Mąż z chęcią pomagał innym, ale ja byłam wciąż samotna, na mnie wiecznie warczał ...
  • 44Autor:44

Mąż z chęcią pomagał innym, ale ja byłam wciąż samotna, na mnie wiecznie warczał...

Dodano: 41

Czyli wyznanie najmniejszego z ego.

Ludzie listy piszą:

Więc związek.

Z mężem chodziłam do podstawówki. Jako dzieciak, gdzieś w 5 klasie wyznał mi miłość. Latal za mną jak szalony. Nigdy nie podobał mi się. Wygląd, styl bycia, zachowania. Zimny twardziel, łobuz, szorstki, ale ... zakompleksionej dziewczynie, szarej myszce, to bardzo schlebialo. Kręciło go, że byłam dziwna, stuknięta, zawsze zamyślona, dziwnie ubrana, kochająca poezję.

Ja chciałam mieć go jako przyjaciela, bo dobry z niego człowiek. On żalił się mojej przyjaciółce, że ja go nie chcę itp. itd. Kiedyś przyjaciółka mi wykrzyczała, że nie zasługuję na miłość. Zapadło mi to w sercu jak klątwa.

Po jakimś czasie i różnych perypetiach (trochę z nim flirtowałam, ale nigdy nic więcej, wiem, to nie fajne, bo robiłam mu nadzieję, głupia młodość) wyprowadziłam się z rodzicami daleko. Nie mialam z nim teraz kontaktu.

Nie wierzyłam w siebie. Myślałam, że po co szukać chłopaka, jak jest tam ktoś, kto mnie kocha... wyrzuty sumienia? ... prorocze słowa przyjaciółki? I napisalam do niego. I tak się znowu zaczęło.

Rodzice (jego) ze szczęścia szybko zorganizowali nam ślub. Poszłam na to. To była też ucieczka z mojego domu rodzinnego, od problemów, no i wpadłam w jego rodzinę. Byłam zachwycona, szczególnie teściową. Wspólne tematy, odsunęłam sie trochę od swoich rodziców.

Ale też nagle, przestałam być sobą. Nagle nie byłam już tą szurnietą, rozmarzoną dziewczyną z poezją pod pachą. Nagle zaczęłam być chorobliwie zazdrosna i to tak na maxa. Robiłam (tak stopniowo) coraz większe afery i to to takie, jak niezla psychopatka!! Dawałam mężowi nieźle w kość. Nie poznawałam siebie.

Ale też wiedząc o moich kompleksach, część afer sam prowokował. Byłam na tyle świadoma, że zdawałam sobie sprawę, że jest coś ze mną nie tak. I zgadzałam się na to, że mój mąż mnie obwiniał. Nie zauważałam, że nawet kiedy on coś zrobił niefajnego to i tak była moja wina. Nie zauważałam też jego wad, czyli wiecznej złośliwości, wysługiwania się innymi, nieliczenia się z moim zdaniem itp. Przyjął wygodny model, że i tak to wszystko jest moją winą.

Pomimo tego, że jego rodzice są dość dobrze ustawieni, nam nie wiodło się dobrze finansowo. Ja pracowałam w szkole jako nauczyciel, a mąż wiecznie na czarno. Nadarzyla sie okazja wyjazdu do UK, no i wyjechał. Miał zostać tylko rok, ale po roku stwierdził, że może zostać dłużej. Ja wiadomo, szalałam, że mnie zdradzi! Ale też mnie niejako prowokował do takiego myślenia. Podczas wizyty w Polsce obiecal swojemu znajomemu, że zabierze jego córkę i tam pomoże jej znaleźć pracę. Zrobił to bez mojej wiedzy. Mieszkał z nią tam pod jednym dachem. Wpadłam w szał, zwolniłam się z pracy i pojechałam tam żyć.

