„Biegam, bo muszę”, czyli jak wyleczyłam się z nerwicy lękowej (rozdz 2)
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

„Biegam, bo muszę”, czyli jak wyleczyłam się z nerwicy lękowej (rozdz 2)

Dodano: 9
Cola
Cola
„Biegam, bo muszę”, czyli jak za jednym zamachem pozbyć się nerwicy lękowej, 12 kilogramów na plecach i brzuchu, zdobyć nowego chłopaka (fajnego) i mieć na kolejną ratę kredytu lewą nogą do lusterka. A przede wszystkim wybudzić się z głębokiego snu.

Wrzucam kolejny (drugi) rozdział mojej na nowo adiustowanej, na wpół biograficznej książki „Biegam bo muszę”, która zniknęła już ze sprzedaży z powodu wyczerpania nakładu, i niewiarygodnie wręcz niewiarygodnego wydawnictwa. Zapraszam.

„Biegam, bo muszę”, czyli jak za jednym zamachem pozbyć się nerwicy lękowej, 12 kilogramów na plecach i brzuchu, zdobyć nowego chłopaka (fajnego) i mieć na kolejną ratę kredytu lewą nogą do lusterka. A przede wszystkim wybudzić się z głębokiego snu.

Rozdział II
Porzucona

Porzuceni są wśród nas, porzuceni pierwszy raz, porzuceni beznadziejnie porzuceni. Mają po 40 (po 50, 60) lat, mają swój kijowy świat, swoje ścieżki, które wiozą ich w maliny.

Dla Coli Eliot poranek 23 września zaczął się nadspodziewanie dobrze, pod sztandarem głaskanym leniwą flautą, jak ta cisza przed burzą, właściwie cyklonem. Wyblakłe słońcem litery na sztandarze, kończysz Cola 44, ale dziwnym trafem zwykłe lęki i obawy jak pracownicy urzędu miasta, sanepidu i skarbówki, wszyscy naraz symultanicznie wraz ze świtem atakujący jej samopoczucie, już zasiedli do biurek, ale w ostatniej chwili odpuścili, z powodu dnia świra.

Mogła sobie jak zwykle kompulsywnie zasysać wirtualną rzeczywistość siorbiąc kawę bezkofeinową, pozostając w stanie błogiej nieświadomości, co niejednemu pozwala ominąć pigułkę na nadciśnienie i podwyższony kardiopuls. Nie na długo.

Stało się, koło szesnastej rzucił Colę Eliot telefonicznie, mówże prawdę niemłoda: - no dobra, SMS-em - jej wieloletni narzeczony. W piątkowe, niegrożące burzami nad stolicą, ani Krakowem popołudnie, jednak nadszedł cyklon w domu pod lasem. Jęk zawodu wzmocniony powiewem żalu strząsnął lekko żółkniejące liście ze środkowoeuropejskich drzew w pobliskim lesie.

Nie ulec w tej sytuacji panice, było jak natknąć się na plażę z czarną flagą z powodu zakazu kąpieli modelkom w bikini z mniejszym intelektem od ratownika. Co z tego, że Cola Eliot zamierzała skończyć z neurozą i ciągłym baniem się, gaciotrzęsieniem, oburącz sercotrzymaniem, samoistnym podduszaniem i kłującymi bólami w klatce? W zamian stać się odważną, pruć do miłości, do sztuki, zaiwaniać do zdrowia i do ludzi nawet chciała.

Co z tego, gdy na miejsce irracjonalnego strachu bez specjalnego powodu, rozpychając się łokciami wparował na arenę z warząchwią garkotłuka Jan Zawód miłosny, rozsiewając wokół woń gotowanego kalafiora. Wiadomo, że paskudną.

Długoletni narzeczony zostawił starszą laskę nawet nie poślubiwszy wcześniej. A wraz z jego zniknięciem, zdematerializowały się także prestiżowe elementy codziennej egzystencji. Bardzo nielojalne odeszły razem z nim.

Jeszcze wczoraj Cola Eliot poruszała się pożądanym przez wielu produktem niemieckiej myśli technicznej, i włoskiego designu, lśniącym granatem i ogromnym, z wielkim silnikiem i bakiem na hektolitry, a już w następnym tygodniu kupowała rower za dwieście pięćdziesiąt złotych w markecie spożywczo-gospodarczym Tesco. Chociaż i to w tym czasie można było nazwać luksusem, jako że nigdzie nie pracowała. Rozrzutność tę tłumaczyła jedynie sytuacja mieszkaniowa na terenach podmiejskich.

Proszę teraz o trochę wyrozumiałości dla długoletniego narzeczonego. Cola Eliot miała tylko „wyglądać”, ale nawet tego nie była w stanie spełnić, bo jak wiemy „nie wyglądała”. Nie dziwmy się więc długoletniemu narzeczonemu i nie kręćmy ze zgorszeniem głową, bo wiele było jej winy w tym porzuceniu.

Wdziewając szmaty luzaki, bluzy rozciąglaki nadające się do błyskawicznej ucieczki, podpadała długoletniemu narzeczonemu, gdyż szczególnie nie bawiły go wariactwa. Odmianą żartownisia nie był, nie znosił cichostępów na solidnej słoninie, nie cierpiał bojówek, porów idealnych do pięciodniowej zadymy w selekcji ochotniczego zgrupowania śmiałków startujących do oddziałów specjalnych. Wybitnie nie gustując w ogromnych szmatach niekrępujących ruchów przy koniecznej uciecze i służących za kamuflaż płci, kwilił naburmuszony:

- Dlaczego nie możesz jak inne osoby w szpilkach, czy chociaż w czółenkach wyglądać normalnie, żebym nie musiał się wstydzić? Czy ty jesteś Cola pankiem? Doktor Martens zamieszał ci kijem w głowie?

Podsumowując więc swój kazus życiowy na ten dzień, i nie ma też po co dociekać, czy zasłużony, czy nie do końca sprawiedliwy, Cola Eliot osiągnęła w swoim prywatnym rankingu następujące wyniki:

Wiek 44 łamane przez 45 - obecny

Strach ogólny – jak w banku (nigdy opóźnienia raty)

Strach o starość - nowy dogmat, od teraz aktualny

Długoletni bogaty narzeczony – absent: z francuska nieobecny

Wielki samochód 4 razy 4 do eleganckiego poruszania się - jak wyżej, znikł

Jakikolwiek samochód do przemieszczania się - też zero

Rower z Tesco - jeden

Platynowe i złote karty kredytowe - brak

Praca w wyuczonym zawodzie po pięcioletnich dziennych studiach architektury mieszkaniowej i urbanistycznej - nothing

Jakakolwiek praca - ilość równa zero

Nadwaga dziesięciokilogramowa (a nawet trochę większa) - jedna obecna

Młodość - nie znaleziono

Uwypuklając relief sytuacji, należy skwapliwie dodać, że przy boku wieloletniego narzeczonego Cola Eliot zajmowała dość zacną pozycję towarzyską i okazjonalnie obsypywana brokatem, również materialną. Jednym słowem burżuazyjną i to wszystko pognało za wieloletnim narzeczonym, jakby się nażarli magnesu.

Przy czym depresje, strachy na lachy, panika, nerwowość, powiązane z halnym neurozy, niepokój od wschodu, i nieustające spięcie od zachodu, straszące emocje strachu z Cocą Eliot ma się rozumieć, pozostały.

Właśnie osiągnęła apogeum bania się, fobii ciasnego wnętrza, gdy życie wcisnęło ją do pudełka po butach, bez zdjęcia z polaroida, jakie chrzanione błotem kalosze w nim siedzą. Przy czym, dla porównania, miejsce w kąciku porad kwartalnika dla spawacza, było wybitnym prestiżem.

Mam nadzieję, że poczułaś się lepiej:D

owocek

Rozdział 1

 9
  • Robaczek   IP
    Wow, Pepsi wzruszyłaś mnie. Trudno uwierzyć,że kiedys byłas jak niemal każda z nas, nieporadna, nieprzystosowana, z problemami finansowymi uzalezniona od mężczyzny. A ja właśnie teraz, będąc niemalże u bram 44 zaczynam wchodzić w wygodne ciuchy, długie kiecki, niskie obcasy. I właśnie dzis pomyślałam sobie rano,że dlaczego ja mam ciągle dorównywać trendom modowym i starac się wyglądać dla mojego męża ,jak prosto z wybiegu?( a raczej dyskoteki). To mnie męczy, sprawia, że czuję się niepewnie , nie sobą . Pepsi, dzięki za ten art. Jestes boska, ale to pewnie wiesz ;-)
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Mariolka psycholka   IP
      Pepsi uwielbiam tą literaturę😍😍😍, czekam na następne odcinki
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • Pola Ola  
        Łał! Czyżby i mnie czekało rozstanie? W tej sytuacji Pepsi łączy nas to,że jestem Coco Eliot (która już za chwilę,już za moment ma się zmienić) z marzeniami jedynie w głowie, bo na codzien jestem zbyt sparaliżowana strachem,by wprowadzić zmiany. Ciągle uczucie niedoborowosci... Do tego ciągle awantury z mężem i jeszcze ta 44 lub 444 widziana wszędzie. :D
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 1
        • Katia   IP
          Czekam na kolejny rozdział, wciagajace😁🌋🌋🎆❤
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Oska1212   IP
            Poczułam się trochę lepiej ;) Cmok :*
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także