"Błękitne strefy" są najlepsze, czyli kto kogo przeżyje?
  • Pepsi EliotAutor:Pepsi Eliot

"Błękitne strefy" są najlepsze, czyli kto kogo przeżyje?

Dodano: 42
sardynia_17
sardynia_17

"Błękitne strefy" są najlepsze, czyli kto kogo przeżyje?

Zero straszenia (skala od 0-5)

W 2008 roku, amerykański pisarz i podróżnik imieniem Dan Buettner opublikował książkę zatytułowaną "Niebieskie Strefy". Książka stanowi leksykon tego czym różni się życie ludzi żyjących najdłużej od innych żyjących zdecydowanie krócej. Książka ta stanowiła niejako kontynuację raportu Buettnera, który napisał dla National Geographic w 2005 roku o długowieczności. Zawarł w niej informacje o 5 regionach na świecie, w których ludzie żyli niezwykle długo (często ponad 100 lat, co zostało potwierdzone przez zweryfikowanie świadectw urodzeń).

A więc Błękitna Linia, to:

1. Region Barbagia, Sardynia, Włochy

2. Tropikalne wyspy w Japonii, Okinawa

3. Loma Linda w Kalifornii (miejsce zamieszkania grupy religijnej Adwentystów Dnia Siódmego)

4. Mała wyspa Ikaria w Grecji

5. Półwysep Nicoya, północno-zachodnia Kostaryka

Obecnie niektóre z wymienionych stref, jak Okinawa ze względu na odejście mieszkańców od historycznej diety zaczynają wypadać z błękitu, zaś takie regiony Morza Śródziemnego jak okolice Monaco, Menton, a także Andora w Alpach Ligury obecnie jak najbardziej by się tam znalazły.

Menton (Côte d'Azur)

Na pierwszym planie widzimy stulatkę - typowe dla Menton

Pan Dan nie wymienił wśród błękitnych stref plemienia Hunzów. Widocznie z ich metrykami było coś nie halo. Mając na uwadze, że tylko 20 % czynników wpływających na długość życia jest określana przez genetykę, Dan Buettner i jego zespół badawczy zaczął monitorować diety i tryb życia tych stulatków Niebieskich stref, w nadziei, że odkryje tajemnice ich długowieczności. A także, że być może znajdzie jakiś wspólny mianownik dla tego błękitu. Jego książka w istocie jest poszukiwaniem dominujących trendów i tendencji. Prowadził wywiady, węszył i obserwował, a następnie konstatował:

Częste, naturalne ćwiczenia

Wszyscy ludzie każdego dnia łagodnie i niejako mimowolnie ćwiczyli. Zajmowali się swoimi ogrodami, uprawą roli i gospodarstwami domowymi, rutynowo około 5 godzin dziennie. Nigdy nie wykonywali ekstremalnych ćwiczeń, nie podnosili ciężarów i nie biegali maratonów. Moim zdaniem, taka aktywność fizyczna "wyciągnięta z kontekstu" nie daje zbyt wielkich profitów. U nas chorują kominiarze, hydraulicy, dekarze, nie powiem już nawet o sensu stricte budowlańcach, bo oni podnoszą ciężary, ale chorują na potęgę też stolarze, pracownicy tartaków i pomoce domowe. Polski chłop cały dzień, przynajmniej przez 3/4 roku w ten sposób krząta się wokół swojego domostwa i pola, a są to ludzie często bardzo schorowani i przedwcześnie umierający. Praca w ogrodzie ze zgiętym w pałąk kręgosłupem. Potem te wygięte w pałąk kręgosłupy nie ustawiają się prawidłowo do jakiegokolwiek martwego ciągu. Bo jednak w każdym gospodarstwie, nawet okinawskim trzeba coś od czasu do czasu cięższego podnieść. Więc ten czynnik uważam być może za niezwykle istotny jednak w sardyńskim/słonecznym/zdrowo-żywieniowym kontekście.

spoko, to tylko moja jesienna 811 - śniadanie na trawie - śliwki, jabłka, banany, jarmuż

Proste i na bazie roślin diety

Wszyscy jak jeden mąż stulatkowie spożywali prostą dietę, bogatą w owoce i warzywa (szczególnie rośliny strączkowe) i o niskiej zawartości tłuszczu, mięsa i cukru rafinowanego. Szczególnie uprzywilejowane było kozie mleko, w stosunku do mleka krowiego. Umiarkowanie, ale jednak każdego dnia pili alkohol (jeden lub dwa kieliszki wina dziennie do jedzenia, było standardem). Taka żywność jak mięso i sery była jedzona około 5 razy w miesiącu, jeżeli w ogóle. Wiele roślin, które spożywali hodowali sami, a bardzo niewielu z nich jadło owoce i warzywa, poza sezonem na nie. Cokolwiek nie rzec, sezon w błękitnych strefach trwa znacznie dłużej niż dla dajmy na to rolników w Polsce, którzy również, a przynajmniej do pewnego czasu korzystali ze swoich plonów. Teraz jakby lubią bardziej coś kupić w Biedronce.

