logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
68 525 487
469 online
28 998 VIPy
Reklama

GREENS & FRUITS TiB TWÓJ SILNY SYSTEM ODPORNOŚCIOWY

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Sieczka w głowie, którą robi pewnej osobie jej facet

    Złe samopoczucie to tylko wynik braku świadomości.

    Komć:

    Jestem na etapie maksymalnej tolerancji dla ludzi, naprawdę ich szanuje niech każdy jest tym kim chce być i nie przeszkadza mi to. Czuję się daleko od złoszczenia czy obrażania.

    Natomiast mój własny facet robi mi sieczkę z mózgu. Sam ma problem ze sobą, a ze mnie kolejny raz dziś zrobił wariatkę. Czuję taką bezsilność, że tylko ryczeć potrafię. Nie pamietam kiedy tak się ostatnio uryczałam, a spowodowały to słowa, które do mnie wypowiedzial. Nie umiem przełknąć tego, co do mnie mówi.

    Szkoda mi życia na rozklejanie się, mogłabym te chwile przeżyć super, ale on naprawdę mi robi sieczkę z mózgu. I co gorsza nic do niego nie dociera. Do tego ma chwyty poniżej pasa. Robi ze mnie chorą psychicznie. Nie wiem co robić. Nie potrafię przeskoczyć muru, który ma w głowie. Wszystko wie lepiej. Masakra.

    Dzięki za komcia, to po pierwsze.

    Albo jesteś uważna i obserwujesz co się z Tobą i wokół Ciebie dzieje, albo śpisz. Albo się, budzisz, albo wciąż śpisz. Albo działasz jak automat, albo nie jesteś maszyną zaprogramowaną na służenie swojemu ego. Na identyfikację z fałszywą Tobą. Ostatnim punktem programu jest oczywiście pełne przebudzenie, czyli totalna uważność, ale nie abstrachujmy.

    Czy jasne jest dla Ciebie, w którym miejscu się obecnie znajdujesz? Jak nie kumasz tego jeszcze, to ja Ci powiem, że śpisz.

    Ale.

    Pani Monika bardzo chciała mieć męża. Robiła wszystko aby umawiać się z mężczyznami, a jej dobre samopoczucie było ściśle związane z tym, czy kroiła się randka, czy też nie. Oraz czy ktoś zadzwonił, czy też nie. A gdy po randce telefon milczał wpadała wręcz w depresję. W pracy obijała się o kserokopiarkę i wszyscy wokół mieli jasność, że pani znowu coś się nie udało w tych sprawach.

    W końcu ktoś doradził pani Monice, żeby zaczęła się budzić i odpuściła. I tak jakoś pani Monika przestała zabiegać o potencjalnego męża. Jednak napady euforii (zdzwonił) zniknęły, podobnie jak stany depresji (nie dzwoni). W związku z tym pani Monika znalazła się w nowej sytuacji i nie mogła się odnaleźć.

    Tak jak tygrys, który nagle odzyskał wolność, próbuje stawać na tylnych łapach, żeby dostać jedzenie. Ale teraz nie działają już ani stare kary, ani nagrody. Tak też może być po drodze.

    Tak czy siak, złe samopoczucie, to tylko wynik braku świadomości.

    To co się dzieje wokół nas to jest poletko doświadczalne. Wszystko co Cię spotyka jest Twoim lustrem. To Ty masz problem, a nie Twój facet. Zresztą on się nie zmieni. Nie ryczy, nikt mu nie mówi, że jest wariatem, czyli widzisz, że to jest Twój problem do rozwiązania. To Ty stwarzasz tę rzeczywistość, a wszystko dlatego, że jesteś totalnie we władaniu własnej fałaszywej tożsamości, czyli ego. Twoje ego poczuło się urażone.

    Chcesz w skrócie?

    Okaż wdzięczność, zrozum po co sobie to robisz, zaakceptuj, po czym rusz ze skrzyżowania.

    Owszem.

    To brzmi jak wierszyk z przedszkola powtarzany setki razy przeze mnie. Jesteś tutaj, żeby wzrastać, a wszystko co Cię spotyka, to to z czym akurat rezonujesz. Takie sytuacje lgną do Ciebie, jak ćma do światła.

    Na dany moment naszego życia, każdy nasz partner jest tym idealnym.

    Gdyż doskonale wtapia się w nasze niskie wibracje, w nasze nieskumanie o co w tym wszystkim biega, w naszą senność, ba, w nasze totalne uśpienie. Lub odwrotnie.

    To co przeżywasz ze swoim facetem dzieje się z Twojego powodu.

    Jesteś zaprogramowana na to jak powinien wyglądać związek, a to powoduje przygnębienie. Przywiązana jesteś do miłości z serialu. Ale Twoje wibracje są takie, że tkwisz z człowiekiem lustrem. Musisz więc wyć.

    Gdy nie zaakceptujesz tej sytuacji i nie ruszysz ze skrzyżowania, nic się zmieni. Najwyżej  go rzucisz, i wkrótce poznasz kogoś bardzo podobnego jeśli chodzi o wibracje.

