Pepsieliot
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
214 609 933
43 online
35 325 VIPy

Poznaj największy sekret swoich niepowodzeń finansowych, uczuciowych i towarzyskich

Małe ego tak samo upierdliwe dla świadomości i otoczenia, jak duże ego.

Jakby porównywać, co nie jest w transcendencji mile widziane, to małe ego jest nawet trudniejsze w okiełzaniu od dużego, bo małe słabo widać, a tak samo dręczy.

Komentarz

Otóż wpadłam w jakiś życiowy dół.

Biznes idzie ledwo ledwo już straciłam chęci do prowadzenia go (salon urody).

W sumie zaczęłam go prowadzić pół roku temu ale był to raczej poryw ego aniżeli serca, wiec teraz jest jak jest.  

Gorzej  ma się moje życie osobiste; mam 35 lat, atrakcyjna, niegłupia i sama.

I do niedawna wcale jakoś mi to nie przeszkadzało.

Nie mam parcia na małżeństwo dzieci itp, nie.

Ale zaczyna mi brakować kogoś z kim mogłabym dzielić codzienność, jeździć na wakacje, pójść na rower, kogoś do kogo będę czuć miłość.

Z kim będę mieć taki wewnętrzny spokój, radość po prostu.

I tu mamy kolejny problem, bo oprócz pracy, gdzie spotykam głównie kobiety, mało wychodzę, dlatego, że nie mam z kim.

Moi znajomi albo maja rodzina, albo nie mają kasy, albo inne wymówki.

Nieistotne, czuję że napotykam mur z każdej strony.

Idzie to wszystko opornie, aż ten opór niemal fizycznie odczuwam.

Teraz już całkiem jestem załamana, bo zaczęłam odczuwać smutek, żal, że to życie przecieka mi między palcami.

A ja Pepsi czuje w sobie Bożą iskrę, straszną chęć do życia.

Takiego szczęśliwego, pełnego smakowania, poznawania odczuwania świata.

Kocham podróże, szczególnie Włochy, niby umawiamy się, planujemy np wakacje, lecz gdy przychodzi co do czego, ludzie wykruszają się, mają mnóstwo wymówek.

Ok, NIE MAJĄ POTRZEBY oglądania cudowności tego świata.

Tylko po co zawracają wcześniej gitarę?

I zaczynam być jednym wielkim smutkiem i żalem, a tkwiąc w takiej energii nic nie zdziałam.

O sobie mogę powiedzieć, że byłam nieśmiałym dzieckiem, lękliwym, zahukanym przez matkę wszystko lepiej wiedzącą, która uwiązała mnie przy sobie wmawiając, że bez niej wszyscy w domu umrzemy z głodu i zarośnieny brudem.

Typowa Irena.

Zawsze mnie krytykowała, kiedy zrobiłam coś wbrew jej myśli.

Ojciec alkoholik już nie żyje, ale paradoks w tym, że ojciec, gdy kończył ciąg picia (dwutygodniowy z niesamowitymi awanturami) miałam z nim lepszy kontakt niż z matką, która nigdy alkoholu do ust nie wzięła.

On potrafił powiedzieć, że mnie kocha, matka nigdy.

Dzieciństwo generalnie przepełnione smutkiem, strachem i rozczarowaniem.  

Bez wątpienia te przeżycia mnie ukształtowały, jednak wiem, że nie jestem swoją przeszłością i nie winię nikogo.

Tak było, bo widocznie tak miało być. To była lekcja.

Gdy mówisz że mam już wszystko czego potrzebuję, a moje doświadczenia są złotem, a przynajmniej mogę je zamienić w złoto.

I gdy tę myśl próbuję umieścić w swojej głowie, to natychmiast pojawia się wątpliwość, czy aby ja na szczęście zasługuję?

Jak automat wyskakuje wątpliwość, czy mam prawo być szczęśliwa …?

Wiele o moim życiu rozkminiłam, ale tego nie potrafię. 

Sorki za stylistykę (uporządkowałam to jakoś i skróciłam – dodała pepsi), ale wpadłam we flow.

Serio?

Nie widzę tego złota, że niby rozumiesz o czym piszesz.

Moim zdaniem, wcale nie jesteś pozbawiona żalu do matki, do ojca (chociaż nieżyjącemu trochę łatwiej się wybacza, więc przedstawiasz sprawę w jaśniejszych barwach), wcale nikomu nie wybaczyłaś.

Masz pretensje do świata, ludzi, którzy nie spełniają Twoich oczekiwań.

Jesteś rozczarowana, że mają projekty, których nie realizują, bo często nie są w stanie, albo im się odwidziało.

Wkurzasz się, że nie spędzają z Tobą więcej czasu, bo W RZECZYWISTOŚCI, TO TY NIE MASZ POJĘCIA CO ROBIĆ ZE SWOIM ŻYCIEM, z którego jesteś niezadowolona.

