Skąd się w ogóle bierze dostatnie życie i jak je osiągnąć?
  • 44Autor:44

Skąd się w ogóle bierze dostatnie życie i jak je osiągnąć?

Dodano: 30
Dostatnie życie bierzesz sobie od Wszechświata, albo nawet on sam wychodzi do Ciebie z dostatkiem.

Tyle, że trzeba działać świadomie i znać kilka myków na fujarkę.

I taki komć:

Jak całe życie nie byłam przywiązana do rzeczy materialnych i nie zależało mi na pieniądzu, tak teraz zaczęłam rozmyślać o tym, jak tu się wyrwać z tego wiecznego „czy wystarczy mi pieniędzy jeśli kupię przedmiot x?”. Od dziecka żyłam dość biednie, stąd teraz u mnie taki asekuracyjny nawyk, żeby zbierać, zbierać i oszczędzać, żeby wystarczyło na coś, żeby nie zostać z niczym (przez co odmawiam sobie wszystkiego, choćby lepszego jedzenia, czy kupna nowych ubrań, skoro stare jeszcze się nie rozleciały). Bo tak naprawdę oprócz moich oszczędności z najniższej krajowej, to nie mam nic. I boli mnie to, że nikt nie nauczył mnie zaradności życiowej, że cała moja rodzina żyje ledwo wiążąc koniec z końcem, nie mam skąd czerpać wzorców na temat bycia przedsiębiorczą, odpowiednich wyborów zawodowych i tego, jak w ogóle ludzie się „dorabiają”. U mnie wszyscy mają mentalność „bierz byle co i nie wymyślaj, bo wygodnie to by każdy chciał, za coś trzeba żyć!”.
Tymczasem widać w moim mieście coraz więcej pięknych, nowych domów i samochodów, więc jakoś sobie te osobniki radzą, przecież nie z byle czego, a i nie wszyscy chyba są właścicielami super zarabiających firm. Nadal nie przeszkadza mi moje życie, nigdy nie chciałam opływać w luksusy, ale żeby chociaż wyjść w życiu na tyle dobrze, żeby mieć spokój i trochę rozrywki. Własny dom mi się marzy, zamiast mieszkania w bloku z mamą. Pojęcia nie mam jak wybrać dobrą pracę, jakie warunki muszę do niej spełniać, skoro ambitna zawodowo nigdy nie byłam i raczej nie będę. Studiów nie mam, bo przecież też nie miałam pojęcia, co chcę w życiu robić. Skąd się w ogóle bierze dostatnie życie i jak je osiągnąć, jeśli nie szczęśliwym trafem, lub całym życiem pełnym wyrzeczeń, aby pod jego koniec trochę poszaleć?