Wykaz żywności, która według twórcy pojęcia "Błękitna strefa" sprzyja niespotykanie licznym stulatkom:

Sardynia - chleb, warzywa, niewielkie ilości wina i sera koziego, bardzo mało mięsa Okinawa - słodkie ziemniaki, fermentowane produkty sojowe, ryż i warzywa Loma Linda - świeże owoce, płatki owsiane, sałatki i potrawy wegetariańskie Ikaria - warzywa, wino, herbaty ziołowe i niewielkie ilości mięsa Półwysep Nikoya – kukurydziane tortille, fasola, owoce, wybrane pokarmy pochodzenia zwierzęcego (głównie kurczaki i jaja) Co ważne, podobno duża liczba stulatków stosowała regułę 80 %. Oznacza to, że świadomie jedli tylko do tego momentu, gdy żołądki mieli wypełnione w 80 %, co nie pozwalało im na przejadanie się. Ciekawe jak mierzą te 80%? Tak na gałkę, wstaję od stołu wypełniona na 120%, czasami na 125% i teraz mi głupio ...

Poczucie przynależności

Z 268 stulatków z, którymi rozmawiał Buettner, aż 263 z nich należało do wspólnoty opartej na wierze (wyznanie nie miało znaczenia) i regularnie rozmawiało z innymi wierzącymi. Dodatkowo, większość z nich prowadziło bogate życie towarzyskie oparte na zaufaniu, wzajemnej pomocy i życzliwości i żaden z nich nie mieszkał samotnie w domach opieki. Wszystkie te czynniki przyczyniły się do ogromnego poczucia przynależności, co zdecydowanie wpływało na ich psychikę. Czy w takim razie siostry zakonne żyją w Polsce dłużej? Ktoś robi takie badania? Albo polscy Świadkowie Jehowi? Obecnie Mentończycy zastępują życie w religijnych zborach świetną sytuacją materialną, gdyż to są najbogatsi ludzie, którzy zjeżdżają na starość z całej Francji, czy nawet świata, żeby wygrzewać się w słońcu i korzystać z endemicznego klimatu. Czyli świadomość samowystarczalności finansowej jest w stanie zastąpić wspólne modlitwy. To nie cynizm. To alnernatywa.

Częsta ekspozycja na słońcu

Wszystkie Niebieskie Strefy lokalizują się w silnie nasłonecznionych regionach. Nie ma wśród tych stref regionów zamieszkiwanych przez Eskimosów, ani ludzi żywiących się paleo. Tak tylko w didaskaliach wrzucam. Wszyscy stulatkowie pobierali ze słońca naturalną witaminę D. A witamina D jak wiemy działa cuda, wpływa bardzo pozytywnie na psychikę, poprawia nastrój i sen, poprawia zdrowie kości i oczu, chroni od raka i wielu chorób. Generalnie jak zauważa Dan słoneczne regiony sprzyjają większej relaksacji. Ale skądinąd wiemy, że nie wszystkie. Średnia długość życia biednego Hindusa oscyluje wokół czterdziestki, a z pewnością dysponuje dostateczną ilością witaminy D. Czyli widzimy, że pomysł, podglądnijmy co robią stulatkowie i zacznijmy ich naśladować, wydaje się logiczny, jednak nie taki prosty do wdrożenia. Najtrudniej byłoby chyba naśladować to simple zadowolenie z życia. Do tego takim Okinawczykom, już średnia zjechała, odkąd zaczęli kontaktować się z zachodnim pożywieniem. Pewnie pomimo nadal uprawianej krzątaniny. Źródła  1 , 2 , 3 , 4 , 5

to nie te święta

A co tam mamy u witarian?