    Spotykamy na swej drodze to, z czym rezonujemy (Einstein)

    Osobę dopełniającą się z Tobą. Ofiary spotykają katów, kaci spotykają ofiary. Córki alkoholików biorą ślub z pijakami, a jak się bardzo pilnują i biorą z premedytacją abstynenta, to i tak gość nałogowo je niszczy.

    Czy nie widzisz, że jedyną drogą wyjścia z tego co się dzieje na Twojej drodze, jest akceptacja tego co Cię spotyka, okazanie za to wdzięczności i odrobienie lekcji? Wiem, że nie widzisz.

    Jednak.

    Rozpocznij zmianę siebie, czyli pobudka. Zmieniać możemy tylko siebie, i to jest mega optymistyczne. Dlatego nie patrz na niego, nie licz, że on się zmieni. Jak on się zmieni, to tylko w wyniku Twojego wzrostu. Dlatego trzeba zacząć od wzrastania.

    W Twoim ciele jesteś Ty prawdziwa (jaźń, dusza, czy jak to tam nazwiesz), nieśmiertelna, która zawsze idzie drogą wzrastania. Nie ma mowy o cofaniu się. A ile to będzie trwało? Ile wcieleń Ci to zajmie, to już inna sprawa. Po drodze będziesz jeszcze dodatkowo natrafiała na zmyłki, na podszywające się pod duchowość ego, na materialistyczne ciągoty (na tej Ziemi jest materia gęsta, a to bywa przyjemne). A nawet może się okazać, że jesteś bardziej zachipowana niż sądzisz. Że matrix jakieś plany ma wobec Ciebie.

    Ale spoko.

    I tak musisz ruszyć ze skrzyżowania. Zróbże ten pierwszy krok. Przestań działać jak automat, który musi wyć, jak go przestraszą, czy obrażą. Poobserwuj sytuację. Nie identyfikuj się z nią. Nie pragnij. Odzyskasz wolność. Podniesiesz wibracje i wszystko bardzo się zmieni. Jestem pewna, że tak będzie.

    A jak wyjesz, to i te emocje zaakceptuj na ten moment, okaż wdzięczność swojemu facetowi, że otwiera Ci oczy. Tylko nie żałuj, jak pani Monika.

    lovciam:)

    (Visited 7 783 times, 6 visits today)
    44 - kim jest? Trudniej jest ocenić, niż to kim ona nie jest. Z pewnością nie jest już PepsOsho, ani też żadną inną koniunkcją. Po prostu, jakbyś chciała, jest sobie nawadnianiem Twojego późnowiosennego ogrodu.
    Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
    Może rzuć też gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep
    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

    Powiązane artykuły

    1. Figa 21 października 2017 o 20:04

      Dokładnie przez to przechodziłam! A teraz mój mąż jest zajebisty. Naprawdę zajebisty. Chociaż myślałam, że nigdy się nie zmieni, bo w sumie się nie zmienił… tylko wrócił. Mój zajebisty mąż. Bo doceniłam siebie. A potem jego. A potem zaczęłam mu dziękować. A potem stał się dla mnie zajebisty.

      1. mucha 21 października 2017 o 20:55

        mam podobnie z moim bojfrendem;)

        1. zoja 22 października 2017 o 08:50

          Jak wam się to udało?
          Ja mam wrażenie jestem bardzo akceptująca i spokojna, do tego stopnia że mój chłopak pozwala sobie na wspólnie wycieczki z była dziewczyną ( mają dziecko, to dla dziecka), kilkudniowe. I pomieszkiwanaie u niej czasami ( w pokoju dziecka przeciez..)
          Zastanawiam się gdzie jest granica akceptacji czegos takiego?
          Chociaż może los jest łaskawy i daje mi możliwość zwrwania z nim i uwolnienia się?
          Co myślicie?

          1. Pepsi Eliot 22 października 2017 o 09:14

            po pierwsze, nie widzę w tym nic złego, wiedziałaś, że ma dziecko, nie kupiłaś gościa na własność, ale gdy Tobie to nie odpowiada zaakceptuj ten fakt i albo odejdź, albo się zmień, czyli Ty się zmień.

    2. Madzia 21 października 2017 o 20:26

      Nooo to się rozwinelam ,ale to prawda ,tylko pepsi wiesz trudno w to trochę uwierzyć ,pojąć !!!! Ale tak jest na sto procent , mam dokładnie takie same doświadczenia przede wszystkim gdy przestalam oczekiwać ,tylko rozmawiać otwarcie …!!!! Wiem jak to brzmi ale siedzimy tak głęboko w schematach damsko- męskich ze nie widzimy jak jest w realu ….. Masz racje na 100% tez mam zajefajnego męża nawet wyprzedził mnie w budzeniu się …kocham cie pepsi