Żeby Ci unaocznić o czym mówię, kilka słów być może niezbyt dla Ciebie przyjemnych.

Pisanie flow, jeśli chcesz sensownej porady, nie jest dobrym pomysłem.

Flow jest dla Ciebie, do pamiętnika.

Raczej należałoby dobrze przemyśleć o co chcesz zapytać drugiego człowieka, zagarniając jego czas.

Najlepiej podając w punktach zagadnienia, bardzo to ułatwia pracę osobie, która ma odpowiedzieć, i daje też większą szansę innym oczekującym na poradę.

Po prostu nie zabieramy ludziom cennego czasu, nie absorbujemy własną osobą, nie z powodu nieśmiałości, tylko empatii, zrozumienia etc.

Jednak do Ciebie nie przyszła podobna refleksja, zadaję pytanie, dlaczego?

Rozważ to może.

Bo ja myślę, że wszystko kręci się wokół Ciebie.

Jesteś tylko Ty, koleżanki słabe, bo bez możliwości wyjazdowych, sama nie pojedziesz, bo jak to?

Dzieciństwo niby już „przerobione”, ale nie omieszkałaś walnąć paszkwila na dom rodzinny.

No i facet, bardzo konkretny potrzebny od zaraz.

W sumie jestem nieco starsza, ale w życiu nie spotkałam podobnego ideału, którego Ty poszukujesz, a spotykam na swojej drodze naprawdę fajnych facetów.

Piniądze

Żaden bogaty człowiek nie powie Ci, że pieniądze nie są potrzebne, że nie dają większych możliwości, że nie otwierają pewnych drzwi i nie ułatwiają życia.

Wielu jednak powie, że szczęścia też nie gwarantują, ponieważ szczęścia nie da się kupić i bardzo dobrze.

Mogliby sobie kupować szczęście do woli, a wtedy mogliby stracić zapał, ikrę, bodziec do działania.

Kupują jachty, podróżują, ale tylko fakt tworzenia, ciekawość kolejnego kroku, DZIAŁANIE daje im poczucie, że robią coś istotnego, grubego, mocnego, że ewoluują.

To poczucie niespełnienia goni ludzi czynu do zmiany i ewolucji.

Ciągłe wyzwania mobilizują ich do działania.

NIE CZEKAJĄ NA NIKOGO!

Bycie szczęśliwym dla zasady jest dobre w bajkach, żyli długo (ile?) i szczęśliwie (serio?), ale raczej nie o to chodzi w życiu.

To DZIAŁANIE w końcu uspokaja, nadaje sens, a raczej pozwala na odnalezienie go (sens) tam, gdzie siedzi, w SOBIE.

Jednak jeśli postępujesz NIE TAK, jak ludzie w działaniu, bogaci już, albo na bank kiedyś, a Ty sfrustrowana, zazdrosna o cudzy sukces, straszona przez telewizor, z głową nabitą przekonaniami o trudnym dzieciństwie, niesprawiedliwości dziejowej, z lękiem o pieniądzach, z poczuciem ogromnego braku, niezadowolenia, to właśnie wtedy PRZECIEKASZ, TRACISZ, NIE ŁADUJESZ SIĘ!

Otworzyłaś biznes, który Cię nie kręcił?!!

Włożyć własne pieniądze w SWÓJ PIERWSZY biznes, który nie jest Twoim (w sensie, że nie z serca) biznesem?!!

To jak grać w lotto czy inną tego typu grę, gdzie miliony ludzi traci wprawdzie niewiele, ale ZAWSZE TRACI, a liczy się każdy grosz.

Przeciekłaś.

Na  nasze wibracje wpływa wiele czynników, za kogo się uważasz, czy widzisz siebie, jako ofiarę, kogoś, komu się nie udaje, osobę samotną, czy też inaczej niedoborową?

Czy podświadomie uważasz, że nie zasługujesz? Ty to już wiesz.

I to jest dobra konstatacja.

Wczoraj jeszcze raz po latach obejrzałam film o Steve Jobsie, ten z Kutcherem w roli głównej.

Wtedy film niezbyt mi się podobał, ale współcześnie patrzyłam na co innego.

Nie na witarianina, tylko człowieka, który był TOTALNIE NIEPRZECIĘTNY wśród totalnie przeciętnych okolicznościach powstawania przedmiotów, czy nawet technologii.

Świat godził się na brzydotę PeCetów uważając, że detal nie odgrywa roli, jeśli mówa o technologiach.

Przeciętnemu człowiekowi, odbiorcy produktu, czy jego twórcy, oszczędnemu, żeby nie powiedzieć kutwie, często równie, jak klient pozbawionemu gustu i smaku, a więc im obu zależało jedynie na dostępności, TANIOŚCI i dostatecznemu działaniu produktu.

Elitarność miała się nie sprzedać, czyli nie zarobić.

I owszem, nie o to chodzi, aby komputer osobisty był elitarny.