Po pierwsze witarianinowi nie imponuje jakieś tam sto lat. Twierdzi, że nie wykorzystujemy potencjału innych ssaków, które żyją 7/8 razy długość swojej dorosłości, a nie 4 z haczykiem, razy jak człowiek. Witarianin uważa, że umieramy przedwcześnie i chorujemy na przewlekłe choroby głównie z tego powodu, że każdego dnia wywołujemy reakcję obronną organizmu, jakby kontaktował się trucizną (leukocytozę trawienną), ile razy zbliżamy do naszych trzewi pokarm po obróbce termicznej. To raz, a dwa, co też jest powiązane niejako z pierwszym punktem, że nie jedząc dostatecznej ilości owoców i warzyw, w tym dużej ilości zielonych warzyw liściastych jesteśmy po prostu "populacyjnie niedożywieni". Gdybyśmy zmienili swoje nawyki żywieniowe i zaczęli pilnować przy każdym posiłku zasady, że więcej niż 50% jest szamą surową, to reakcja leukocytozy nie będzie występować, a my nie będziemy zmuszeni przy każdym posiłku walczyć o przetrwanie i zużywać potencjału na obronę przed prawdziwym atakiem, a nie kromką chleba. Z tym twierdzeniem nie za bardzo jest sens polemizować, gdyż kolo, który to odkrył dostał zdaje się w czterdziestym pierwszym poprzedniego stulecia nagrodę Nobla.

Witarianin z dużym ego twierdzi więc, że Błękitna Strefa to pokurcz w porównaniu z tym, co mądry witarianizm może zdziałać z potencjalnym stuczterdziestoczterolatkiem

Witarianin odradza wino, odradza używki, ewentualnie byłby skłonny uznać konopie w sensie Marii za naturalne lekarstwo, chociaż niechętnie się skłania ku ziołom na co dzień. Chociażby z tej właśnie przyczyny, że to szczególny pokarm, gdyż właśnie lekarstwo. Witarianin nie poleci nikomu sałatki nicejskiej, ze względu na wyuzdaną ilość ingredientów, które będą się trawiły bez synchronizacji czasowej.

Witarianin bowiem nie miesza, albo miesza mało (góra 3 produkty)

Je jak goryl, co się przyssał do jednego drzewa i konsekwentnie objada go z liści.

Skoro tyle cynizmu w tej wypowiedzi jest, to dlaczego sama  się przy witarianizmie, do tego 811 upierasz pepsi?

Przypominam niewtajemniczonym, że 811 to to samo co 80/10/10 czyli 80% węgli, 10% tłuszczu i 10% białka w diecie Wstaję rano i jak zwierzę instynktownie zmierzam, nie do miski, bo miski nikt mu w naturze nie przygotował, tylko udaję się do wodopoju. Piję, bo przez noc w katabolizmie, korzystnym dla trzewi, niekorzystnie jednak utraciłam wodę. Więc się nawadniam i odrobinę alkalizuję przy okazji cytryną. Jak zwierzę, które wciągnie wraz z wodą trochę zielonego czegokolwiek. Potem też jeszcze nie pędzę do misy, bo jak zwierzę muszę na nią zapracować. Zwierzę musi teraz zdobyć dla siebie pożywienia, a ja wchodzę na bieżnię, albo idę biegać do lasu. Biegnę, masuję harę, medytuje się samo (dynamicznie). Robię interwały na czczo.

Ale goryl właśnie teraz poszukuje bezpiecznego drzewa, żeby przysiąść do wielogodzinnej konsumpcji dóbr z chlorofilem, potasem, wapniem, magnezem, krzemem, selenem, cynkiem, B12 i takie tam. Ja nie zamierzam przeznaczać na konsumpcję sześciu godzin, więc wyciągam moje zapasowe żuchwy w postaci blendera i robię miksa.

przykładowe śniadanie w grudniu (G. i moje): mrożone maliny, melon, banany i pietruszka

przykładowe śniadanie w czerwcu (G. i moje): bio truskawki, banany, pietruszka i masłowa

Prawie monotematycznego, łatwego dla trzewi do strawienia, roślinnego, zielonego, owocowego, liściastego. Potem (i przed szejkiem) się suplementuję, bo nie ma tutaj o tej porze słońca, bo moje pożywienie nie jest już takie dzikie jakbym sobie tego życzyła. Nawet jak jest ekologiczne, to w ziemi (z powodu pierwiastka ludzkiego matrixu, czyli ograbiania wszystkiego wokół z dobra), nie ma już takiej ilości pierwiastków (nie ma selenu, mało cynku, mało jodu i innych), żeby można było wykarmić się tylko pokarmem. O moim stylu suplementowania osobny wpis. W zimie jem też pokarm gotowany, najczęściej sushi, ale przepis wrzucę innym razem. Zresztą co to za przepis? Biorę co mam surowego pod ręką, w tym owoc (szczególnie mango, lub dojrzała gruszka się nadaje), zielony ogórek, odrobinę awokado (811!), coś marynowanego (grzyby, kapusta), trę trochę imbiru świeżego bio (opcjonalnie, dzieci tego nienawidzą, bo ostre), biorę minimalną ilość gotowanego ryżu białego (G. zjada resztę) i ściśle zawijam w rolkę, sklejając ją dobrą wodą. Futomaki jem z odrobiną bio wasabi, a G.macza wszystko w bio sosie sojowym Tamari Strong, który fermentował przez rok. Gdy nie ma G. w pobliżu ładuję surowe bez ryżu do rolki i połykam, bo jestem w nałogu.

