Jak zdobyć dobrą pracę, gdy korpo mnie dobija i nie wiem co robić z życiem?
  • 44Autor:44

Jak zdobyć dobrą pracę, gdy korpo mnie dobija i nie wiem co robić z życiem?

Dodano: 63
Czyli nie bój żaby, żaba w wodzie nie bodzie, dowiedz się, że to nie Twój problem.

Gdy we śnie pomyślisz o potworach, natychmiast się pojawią, ale w tej rzeczywistości wirtualnej potrzeba trochę czasu na pojawienie się odbicia Twoich myśli. Dlatego nawet gdy szczerze zmieni się Twoje postrzeganie rzeczywistości, będzie trzeba jeszcze zaczekać na to co pokarze Ci Twoje zwierciadło.

I taki koment:

Czuję się sfrustrowana tym, że próbuję wyjść z matrixu, a mam wrażenie, że bardziej mnie wciąga. Praca w korpo wśród gównianej atmosfery, czuję się tłamszona przez kolegów z teamu, którzy codziennie obniżają moje poczucie wartości. Szukam nowej pracy, bo korpo mnie dobija, aż mi się żyć odechciewa. Miotam się jak chomik na kołowrotku. I nie wiem co robić z życiem? Nie da się wyjść z tej gry, nie tracąc przy tym życia awatara, ale można nauczyć się lepiej grać. Łatwiej pokonywać poziomy trudności, więc spoczko.
Jesteśmy tutaj po to, żeby rozwijać swoją świadomość, nie będę już nawet truła o obniżaniu entropii, bo to dzieje się automatycznie, gdy zaczynasz rozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Masz niekończoną ilość wariantów własnej linii życia. Oczywiście jedne są mniej prawdopodobne, inne zdecydowanie bardziej, ale wszystkie będą odbiciem zwierciadlanym Twoich myśli. Powiedz, czy człowiek, który cały czas myśli o chorobie, zobaczy kiedyś w lustrze zdrowego człowieka? Czy starzec, który uważa, że wszystko co dobre było dawno, a teraz młodzież i przedmioty są o penisa rozbić, psujstwo, dzicz i zgorszenie, ujrzy taki człowiek cokolwiek dla siebie fajnego, budującego, radosnego? Absolutely, Wszechświat da mu to co myśli i wciąż coraz więcej przykładów. Czy Ty myśląc to, co napisałaś, otrzymasz od Wszechświata cokolwiek innego? Zawsze otrzymujesz to co myślisz. Twój kompleks niższości dla wahadeł destrukcji nie jest niczym innym, niż manie wielkości Twoich korpokolegów, tyle, że są to potencjały o przeciwnych zwrotach na wektorach, plus, minus.

Skończ z czarnowidzeniem, nie patrz na razie w zwierciadło, powiedz tej sytuacji: tak, zgadzam się na to. Nie mówię, że to lubię, nie mówię, że afirmuję, nie mówię, że mnie to rozpierdala, mówię, że jest jak jest. Wyraź zgodę, bo wszystko ma jakiś sens. Jeśli nie masz możliwości czekać zadowól się tym co jest w danej chwili, i to jest spoko. Korpo na teraz jest spoko. Tak do tego podejdź, potraktuj tę pracę jak stopień do własnego doskonalenia, to tylko zwykły schód, da Ci wiele przyjemności, gdy tak do tego podejdziesz. Zasada jest taka, że dopóki nie masz obmyślanej strategii, nie masz pomysłu na nowy sposób zarabiania, a nawet więcej, gdy nie zaczęłaś jeszcze działać i zarabiać nie należy palić za sobą mostów. To jest wręcz prowokacja dla sił równoważących. Po rzuceniu pracy, albo żyjąc na wylotce, gdy pracę traktujesz po łepkach, gdyż szukasz nowej, wytworzy się potężne nawarstwienie potencjałów, bo rzecz jest dla Ciebie niezwykle ważna i zostaniesz wyrównana walcem rzeczywistości. Jednak, gdy zaakceptujesz tę sytuację, nołkoments, po prostu bierzesz kasę, więc robisz robotę jak najlepiej umiesz, z najwyższą starannością, ale na spokojnie, bez oceniania, dołowania się i porównywania z nikim. Robisz swoje najlepiej jak tylko potrafisz. To nie gryzonie zapędzone do kołowrotków chcą Cię stłamsić, to Ty widzisz swoją sytuację z pozycji gorszego. No to sytuacja jeszcze bardziej robi się nieprzyjemna dla Ciebie. W tej grze to Ty jesteś świadomym graczem, spróbuj to wykorzystać.