Elitarność jest ZEWNĘTRZNA, nikt nie chce być elitarny, może ewentualnie należeć do elity, ale i tak jest coś milion razy ważniejszego.

To ekskluzywność.

Ekskluzywność dotyczy WNĘTRZA.

Steve Jobs dał ludziom ekskluzywność: używasz tego komputera, bo jesteś taki jak my.

TAKI JAK MY!

Chcesz dla siebie kontaktu z najnowszą technologią zamkniętą w najpiękniejszym na świecie designie, bo jesteś taki jak my: dbający, wysublimowany, ekskluzywny.

Ludzie zakochali się w Apple, bo byli TACY JAK MY, ekskluzywni.

To był wybór dobrowolny!

Można było pozostać przy paskudnym, głośnym jak tajfun Katrina PeCecie.

Być takim, jak oni, albo dać sobie – wspaniałej istocie – kontakt z najwyższą technologią w doskonałym pięknie.

Tak jak my, ekskluzywnie.

Do czego zmierzam?

To proste, nikt nie jest w stanie zostać nowym Michaelem Jordanem BEZ WYJŚCIA Z SZEREGU!

Dopóki nie wyjdziesz z szeregu popularnie myślących ludzi, których to myślenie nie prowadzi do własnych celów, tylko ich ODDALA!

A może ubierzesz buciki biegacze i ruszysz z tego skrzyżowania?:)

Biegam bo muszę, czyli historia przypadku pewnej Eliot
oraz, co najważniejsze
PRZEWODNIK dla ABSOLUTNIE POCZĄTKUJĄCYCH BIEGACZY!


4 rzeczy, którymi gdy je rozkminisz praktycznie, czyli wprowadzisz w czyn, odmienisz swoje życie

1.

Prawda w którą uwierzyłaś, niekoniecznie jest Twoją prawdą, ba, raczej na pewno nie jest

Trzeba niestety zacząć od zobaczenia życia takim jakim jest, wzięcia za niego odpowiedzialności i zaakceptowania tego co jest.

Działasz z poziomu mózgu gadziego i limbicznego, są to nasze pierwotne mózgi.

I do tych mózgów przemawia tylko STARY PARADYGMAT OPARTY NA STRACHU i przekonaniach o złej matce i złej samotności w pojedynkę i cudownym życiu we dwoje.

O nieinspirujących koleżankach, o niskiej samoocenie, co stawia Cię w plemieniu na równie niskiej pozycji.

I tego się boisz.

Nie walcz z tym co widzisz teraz w lustrze, przyjmij to na klatę, ale nie okłamuj się też, że nie myślisz, że to nie wina Ireny.

Myślisz.

Pod płaszczykiem małego ego, jednak na ludzi naciskasz.

A nacisk ZAWSZE wywołuje opór.

Tak działa ta gra, im bardziej prosiaczek zagląda, tym bardziej tam Krzysia nie ma.

Wszystko da się zamienić w złoto

2.

W lustrze Twojej rzeczywistości odbija się nie tylko Twoja rzeczywistość, ale także energia 5 osób z którymi najczęściej przebywasz

Gdy masz problem z ludźmi w swoim otoczeniu, gdy chcesz ich pouczać, zmieniać, prowadzić, to znaczy, że to są dokładnie Twoje problemy.

To Ty nie masz kasy na takie życie jakie byś chciała, Ty czujesz się niedoborowa, i Ty nie realizujesz swoich planów.

Mówisz, że robisz, co mówię, to skąd są Twoje wątpliwości, czy masz prawo być szczęśliwa?

Póki co, nie masz prawa, bo sama sobie go NIE DAJESZ.

Wszystko po Twojej stronie.

3.

Na tapczanie leży leń, nic nie robi cały dzień.

Jak to ja nic nie robię?

A kto czyta Osho, Tollego, czy nawet Pepsi?

To co robisz, nazywa się, że nic nie robisz.

Wirtuozeria rodzi się z wytrwałości, konsekwencji, działania w drodze.

Gdy jesteś wytrwała, podświadomość zaczyna wierzyć, że siebie kochasz.

Teraz oświecasz własną drogę wewnętrznym światłem.

Ale póki co, ściemniasz.

Póki co, dzielisz się malkontenctwem i strachem, który wibruje dokładnie po przeciwnej stronie miłości.

Uczysz się, ale nie praktykujesz, wciąż będąc repetentem w tej samej klasie.

Okazuje się, że repetent wcale nie jest najlepszym uczniem.

4.

Zrób to teraz

Ćwicz logikę, czytaj książki, które gimnastykują umysł, Twoja inteligencja musi być żywa.

Wprowadzaj umysł w wysokie wibracje aktywności zarówno lewej, jak i prawej półkuli.

Jedz pokarm ożywiający percepcję ponad fizyczną.

Wprowadź codzienne kurację  szklanki i rób coś na kształt medytacji, na przykład codziennie dość szybko biegaj (oczywiście, gdy możesz, gdy nie możesz, nie biegasz, uprzedzając wciąż powracające pytania) masując.