G. tuż po treningu, za to już z parasolem

Dobra, a więc w zimie jakiś pokarm gotowany, nigdy nie smażony i w małych ilościach w stosunku do surowego roślinnego. U mnie 20% do 80%, a może jeszcze mniej gotowanego. Nie wnikam.

Moja potrawa: średnio dobra dla normalnie jedzących, dla mnie gotowany cymesik

biorę, bio cukinię, bakłażan i jabłko

tnę cukinię

tnę bakłażana

 

wrzucam na patelnię (w środku dobra stal, na zewnątrz miedź, pomiędzy niewidoczne/niekontaktowalne z niczym aluminium

wszystko idzie na kuchenkę na kilka minut

pod przykryciem

ewidentnie dorzuciłam trochę cebuli (jak do tego doszło?:), bakłażan z cebulą duszę trochę dłużej, a dosłownie na minutę wrzucam cukinię i jabłko

do gotowańca podaję zawsze jakąś surową sałatę (tutaj pekińska, papryka i niedobitki masłowej), a G. dobiera łychę ryżu, kaszy, quinoa, czy co tam mamy, no i on (nie zawsze) dokłada jeszcze dziką, albo ze zrównoważonych połowów rybę (pieczoną w pergaminie, typu cukierek)

Skrapiam rzecz sokiem z pomarańczy i cytryny z tartą skórką i trochę oregano organik plus sól himalajska, zaś G. kropi oliwą z konopi lub z oliwek z kurkumą, albo/i z octem balsamicznym (dajmy na to truflowym) wszystko organik ma się rozumieć.  Nie piję alkoholu, bo od rana energia mnie nakręca i nie wiem co miałabym robić po ewentualnej kawie. Ale jak mam smak na ten zapach to robię sobie kawę. Niestety  nie wypijam, bo już mi jakoś nie smakuje, ale wącham. Uwielbiam zapach kawy w domu, w niedzielny poranek. Nie jem glutenu, ani cukru rafinady, ani żadnej rzeczy z półek hipermarketu. Jestem w takiej sytuacji, że nie mam co liczyć na genetykę, musiałam sama podjąć decyzję.

Oczywiście codziennie tnę ego

Źródło: „Leczenie dobrą dietą” Katarzyna Lewko 
reklamablogBlog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba. Rzuć też może gałką na to: Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep
Disclaimer: Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, i niekoniecznie wyraża zdanie założycielki bloga, tym bardziej nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.
 
 42
  • Maggie   IP
    Pepsi , grzegorzadam proszę o rade: chce się odrobaczyc , mam problemy z hormonami , pms itp.. Biorę na to wiesiolka i castagnusa i jest coraz lepiej ale czytałam gdzieś ze to mogą być też pasozyty, a mam w domu kocura. .. czy WU raz dziennie rano przez dłuższy czas da rade? Może znacie jakieś ziola które mi pomogą? Zaznaczam że nie mam innych silnych objawów pasożytów , ale kupuje dużo dobryxh witamin od peps i nie chce żeby się marnowaly;) a odrobaczyc powinien się każdy od czasu do czasu..
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • ania   IP
      Witam Proszę o radę. Moja córka (5 lat) ma przerost 3 migdałka (80%). jak mogę go obkurczyć?
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • Agnieszkaa   IP
        Grzegorzuadamie, zalezy mi bardzo na Twojej odpowiedzi. Podaj proszę gdzie w Poznaniu mogę zrobic biorezonans. Dziękuję.
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Maxime  
          Pepsi, nie wiem czy wiesz ósmy obrazek od góry to chyba wyspa Zakynthos, dokładnie Zatoka Wraku, zwana też Shipwreck. Niektóre części tej wyspy też by się nadawały do  Niebieskiej Strefy, szczególnie polecam miejscowość Alikanas, plażę Dafni, nie trafia tam dużo osób, no i małe wioski w górach. Pozdr
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Okoń   IP
            No tak jest o wywarze z królika, a miało być o niebieskich strefach i 8.1.1. Chyba pomyliłem strony.:-) Już wiemy że ważniejsza jest prawda niż racje, ale gdzie jest prawda w wywarze , czy w 811..... no dobra wiem ze w obu .... dobra gaszę światło.Jeśli zadasz pytanie, zawsze znajdzie się odpowiedź. W skrócie' nie pytajmy bo od tego boli głowa. :-)
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1