      1. Pepsi Eliot 21 października 2017 o 23:39

        kocham2

    3. Lena 21 października 2017 o 20:34

      Kurcze jakie to trudne Pepsi, niemniej dziękuję i lovciam

      1. Pepsi Eliot 21 października 2017 o 23:39

        lovciam2

    4. maggie 21 października 2017 o 21:31

      Figa, a jaki był problem u ciebie?. Ja przez 15 lat luzowałam, doceniałam siebie, olewalam to co robi facet, zmieniałam siebie, nie jego… Byly tylko rozmowy, bez kłótni, afer… Po setnej nieotrzymanej obietnicy zaczęłam tracić nadzieję w ludzi, w ich słowność, w moc obietnic. Cztery lata temu poczułam sie oszukana. Pierwszy raz, po 15 latach, to odkrycie było straszne. Krach!!! Od tamtej pory, 4 ostatnie lata w moim małżeństwie to permanentny stres, dla mnie, brak wiary w siebie, w sens życia, w sens związków, wewnętrzna apatia, niezadowolenie, nieufność, upadłość… W pewnym momencie prawie depresja tzn.doszła niemoc fizyczna, totalna dekoncentracja… Ostatecznie to jakoś zwalczyłam ale zaszczucie pozostało…Naczytałam się poradników jak ratować mój związek, być wyrozumiałą i empatyczną. Tylko pogorszyło to sprawę… Ludzie, ktorzy do tej pory dawali mi energię, zaczęli ją wysysać…. Moja niepewność przeniosła się ze związku na inne aspekty życia. Jeszcze na początku mojego „upadku duchowego i mentalnego” udawałam silną, teraz nie potrafię. Słaba jestem, nieszczęśliwa. Jak ruszyć z takiego skrzyżowania? – skoro ja leże w rowie nadziana na kaktusy….ścieżki nie widać nawet, bo została u góry, a przez nadzianie nawet głowy do słońca nie potrafię obrócić. Dobrze, że w pracy pamiętają mnie sprzed kryzysu, więc przynajmniej tu jestem w jakiś sposób „dawną dziewczyną”. A mój facet nadal
      obiecuje, a robi swoje… Teraz jestem w ciąży i boję się jak cholera, że unieszczęśliwię swoją postawą swoje dziecko…. Jak żyć???

    5. olga 21 października 2017 o 22:00

      Figa jak długo to trwało ,bo swojego mam ochotę udusić..

    6. Kaśka 21 października 2017 o 23:14

      Tego właśnie potrzebowałam. Dzięki wielkie za ten tekst.

      1. Pepsi Eliot 21 października 2017 o 23:34

        <3

    7. Madzia 22 października 2017 o 06:35

      Serce mi sie łamie jak czytam twoja wiadomość Maggie tym bardziej ze jesteś w stanie wyjątkowo pięknym dla kobiety ,wiem ze twoje pytanie nie jest do mnie ,ale obojętnie przejść obok jest trudno ,kochana Maggie proszę cie żebyś tekst powyżej pepsi przeczytała uważnie ,dokładnie z poziomu serca jeszcze raz bo ja wiem ze to brzmi banalnie ale przysięgam ze twój mąż to twoje lustro a to co cie otacza jest projekcja tego co masz w głowie ….. Wydaje mi się ze popelnilasz błąd zagadujac tylko swój umysł bez głębokiego swiadomego zrozumienia przepraszam jeśli się myle ,wejdz głęboko w swoje ciało wycisz się ,nie oczekuj zrozum ,zobaczysz wszystko się zmieni ,przede wszystkim wyjdz ze strachu to najgorsza energia ,polecam książkę de Mello przebudzenie kochana będzie dobrze dużo energii

    8. Noname 22 października 2017 o 07:01

      Wczoraj rozmawiałam o moich problemach z przyjaciółką, a tu proszę. …. tekst skrojony dla mnie. I jak nie wierzyć, że nic nie dzieje się przez przypadek. Do tego, że zmieniać należy tylko to co można czyli siebie doszłam jakiś czas temu, niestety ciągle jeszcze próbuję zmieniać partnera, a gdy nie wychodzi (a tak właśnie jest), czuję się zawiedziona i poirytowana. Budzimy się…. pora przestać śnić.

    9. Hania 22 października 2017 o 08:06

      Nie tak łatwo skorzystać z tych rad, gdy jest się wspoluzaleznieniona, a autorka komentarza prawdopodobnie jest. Wiem, bo sama dokladnie tak mialam. Wyjść ze współuzależnienia jest naprawdę trudno i często potrzebna jest pomoc profesjonalnej grupy wsparcia. Mnie na początku bardzo pomogła książka „Kobiety które kochają za bardzo „, można tez coś poczytać o toksycznych zwiazkach i wspoluzaleznieniu. W Polsce dziala fundacja Kobiece Serca, która organizuje grupy wsparcia, niestety tylko w duzych miastach. Ale na jej stronie jest duzo do poczytania w temacie.
      Będąc kobieta wspoluzaleznienioną , łatwo pogrążyć siebie i swoje zdrowie , wiem z autopsji. I nie tak latwo walczyć o siebie, gdyz czujesz sie bezwartosciowa, w czym ciagle utwierdza cie partner. Poszukaj pomocy, poczytaj, otworzą Ci sie oczy. Powodzenia!

      1. Pepsi Eliot 22 października 2017 o 09:18

        w ogóle nie należy walczyć, walka jest synonimem spania, nieświadomości. Podajesz rady mnatrixowe, nie o tym mówię.

    10. Nati 22 października 2017 o 08:37

      Co zrobic zeby moc zjesc. Od wczoraj nie moge zjesc poniewaz dusi mnie w zoladku. To taki bol i pieczenie jakby. Czuje tez jakby czasem mi cos podchodzilo do gardla. Gastroskopie mialam i nic nie wykazala. Boje sie cokolwiek zjesc bo wiem ze jak to boli to bedzie gorzej. Jak wczoraj troszke zjadlam to bylo mi ciezko i niedobrze. Najdziwniensze jest to ze raz boli bardziej potem na chwile przejszie nastepnie bol sie nasila. Wieczorem mocno mnie bolalo. Pozniej poszlam spac. I odziwo w nocy tego nie czulam. Nawet jak przewracalam sie na bok to tez bylo dobrze. Juz myslalam ze mi przeszlo. Ale tylko rano jak sie obudzilam na dobre to znowu sie zaczelo. Sciskanie i pieczenie oraz bol. Dziwne bo przy tym czuje ze mi tez burczy z glodu ale przez ten bol nie moge zjesc. Odczuwam ze ten bol jest w tym miejscu gdzie wglebienie pod klatka piersiowa. No i wychodzi na to ze mimo bolu itp zoladek strawil jedzenie ktore dalam rade zjesc. Juz zaczelam soe zastanawiac czy to nie od wody z sola. Bo czulam ze ciezko mi na zoladku bylo i mialam zgage. Wiec wypilam szklanke wody z 2 malymi szczyptami soli i od tego mi sie pogorszylo. Ta woda nie byla zla bo nie bylo czuc mocno soli. Przepraszam ze tak chaotycznie ale martwi mnie to bo jestem i tak chuda a przez to juz wogole schudne.

      1. anonimka 23 października 2017 o 13:09

        Hej, mój tata miał dokładnie te same objawy przez kilka lat, bagatelizował oczywiście, objawy się nasilały z miesiąca na miesiąc, dał się zawieźć do szpitala dopiero jak już mdlał z bólu, okazało się że to wrzód na dwunastnicy. Sprawdź pod tym kątem.

      2. grzegorzadam 23 października 2017 o 14:28

        martwi mnie to bo jestem i tak chuda a przez to juz wogole schudne.”

        Zbadaj się najpierw dokładnie biorezonansem pod kątem patogenów,
        szkoda czasu na gdybanie.
        Przyczyny mogą być różne.

    11. Gabi Orchita 22 października 2017 o 10:10

      Więc emocje odgradzaja nas od nas samych. Codziennie spotykamy się z odbiciem lustrzanym tego kim jesteśmy. Akceptacja i obserwacja tego co się dzieje. Zgadzam się, czuję w sercu że to właściwa droga. Ale nie jest łatwo akceptować i obserwowac. Im bardziej próbuje obserwowac swoje myśli i reakcje ciała tym bardziej czuję się nijak,jakbhm utraciła te możliwość. Czy można tak bardzo utożsamić się z obiektami których doświadczamy że to co kiedyś przychodziło łatwo (ja jestem niebem, smutek to chmura) wydaje się być utracone? Ta łączność? Znowu pomimo dobrej passy wpadłam w obżarstwo, moje ciało jest zmęczone , a ja sama choć mam urlop chce zakopać się na cały dzień w łóżku. Szkoda mi mojego męża bo zły stan odreagowywuje na nim. Ktoś inny mnie odrzucił w innej strefie a powiem że tak zwany rejection to mój issue z dzieciństwa i bardzo źle znoszę odrzucenie. Wiem, ktoś nie zachował się według mojego scenariusza i wzięłam to za bardzo do siebie ale tak się czuję, jak gowno. I leżę i patrzę i akceptuje (?) I żrem i kupuję kompulsywnie przez telefon. Tak na marginesie mam wszystkie Twoje książki oprócz ebooka o tym jak zarabiać bo mam siebie za tumana w tej kwestii ale dziś kupię i poczytam. uwielbiam Cię czytac Pepsi. Tak wiec…Jak siebie polubić? Jak przestać się wkurwiac? Mówię sobie…odpieprz się od innych i Zajmij sobą i na chwilę czuję ulgę ale OMG ,jesteśmy komputerami z uczuciami i chciałabym móc się przeprogramować. Kocham Cię Peps, do poczytania xxx

      1. Pepsi Eliot 22 października 2017 o 10:49

        Też Cię kocham, a odpowiem Ci postem

    12. zoja 22 października 2017 o 10:19

      Dziękuję za odpowiedz 🙂
      To prawda, nie mam go na własność i kontakty z dzieckiem nie przeszkadzając mi zupełnie. Chciałabym żyć jednak w związku monogamicznym, a z tym juz jest problem.
      czesto sobie myśle w różnych sytacjach ” jak zachowałby sie budda”. I wiem, że dla niego nie byłoby to problemem. Dla mnie też czasem nie jest, mam takie przebłyski totalnej akceptacji.
      wydaje mi się jednak że los może podsyłać mi znaki żeby po prostu już odejść. to nie pierwszy taki sygnał.
      Nigdy nie wiem jak odróżnić ego ( zazdrość), od wewnętrznego głosu radzącego że teraz jest czas na dalszą, samotną podróż…

      1. Pepsi Eliot 22 października 2017 o 10:48

        żeby zrozumieć siebie i swój wewnętrzny głos odróżnić od głosu ego, najpierw trzeba się wyzerować, iść do lasu, wziąć prysznic i głośno pod nim śpiewać, zastosować jakiekolwiek techniki pozwalające uciszyć ego, i dotrzeć do siebie i wtedy zapytać, wtedy dopiero może odezwać się intuicja, czyli głos duszy. Ona odzywa się zawsze skokowo, czyli nie jest to tok myślowy, to jest takie jakby ukłucie prawdą.

        1. zoja 22 października 2017 o 11:03

          Dziękuje, dziekuje, dziękuje 🙂
          Dziekuje za odpowiedz i przesyłam dużo miłości!

          1. Pepsi Eliot 22 października 2017 o 15:44

            <3 <3

          2. Mad Elena 23 października 2017 o 00:52

            Miałam taką sytuację- odejść/ zostać- czy rzeczywistość pcha mnie bym coś zakończyła, czy wręcz przeciwnie- moje zadanie to kontynuować „trudny związek”? Męczyło mnie to jako palący problem, wymagający jak najszybszego rozwiązania- tak lub nie. A jednak, gdy pogadałam sobie na spokojnie z Duszą, dowiedziałam się, że to nie jest ważne! Mogę zostać lub odejść i nie jest to takie ważne. Ważniejsze by rozwijać się- w warunkach tego związku lub samotnie . I tak pozbyłam się „palącego problemu do rozwiązania w trybie pilnym” ;), pozdrawiam!

    13. Aleksandra 22 października 2017 o 10:43

      Złe samopoczucie to tylko. …-świetne . Trzeba o tym pamiętać zanim się popłynie…. Jestem obserwatorem tego co się dzieje

    14. Aleksandra 22 października 2017 o 10:50

      W mojej ocenie to jest tak ze czasem się po prostu nie potrafi. nie jest jeszcze ten czas , ale następnym razem już dzieje się inaczej. Istota jakby dorasta a sytuacja dojrzewa do innego rozwiązania . To trochę jak wrzod który musi dojrzeć żeby peknac choć można go oczywiście próbować przecinac wcześniej

    15. Keyt 22 października 2017 o 13:51

      Hej Pepsi, ja z innej beczki. Odkąd tylko pamiętam uważam się za gorszą, nieudolną, w związku z czym podświadomie odseparowywałam się od innych.W dzieciństwie miałam jakieś tam koleżanki, owszem, ale i tak nigdy nie potrafiłam odnaleźć się w grupie, czułam się przytłoczona. Nigdy też nie przejawiałam jakichś przebłysków intelektu, w szkole podstawowej radziłam może sobie i nieźle, ale to przecież żaden wyczyn, a potem to już równia pochyła. Uczyłam się, a i tak do mnie nic nie docierało. Liceum to już w ogóle było apogeum. Nauka to dla mnie był dramat, w klasie byłam odmieńcem, bo raz, że czułam się gorsza przez kiepskie osiągi, a dwa, mój brak otwartości jeszcze pogłębiał ponury nastrój w czasie tych 3 lat. Ludzie po latach wspominają z tęsknota szkołę, a ja czuję ulgę, że to za mną. Po szkole dłuugi czas nic nie robiłam, na studia nie poszłam, bo gdzie z takimi wynikami matury, a poza tym, przecież i tak nie dałabym sobie nigdzie rady. Do pracy też nie, bo za głupia się czułam do nawet najprostszych czynności. Wreszcie coś mi się udało znaleźć i uwierzyłam, że mogę cokolwiek, ale i tak do tej pory gdzie bym do pracy nie poszła to fazę przystosowania się zawsze muszę przyozdobić wieloma wpadkami. Dążę do tego, że jest ze mnie średnio udany człowiek. Do niczego nie czuje się powołana. Pracuję w sklepie, bo tylko na tyle mnie stać. Nigdy nie miałam żadnych pasji, czy przejawów talentu do czegokolwiek. Ale jestem tym już zmęczona. Chciałabym się otworzyć na energię pieniądza, znaleźć sobie choćby najmniejsze mieszkanko i urządzić się według siebie (mieszkam z rodzicami, w chaosie totalnym – irytuje mnie ich tendencja do chomikowania i wiecznego życia w bałaganie). Tylko do rozwoju trzeba znaleźć coś, dzięki czemu można na tym zarobić. Wiem, że masz książkę z poradami o zarabianiu w sieci, ale o czym miałabym pisać blog, skoro na niczym się nie znam? Wiem, że z tego co piszę aż zieje triumfujące ego, dzięki Twoim postom, wiem, że ta stłamszona dziewczynka to nie ja, a ego, ale jakoś tak sama świadomość tego wszystkiego mi nie pomaga. Stoję na skrzyżowaniu i mi smutno. W swoim czasie miałam jakieś zajawki na tworzenie własnych kosmetyków czy włosomaniactwo. Pełno takich blogów, ale odpadło to i tak ode mnie. Nie wiem, gdzie mam zacząć szukać sposobu na wiarę, że cokolwiek potrafię robić i jeszcze móc na tym zarobić. Pomóż proszę. Kocham.

      1. Pepsi Eliot 22 października 2017 o 15:40

        Najdroższa Keyt, skoro karierę zrobiła strona na FB i blog „chujowa pani domu”, wydaje książki, etc, to dlaczego nie może się udać każdemu, z małym ego, które jest faktycznie bardziej dołujące ( w tym ekonomicznie) niż duże. Jak najbardziej może Ci się udać, tyle że konsekwencja, będzie tutaj mega ważna. A co do pasji, to mój blog stał się moją pasją dopiero gdy zaczęłam go pisać.Wcześniej nie miałam o tym pojęcia.Nie przejmuj się, że już są tematy o których chcesz pisać, trudno znaleźć jakąś totalną pustkę w necie. Najważniejsza i tak będzie konsekwencja. Jeśli podejdziesz do tego starannie, ale na luzie, porobisz fajne zdjęcia. A może jesteś dowcipna? Kocham2

        1. Keyt 22 października 2017 o 17:23

          Trochę wstyd mnie ogarnął po tych gorzkich żalach, ale jakoś tak z jednej strony oczyszczająco podziałało. Wiem, że nie znajdę żadnej niszy, ale coś jest na rzeczy, że blogów na te same tematy jest całe mnóstwo, a wybijają się nieliczne. Tak jak wspomniałam jednak, nie mam i tak żadnej konkretnej wiedzy z którą mogłabym wystartować. A nauka zawsze przychodziła mi z trudem, a im dalej w las z upływem czasu, tym gorzej. No trudno, pięknie dziękuję za odpowiedź :))

          1. anonimka 23 października 2017 o 13:21

            „Blog przeciętniaka” i jedziesz z koksem 🙂 skoro uważasz się za „średnio udanego człowieka” – pisz o tym właśnie. o swoich problemach, bolączkach, poprzeczkach nie do przeskoczenia, ale też o dobrych stronach bycia przeciętnym, o książkach, które pomagają na zbolałe ego, o tym jak poradzić sobie zarabiając mało kasy, czy jak powoli od podstaw budować poczucie własnej wartości, jak akceptować swoją przeciętność i kochać ją. Ludzi czujących się podobnie do ciebie są miliony, pisać potrafisz nieźle jak mniemam z poprzedniego posta, okrasić to wszystko dozą humoru i dobrymi ilustracjami / zdjęciami i masz zajebistego bloga,który równocześnie może być dla ciebie swoistą psychoterapią 🙂

    16. Monikaela 22 października 2017 o 14:06

      Ja z innej beczki😋olejem rycynowym można smarować tarczycę (guzy) w celu oczyszczenia?

      1. anonimka 23 października 2017 o 13:22

        mam pytanie – jak wykryłaś guzy? bolały cię? masz jakieś objawy w ciele?

    17. Martek 22 października 2017 o 18:58

      Peps.. ja dopiero zaczynam otwierać oczy.. chce się wybudzić z matrixu.. po przeczytaniu tego tekstu zrozumiałam to ze co ? Ze mam pozwalać być zdradzaną i oszukiwaną ? Ze mam to zaakceptować ? Iść dalej ? Nie przejmować się bo każdy z nas jest wolny ? Tak to zrozumiałam może widocznie złe czytam wybacz jestem świeża i się gubię jeszcze..

      1. Pepsi Eliot 22 października 2017 o 21:04

        źle czytasz jeszcze

    18. Hej 22 października 2017 o 23:25

      Hej Pepsi,

      Jestem nastolatką, żyję zdrowo, lofciam to czym się zajmuję i lofciam ludzi. Uwielbiam rozmawiać z nimi, zauważać ich, okazywać im ciepło. Jedynie moje relacje z rodzicami nigdy nie były dobre. Od zawsze szukam substytutu. Bardzo brakuje mi dotyku. Moje najlepsze wspomnienia to gdy nauczycielki przytulały mnie i całowały po wygraniu konkursów. Więc wygrałam ich z milion.

      Potrafię w nie-niezręczny sposób inicjować przytulenia z przyjaciółmi. Jest to miłe, ale tak naprawdę chcę być przytulona przez kogoś starszego, kto przypominałby rodzica.

      Nie wiem co z tym zrobić?

      Czy potrzeba dotyku to wyraz ego? Badania wykazywały, że niemowlęta pozbawione dotyku nie funkcjonują prawidłowo. A one nie mają jeszcze ego?

      Lofciam :*

      1. Pepsi Eliot 22 października 2017 o 23:40

        Kochana olej takie rzeczy, nie rozkminiaj czy to ego, czy nie ego, po prostu przytulaj się do kogo chcesz. Fajnie, że napisałaś 🙂 Lofciam & przytulam <3

    19. banan 23 października 2017 o 00:37

      pepsi kochana, właśnie oglądnęłam przypadkiem krótki reportażyk o handlu ludzmi, czy dziewczynki 9-14 lat sprzedawane za paczkę fajek to jest serio projekcja ich, ICH WŁASNA ?
      pytam może skrajny przypadek ale chodzi mi o to, czy każde zło które sie nam przydarza wynika tylko i wyłącznie z nas samych i z powiedzmy „kontrkatu duszy” chęci doświadczenia takich traumatycznych przezyć, braku miłości jakiejkolwiek, te dzieci są sprzedawane przez swoich rodziców. to jest serio taka kosmiczna mega inteligentna siatka która wszystko kontroluje ??
      dz\ięki za odpowiedz

      1. Pepsi Eliot 23 października 2017 o 08:06

        nie ma kontroli, jest karma

    20. Sofia36 23 października 2017 o 10:37

      Pepsi! Czy mogłabyś napisać co sądzisz na temat ,,miłości”między kobietą a mężczyzną?czy to jest wymysł ego?czy gdyby nie ego które trabi o wielkiej miłości możnaby być z kimś kogo darzy sie sympatią?

      1. Pepsi Eliot 23 października 2017 o 11:10

        prawdziwa miłość, to taka, że kochasz wszystkich 🙂 Generalnie trudno jest kochać prawdziwie będąc we władaniu ego. http://www.pepsieliot.com/20-znakow-ze-chlopak-maz-czy-zona-to-twoja-bratnia-dusza-w-5d/

        1. Sofia36 23 października 2017 o 13:02

          Dziękuję😊przewidywalam taką odpowiedź😊niestety daleko mi jeszcze do takiej miłości.

    21. zzz 23 października 2017 o 11:17

      Ten typ brzmi jak abuser… Sama byłam w takim związku, nie było tygodnia, żebym przez niego nie płakała. Odcięłam go kompletnie i teraz płaczę duuuużo rzadziej. Ale związek z taką osobą sprawia, że nie widzisz tych powolnych zmian patologicznych, nie widzisz, że partner nie powinien traktować cię tak, że regularnie płaczesz, po prostu stwierdzasz, że aha, najwyraźniej jestem płaczliwa. Oraz zaczynasz np. wierzyć, że jesteś niezdarna, a twoi znajomi (którym oczywiście nie powinnaś nic złego o nim mówić) są nienormalni.

    22. grzegorzadam 23 października 2017 o 13:06

      test

      1. informatyk 23 października 2017 o 13:16

        test

    23. grzegorzadam 23 października 2017 o 13:09

      test2

    24. Słońce 24 października 2017 o 13:24

      Toksyczny partner może być po to, żeby drugiego partnera wybudzić, i z całą pewnością rezonuje, skoro jest. Ale czasem to wybudzenie polega na tym, żeby nie pozwolić już się niszczyć i ruszyć ze skrzyżowania za wszelką cenę teraz już. Byłam kiedyś w takim związku, który mógłby zakończyć się wąchaniem kwiatków od spodu, ale w końcu kosmos okazał się litościwy i odeszłam, kompletnie nie zastanawiając się wtedy nad wysokością wibracji. I chociaż niektóre z moich ówczesnych problemów nadal przepracowuję, i może czasem jestem niedobudzona, to przynajmniej nic mi nie grozi. Dobrze pamiętać o własnym bezpieczeństwie, bo argumenty typu „związek karmiczny” czy „musisz to zaakceptować, to dla ciebie lekcja” to czasem też są takie usypiacze przez które ludzie sobie robią krzywdę i na koniec uwalniają się od ziemskiej powłoki wieszając się na klamce albo pozwalając by partner pięścią albo wlewaniem w nie wódki im pomógł.

      1. Pepsi Eliot 24 października 2017 o 13:33

        zaakceptować swoje decyzje, sytuacje, a nie oznacza to aby nie ruszyć ze skrzyżowania, to jest po prostu niezbędne, żeby nie ruszać w złości, w strachu, lęku, w poczuciu, że wszyscy mają lepiej. Oczywiście nie mam tu na myśli ucieczki i ratowania życia w sensie dosłownym. akceptacja sytuacji nie oznacza, że masz żyć w alkoholikiem, czy nawet z kimś, kogo nie kochasz (bo spisz)

    25. Dżasti 24 października 2017 o 17:12

      hejcia!
      zacznę z grubej rury. Mam faceta, dość trudnego charakterem jak sam przyznaje. Niby jest nam dobrze razem, a niby nie. Przynajmniej ja tak to odczuwam. Stale mam w głowie myśli że jestem tylko na chwilę, że na pewno mnie zaraz zdradzi, że do siebie nie pasujemy, że zaraz mnie rzuci. Co jakiś czas Ł. rzuci hasło typu : nie jest powiedziane że bedziemy ze soba na zawsze itp, a moze powinienem wyjechac na 3 miesiace i sie zdystansowac itp. a ja głupiutka zatrzymuje w pamieci te słowa i potem caly czas mi dzwieczą w uszach i stale chce mi sie płakać, nic mnie nie cieszy. najchetniej to bym go z chaty nie wypuszczała itp. nie potrafie sie na niczym skupic tylko mysle o nim. stale jestem podenerwowana, w srodku to mnie mdli i najchetniej to bym brała cos na uspokojenie. Co prawda nie dał mi twardych dowodow ze ma mnie dosc, ze jest ktos inny. bierze pod uwage moje potrzeby itp, zabiera do rodziny, mysli o wspolnych wakacjach. tylko ja se cos ciagle wmawiam. nie klocimy sie zbyt czesto, przytulamy sie od czasu do czasu, sex tez jest raz po raz. wiem ze to nienormalne, co sie ze mna dzieje, ale kurka pieczona nie umiem sobie we łbie poukłądać. Czytam Cię Peps nawet kilka razy dziennie i na jakies 2-3 h jest ok – wtedy mysle o sobie, ale zaraz po tym (np jak mi Ł. dlugo nie odpisuje na sms, albo wcale) to ja juz snuje czarnowidztwo. nienawidze sie za to. błagam, olśnij mnie. kisski loffki.
      Dżasti

    26. Avokado 24 października 2017 o 17:41

      Pepsi nawet nie wiesz jak Ci dziękuję że za ten tekst. Czułam się strasznie pisząc wtedy ten komentarz jak by mnie moj wlasny facet w ziemie wdeptal ale jak Cię czytam to mnie Twoje slowa utwierdzaja w przekonaniu że jestem na dobrej drodze do przebudzenia i nikt mi już kitu nie wcisnie!!!!! Ten placz wtedy pozwolilam aby przeszedl przeze mnie i bylo lzej pozniej ale tak masz racje- wszystko wkolo to nasze odbicie. I uwielbiam stac obok i obserwowac:-) tylko nie zwsze sie udaje bo ego rządzi. Kocham kocham kocham :-))) będę czytać milion razy to co napisałaś:-)

      1. Pepsi Eliot 24 października 2017 o 19:43

        <3 <3 <3

    27. kreolka 28 października 2017 o 10:20

      6 lat sama… i? Kupiłam książkę Osho „Miłość, wolność, samotność” zaczęłam czytać… odpuściłam..powiedziałam sobie ” przestań kur… jak masz być sama to będziesz i tyle” zaakceptowałam. Po 5 dniach jadę pierwszy raz ze znajomą na spacer do Cervia. Podchodzi facet i pyta czy napijemy się razem piwa, nawija w bardzo śmieszny sposób ale nie podoba mi się (nie szukam nikogo) poza tym ja nie piję alko – odmawiam mówię „innym razem”. On na to ” jak to dziś jest dziś i to dziś cię spotkałem”.. myślę „a co mi tam, oki”. Po 2 godzinach słuchania go patrzę i szit nie wierzę !!! On nawija jak Osho w książce którą zaczęłam czytać 5 dni temu !! Siedzę, patrzę, mało mówię i myślę ” skąd się wziąłeś gościu !!!” śmieję się tak że aż moje oczy błyszczą a wszystko wkoło krzyczy „ale jaja !!!”. Dałam mu nr.. ale kolo „nie zadzwonię do Ciebie bo nie chcę Ci przeszkadzać. Zadzwoń albo napisz jak będziesz chciała”. Piszę ja po 2 dniach.. umawiamy się i od tamtego dnia spędzamy całe dni razem.. od 20 sierpnia. Po drodze była 1 wielka katastrofa ale przegadaliśmy ją i idziemy dalej.. gadamy o wszystkim, czuję się jakbym miała przyjaciela, brata, matkę, ojca, zajebistego kochanka wszystko w jednej osobie. Myślę co mamy razem dzisiaj, nie za rok czy 1000 lat. Mam lęki bo jestem rozwiedziona i wychowuję sama syna ale płynę z prądem i jestem mega szczęśliwa !! ?Kiedy tylko ego zaczyna swoje figle wyganiam go do piaskownicy razem z całym tym burdelem który mi robi w głowie. Odpuście ludzie mówię Wam, weźcie psa na spacer, zamknijcie oczy i poćpajcie wiatr, słońce i trawę – świat jest mega piękny tylko trzeba to nauczyć się dostrzec w tym codziennym pierdolniku jaki sami sobie tworzymy. Piona dla wszystkich !!!

      1. Pepsi Eliot 28 października 2017 o 10:22

        piona

      2. Tysia 28 października 2017 o 15:19

        „poćpajcie wiatr, słońce i trawę” – świetne 😀

    28. KaroK 28 października 2017 o 22:13

      A ja dość niedawno uświadamia sobie, że to wszystko, co mnie w moim mężu wkurza, to wszystko, co nas oboje doprowadza w ciemne rejony, co to wzbudza we mnie jakąś złość czy opór, jest właśnie po to, żeby pokazywać mi raz za razem zagrywki mojego ego, moje wewnętrzne błędne przekonania itp. Bolesne są to lekcje, ego stawia opór na każdym kroku, ale przynajmniej zaczynam widzieć sensowność tego wszystkiego. Moglibyśmy się przecież rozstać, ale myślę, że droga naszego wzrostu to wspólna droga. On mi pokazuje wszystkie moje błędziki, może ja jemu też coś pokazuję. Jesteśmy swoimi lustrami 🙂

      1. Pepsi Eliot 28 października 2017 o 23:07

        fajny komć

    29. Sharona 19 stycznia 2018 o 21:31

      Pepsi, czy można okazać wdzięczność na gwałt?

      1. Pepsi Eliot 19 stycznia 2018 o 22:18

        to nie w ten sposób działa, po prostu w pewnym momencie rozumiesz że to był stopień do wzrastania, i nie masz żadnego żalu,bo już wybaczyłaś.Nie można narzucać sobie wdzięczności za takie czyny. Ofiara nie może sobie wmawiać, że jest wdzięczna oprawcy, ale wzrastanie zwykle dzieje się z powodu doświadczania czegoś . Ale owszem osoby oświecone szczerze są wdzięczne za swoje doswiadczenia, nawet te najbardziej trudne.

    Dodaj komentarz