Zrób to już dzisiaj, a wszystko się polepszy.

owocek

(Visited 12 551 times, 1 visits today)
-
Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
Może rzuć też gałką na to:

Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep
Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

Komentarze

  1. avatar Ola 10 października 2019 o 16:25

    Kilka dni temu przeczytalam u Pepsi, ze żal i smutek to najniższy poziom wibracji, a złość już trochę wyższy. I pomyślałam sobie, że lepiej być wkurzoną, bo na fali złości można czasami nieźle zadziałać, np. wysprzątać wszystko wkoło. 🙂
    A z tego artukułu zapamiętam: „codzienne mozolne obniżanie entropii”. Tak, to właśnie, jak dla mnie „bycie w drodze”.

    A do autorki komentarza: wydaje mi się, że takie dążenie do kawy koniecznie z kimś, do robienia czegoś koniecznie z kimś, może wiązać się z przejęciem na siebie emocjii tego kogoś, z którymi potem trzeba sobie jakoś poradzić/poukładać. Kolejna rzecz/chaos, wśród wielu podczas zaledwie jednego dnia. I codziennie potem mozolna praca, zeby ten chaos uporządkować i wyciszyć się.
    To, co wydaje Ci się Twoim niepowodzeniem, zamień w swój sukces. Zacznij nazywać to sukcesem i szczęściem. Tylko od Ciebie zależy, jak to klasyfikujesz. A więc: „Szczęście, że jestem teraz sama – widać tak ma być. Do czegoś jest mi to potrzebne w życiu”. I tak dalej. 🙂 Szczęście, że mogę iść na kawę sama. Będę pić i cieszyć się, że rano np. zrobiłam coś dobrego dla siebie (cokolwiek, np. zioła wypiłam, czy np. miałam energię na to, czy na tamto). Szczęście, że zdobyłam takie doświadczenie. Zaprocentuje z pewnością. Bagaż moich doświadczeń, to moja siła.

  2. avatar Jasmina 10 października 2019 o 17:45

    Pepsiaczku, mieszkam nad morzem więc mam okazję morsowac. Co uważasz? Rzeczywiście tak dużo korzyści, o jakich wszędzie się czyta.

    1. avatar Jarmush 10 października 2019 o 19:17

      bardzo dużo

  3. avatar asia 10 października 2019 o 17:46

    A można prosić opis lub osobny wpis poświęcony jak taka medytacja ma wyglądać ? 🙂 tak konkretnie i w punktach… Jak Ty Pepsi polecasz ,? jestem bardzo ciekawa. Serdecznie pozdrawiam 🙂

    1. avatar Jarmush 10 października 2019 o 19:16

      przecież podałam medytację, siadasz wygodnie, lub półleżąc i robisz to co mówię. Trzeba czytać moje wpisy 🙂 tam masz medytację https://www.pepsieliot.com/10-metod-na-podniesienie-wibracji-do-528-hz-regenerujacej-dna/

  4. avatar The8 10 października 2019 o 18:23

    Czytam list czytelniczki pod którym mogłabym się śmiało podpisać. Też jestem sama, bez przyjaciół i znajomych i bez faceta. I podobnie jak czytelniczka byłam bierna wobec tego rodzaju problemów. Aż do teraz. Jak jasny grom z tekstu krzyczy jedno zdanie. Właściwie na ten długi list mogłoby być odpisane tylko jedno zdanie- KOCHAJ SIEBIE ! Rób to, co sprawia ci przyjemność, bądź pasją. Nie czekaj aż jacyś ludzie się pojawią, urozmaicą i rozweselą ci życie, sama stań się tą rozmaitością dla siebie w swoim życiu! Niech twoja własna obecność będzie dla ciebie prawdziwą radością i dostarcza tobie samej przygód i okazji do nowości. Ty jesteś tym wszystkim czego potrzebujesz. Reszta to tylko odbicie..

  5. avatar KasiaM 10 października 2019 o 18:36

    Też przyda mi sie dzis kopniak w d.. Won do skrzypiec. ĆWICZYĆ!

  6. avatar owx 10 października 2019 o 19:15

    to jest fajne, tak konkretnie i bez owijania, tak podoba mi się krótko i na temat i w sam środek tarczy 🙂
    dziękuję Pepsi <3
    przesyłam pozytyw

  7. avatar Ania 10 października 2019 o 19:49

    Pepsi powiedz czy mając kredyt na dom w którym mieszkam mogę się w ogóle rozbudzić ? przebudzic? czy jest sens próbować? nie myślę o tym kredycie na co dzień, działa raczej jak czynsz.

