie jest jeszcze do końca prawdziwa. Niczego nie oczekuj od drugiego człowieka, nie oczekuj jego zmiany, nie licz na wzajemność, miłość, po prostu bądź. Ty też nie musisz się zmieniać, bo kochasz, po prostu jeszcze bardziej pogłęb swoją miłość, a wtedy zachowanie Ł. przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie. Będziesz na szczycie, będziesz przebudzona. Taka miłość to wchodzenie na szczyt. Bóg i ja zazdrościmy Ci tej miłości. Bóg, czyli nasze Źródło, Światło, którego jesteśmy częścią jest kreatorem, dlatego jedyną modlitwą, która ma sens jest własna kreacja. Wtedy stajesz się zrelaksowana i boska. Czysta miłość, miłość prawdziwa to największa kreacja, jak może się przydarzyć twórcy. To pasja. Nie zdziw się tylko, że gdy będziesz przechodzić z tej miłości do Ł. w jeszcze prawdziwszą, może pojawić się zajebista złość .Tak bywa. Złość, to jedyna emocja, która jest najbliżej wyjścia ze snu. Nie złość z premedytacją, nie knowania, ale taki szczery, sytuacyjny nakurw. Nie masz wtedy żadnego żalu, nie ma mowy o poczuciu krzywdy, o rozpamiętywaniu co Ci zrobiono, po prostu wpadasz we wściekłość. Złość jest blisko serca. Strach, zamartwianie się, pożądanie siedzą w głowie. A potem już tylko prawdziwa miłość. Tylko na Ziemi miłość jest tak cudownie pokopana, dlatego Bóg Ci jej zazdrości. Reptilie i inne też. Mi2.

lofciam:)

-
 42

Czytaj także