Nie jesteś ani własnym intelektem, ani awatarem, ale żeby Twoje zamiary prowadziły Cię do celu, musisz osiągnąć jedność duszy i ego. Bo tak działa tutaj ta gra, a gdy przyjdzie czas się wyautować, zostawisz zarówno ego, jak i swojego awatara i pójdziesz siać ziarno gdzie indziej, bo jesteś nieśmiertelna. Teraz najlepszym wyjściem jest pełna akceptacja tego co jest, zrozumienie, że to jest rzeczywistość, którą odbija Twoje zwierciadło, i że zmieniając siebie, zmieni się (oczywiście z jakimś opóźnieniem) też obraz w lustrze i zobaczysz coś zgoła innego. Skupienie się w dotychczasowej pracy na jak najlepszym jej wykonywaniu, zaprzestanie narzekania, potraktowanie tej pracy jak własnego stopnia, jest tym ruszeniem ze skrzyżowania. W tym czasie (po pracy) rozglądaj się za własnymi drzwiami do własnego celu, bowiem cel korporacji nigdy nie jest spójny z celami jej popleczników, czyli korpopracowników, lemurów, gryzoni, a nawet korporacyjnych szczurów w wyścigu. Jednak jest to potężne wahadło, i nie da się z nim, ani z żadnym innym wygrać. Każda walka jest pomyłką i niezrozumieniem. Nie wyjdziesz z matrixu, ale naucz się tutaj grać. Możesz też używać wahadeł do swoich celów, niech Cię podwiozą trochę, jak teraz, gdy kasa jest Ci potrzebna. Na początek musisz określić jaka praca jest Twoja, tak naprawdę to będzie określenie Twojego celu i drzwi. Powinnaś jednak pamiętać o tym, że masz prawo wybierać co Ci się żywnie chce, a Twoje możliwości są ograniczone jedynie Twoim zamiarem i poziomem ważności.

W trakcie określania jaka praca jest Twoja zupełnie nie myśl o jej prestiżowości, środkach na jej zdobycie, ani o tym, czy rzeczywiście ta praca jest Ci potrzebna. Przypuśćmy, że zastanawiasz się, czy znajdzie się wolne miejsce do tak dobrej dla Ciebie pracy, wówczas wahadła staną na głowie, żeby Cię niepokoić, rozczarowywać, a nawet doprowadzić do rozpaczy. Musisz zdawać sobie z tego sprawę, i wciąż powinnaś sobie powtarzać, że masz prawo wybierać i skoro zamówiłaś sobie taką pracę, to wcześniej czy później to się spełni. Nie ma innej opcji. We śnie Twój zamiar zadziałałby w mgnieniu oka, ale materialna realizacja ma swój bezwład, o którym nawijam po stokroć. Obraz pojawia się, jakby brodził w smole, dlatego potrzeba czasu, cierpliwości i niezachwianej pewności, że masz prawo wyboru. Proponuję, żebyś posłużyła się takim slajdem. Ty sama dokonujesz wyboru pracy, ale skąd się ona weźmie, to Cię nie obchodzi. Nie bój żaby, żaba w wodzie nie bodzie, to nie Twój problem. W przestrzeni wariantów jest wszystko, to wahadła próbują wmówić umysłowi (nakładając programy), że jest inaczej. Do Ciebie tylko należy wybrać i mieć twardy zamiar otrzymania zamówienia. I dostaniesz to.

z miłością

PS

Na koniec fragment mojej pop korpopowieści (jeszcze niewydanej:): "Złe, czyli pokolenie sushi"

w didaskaliach

Nieszczęśliwie zakochana w Żółtym, Kita odchodzi z korpo.

..." Tak się stało, jak prognozowano. W pewnym momencie Kita nie mogła już znieść ani jednej chwili dłużej w oczekiwaniu na egzekucję. Nawet jakby Jeloł wciąż czekał tylko na Skarlet, to co niby miała robić Kita? Jaka rola do spełnienia czekała na osobę, która doszła do momentu, w którym niczego, co wiązało się z jej dotychczasowym życiem, nie mogła obecnie zaakceptować? (mowa o korpo) Ważnych spraw powiązanych z ohydnym dla ludzkości batonem Billym nie można było nazwać ważnymi, tylko szkodliwymi. Spotkania z wipami (jakie znowu wipy?) mogły się tylko skończyć nieuprzejmością z jej strony. Dosłownie wszytko nagle zostało pozbawione sensu, a nawet otrzymało sens odwrotny. Tył na przód sensu stricto. Kita doznała objawienia, że jej całe dotychczasowe życie było nonsensem. Absurdalnym gonieniem za niczym, i że jej stopa (obecnie w wygodnym obuwiu) nigdy już nie stanie na lądzie, po którym z wprawą idiotki umiała gonić tylko w szpilkach.

A bezsens szpilek stał się dla niej wręcz symboliczny. Rzuciła się na Bogu winne szpilki, jak na przestępcę. Ciasne obuwie na wysokim obcasie, może śmieszne i okrutnie niewygodne, ale stanowiące jedynie rekwizyt na scenie. Tak czy owak Kita stwierdziła, że aktualnie umiera. Oczywiście na niby i tylko po to, żeby zrzucić swoją dotychczasową nieprawdziwą powłokę. Wyskoczyć z pociągu. Nie zauważyła nawet kiedy znalazła się w ekspresie Intercity z tobołem zobowiązań wobec Range Roverów, torebek, portmonetek czy kostiumów z logami wywindowanymi na piedestały. Nawet teraz nie mogła pogodzić się z tym, że wymienia tylko materialne gadżety, zewnętrzne oznaki wewnętrznej pustki. Przede wszystkim postanowiła wypełnić się po brzegi prawdziwym życiem. Miąższem życia. Prawdopodobnie przyparta do muru nie potrafiłaby jeszcze dokładnie określić co miała na myśli, ale była pewna, że dojdzie do sedna chociażby drogą eliminacji. A co wykreślić? – miała pełną jasność. Niestety na samej górze listy do wykreślenia siedziały jej sprawy u boku Jeloła. I to było najstraszniejsze." ...

cdn

 63

Czytaj także