    1. avatar Jarmush 11 października 2019 o 05:38

      wszystko możesz Kochana, kredyt jest Twój

  8. avatar jola 10 października 2019 o 20:05

    Mi się ostatnio coś polepszyło, bo w dzień w którym byłam szczęśliwa kamienista droga, którą schodzę z wózkiem po rehabilitacji z moim bobasem, i na której on się zawsze telepie na maksa to ta droga nagle nie miała kamieni. Autentycznie. Przeskoczyłam na inną linie. Ja wiem co się stało ale nie wiem jak to nazwać. Parę razy już tak w. Życiu miałam, ze przeskoczyło. Trzeba jednak tak nie pędzić w życiu i to wyłapać, że się przeskoczyło.

    1. avatar Niki 11 października 2019 o 06:05

      🙂
      Pięknie. Zaczynasz mieć przebłyski, widzieć jasno, mgła schodzi. Szepnij jeszcze bobasowi przed snem, słuchając muzyki o uzdrawiających wibracjach śpiewu ptaków, szumu wody, dzwonków wietrznych, albo szepcz kiedy już będzie spał, że mama już rozumie po co się pojawił, dlaczego właśnie on i nie jest on problemem (tylko odbiciem) nie musi już dźwigać ciężaru, jest już bezpiecznie, razem idziecie tą jasną drogą.

      1. avatar jola 11 października 2019 o 12:03

        Dziękuję Niki, naprawdę piękne to co napisałaś. Ja mu już dziekowalam, że mnie wybrał. Ma wielkie błękitne oczy i strasznie pogodne usposobie. Na dobranoc i wnocy mamy puszczone szumy z brzucha a w dzień starszy syn mu puszcza otwieranie czakr śpiewane przez indyjskich joginow. Kiedyś mu opowiem o duszy, i inkarnacji i zobaczymy co dalej. Ja od niego dostałam czas na zmiany nic nie zabrał a dał. Po poradzę mam problemy ze zdrowiem, hormony mi zwariowaly ale jako że w Polsce termin do endokrynolog mam na sierpień więc znów mam czas żeby na weganizmie wszystko odwrócić. Powinnam go winić za utratę zdrowia ale może warto myśleć że bez tego nic bym nie zmieniła zarówno diety jak i wykanczajacej pracy. Pojawił się po 8 latach ja nie chciałam mięć więcej dzieci. Ma 10 miesięcy. Pozdrawiamy.

        1. avatar Niki 11 października 2019 o 20:47

          <3 Tak! właśnie, nie pojawił się jako przeszkoda, krzywda tylko stopień do wzrostu, wyjścia poza ograniczenia umysłu, poza opór przed otwarciem, wypłynięciem na szerokie wody życia. Obfitości! :):)

  9. avatar Fredzia 10 października 2019 o 20:39

    Do Komentatorki: a ja mam 44 lata i tez nie mam z kim podróżowac. A lubie swoich znajomych i rozumiem ich ograniczenia. Ale ciekawość świata jest tak silna, że strach okiełznalam. Sama w Tajlandii w styczniu, teraz grzeje dupsko w Andaluzji. I z reguly turysci zazdroszcza mi bo bedac w grupie czesto sa skazani na czyjes widzimisie. Podroze w pojedynkę sa calkiem fajne, bo robie to na co mam ochotę. Nakarmic słonia bio bananami (po nie -bio maja zatwardzenie), obejrzec obrazy Picassa, obfotografowac wszystkie detale architektoniczne, zapuscic sie do pobliskich kanionow, posiedziec na plazy. Kurs tanca flamenco czy jazdy na segwayu. Podroze ksztalca, nabierasz wprawy, zaczynasz ufac sobie bo tylko na sobie mozesz polegac. Stajesz sie obcykana, czujesz ze nabierasz mocy. No i… poznajesz ludzi, wymieniasz swiatopoglady. Tylko trzeba zaczac. A jeszcze podam ekstremalny przypadek. Znajoma grubo po 50tce uparla sie ze bedzie mieszkac na Cyprze. Zrobila kurs masazu, dzis ma 68 lat, robi masaze i udziela lekcji pilatesu dla starszych. Slonce i dieta srodziemnomorska daly jej zdrowie i radosc z zycia. A Ty mloda kobieto zacznij tak po prostu jak bys szla po gazete do kiosku. Zacznij od jakiejs pasji a wszystko potem powoli sie ułoży w logiczna ukladanke. Moze nawet przyjdzie moment ze zrozumiesz ze bez faceta tez jest spoko. Jesli jest Ci pisany to sie napatoczy. Buddha powiedzial cyt. „Mozesz przeszukac caly wszechswiat i nie znajdziesz nikogo kto by zaslugiwal na Twoja milosc bardziej niz Ty sama.” Cytat w skrocie pochodzi z ksiegi Akashy. Pozdrawiam

    1. avatar Niki 11 października 2019 o 06:09

      Ja też jeździłam sama, kiedy nie było innej możliwości, bo dlaczego nie? Poznać siebie. Odwaga to decyzja: robię to! plan, akcja, wszystko zaczyna się w wyobraźni i nic mnie nie zatrzymuje.

