logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
72 700 755
152 online
29 885 VIPy
Reklama

PAKIET GOLD DO
SUPER PROGRAMU
„JEM I … CHUDNĘ”

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • To był facet z bardzo niskim poczuciem wartości, zakompleksiony, w dużej depresji

    Czyli przestroga przed zmulantami? 

    Komć:

    Z jednej strony zaczęłam myśleć, że może to faktycznie „to”, że powinnam mu dać szansę i spróbować go „pokochać”, bo może nie poznam nikogo kto mnie „pokocha” tak bardzo jak on. Zgubne myślenie, na szczęście w niedalekiej przyszłości mnie „oświeciło”, że nie, to jednak nie „to” i muszę podziękować typowi. (…)

    Jednak moment podjęcia decyzji o całkowitym odcięciu się był niesamowicie trudny. Co człowieka blokowałam, to zakładał nowe konta by do mnie wypisywać. W końcu musiałam usunąć swoje konta z social media i założyć nowe, bardziej incognito, tylko dla przyjaciół.

    W nawiasie. To był facet z bardzo niskim poczuciem wartości, zakompleksiony, w dużej depresji. Chciał na siłę być z kimś na zawsze. Po rozstaniu, pomimo, że wcześniej deklarował wielką miłość, zaczął mi życzyć najgorszego.

    Myślę Pepsi, że faktycznie wpis o takich manipulantach byłby ważnym wpisem. Nie każdy umie się wyswobodzić. Taki wpis mógłby pomóc niektórym i to bardzo.

    TU KUPISZ SKUTECZNY spalacz tłuszczu BIKINI BURN TiB z jagodą acai, zieloną herbatą, octem jabłkowym i kelpem

    Hej, dzięki za komcia.

    Ożeż, czy ja chcę w końcu dostać od kogoś z liścia na płasko w pysk? To wszystko nie tak, oj nie tak panowie.

    Na każdym etapie życia spotykamy ludzi, wchodzimy w związki tylko w takie, które z nami natenczas rezonują. Wszystko, co dzieje się wokół Ciebie jest lustrem. Projekcją Twojego ego, które nawet nie jest Tobą. To fałszywa Ty. Gdybyś spotykała tylko anioły, sama musiałabyś być aniołem, ale co byś miała do roboty tutaj na Ziemi? Nic. Albo przyszłabyś na własne życzenie pomagać innym budzić się, jak gwiezdne dzieci, czy indygo.

    Każdy człowiek nie ten teges, który staje na Twojej drodze jest Twoją największą nauką. Dlatego, gdy pojawi się typ, okaż wdzięczność, gdyż przy typie jesteś w stanie nauczyć się najwięcej. Gdyż typ, to my sami, a raczej jest to problem, którego rozwiązanie jest konieczne dla naszego wzrostu. Typ się nie zmieni, możesz tylko zmienić się Ty. I tylko to ma sens.

    Ile razy ofiara spotyka kata?

    Córki alkoholików wiążą się albo z alkoholikami, albo z facetami, którzy ich nie kochają. Z pokręconymi, śpiącymi ludźmi, którzy oczekują wszystkiego od innych, nigdy od siebie. Dopóki taka dziewczyna nie pojmie, że sama tworzy swój film w kinie zwanym jej życiem.

    koszula mężusia wielkoluda ustawia cały look

    Mam koleżankę, którą można używać jako radaru. Gdy w dowolnej grupie facetów pojawi się jakiś świr, często z kasą i świetną prezencją, jednak z tak zwanym drugim dnem, czyli skąpiec (zawsze), egotyk (zawsze), kłamca (zawsze), mówiący tylko o sobie (zawsze), pozbawiony empatii (zawsze), niepotrafiący kochać (zawsze), nie do życia w parze(zawsze), to ona go z ogromnego tłumu wyhaczy. Już wkrótce jest w nim zakochana po uszy i zaczyna się proces zdobywania zmulanta. Po czym historia się powtarza. Są razem i to jest związek tak wykańczający dla niej, że musi odejść do następnego identycznego kolesia. Wszystko odbywa się płynnie, czyli rozstanie następuje, gdy na horyzoncie pojawia się kolejny identyczny facio. I tak to już ciągnie się od 20 lat.

    To ona kreuje swoją rzeczywistość, siedzi w takim programie i sądzi, że to ekscytujące, bo nowe przydarza się samo. Nie, to jej program wciąż jest identyczny, bo ona nie zmienia się wcale. Chociaż ma wybór i ogromne możliwości zmiany.

    Spotkałaś na swojej drodze sfrustrowanego człowieka chorągiewkę, typu bluszcz. Nigdy nie bylibyście ze sobą, gdybyś z nim nie rezonowała w tym czasie. Wkrótce miałaś jasność, że go nie kochasz, a jednak wolałaś to, niż samotność w rozumieniu liniowym, czyli w totalnym niezrozumieniu. Bo mając siebie nigdy nie jesteś sama. Bo kochając siebie jest tak, jakby wszyscy Cię kochali. Jesteśmy sprawcami, mamy wspólne źródło. Sorry, ale słowa nie są w stanie wyrazić nieliniowego obrazu naszej świadomości, gdyż słowa działają w naszym wymiarze 3 D, w wyimaginowanym świecie czasu liniowego, który tak naprawdę nie istnieje.

    Ooo druga Pepsi łazi po streetcie, laczki cudo

    Mając siebie nigdy nie jesteś sama.

    To nie egotyczno-narcystyczny tekścik kobiety z wybielonymi pakułami zamiast włosów, to jest absolutna prawda. Jesteś ze źródła, jesteś ze światła, wszystko inne, to imaginacja, poletko doświadczalne, film do wzrastania.

    Dokonałaś zmiany w sobie, ruszyłaś ze skrzyżowania i Twoje programy uległy zmianie. Teraz spotykasz innych ludzi. Obecność tego człowieka w Twoim życiu miała głęboki sens. Dzięki niemu, czyli we własnym lustrze dostrzegłaś siebie, i że czas na zmianę. Nie napierałaś, aby zmienił się on, po prostu sama się zmieniłaś. I to przyniosło owoce.

    Dlatego nie zamierzam nikogo przestrzegać przed jego własnymi doświadczeniami. Nie przestrzegam już przed dochtore, bowiem dopóki rezonujesz z metodami alopaty nie pomożesz sobie witaminą C, a przynajmniej nie skumasz o co kaman. Wszystko musi wyjść od Ciebie. To Ty jesteś kreatorką. To Twoje lustro jest wokół Ciebie.

    prawie wszystkie spodnie tak sciachałam:)

    Dopóki ktoś się nie zmieni, zawsze będzie dół z ojcem, matką, mężem, żoną, kochankiem, kasą, własnymi dziećmi i cudzymi, z zakupami, z ocenami, z porównaniami, z zazdrością. Zawsze, bo tak się działa na nieświadomce. Po to się doświadcza, żeby wzrastać. Tak się błądzi przez sen. Ciągle jest jakieś żałowanie (mogłam nie brać tego kredytu we Frankach), jakieś gdybanie (gdybym tylko nie szła tędy), jakieś krakanie (wszystko jest gównem oprócz moczu). Tymczasem potrzebne są tylko dwie rzeczy, akceptacja i ruszenie ze skrzyżowania. Chyba, że jesteś Rumunem i utknęłaś.

    Spotykasz więc takiego człowieka z którym nadajecie na tych samych falach i dopóki nie zmienisz niczego w sobie jest nikłe prawdopodobieństwo, że spotkasz innego człowieka na swojej drodze. Nie przestrzegam Cię więc przed zmulantami, świrami, melancholikami, chorągiewkami, smutasami, przed ludźmi pozbawionymi pasji, przed wiecznie niezadowolonymi, przed zazdrośnikami. Po prostu to są Twoje doświadczenia, zmień się, a będziesz doświadczać czego innego. Największą zmianą jest okazanie wdzięczności za wszystko co nas w życiu spotyka.

    Powiedz w końcu życiu: tak.

    Moda uliczna jak zwykle od Kasi Poni

    lovciam:)

    (Visited 6 823 times, 1 visits today)
    44 - kim jest? Trudniej jest ocenić, niż to kim ona nie jest. Z pewnością nie jest już PepsOsho, ani też żadną inną koniunkcją. Po prostu, jakbyś chciała, jest sobie nawadnianiem Twojego późnowiosennego ogrodu.
    Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
    Może rzuć też gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep
    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

    Powiązane artykuły

    1. Keyt 19 listopada 2017 o 18:30

      Czyli wynika z tego, że ja, będąc w związku na odległość po wielu rozstaniach i powrotach, gdy kontaktuje się z mym lubym przez telefon i on mi wiecznie nawija zalewając mnie swoim nader wysokim libido, a mnie to mierzi jak szlag, bo moje libido już w zasadzie nie istnieje, to mam po prostu zaakceptować to jak jest i albo On stanie się aseksualny, albo ode mnie odpadnie? Bo do każdej rozmowy musi wtrącić tekst związany z jego popędem, a im bardziej on wyraża chęć by yy mnie posiąść, tym bardziej ja mam ochotę rzucić telefonem w ścianę..

      1. Pepsi Eliot 19 listopada 2017 o 20:44

        Nie to powiedziałam

        1. Keyt 19 listopada 2017 o 20:50

          Ale w każdej radzie dla każdego zagubionego jest zacząć akceptować to jak jest, ruszyć ze skrzyżowania, zacząć wibrować wysoko i generalnie zmienić siebie a nie otoczenie? Tej dalszej części tu zabrakło czy jeszcze o czymś zapomniałam?

          1. Pepsi Eliot 19 listopada 2017 o 23:12

            z pewnością nie ma po co za dużo rozmyślać i nazywać wszystkiego słowami. Chodzi o akceptację tego stanu, jaki jest teraz, swoich ewentualnych potknięć, zgodzić się na to, że są wpadki, albo, że ich nie ma. Czyli uczciwie zatrzymać się jakby w stanie zero. Nie walczyć ze sobą, nie robić niczego na siłę. następnie obmyśleć plan działania, do tego właśnie potrzebny nam jest umysł. a następnie ruszenie ze skrzyżowania. Ważne żeby ruszyć, a znacznie mniej ważne jest, aby plan był idealny, w razie czego można przecież trasę korygować. Po ruszeniu z drogi należy zapomnieć o celu i zacząć cieszyć się teraźniejszym krokiem, być w nim, pasjonować się ścieraniem kurzy, sprzątaniem drewutni, czy pisaniem partytury. nie ma znaczenia co staje się pasją, wszystko należy robić zamieniając się w to co się robi. można się przebudzić dzięki codziennej uważności, odautomatyzowaniem każdej czynności, począwszy od mycia zębów, a skończywszy na prasowaniu pieluch z tetry.

            1. Keyt 20 listopada 2017 o 05:15

              Dziękuję <3

    2. Sarah 19 listopada 2017 o 18:56

      O Przeboska! Chyba myślami ściągnęłam ten wpis. Od rana nadrabiałam zaległości w czytaniu. Ferment w głowie, spacer. Wracam a tu po prostu ot, odpowiedzi na nurtujące kwestie. Choć sytuacja nie ta sama to przecież chodzi o rozwiązania, a te bardzo są zawsze wyczekiwane. Też tak miałam, z tym przyciaganiem „ludzi z kłoptami”. Na plus, że się dość szybko zorientowałam. Nie do końca pewnie świadomie udało mi się zmienić i….teraz nie przyciągam już nikogo. No dosłownie, i wcale nie mówię tylko o płci przeciwnej. Okej, teraz wiem, że sama ze sobą wytrzymuję i to nie jest wcale straszne. Nawet spoko, wygodnie bardzo i dobrze mi było. Jakiś taki spokój we mnie wzrósł i był i wszytsko było oswojone.Normalne. Ale po jakimś czasie pojawiła się chęć na towarzystwo. Że fajnie byłoby tam z kimś wyjsc na ten spacer czy do kina? Dziwne to? Zły czy dobry znak? Jakoś mi to zaburzyło ten poprzedni spokój, porządek…
      Jak ruszyć z tego, jak to napisałaś skrzyżowania? Zaakpceptować to jak jest. OK. Podziekować (choćby nie wiem jak było?), a ruszyć? Że jak w sensie… to jak z tym tajemniczym ‚let it go, get over it’ tyle, że w praktyce? No bo medytuje i patrzę w księzyć, staram się rezonować z ziemią i ‚zmianą’ ( nie mam na mysli konkretne osoby czy zdarzenia) cwicze się w byciu tu i teraz… Że duchowo staram się…A poza tym? Jak ruszyć dalej, skoro juz w miejscu sobie postałam,pobyła, odebrałam chyba lekcje i zaakceptowałam. Podążać za ego? i isc na jakis kurs, studia? Hobby poszuakać czy na mszę dać? Sorki jesli durne pytania nieoświeconego zadaję… Namaskar.

      1. Pepsi Eliot 19 listopada 2017 o 20:40

        za niedługo napiszę posta <3

    3. chateau 19 listopada 2017 o 19:33

      A ja mam takie pytanie. Jestem w związku już 7 lat i generalnie jest ok, kochamy się, dogadujemy, czasem lepiej, czasem gorzej. Denerwuje mnie tylko jedna rzecz, a mianowicie podejście mojego faceta do zdrowego stylu życia. Otóż ja staram się żyć zdrowo, trzymać dietę, ćwiczyć, nie pić za dużo, nie palić. Nie zawsze wszystko idzie idealnie ,ale ogólne małymi kroczkami czynię postępy. Z kolei mój mężczyzna je byle co, nie rusza się wcale, pali, no ogólnie nie dba o siebie. I oczywiście na każdą moją uwagę w tej kwestii reaguje agresją, zbywając mnie argumentem, że skoro ja nie jestem idealna w tym temacie to nie mam prawa mu niczego wypominać. I pytanie jest takie, czy ja w ogóle mam prawo zwracać mu uwagę w tej kwestii? Czy po prostu zająć się sobą i udawać ,że nie widzę tych zupek chińskich, tych pizz tego piwska? Bo moim zdaniem niedbanie o siebie, będąc z kimś to jest wielki egoizm. Jak przez swoje głupie podejście skończy z jakąś przewlekłą chorobą, to ja będę pierwszą osobą ,która będzie się musiała nim zająć. A marzy mi się raczej długa, wspólna starość w zdrowiu, a nie jako opiekunka i pielęgniarka w jednym. Zastanawiam się jak Ty to widzisz Pepsi?

      1. Pepsi Eliot 19 listopada 2017 o 20:35

        powinnaś oczywiście podzielić się swoją wiedzą, ale to jest jego życie i jego wybory, zaakceptuj. Nie wybiegaj w przyszłość, nie prognozuj choroby, akceptuj jak kochasz. jesteście teraz i cieszcie się teraz. Może tak być, że nagle on sam zaskoczy, ale to jego decyzja, szanuj ją. Nie zmienia się ludzi, zmienia się tylko siebie.

    4. Katarzyna 19 listopada 2017 o 19:48

      Super! Dzięki za ten tekst!

    5. Magda 19 listopada 2017 o 20:07

      super zdjęcia! super stylowki!

    6. carola 19 listopada 2017 o 20:48

      Cudowny tekst!

      „Dzięki niemu, czyli we własnym lustrze dostrzegłaś siebie, i że czas na zmianę. Nie napierałaś, aby zmienił się on, po prostu sama się zmieniłaś. I to przyniosło owoce.” – słowa klucz, pięknie Pepsi to ujęłaś. Love. <3

      1. Pepsi Eliot 19 listopada 2017 o 23:12

        love <3

    7. Anula 19 listopada 2017 o 21:37

      A gdzie uslyszalas , że wołam o pomoc … ja tez pracuję nad zmianą. Było ok . Ze sobą samą. Spokoj przyjaźń miłość, piniędzy jakby wiecej . Wdzieczność. Włosy lepsze , atrakcyjność wzrosła. Szalenie wzrosła we wlasnych oczach no i odzew zaraz się zrobił. I co ja ? Na miasto nocą… i jeb . Znowu zmulant. Wylecial za mną na ulicę. Oczywiscie Włoch z niejasną tożsamością. I co ja umawiam się jak ćma z żarówką. Atak paniki jakby świat mial się skończyć. Żołądek skręciło . Wkurzylam się . Wybiegalam to , basen , sauna . Emocje opadły. Ale czuje się jak ślimak co wystawil łeb i w niego dostał, więc do skorupy sru.
      Jedna zmiana względem przeszłości: nagle zobaczyłam siebie w innym świetle . Nie jako ofiarę zmulantów , ale sprawcę. Nagle zapragnelam przeprosic wszystkich bylych zmulantów, że ich przycìągnęłam i utwierdziłam w zmulanctwie. I co dalej … dlaczego zmiana nie jest super przyjemna . Czuje się jakbym odpadla od ścianki. Znowu muszę sie wspiąć.

      1. Pepsi Eliot 19 listopada 2017 o 22:57

        intrygująco to przedstawiłaś, myślę, że jesteś na fajnej drodze, bez oceniania, tak to poczułam

      2. Berenika 20 listopada 2017 o 14:13

        Zmiana polega na tym, że świadomie nie poszłaś za tym, co „przyciągnęłaś”. Zamiast ślimaka uciekającego w skorupę widzę raczej kobietę, która wie, jak się ochronić, by w przyszłości móc dokonać innego wyboru.

    8. Gosialavenda 19 listopada 2017 o 21:52

      Oj Pepsi, nie mogę się oderwać od czytania Ciebie, a co do tego co napisałaś, to trafiłaś w sedno. My nie zmienimy drugiego człowieka, psycholog też go nie zmieni, to taki człowiek sam musi chcieć zmiany. Ale, żeby to nastąpiło, sam musi przyznać, że coś z nim nie teges. Z manipulantem i szantażysta to jest tak, że nosi on maskę i dopiero w ostatecznej rozgrywce ściąga ją i kobieta lub mężczyzna doznają szoku nie mogąc uwierzyć z kim przez lata żyli. Manipulantowi nigdy nie można wytykać błędów, bo będzie się bronił, po to by zaraz zaatakować. Taka gnida jedyne co ma to maska, i będzie jej bronił dopóki może. Ja takich nazywam babcią Czerwonego Kapturka, mają swój cel pożreć ofiarę. Ale jesli ofiara na czas spostrzeże wielkie oczy, uszy i zęby szybko zauważy, że to wilk, a nie babunia. Coś w tym jest co napisałaś, że to my musimy się zmienić by nie przyciągać takich typów, pewnie nieświadomie wysyłamy sygnały, hej tu jestem.. Spotkanie kogoś takiego na swojej drodze może sprawić, że jesteśmy bogatsi o pewne doświadczenie, teraz tylko trzeba wyciągnąć lekcję i skupić się na zmianie w sobie. No i jeszcze jedno myśl, że nigdy nie jestem sama, bo mam siebie jest genialna. Pozdrawiam całą rodzinkę Pepsiaków. Gosia.

      1. Pepsi Eliot 19 listopada 2017 o 22:55

        kochamy

      2. Gonzo 20 listopada 2017 o 11:10

        Dzięki, Gosia. Świetne jest to przyrównanie do Czerwonego Kaptura…

        1. Gonzo 20 listopada 2017 o 11:14

          ha ha.. Dobremu astrologowi często wystarczy parę minut… Patrzy na wykres i mówi np. udomowiony drapieżnik 🙂

    9. Kejt 19 listopada 2017 o 23:25

      Cha cha, pierwsze trzy akapity, to prawie dałam sobie łeb odrąbać, że to o moim byłym….

    10. Piotr 20 listopada 2017 o 00:09

      Chcesz zminic swiat zmien siebie 😉 . Prawda znana od lat. Najważniejsze w wyzdrowieniu jest dostrzeżenie problemu inaczej cale zycie bedziemy pezyciagac to co mamy zakodowane.

    11. Zosiek 20 listopada 2017 o 00:28

      Gdy tak sobie to czytam, to ogarnia mnie wdzięczność, ze juz nie przyciagam takich ludzi, ze dwa lata temu przyciagnelam Miśka i moge obserwować jak oboje wzrastamy, rozwijamy sie, czasem moze i jest krok w tył, ale myślę, ze zdarza sie to wlasnie wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebne. Byl taki czas, w ktorym wydawalo mi sie, ze cala swoja milosc przelalam na niego, chociaz teraz sama nie wiem czy to byla milosc czy oczekiwania, ale paradoksalnie wtedy bylam najbardziej wredna dla siebie i właśnie Największą różnicę zauważyłam, gdy znowu zaczęłam siebie doceniac, mowic sobie, ze siebie kocham, podobac sie sobie, byc dla siebie przyjaciolka. Misiek chyba poczul zmianę w mojej energii, bo i on zachowuje sie inaczej wobec mnie, ale fajne jest to, ze swoje zycie tez zmienia. Przejął ode mnie zajawke na zdrowe jedzenie, przynosi nam nawet szklanki wody z octem jabłkowym do łóżka przed śniadankiem, zaczął o siebie chlopak mega dbac. Wiele rzeczy, o których piszesz Peps widzę w swoim zyciu i jestem za nie wdzieczna. Dziękuje Ci, ze istniejesz tutaj w sieci i dzielisz sie z nami wskazówkami jak ruszyć ze skrzyzowania, jak zadbać o duchowosc, jak do siebie wrocic. Kocham. Dobranoc 🙂

      1. Pepsi Eliot 20 listopada 2017 o 00:29

        <3

      2. Gosialavenda 20 listopada 2017 o 01:09

        Tak sobie myślę, że najpierw trzeba docenić i pokochać siebie. Bo jak możemy wymagać od kogoś by nas szanował i kochał i cenił skoro sami nie darzymy siebie takimi uczuciami. Trzeba być dla siebie najlepszym przyjacielem. 🙂

        1. Zosiek 20 listopada 2017 o 09:13

          Gosialavenda, zgadzam się z Tobą w pełni. Wydaje mi się, że kulturowo kobiety mają wpisany jakis wzorzec/program, ktory uaktywnia sie po wejściu w związek i rzucają wszystko, łącznie z szacunkiem do siebie dla faceta, nawet jesli on tego nie wymaga. Mną kiedyś tez to kierowalo i niestety jeszcze czasem taki stary program się odzywa, znacznie slabszy niz kiedyś of kors, ale na szczęście już wiem jak sobie z tym radzić 🙂

    12. Gosialavenda 20 listopada 2017 o 00:58

      Przypomniał mi się film „Rezydent”, gdzie Jefrey Dean Morgan, wcielił się w postać psychopaty, prześladowcy i mordercy. Miły, czarujący, uwodzicielski, zawsze gotowy do pomocy, zawsze pod ręką i Hilary Swank, świeżo po rozstaniu, samotna i nieszczęśliwa. Myślę, że jeśli facet wygląda jak on (kwestia gustu oczywiście), to sprawa się trochę komplikuje i tym bardziej trzeba mieć oczy dookoła głowy. A teraz pora spać, trochę się zaczytałam i wczoraj zamieniło się w dziś. Lavendowych snów..

    13. Etalia 20 listopada 2017 o 07:23

      Pepsi jak przestać pic alko?
      Od poniedziałku do piątku pracuje nad sobą, jestem w zen, jestem z osho, tolle, de Mello… odpadlo ode mnie mięso, Odpadła kawa, ćwiczę, biegam, rezonuje, założyłam rok temu własny biznes, rozkręca się. Ledwo udaje mi się ruszyć ze skrzyżowania (teraz myśle, ze to może być samooszukiwanie się, bo tak sie nie dzieje) a nagle przychodzi weekend i chwytamy za wino (z moim partnerem) wypijamy po butelce, zagłuszamy się, niby dobrze się bawimy (na tamten moment), ale ja czuje, ze zaczynam się męczyć. Potem śpimy do 12:00 i tak naprawdę cały dzień mija na kacu i kompletnym spaniu. Czuje się zle z tym. Dzisiaj jest poniedziałek, dochodzi 7:30, a ja leżę z kiepskim samopoczuciem, posmakiem trawionego wina w ustach, zle myśle o sobie i jestem rozczarowana sobą. Czuje, ze straciłam kontrole. Czuje się jak w grze, w której przegrywam. Wstyd mi przed sama sobą. Napisz coś proszę Pepsi, Twoje słowa pozwalają mi ruszać przed siebie.

      1. Pepsi Eliot 20 listopada 2017 o 16:09

        yyy … winko, niestety nie mamy tej umiejętności wyssanej z mlekiem matki 🙂 picia wina jak Francuzi, czy Włosi. Zanim wino odpadnie rób tak: idź na trening rano, potem zjedz duże śniadanie i nic już tego dnia nie jedz. Wieczorem wypijesz 2 kieliszki, nadal zero jedzenia, i będziesz miała to samo uczucie jak po butelce wina, tylko zero kaca rano i brzuch wklęsły. Jeśli się złamiesz i zjesz coś w ciągu dnia , nie ma mowy o piciu wieczorem. Wprowadź taką zasadę. Idź ze sobą na jakieś umowy, ugody. No, ale jak już masz tego kaca, to se śpij,jedz i nie wyrzucaj sobie niczego. Po prostu następnym razem zrób tak jak Ci mówię. Taka porcja resweratrolu na pusty żołądek jest spoczko 🙂

    14. sylviasylvia 20 listopada 2017 o 10:24

      Witaj Pepsi,
      napisz proszę post na temat wiary…. nie potrafię umiejscowić sobie od jakiegoś czasu Boga, Jezusa itd.i trochę mnie to męczy- wiem to Ego szalej, pyta, koniecznie chce umiejscowić itd, ale wiem i czuję to, że religia to matrix, rząd dusz, który w wypaczony sposób posługuje się ludźmi od wieków na swój użytek. nie mogę znaleźć sobie miejsca w kościele- wszyscy nawijają o piekle i każe za wszystko. W piekło nie wierzę- (zresztą nie może być gorszego niż to. które zgotuje Ci ewentualnie drugi człowiek…. )jak nie wierzę to go nie ma… Boga pojmuję zgoła inaczej niż w Starym Testamencie- to cząstka jaką każde stworzenie ma w sobie, Jezus- był , czuję dobro i miłość- zginął bo nikt nie rozumiał jego miłości, dobroci i przekazu…wyszło masło maślane ale ty na pewno łapiesz o co mi chodzi.
      2) jeśli możesz się nad tym pochylić…. zaczynasz nieco łapać w temacie świadomości, biegasz, chcesz jeść roślinnie i nawet Ci się udaje, ale zawsze wcześniej czy później jest wtopa- bo wkradnie się coś mięsnego- choć generalnie zwierzęta szanujesz i nie chcesz ich jeść…ryby za bardzo skażone ale – kończysz jednak z jakimś zwierzęcym dodatkiem – o co kaman? czy sama sobie narzucam i nie jestem na to gotowa? stąd te mięsne dodatki na talerzu ( mięso naprawdę żadne mi nie smakuje- ryby lubię owszem) czy to grupa krwi0 ( nie bardzo do mnie przemawia ta teoria z grupą krwi) bdw- trójglicerydy mam bardzo niskie, więc typ metaboliczny przemawiałby za wege…o co kaman ?
      Jak zwykle ściskam, dziękuję i pozdrawiam!

      1. Pepsi Eliot 20 listopada 2017 o 11:59

        owszem to matrix, ale Dżizas jest naprawdę spoko, a Bóg to Ty, napiszę <3

        1. aleksandra-j 4 grudnia 2017 o 12:48

          Pepsi bardzo dziękuję za to, że chcesz poruszyć we wpisie temat wiary. Podpisuję się pod komentarze @sylviasylivia cyt „Witaj Pepsi,
          napisz proszę post na temat wiary…. nie potrafię umiejscowić sobie od jakiegoś czasu Boga, Jezusa itd.(..) ”

          xoxo :* loveU

          1. Pepsi Eliot 4 grudnia 2017 o 13:35

            loveU2

    15. Kitku 20 listopada 2017 o 10:51

      Pepsi kochana, czy mogłabyś co nieco podpowiedzieć w sytuacji gdy czuje się miłość do dwóch mężczyzn? 🙁 7 lat temu moje zlęknione i łaknące akceptacji ego „wybrało” sobie na cel mojego obecnego męża, który podczas pierwszego spotkania zadeklarował, że „jego kobieta będzie miała jak u Pana Boga za piecem” 😉 No i ego stwierdziło, że ma już dosyć uganiania się za niewłaściwymi facetami i warto się postarać o tego introwertycznego osobnika 🙂 Mój mąż zawsze był osoba realizującą swoje pasje i właśnie to oraz samotność, spowodowana jego stylem życia, rzuciły mnie w ramiona… jednego z jego najlepszych przyjaciół :/ Tak, to też sprawka Ego – jeszcze Cię wtedy nie znałam i oczywiście identyfikowałam się z tymi wszystkimi bzdurami w mojej głowi 🙂 Ech najciekawsze jest to, że ta osoba okazała się moja bratnią duszą 😉 Także, Ego trochę się samo przejechało 😛 Przy nim czuję się całkowicie spokojna, uważna, bezpieczna, jednakże mąż też zmienił się przez ten ostatni rok (kiedy zaczął się ten galimatias) bardzo – mogę stwierdzić nawet, że zaczął wibrować wyżej jak i ja się staram 🙂 I tu mam problem… będąc przez jakiś czas z tym drugim budził mnie nad ranem strach o męża, nie mówiąc o momentach w ciągu dnia jak przerażenie obezwładniało mnie całą 🙁 Także wróciłam do męża, sądząc że to strach przed utraceniem Prawdziwej i jedynej miłości 😉 I tak jest do dzisiaj… z jednej strony czuję się dobrze przy mężu, zaczął zwracać na mnie uwagę (wow!), zajmować się obowiązkami domowymi itp. (to ten typ co marzy mu się poukładane stopniami życie – pierw szkoła, potem kariera inżyniera w korpo z dobrą pensją, teraz chciałby mieć dzieci i „ciepłą, kochającą rodzinę”…) z drugiej – mam wrażenie że od tych kilku lat ciągle próbuję się wcisnąć w obraz niczym „prawie pasujący” puzel :/ Ja pochodzę z rozbitej mocno rodziny, on wychował się wręcz w rodzinnej sekcie, gdzie wszyscy sa i mają być blisko, nawet jeśli to mają być pozory… Boję się tego i tych dzieci 🙁 Od początku nie chciałam mieć dzieci, nie czuję tego po prostu, on mówił tak samo a teraz zonk! – nagły zwrot akcji i mamy się starać od stycznia (jak dostanę umowę na czas nieokreślony of kors :P). Faktycznie coś przebąkiwałam o tym, jak „naprawialiśmy”, ale jak ostatnio w końcu stanęłam ze szczerością twarzą w twarz i z nim to poczułam się skopana… 🙁 Tamten drugi wciąż czeka i bierze mnie taką, jaką jestem, nie liczy się dla niego nic innego – czyli tak, jak zawsze pragnęłam 🙁 Czuję, że wariuję – nie wiem już kogo kocham (prócz miłości 5D ;)) i naprawdę mam słabe myśli, że jedynym wyjściem jest chyba rzeka :/ Wybacz, że się tak rozpisałam <3

      1. Pepsi Eliot 20 listopada 2017 o 11:58

        dzieci w takiej sytuacji to nie jest dobry pomysł, wyjedź gdzieś na miesiąc, będziesz wszystko wiedzieć.

        1. Kitku 20 listopada 2017 o 12:31

          Na miesiąc natenczas odpada – praca, prawo jazdy itp… 🙂 Chociaż to byłby dobry czas, mam wrażenie że np. tydzień byłoby za krótko – zanim bym się dobrała do swojego wnętrza po zmasowanym ataku strachów i lachów :/ Chyba jeszcze nigdy nie czułam się aż tak rozdarta. Faktycznie akceptacja pomagała tylko tu brak jej rozwinięcia i ruszenia ze skrzyżowania:/ A jak sobie przypomnę o „ranieniu innych”, „zdradach”, „egoistka”, „że jestem bez kręgosłupa moralnego” itp. to jest słabo 🙁 Może faktycznie niewłaściwie pojmuję „miłość”, ale naprawdę kocham i uwielbiam ludzi i chciałabym dać im z siebie to wszystko… Dziękuję że odpisałaś 🙂

          1. Gosialavenda 20 listopada 2017 o 18:00

            Hej Kitku, Twoja historia jest bardzo skomplikowana i myślę, że nikt nie powie Ci zrób tak czy tak. Ty sama musisz wziąć odpowiedzialność za swoje życie, wiem to trudne, czasami chciałoby się by problem zniknął lub sam się rozwiązał. Ciekawe czy będąc z tym drugim szybko zapomniałabyś o mężu, a może łatwiej by było gdyby to mąż do Ciebie przyszedł i poprosił o rozwód? Gdyby powiedział, że bardzo się zakochał w koleżance z pracy, że ona jest miłością jego życia, a Ty jesteś pomyłką. Że odchodzi, bo ona spodziewa się jego dziecka, czy poczułabyś się lepiej, czy raczej poczułabyś ukłucie w sercu? Wyobrażasz sobie taką sytuację? Pozdrawiam Cię serdecznie.

            1. Kitku 21 listopada 2017 o 20:22

              Hej Gosiu! Bardzo Ci dziękuję za Twój komentarz 🙂 no właśnie tu ciekawa jest sytuacja – wiesz, na pytanie innych ludzi „o czym marzysz?” czy „na czym Ci zależy?” odpowiadałam zawsze ze na szczęściu innych ludzi, najbliższych… Jakoś tak nie pamiętałam o sobie a swojemu mężowizowi chciałam zapewnić wszystko 🙂 I tak było – był dla mnie facetem i dzieckiem jednocześnie do opieki 😉 Dlatego pewnie jakby mi wyznał, że się zakochał to bym się rozpłakała ale mu pobłogosławiła i jakoś cieszyła się jego szczęściem… Brzmi dziwnie „jak na żonę”, wiem :/ A tak to mi jest bardzo ciężko bo to ja mam komuś złamać serce 🙁 Czy bum szybko zapomniała o mężu? Też nie sądzę, pewnie bym się martwiła czy wszystko u niego oki i doetchnela dopiero, jakby był szczęśliwy… Ściskam Cię serdecznie 🙂

    16. sylviasylvia 20 listopada 2017 o 13:48

      PEPSI:owszem to matrix, ale Dżizas jest naprawdę spoko, a Bóg to Ty, napiszę <3
      dzięks- kocham !!!! i gęba mi się śmieje- na pkt.2 też poproszę

    17. Ania Gaj 20 listopada 2017 o 13:53

      Pepsi, jesteś wspaniała <3

    18. Ania 20 listopada 2017 o 19:57

      Zastanawia mnie dlaczego wiazalam sie z nalogowcami, skoro w moim domu rodzinnym nigdy nalogow nie bylo…

      1. Pepsi Eliot 20 listopada 2017 o 20:23

        to tak nie działa, można pochodzić z domu nałogowców i nie wiązać się z kimś takim, nie każdy jest ofiarą, a spotykać katów można na wielu płaszczyznach, zresztą napisałam.

    19. Agniesia 21 listopada 2017 o 10:39

      o kurczaczki, miałam identyczny przypadek jakis czas temu… w dodatku roznilismy sie podejsciem do zycia – ja wege, a on miesozerca, ja nie mialam nic przeciwko temu co wklada do paszczy – jego zycie, jego wybory, za to on mnie ciagle napastowal komentarzami typu, ze od dobrobytu mi sie w dup*e poprzewracalo i ze to nie jest normalna dieta, ciagle mowil, ze on jest golodupcem i nie ma mi nic do zaoferowania i pewnie znajde sobie innego, ciagle narzekanie, apatia, brak usmiechu, zaczal mnie po prostu tym odpychac od siebie i obrzydzac jednoczesnie, ja np. wole kupic cos drogiego na wiele lat, a nie tysiac szmat z sieciowek – oh jakie awantury byly, ze jestem po*ebana i rozrzutna (mam generalnie luzne podejscie do pieniadza – mam to mam, nie mam to bede miec), jego zazdrosc – generalnie jestem bardzo ladna i zadbana, nie ma faceta ktory by sie za mna nie obejrzal, on nawet chcial mi zakazac chodzenia do pracy, bo tam duzo facetow i pewnie z ktoryms sie „puszcze”, pewnego dnia ot tak zablokowalam go wszedzie, zmienilam miejsce zamieszkania, odcielam sie kompletnie i spokoj, cisza, pieknie teraz jest… nie wiem dlaczego natrafilam na takiego wampira enrgetycznego, ale faktycznie ciezko bylo sie odciac glownie przez to, ze mowil, ze nie znajde nikogo takiego jak on, nikt mnie tak nie bedzie kochal, ze skreslam prawdziwa milosc, ze jestesmy bratnimi duszami bla bla bla, ten gostek niby czytal osho i Ciebie Peps, ale dla mnie to byla jedna wielka antylogia… tak sie ciesze, ze sie uwolnilam… od tamtej pory unikam wszelkich relacji damsko-meskich, bo kurczaczki dobrze jest mi samej ze soba, tzn. kocham swoich przyjaciol i uwielbiam sie znimi spotykac bla bla bla, ale nie chce sie z nikim wiazac

      1. Pepsi Eliot 21 listopada 2017 o 10:45

        <3

    Dodaj komentarz