Zacznij od tego, że nikt nie jest winien, że nie dziedziczysz żadnych tradycji jeśli chodzi o zarabianie pieniędzy, zasad przedsiębiorczości też nie otrzymałaś i w żaden sposób nie jest to ani złe, ani smutne, ani niesprawiedliwe. Nieważne jaką mentalność mają Twoi bliscy, bowiem na każdego z nas czyhają wahadła, które chcą zostać wykarmione. Wahadła chcą nas wciągnąć w matrixowe schematy kariery, korporacji, polityki, religii. Wszyscy jesteśmy wciąż na to narażeni. One chcą żreć naszą energię, zrównując piętrzące się potencjały, które sami tworzymy. Właśnie coś takiego zrobiłaś pisząc ten komentarz, spiętrzyłaś potencjał szukając winnych, nie posiadając jeszcze ani własnego celu, ani własnych drzwi nie odkryłaś, ale spoko, zaraz do tego dojdziemy. Eremita jedzie w Himalaje i tam ma poczucie, że nic na niego nie oddziaływuje, że idzie własną drogą do swojego celu, ale gdy tylko zjeżdża do jakiegoś skupiska ludzi wkrótce zostaje wybity z równowagi. Na każdego z nas działają jakieś wahadła destrukcji. Zupełnie niepotrzebnie zajmujesz się takimi rozważaniami, gdyż jeśli wiesz o zwierciadle rzeczywistości, to to właśnie daje Ci Wszechświat. Odbijają się Twoje myśli, oczywiście z pewnym opóźnieniem, bo materia zagęszczona ma swoją bezwładność. Widzisz siebie wciśniętą w schematy myślowe ludzi wokół, w sumie sama tak uważasz, że to jest Ci pisane, dziedziczenie biedy, ciągłego użerania się o pieniądze i tak naprawdę niejako chodzi też o przeżycie, bo mówisz, że odmawiasz sobie także lepszych pokarmów. Czy Ty jesteś pierwszym homo sapiens z bardzo małą świadomością, który to homo sapiens musi żyć w jaskini i drżeć przy ognisku czy go coś nie zji, wydzierać pokarm, walczyć o ogień, i rodzić na polanie? Czy też raczej jesteś kobietą połączoną z całym światem Internetem, masz dostęp do wszystkiego, możesz zrozumieć tę grę, jak nigdy dotąd, a Twoja świadomość każdego dnia może wzrastać, polepszać jakość, obniżać entropię?
Co śmieszniejsze zawsze mogłaś i możesz (jak każdy) osiągnąć to, co mają stosunkowo nieliczni w tej grze, na tym planie. Wystarczy tylko, że określisz swój cel, a następnie odnajdziesz własne drzwi, wtedy wszystko okaże się bardzo proste. Jednak wahadła specjalnie będą uchylać przed Tobą nie Twoje drzwi, żeby Cię zachęcić, zwabić, żebyś wdepnęła na nieswoją ścieżkę i w mozole i trudzie gdzieś tam posuwała się, czołgała do przodu, jak większość ludzi przekonanych, że to jest dla nich jedyna opcja, gdy tymczasem idą niewłasną drogą, co gorsza  bardzo często nie do własnego celu. Rodzina, najbliższe środowisko mające bardzo silne przekonania, również są podpięci do wahadeł destrukcji, nieświadomie, absolutnie przez sen są na ich usługach i kooptują nowych wyznawców, że tylko orka, układy, znój, a i tak niewiele z tego będzie i żebyś się nie wygłupiała. No więc zaczynasz patrzyć na świat ich oczami, myślisz, że pieniądze to jakiś tam cel, że trzeba je składać, nie wydawać, że pomimo tego, że inni coś tam osiągają, Ty nie masz pojęcia jak się to robi, obwiniasz środowisko, że nie otrzymałaś wyprawki z "zaradności życiowej", nie masz też pomysłu na siebie, nie napisałaś nawet co robisz, tyle, że otrzymujesz minimalne wynagrodzenie. Jesteś więc wręcz idealna dla wahadła destrukcji, ciułanie, niedostatek, słabe jedzenie, mieszkanie w niesatysfakcjonującym miejscu, są narzekania, są emocje smutku, strachu, niespełnienia, więc wporzo, będzie co żreć, prawie jak w jaskini ze stalaktytami, przy ognisku, za plecami z człowiekiem z maczugą, oraz tygrysem szablozębnym. ... lub całym życiem pełnym wyrzeczeń, aby pod jego koniec trochę poszaleć? ... I jeszcze jeden stereotyp myślowy, który zupełnie nie ma odzwierciedlenia przynajmniej na naszych osiedlach, no może w wydaniu niemieckich starców, japońskich czy szwajcarskich. Chociaż są takie statystyki, że Szwajcarzy bardzo dużo zarabiają, ale to co odłożyli oddają następnie służbie chorobie, ups, zdrowia. Jednak jeśli chodzi o materialny poziom życia i czystość środowiska średnio żyją dłużej niż prawie wszyscy Europejczycy. Polacy żyją wciąż nie-najdłużej z powodu wahadeł pod, które jesteśmy podczepieni. Mamy też takich polityków, jakimi sami jesteśmy, a raczej co o nich myślimy.
Jeśli już, ludzie z polskich osiedli na starość szaleją w postaci zakupu w aptece marketingowego Doppelherz, a mogłoby być zupełnie inaczej. Na szczęście mamy przed sobą bardzo dużo prób przed kolejnymi awatarami. Wracając do Ciebie. Trzeba określić Twój cel, sprawdzić, czy jest to Twój cel naprawdę, podjąć zamiar jego osiągnięcia, następnie zacząć rozglądać się za własnymi drzwiami, z taktem omijając na wpółotwarte drzwi pozostawione dla Ciebie jako przynęta przez wahadła. Hipotetycznie zakładam, że Twoim celem na teraz jest ... "własny dom mi się marzy, zamiast mieszkania w bloku z mamą"... Jeśli Twój zamiar posiadania domu akceptuje zarówno Twoja dusza, jak i ego, wówczas zamiar jak najbardziej się spełni, bo zamiary zewnętrzne (zgodność ego i duszy) realizują się zawsze, po prostu Wszechświat Ci to daje. Marzenia jako takie nie spełniają się nigdy. Twoja dusza raczej chce domu, bo dusza kocha spokój, naturę, natomiast może być problem z akceptacją celu przez ego, gdyż może wedrzeć się niewiara, jak Ty niby masz to zrobić, bez pasji, studiów, pomocy rodziny etc. Ego będzie starało się podciąć Ci skrzydła, żeby zamiar nie mógł się spełnić. Skąd Ty Arleta możesz o tym wiedzieć? Powie ego. Pieniądze nie spadają z nieba, trzeba mieć jakiś plan. Ważne, żeby nie palić jeszcze za sobą mostów, gdy Twoje drzwi nie zostały odnalezione, chodź więc do swojej pracy i staraj się wykonywać ją najlepiej jak tylko potrafisz jednocześnie poszukując swoich drzwi.