    2. avatar Robaczek 11 października 2019 o 11:25

      Zainspirowałaś mnie, dziękuję 🙂

  10. avatar Agniecha0107 11 października 2019 o 05:56

    Hej Pepsi. Czy możesz napisać co sądzisz o „totalnej biologii” ?

    1. avatar Jarmush 11 października 2019 o 10:48

      naciągane, bo zwierzęta by nie chorowały

      1. avatar Niki 11 października 2019 o 20:51

        Jednak sprawdza się u tych, którzy zadają pytanie TB w swojej osobistej sprawie.

      2. avatar Śliwka 14 października 2019 o 11:53

        Proszę rozwiń?

  11. avatar asik 11 października 2019 o 07:04

    Pepsi
    co myślisz o tlenoterapii w komorze hiperbarycznej ( JEST TO DROGA IMPREZA, ALE MOŻE WARTO??)
    czy próbowałaś? Jak natleniasz swoje komórki?
    J.

    1. avatar Jarmush 11 października 2019 o 10:46

      codziennie 4 szklanki i bieganie

    2. avatar Niki 11 października 2019 o 21:10

      Żadna terapia w pojedynkę nie zadziała… tak jakbyśmy chcieli. I żadna nie zadziała w magiczny sposób. Porzucamy złudzenia. Jeżeli przychodzi pacjent, zdesperowany, z pieniędzmi, szukając sposobu jak wyjść z choroby, żeby nie odczuwać objawów, żeby nagle (a najlepiej szybko, bezproblemowo) zniknęły, to wyprowadzam go z błędu delikatnie, naprowadzając na inny tor myślenia. Co z tego zrozumie, czy przyjmie tę wizję, czy zaakceptuje swoje zaburzenie i potrzebę zmiany, to zależy od niego. Jeśli chce pozbyć się objawów, bo wiadomo są dokuczliwe i tylko tymi objawami żyje, doświadcza ich na co dzień i to one go zbudowały, a raczej zbudowały w nim zaburzenie, dysproporcję energii, nierównowagę – nie zmieniając swojego podejścia do życia, stylu życia, czyli też diety, aktywności ruchowej, stanu ducha, jesli nie zbuduje siebie na nowo zaczynając od środka – co o sobie myśli, o ludziach, relacjach, życiu, jak silnie zakorzenione ma różne przekonania – nie zrozumie po co jest na tym świecie, dokąd idzie, jaką drogą, czym oddycha, że oddycha płytko i złym powietrzem, bez tlenu, a jego komórki żyją w chaosie na zaburzonej częstotliwości, jeśli po prostu nie zmieni swojego wewnętrznego środowiska dając terapiom najlepsze warunki do korzystnego oddziaływania, to będzie chodził na te terapie przez wiele lat z tym samym połowicznym bądź mizernym efektem, nadal potrzebując takiego wsparcia. I będzie rozpowszechniał na około jakie to one wspaniałe, bo chodzi i ma się dobrze, wraca do zdrowia, albo odwrotnie, rozpowiadał, że nie działają, że ktoś go naciągnął, bo zraził się, gdy po 10 razie nie odczuł poprawy, a „obiecywano”.
      Organizm ma funkcjonować po terapii jak nowo narodzony, lecz to „pacjent” – człowiek ma sobie zapewnić najkorzystniejsze warunki do doskonałego funkcjonowania już bez nich.

      1. avatar Syla 12 października 2019 o 12:07

        Droga Niki, czy są jakieś filmiki na YT czy Spotify, które mogę sobie rano czy wieczorem zapuścić ? Takie z odpowiednia częstotliwością? Takie które ukoją i zrelaksują? Góry dziękuje Ci za wszelkie rekomendacje ?

        1. avatar Niki 12 października 2019 o 20:47

          Oczywiście, że są, na różnych kanałach, dźwięki o różnych falach – beta, theta – muzyka do snu, na koncentację i pamięć do nauki, częstotliwości solfeggio. Solfeggio 432 Hz, 528 Hz i inne – taką nazwę sobie wpisz w szukałkę jutuba, a otrzymasz obfitość <3

  12. avatar Azalia 11 października 2019 o 07:36

    Zrozumiałam to prosto – zejść z obłoków na ziemię , a tu trzeba zasuwać i się nie poddawać . Nie przyciągnie się do siebie ludzi, ani dobrobytu czując się ofiarą , bo nikt/ nic ofiar nie lubi .

    1. avatar Jarmush 11 października 2019 o 10:42

      nie o to chodzi, ofiary przyciągają katów, żeby dalej mogły być ofiarami, tak jak o sobie myślą

  13. avatar Azalia 11 października 2019 o 12:16

    Pepsi, czy mogłabyś napisać coś w temacie : kiedy jest ten moment , gdy wręcz potrzeba zaatakować ? . Trudno realizować swoje cele z pokorą Matki Teresy ( podobno tez tak pokorna nie była jak się kreaowała ) . Mam na myśli atak w celu obrony , nie jako cel realizacji swoich celów za wszelką cenę . „ Atak „ jako słowo brzmi źle , ale jest dosadne , właśnie o skuteczne tupnięciem nogą mi chodzi . Mam problem , od dawna schodzę innym z drogi , miałam nadzieję,ze w ten sposób odnajdę własną , wchodzę w coraz większy labirynt , chyba nie o to chodzi , są jakieś graniczne momenty ?