Twierdziłam ze rodzina nie może żyć osobno. Tym bardziej, że wówczas nasza 4 letnia córka bardzo tęskniła za ojcem. Początki straszne. Praca bez angielskiego. To było sprzątanie, poniewieranie się okropne. Depresja. Nadal ta głupia zazdrość. Mąż mnie nie wspierał za bardzo. Lubił kpić ze mnie. Że angielski, czułam się gorsza. Zawsze mnie krytykował. Ja na początku nie zauważałam, bo czułam się zawsze winna. Jeszcze w Polsce krytykował moje gotowanie. Było mi przykro, że nie je tego, co ja gotuję. A potrafię gotować.

W UK życie było ciężkie. Mąż zachowywał się jakby inni byli ważniejsi od nas. Gdy miałam problemy w pracy to zawsze krytykował mnie. Nie było rozmów, na których mi zależało. Czułam się samotna. Do tego ciągłe problemy finansowe. Bardzo mnie wyzywał, za tę zazdrość i nie tylko. Po jakimś czasie kupiliśmy dom, oczywiście na kredyt. Bardzo było nam ciężko finansowo. Długi, komornicy, ale nie dawaliśmy się.

Mąż z chęcią pomagał innym, ale ja byłam wciąż samotna, na mnie wiecznie warczał. Bardzo namiętnie pomagał za to koleżance z pracy, wysłuchiwał jej problemów. Był zawsze dla niej o każdej porze dnia i nocy. Podejrzewałam, że miał romans, strasznie agresywnie na to reagował. Czułam, że to bardzo nielojalne wobec mnie.

Rok później, po długim czasie pracy nad sobą, odpadła ode mnie zazdrość. Przestałam być zazdrosna i już.

Ale mój mąż nie może się w tym odnaleźć. Zaczął traktować mnie jeszcze gorzej. Jakby szukał powodów do tego, aby pokazać mi, że jednak i tak jestem winna wszystkiemu. Zachowywał się tak, jak opisałaś w swoim artykule "kto tak naprawdę rozwala związki małżeńskie i tym podobne".

Krytyka, obwinianie, zero spędzania czasu, nawet z dzieckiem i gadanie na moje pretensje, że to ja wszystko zniszczyłam .... Czuję się winna za wszystko, przez to że byłam zazdrosna. Chociaż w tym samym czasie on nie traktował mnie dobrze, ale to było jakby w cieniu.

Teraz jest okropnie. Nie spędzamy czasu ze sobą, bo on twierdzi, że to głupie. Ciągle tylko ogląda mecze, kłócenie się z telewizorem, z politykami, agresja, złośliwość i prostackie poczucie humoru dotyczące seksu. Czasem tłumacze, mówię o co mi chodzi. Przeprosiłam go za te lata zazdrości. Dziś był w porządku dla mnie. Powiedziałam, że tyle mi do szczęścia potrzeba, czyli trochę szacunku i będzie dobrze. Trochę uwagi i czułości.

Czy powinnam sie z nim rozwieść, bo nie pasujemy do siebie? Czy jest coś do naprawy? Jak odzyskać godność? On jest bardzo rozpanoszony.