Jak każdy jesteś obdarzona własną unikatowością. Z pewnością jest coś co wychodzi Ci najlepiej, coś co niby jest pracą, ale Ty przy tym odżywasz. Biorę Cię trochę pod włos, bo tak naprawdę chodzi mi o znalezienie Twojej pasji, jakiejś strefy komfortu, gdzie czujesz się jak ryba w wodzie. Gdy nie masz czegoś takiego, poszukaj jakichś inspiracji od czapki, czyli pojedź na wycieczkę w nietypowe dla Ciebie miejsce, uważnie słuchaj co mówią ludzie, którzy Cię interesują, pójdź do muzum, parku, lodewer. Dostrzegłam Twoją unikatowość, napisałaś nietypowy koment, staranny, ze wszystkimi znakami typu ęą, bez ani jednego wielokropka, i z pewnością napisałaś go wcześniej na brudno, to rzadkie postępowanie, a pewnie masz tego więcej. Nie wpadaj tylko w panikę, jak nie widzisz tego co Cię wyróżnia, po prostu, aby osiągnąć swój cel, podejmij zamiar i rusz w drogę. Jeśli zarówno dusza, jak i Twoje ego dogadają się co do tego celu, masz go jak w banku. Bylebyś tylko nie zaczęła obdarzać go przesadną ważnością. Po prostu, idziesz po swoje. To już jest Twoje. Poznasz, że jesteś na dobrej drodze po tym, że odrazu poczujesz się dobrze, że ta droga juź będzie wciągająca i przynosić radość będzie. Ruszyłaś ze skrzyżowania, to doskonała wiadomość dla Wszechświata, żeby wyszedł Ci na przeciw. Wszechświat chce ładu i informacji, a Twoja entropia właśnie się obniżyła, wiec bardzo wporzo. Inspiracja: "Transerfing rzeczywistości" Vadim Zeland

z miłością

 
 30

Czytaj także