    1. avatar Jarmush 11 października 2019 o 17:44

      ciekawy temat

  14. avatar Lusja 11 października 2019 o 14:23

    Pepsi, jak dlugo odpadaly od ciebie twoje przekonania? Co zajelo ich miejsce? Pojawily sie nowe, zostala po starych „dziura”, czy jeszcze cos innego sie podzialo? Czy mozesz podac przyklad jakiegos swojego dawnego przekonania, ktorego przypomnienie dzis wywoluje zdziwienie typu: jak jak moglam tak myslec?

    1. avatar Jarmush 11 października 2019 o 17:39

      że nie ma niczego oprócz materii

      1. avatar Niki 11 października 2019 o 21:22

        Pamiętam ten moment, kiedy zaczęłaś ewoluować, kiedy zaczęłam dostrzegać przebłyski. A odczytuję jasno tylko słowa i to „coś” pomiędzy słowami. Na filmach nie mam tego widzenia, bo tam obraz zaburzają mi gesty, mimika, ton głosu, modulacja, wizualne bodźce zewnętrzne, różne dźwięki, słowa pisane są niejako „czyste” obdarte z otoczki i celne. Jest więcej takich przekonań, ale to mogło by pierwsze i fundamentalne.

  15. avatar Rose 11 października 2019 o 14:28

    Możesz polecić książkę, która gimnastykuje umysł?

    1. avatar Jarmush 11 października 2019 o 17:39

      generalnie mądre książki to robią

  16. avatar PitipitiPa 11 października 2019 o 15:01

    Dziewczyno! Przestań biadolić! Upiecz ciasto i zaproś koleżankę z depresją na kawę. Druga opcja ,to postaw kawę koleżance. A najlepiej,to zacznij domowe porządki,bo kupa starego stęchłego oporu,chaosu,lęku zamkniętego w chmurze ego wisi nad tobą,idzie przed tobą,za tobą i jest w tobie. Jak już posprzątasz chatę,powyrzucasz,poukładasz,to zacznij robić wszystko to ,co ci PeEl radzi.

    1. avatar Paula 12 października 2019 o 10:30

      Ależ oczywiście ze kupiłam ciasto i czekałam o umówionej 17 godzinie z tym ciastem. Kilka minut po 17 SMS ze dziecko złamało palec i musi jechać na pogotowie. Ok, z tym się nie dyskutuje.
      Tylko ze widzę to dziecko następnego dnia bez żadnego gipsu, opatrunku, nawet plasterka. Ale ok. Nie mam żalu czy złości . Sama nawet za jakis czas proponuje wyjazd na zakupy, „tak tak super jedziemy” słyszę , godzinę przed wyjazdem koleżanka dostaje zapalenia spojówek… ok. Tylko ze kilka godzin później pisze ze jest super wyprzedaż w sklepie obuwniczym i czy jedziemy. No nie rozumiem . Już dawno przestałam ganiać za ludźmi. Nie rozumiem tylko dlaczego się umawiają, zawracają głowę . Sami często tez proponują spotkania a chwile przed nagła wymówka lub w ogóle cisza i brak kontaktu? Tak wiem, jakieś problem problem jest we mnie .

      1. avatar KoAnn 13 października 2019 o 18:31

        Nie patrz na to w kategoriach problemu … Ani na siebie nigdy tak. Twoja percepcja może być problemem. Nigdy twoja istota. Pepsi czasem ostro napisze, czasem tak trzeba. Może kwestia zmiany optyki sytuacji dla Ciebie. Może pora odkleić się od starych znajomych? Może czas na nowe hobby, pracę? A może na to żeby nauczyć się spędzać czas samej, z radością. Ludzie sami zaczną się garnąć. Starzy lub nowi. Lub posiedzieć samej, pomedytowac. Mowa tu o podróżach solo czy spędzaniu czasu. Jest ok. Naprawdę. Tylko trzeba nauczyć się czuć swobodnie sama ze sobą. W swoim ciele. Też. Polub siebie. Bądź swoją najlepszą przyjaciółką. Zabierz siebie sama na weekend do Paryża. Nie czekaj aż ktoś Cię zabierze. Brunet napatoczy się na miejscu lub będzie siedział obok w samolocie, jak znam realia samotnego podróżowania;) Obejrzyj „Jedz, módl się i kochaj”. 100x lepszy dla solo panien niż Biridżit kultowa. Jeszcze u nas singlowska kultura i oferta rozrywkowo – turystyczna rozkwitnie nad Wisłą. Na razie fakt – nie zawsze jest to tanie lub naturalnie przyjmowane przez otoczenie (choć nie mój problem to). Lub tak mi się wydaje. Whatever. Życie to piękna przygoda:) nie daj się zdołowac koleżankom które już twojego zakresu swobody nie mają. Kobiety z dziećmi często uważają że do nich się trzeba podporządkować – a czasem i takie są realia. Nie daj się też zdolować tym zdołowanym. Fitness lub joga zamiast plot na kawie, planowanie podróży nad filiżanką w domu, cieszenie się małymi rzeczami na co dzień, przyjazne interakcje z nieznajomymi i do przodu:)