A jeśli chodzi o pracę ... to pracuję tu fizycznie baardzo ciężko. Teraz od 3 lat jestem w firmie gdzie tyram ja wół. Wychodzę z domu o 9 i wracam o 9. Dźwigam po 2 tony dziennie. Do tego stres i wymagania. Na początku byłam zachwycona, bo praca dawała wiele możliwości rozwoju. Niemiecka firma. Doceniali moje wykształcenie. Miałam siłę tam chodzić. Teraz mam na głowie część pracy biurowej, nadal pracując fizycznie jak osioł, za tę samą stawkę. Kierownictwo się zmieniło. Nie jestem doceniana, zauważana pomimo tego, że mam super wyniki. Plecy mi siadły. Podupadłam bardzo na zdrowiu. Chcę odejść i założyć własną firmę. Nie mam wkładu własnego i boję się, że pogrążę rodzinę. Wcześniej już starałam się o dofinansowanie na biznes, nie mogłam pracować, a mój mąż się wściekał. Muszę to teraz mądrze zrobić, a nie wiem jak. Dłużej już tam nie mogę pracować. Chciałabym założyć sklep ze zdrową żywnością . Chciałam też iść na studia podyplomowe z medycyny ajurwedyjskiej. Mam już dość pracy ponad swoje siły. Ogólnie pragnę odzyskać radość i wrócić do siebie.   Pomimo tego, że napisałam bez ładu i składu, czuję, że mnie zrozumiesz.
O taaak, wszystko skumałam bardzo dobrze, ale czy Ty zrozumiesz i przyjmiesz na klatę to, co ja mam Ci do powiedzenia? Czytałam i czytałam i wciąż czekałam na refleksję. Przecież refleksja musi nadejść pomyślałam, ale skończyłam czytać Twój list, a oczywista refleksja się nie pojawiła. Do tego stopnia masz małe ego. Twój list, to ogromna projekcja roszczeniowa małego ego. Osho też przestrzegał przed pułapką małego ego. Gdy ego jest duże, wszyscy wokół go widzą, niektórzy się śmieją, inni odsuwają od kolesia, ktoś puka się w czoło, a jeszcze inni czują respekt i lubią podłączyć się pod sukces. Bowiem sukces w matrixie często wiąże się z dużym ego, oczywiście, gdy idzie ono w parze z inteligencją, w tym emocjonalną. Człowiek, który ma duże ego, oczywiście o tym wie, gdy śpi (jest nieoświecony) identyfikuje się ze swoim ego, gdy się budzi wie, że to ego nie jest nim, że to program nałożony na umysł, software, więc obchodzi się z tym wirusem na komputerze jak ze śmierdzącym jajem. Wie, że takie ego bardzo pomaga (japońscy samuraje jedli zbuki, spod yyy ... siodła:), ale też bardzo potrafi nabruździć.

Najważniejsza jest inteligencja, która pozwala to wszystko rozkminić, dowiedzieć się, logicznie wydedukować. Inteligencja ma ogromny wpływ na świadomość. Gdy umiera dziecko, jego inteligencja była na tyle mała, że świadomość w tym wcieleniu nie mogła się rozwinąć. Dlatego świadomość roślin, zwierząt jest rozwijana za pomocą naturalnych sił ewolucji wzrastania świadomości. Ale odkąd stałaś się człowiekiem rozumnym musisz sama wzrastać. Wielu ludzi na świecie zostało doszczętnie zatrutych, czy tylko pokrzywdzonych przez małe ego własne, lub swojego partnera. Małe ego jest straszne, musi wciąż potwierdzać coś, utwierdzać się w nieutwierdzonym, bo faktycznie jest małe. Potrzebuje zadręczać partnera swoją maleńkością, rościć, oczekiwać. Małe ego prawie nigdy nie wpada na to, żeby zwrócić się do siebie, przestać oczekiwać od otoczenia, zacząć polegać na sobie, zacząć żyć na własnych warunkach, bez oczekiwań czegokolwiek od innych. Duże ego, gdy trafi na inteligentnego właściciela. Właściciel ten dochodzi dedukcją do tego, że przecież sam wszystko może zrobić, że nie musi wisieć na nikim, że może się zmienić w każdej chwili. Małe ego, wręcz przeciwnie, zawsze myśli o sobie jak o bluszczu i czeka na tyczkę, kratę, bramę, mur, na którym mogłoby się opleść. Małe ego wciąż mówi o sobie i swoich roszczeniach. Wczoraj mąż był fajny, bo mnie przytulił. A co Ty masz wspólnego z fajnością drugiego człowieka? Rozumiesz o czym mówię?

Gdy spotykałam swego czasu małe ego na drodze, zwykle uciekałam, gdzie pieprz rośnie. To najnudniejsi ludzie, ciągle niezadowoleni, zmartwieni, przemęczeni, oczekujący, nieżyjący własnym życiem, liczący na innych. Dzisiaj jest zupełnie inaczej, ale moja świadomość jest też w innym miejscu. Jedynym wyjściem dla właściciela małego ego, jest jak najszybsze zrozumienie, że ma on małe ego i przekucie sytuacji na swoją prawdziwą korzyść, a co za tym idzie na korzyść dla całego Wszechświata. Do tego niezbędna jest nauka logiki, inteligencja i codzienny samorozwój intelektualny. Będąc na wysokim poziomie intelektualnym jesteś w stanie szybko rozpoznać tego wirusa, jakim jest fałszywe oprogramowanie, fałszywa Ty, czyli ego nałożone na Twoje rozumowanie. Dostrzegasz to każdego dnia czarno na białym: acha, znowu uzależniam swój dobry humor, spokój i szczęście od humoru drugiej osoby? znowu to robię? acha, to jest właśnie wirus małego ego, spoczko, obejdziemy tego zbuka bokiem, bo nikt nie jest mi w stanie zburzyć równowagi, która zależy tylko ode mnie. Zazdrość, zaborczość, chęć zagarnięcia drugiego człowieka, nieustające oczekiwania, zawsze wobec innych, to jest choróbsko, a nazywa się generalnie, ego. Jednak ego małe, robi wszystko bardzo podstępnie, bo go kompletnie nie widać. Taka kobitka, szara mysz, poetka, wydaje się być całkiem niegroźna, to nie jakaś tam fam fatale, tymczasem to może być niezła mina, podstęp, koń trojański, wilk w owczej skórze.

Nie będę oceniać Twojego męża, bo nie on do mnie pisze, ale jakby, wiem dokładnie co by napisał. Oczywiście, Twój mąż śpi jak suseł, na totalnej nieświadomce, ale to jedno napewno rozkminił, że malutkie egusio jego żonki, jego poetki, szarej myszki, tej jakże innej, chciało wyssać z niego to, czego nigdy w sobie nie miał. Mężczyźni bardzo rzadko coś takiego posiadają, dlatego nie mogą tego oddawać. Nie o to chodzi w kochaniu drugiego człowieka, to nigdy nie był handel wymienny, ale śpiący chcą tylko handlować. Kobiety handlują w domu seksem, faceci przypływem dobroci dla zwierząt, ups, dla żony, bo wszyscy chrapią. Oczekują czegoś nieustannie od innych. Byle tylko nie zobaczyć, że wszystko czego potrzebują do szczęścia już mają. Po prostu każdy rodzi się ze wszystkimi atrybutami niezbędnymi do szczęścia. Drzewo, koniczyna, źdźbło trawy i my wszyscy. Nigdy nie straciłaś godności, nie musisz niczego odzyskiwać. Powinnaś jedynie zrozumieć, że Twoje ego stoi na Twojej drodze do szczęścia, które już masz. Szczęście już jest, tylko Twój program blokuje Ci do niego dostęp. Nie Twój mąż, ani jakikolwiek człowiek na świecie. Tylko Ty.

Jeszcze sprawa finansów

Nic nie piszesz krytycznego, sama chcesz zostać bizneswomen, a tymczasem popełniliście kardynalny błąd. Podobny rzutuje na miliony rodzin na świecie, czyli jak najbardziej konsumpcję potraktowaliście jako inwestycję: ... do tego ciągłe problemy finansowe, po jakimś czasie kupiliśmy dom, oczywiście na kredyt, bardzo było nam ciężko finansowo, długi, komornicy, ale nie dawaliśmy się... Kupowanie na kredyt domu do zamieszkania, gdy nie ma się do tego żadnych aktywów, jest jedynie zrobieniem aktywu dla banku, a sobie nałożeniem na garb potężnego pasywa. Piszesz, czy doradzę Ci rozstanie? Jaja sobie robisz? Przecież w ten sposób utraciliście wolność, nie możecie się rozstać. Takie pasywa wiążą o wiele bardziej niż dzieci i wszystko inne. Oczywiście można obmyśleć plan działań biznesowych i postarać się spłacić dom wcześniej, albo sprzedać go, bo kupiliście w świetnym momencie na zakup i zawsze po sprzedaży i spłacie kredytu coś jeszcze zostanie do podziału. Jednak zwykle tak się nie dzieje, bo ludzie boją się zaczynać znowu od zera, wolą już tę wątpliwą "strefę komfortu" niż nieznane. Do tego dla ludzi z zewnątrz, innych Polaków, taki własny dom też jest synonimem sukcesu, a więc decyzję się odkłada na świętego nigdy. Czasami jak grom z jasnego nieba spada na śpiącego mężczyznę w wieku średnim strach okrutny, że już nic w życiu mu się nie przytrafi i odchodzi z młodą laską, ale zwykle nie jest to facet bez kasy, zwykle coś tam ma w kiesie na boku. No i teraz Twój potencjalny biznes. Jeśli sądzisz, że do sukcesu finansowego są Ci potrzebne, na już, płatne studia z medycyny ajurwedyjskiej, to Ci powiem, że jesteś w poważnym błędzie. Potrzeba Ci nauki na temat biznesu. Jakimi prawami on się rządzi? Potrzeba Ci dużo wiedzy z dziedziny mądrego zarządzania czasem, pieniądzem i zrozumienie o co chodzi w biznesie. Czym są aktywa, a czym są pasywa? Mając pracę możesz bezpiecznie założyć sklep internetowy ze zdrową żywnością. Uczyć się jak się prowadzi biznes. Możesz zastosować dropshipping, i bez żadnego istotnego wkładu pieniężnego już zacząć uczyć się na własnych i cudzych błędach. Jest sporo literatury na ten temat. Kupić/sprzedać tylko pozornie jest takie proste. Zawsze liczą się ludzie, do których musisz dotrzeć. Ale o tym napisałam książkę w postaci e-booka "Jak zarobić w Internecie i ..."

Konklużyn

Jesteś idealna i kompletna i absolutnie szczęśliwa, tylko yyy ... o tym nie wiesz. Nie potrzebujesz miłego słowa od człowieka, który śpi obok Ciebie, żeby czuć się szczęśliwą. Ty dawaj miłość, radość, spokój i ukojenie sobie i innym. Zmiana jest tylko po Twojej stronie. Gdy człowiek, z którym jesteś jednak wciąż obniża Twoje wibracje, masz dwa wyjścia. Pierwsze to do tego stopnia podwyższyć własne wzrastanie, w tym dietą, stylem życia, suplementacją i akceptacją, że nie straszny Ci będzie śpiący przed telewizorem niedźwiedź. Nie będzie Ci w stanie istotnie obniżyć Twojego wzrastania, bo będziesz nie do zatrzymania. W którymś momencie on będzie musiał się zmienić, albo wypadnie naturalnie z Twojej orbity. Ale nie poganiaj niczego. Drugą opcją jest ruszenie ze skrzyżowania też na niwie własnego biznesu, i po prostu samodzielne stanięcie na własnych, nie cudzych, nogach. Wtedy zadecydujesz, zostajesz, czy odchodzisz? Luzik. Jeden warunek niestety i prawdopodobnie musi być spełniony, powinnaś wreszcie dostrzec swoje ego. Zobaczyć go, chociaż jest bardzo małe, i zrozumieć jak bardzo niszczy Twoje życie. I nie tylko Twoje, bo cały Wszechświat też jest nim dotknięty, jesteśmy naczyniami połączonymi, wyszliśmy z tego samego Źródła. Gdy skumasz co jest grane z Twoim ego, pojmiesz, że ma ono też sporo zalet. Małe ego pozwala szybciej się uczyć, bo nie jesteś zadufana, słuchasz innych. Pozwala na większą otwartość na wiedzę. Brak zarozumiałości działa na Twoją korzyść. Możesz w krótkim czasie rozwinąć się intelektualnie i biznesowo. Możesz w o wiele krótszym czasie liniowym wystrzelić w kosmos ze swoimi możliwościami, które są nieograniczone. Potem przyjdzie czas na Ajurwedę. Możesz zrobić to wszystko do czego jesteś predysponowana. Twoją nieprawdziwą pasją był Twój własny mąż, bowiem drugi człowiek nie może być niczyją pasją. Wejdź na prawdziwą pasję, niech to będzie Twój biznes. Nie zapominaj też o czytaniu dobrej poezji. Życzę Ci wszystkiego najlepszego w tej zmianie. Jak się nie zmienisz, też życzę Ci wszystkiego co najlepsze.

z miłością

 41

Czytaj także