        1. avatar Edda 14 października 2019 o 14:41

          Yyyyyy, hhmm, chyba nie bardzo. Podróżuje sama, do kawiarni/restauracji chodze sama, do zoo, ogrodów botanicznych itp chodze sama, I jakoś nigdy nie spotkalam ani bruneta, ani blondyna, ani rudego ani łysego…. A jedyni ludzie ,ktorzy zagadają od czasu do czasu to dziadki

  17. avatar Zofia 11 października 2019 o 18:11

    No kocham takie wpisy ❤️

    1. avatar Jarmush 11 października 2019 o 20:01

      <3

  18. avatar Kózka 12 października 2019 o 10:10

    A ja lubię czytać te komentarze, bo wtedy mam takie odszczepienie od „rzeczywistości” i naprawdę czuję się jak w grze, chce mi się z tego, co czytam śmiać, jak ludzkiego ego kocha, kocha stwarzać dramaty z wszystkiego, wszystkich winić, ble ble.
    Fajnie się łapie dystans na tych dramach.
    Swoją drogą, jeśli ktoś ma ból dupy o wszystko, a jest zdrowy, ma co włożyć do ust i gdzie spać, to polecam obejrzeć, np. „Przebudzenia” z 90 roku. Zaczniesz docenić Ciało, życie, możliwość decydowania o tym, gdzie chcesz iść i że masz władzę nad swoimi nogami, a one właśnie tam Cię zaniosą. Oj zaczniesz istoto ludzka ❤️

  19. avatar Lucia 13 października 2019 o 07:47

    Pepsi są jakieś medytacje uwalniające od kogoś?
    Te natrętne myśli, wstaje i chcąc nie chcąc pierwsza myśl jest o kimś. Staram się to zaakceptować bo na siłę odepchnąć się nie da ale i tak się nie da. To już 2 lata, męczy, wyżera. Staram się zrozumieć, że ktoś nas nie chcę, że ja za bardzo chciałam pewnie itp.
    Zajęcia dodatkowe owszem pomagają ale wspólni znajomi i pasje przypominają. Jesteśmy podobni myśleniem i zachowaniem a przecież nie zmienię specjalnie siebie, myślenia o życiu, pasji i zawodu tylko po to aby zapomnieć o kimś. Jedne co mi ta osoba dała to własnie zasugerowała jak osiągnąć to co chcę w życiu ale ok już wiem więc dzięki mu za to i nie może odejść już z głowy? Wiem, że gdybym to osiągnęła byłabym spełniona jeśli chodzi o takie nasze misje życiowe, może bym wtedy zapomniała o tej osobie ale to długo droga a myślenie o kimś jeszcze to oddala bo popadam w tęsknotę, przyciągam tęsknotę i tak w kółko. Gdzieś chyba się pogubiłam?

  20. avatar Merci 17 października 2019 o 04:37

    Wciąż mi się to jeszcze miesza. Będąc wewnątrz swojego matrixa niektórych rzeczy nie widze. Idąc tym tropem, jeśli wkurzam się na swojego partnera, o to że rok nie pil i nagle lecą browarki, driny, coca cola i w mojej paskudnej ocenie wydaje mi sie że sie cofa w rozwoju, to znaczy, że sama nie mam akceptacji dla siebie i uważam, ze to ja się cofam w rozwoju? Jeśli mój niemowlak krzyczy najwięcej wieczorem to tak naprawdę on jest odzwierciedleniem mojego wieczornego zmęczenia i niewyrazonego krzyku? Jak ojciec przychodzi dziecko od razu jest spokojne i w sumie ja tak samo, bo sama jego obecność działa kojąco. Jeśli ZUS zalega mi z wyplatami i różni klienci ze spłacaniem rat za moje usługi to tak naprawdę ja mam problem z hajsem i terminowoscia spłat? Moje koty chodzą za mną stesknione, bo nie mam tak duzo czasu dla nich odkąd pojawiło sie dziecko, tzn ze ja sama za sobą tęsknię? Czy wszystko to jak widzę, włącznie z tym jak delektuje sie soczystym owocem jest mną? Czy ja wtedy w swoich oczach też mogę byc soczysta jak ten owoc?
    Buziak Pepsi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się
Reklama

Twój Shake Shake TiB 

Rzeźbienie i ubijanie ciała!

TOP

Dzień | Tydzień | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum