logo2
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
81 606 995
180 online
31 095 VIPy
Reklama

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • długo w tym trudne pytania dla Wita, na granicy bana, banana

    Yo Państwu, miałam tej niedzieli zastępstwo w sklepie, podchodzi klient spersonifikowany w charakterze  bardzo otyłej osoby i pyta o konkretne witaminy, nawet nie znam tej firmy, więc grzecznie chcę poszukać w necie ich składu i ewentualnie sprytnie zaproponować coś z własnej oferty.
    Klient jest bardzo miły i chętnie, oraz co tu ukrywać z naturą Cherloka Szolmsa rozpoczynam z nim rozmowę.
    Ze zdumieniem poznaję dogmat, że w Polsce działa na pół tajna organizacja wspierana przez media, w tym Dziennik Łódzki, z którym niezwykle sympatyzuję i co mnie szczególnie boleśnie użądliło. Akcję tę subweniują też własnymi fizis osoby z establishmentu, z którymi jednak mniej się utożsamiam mentalnie jak Pudzian, czy Czarna Mamba, choć klient wymienia ich nazwiska z nabożnością.
    Organizacja jest cwana, bo wiele się o niej nie dowiesz zanim nie wpłacisz 300 zeta za miesiąc uczestnictwa lub 800 zeta za 3 miesiące, czyli zyskujesz 33 koma 3 w okresie, na miech. Zajebista promka.
    Prawda jest tam ściśle kryptonimem „wyskakuj z kasy spaślaku” zaszyfrowana i kontakt z nią jest pilnie strzeżony, chociaż nawet po paru zdaniach wymienionych z już wtajemniczonym klientem widzę, że to jest stwór oparty na doktorze Atkinsie na przemiennie z doktorem Dukanem i że za 29,90 mógłby sobie kupić stosowną broszurę z przepisami w empiku, albo pogrzebać w necie za darmo.
    Okazuje się, że jestem w poważnym błędzie według klienta, bo to odkrywcza i wywrotowa dieta polskiego byłego kulturysty i łamania na rękę, który w tych dziedzinach nie osiągnął znaczących sukcesów, ale za to wykazał się niebanalną marketingową smykałką, do tego stopnia, że dieta ta osiągnęła wymiar narodowej drogi do doskonałego ciała i co za tym idzie zdrowia po ścieżce wysoko tłuszczowego i wysoko białkowego jadłospisu, praktycznie obdartego z węglowodanów i błonnika.
    Patrzę na pana klienta, a on szczerze wyznaje mi przykładowy jadłospis: rano 100g karkóweczki (sic!), panie 80 g, z tym że panie muszą dodatkowo pić roztopiony smalec, potem przechodzi się na kurczęta, a witaminy zażywa się konkretne i dokładnie takie jakie nakazuje konsultant, którego czas w owych 300 zetach masz wykupiony dwa razy po piętnaście minut i on w tym periodzie właśnie ci mówi co masz jeszcze dokupić, wiadomo, że witaminy no i jakiś specjalny przeczyszczacz jelit, kolonklinser, no bo trzeba się jakoś wypróżnić.
    Czuję się jakby mnie ktoś walnął łopatą w potylicę, bo widzę jak jestem merytorycznie nie przygotowana do tej rozmowy.
    Jak bardzo nie mam żadnej tajemniczej strony do zaoferowania za 260 zeta, cokolwiek, żeby móc ją teraz otworzyć i pokazać ludzi beczki, ludzi beki, ludzi słoniną i smalcem kipiący, ludzi, którym grozi pochowanie w skrzyni na pianino, którzy po mojej diecie wyglądaliby jak zgrabne szczapki, a przynajmniej u których można by się było domyśleć kształtu kośćca.
    I co mam mu powiedzieć? Na tej szali masz jaja na bekonie bez chleba, to minus, a na tej kilka owoców i warzyw, też bez chleba? Czy ktokolwiek pójdzie na ten marketing chociaż byłby maksymalnie spreparowany przez Briana Tracyego?
    A klient patrzy na mnie aksamitnymi oczami i mówi karkóweczka, tysiące odchudzonych grubasów i mnie robi się bardzo żal i jego i świń i całego tego nakurwionego od pieniądza świata. Ponownie nabożnie i z czcią wymienia nazwiska autorytetów, pan Pudzian, pani Czarna Mamba.
    Bąkam coś nie w temacie, ależ państwo wkrótce umrą. A on, jak to? Przecież schudłem 16 kilogramów, bardzo poprawiły mi się lipidy, obniżyło ciśnienie, lekarz odstawił mi lek na nadciśnienie w sensie ścisłym i sam stał się orędownikiem tej dzikiej diety, a cukier mam idealny, czy wręcz w dolnych granicach normy.
    Czuję jak poty mnie oblewają, język mi się plącze. Coś bełkoczę, czy jak widzi małpę i tygrysa, to jego zdaniem kogo bardziej przypomina? No małpę, klient bez wahania przyznaje, a ja na to mało błyskotliwie, to dlaczego je pan jak tygrys?
    Czy nie uważa pan, że to złe dla pana?
    Czy nie boi się pan rychłej śmierci, pan doktor Atkinks właśnie odłożył widelec z powodu prawdopodobnie serca incydentu, po wypadku poślizgnięcia na nowojorskim, ulicznym lodowisku
    Ale klient nigdy nie słyszał o doktorze A, jest tylko polski guru, polski kreator diety, który ma marynarki szyte na miarę, bo go widział gurego, na mityngu bez-węglowodanowym, a wszyscy inni tłuści w oczach nikną.
    Klient napomyka coś o jakimś oświadczeniu o odpowiedzialności własnej za przystąpienie do tej struktury i nie wyciąganiu konsekwencji prawnej w stosunku do twórcy diety w razie zgonu, lub trwałego uszczerbku na zdrowiu, ale to przecież standard, wszyscy się zabezpieczają.
    Klient wielbi swoją dietę, ma tylko za złe, że tyle trzeba płacić za kolejne wtajemniczenia, bo pieniądzem nie szasta ostatnio.
    I tego mogłabym się trzymać, to mogłabym podsycać, ale znowu uświadamiam sobie, co położę na drugiej szali? Bardzo drogie organiczne warzywa i owoce?
    A także nie rozwikłany do końca przeze mnie aspekt, że komórka rakowa fermentuje glukozę i wytwarza w ten sposób kwas mlekowy i którą to rzecz będę kminić i poruszę ją tutaj zaraz i na forum Wita wrzucę, o ile mnie nie zbanuje, bo sporo cukrów zjadam przecież już od śniadania?
    Co na tej drugiej szali mamy dla społeczeństwa?
    Jak przekonać ludzi do innego odżywiania, kiedy najsilniejszy człowiek świata i czarna wijąca się dendroaspis polylepis znana z edycji serialu w tańcu spowitym, która schudła 20 kilogramów na rzeczonej, a także media w całej Polsce dają swoje mordy, dla owej akcji odchudzania Polaków.
    Amerykański kardiolog Dr. Robert Atkins zauważył, że na naszą wagę nie ma właściwie wpływu ilość spożywanych kalorii, lecz to, czy zostaną one przyswojone przez organizm. Sukces diety kryje się więc w formie, w jakiej te kalorie są przyjmowane. Program opiera się na spożywaniu jak największej ilości tłuszczy, które powinny być łączone z białkami oraz na unikaniu produktów zawierających proste i złożone cukry. Zgodnie z zapewnieniami twórcy diety, po pewnym czasie stosowania takiego programu żywieniowego, je się coraz mniej, dzięki czemu można osiągnąć doskonałe rezultaty w odchudzaniu. Dieta Atkinsa zakłada stopniową zmianę w metabolizmie od spalania glukozy do spalania nagromadzonego w ciele tłuszczu. Proces ten, zwany ketozą rozpoczyna się w momencie osiągnięcia niskiego poziomu insuliny. W przypadku normalnego ustroju poziom insuliny jest zależny od poziomu glukozy. Najczęściej przed posiłkiem jest on najniższy. Rozkład tłuszczów następuje gdy część z zapasów lipidów w komórkach tłuszczowych przenika do krwi i jest w dalszym etapie wykorzystywana do wytworzenia energii.
    Jednak do prawidłowego trawienia tłuszczów w organizmie niezbędne są węglowodany. To dzięki nim tłuszcze dostają się do komórek organizmu. Jeśli zablokujesz przyjmowanie węglowodanów do organizmu, wtedy tłuszcz nie ma możliwości dostać się do mitochondrium komórkowego gdzie jest spalany, pozostając na zewnątrz. Jeśli nie dostarczysz węglowodanów zablokujesz trawienie tłuszczów, co powoduje, że nawet jedząc w dużych ilościach tłustą golonkę czy smażony boczek nie przytyjesz.
    Otóż w wyniku braku przyjmowania węglowodanów do organizmu, przy jednoczesnym dostarczaniu dużych ilości tłuszczu powstają niestrawione resztki wokół komórek. Wprawdzie organizm otrzymał bardzo dużą ilość energii (dla przypomnienia w 1 g tłuszczu jest aż 9 kcal) lecz co z tego kiedy nie może być do końca spalona podczas trawienia.
    Na początku takiej diety organizm może czuć się znakomicie z powodu dużych ilości energii, jaką mu dostarczasz. W miarę upływu czasu nie strawione tłuszcze powodują odkładanie ciał ketonowych we krwi, część z nich może zostać wydalona z moczem, lecz zaczyna to dość mocno obciążać nerki, a także w dalszej konsekwencji powoduje wprowadzenie twojego organizmu w stan nazwany Ketozą.
    Kwaśnica ketonowa może ogromnie źle wpływać na zdrowie organizmu, szczególnie powinny uważać osoby chore na cukrzycę w przypadku stosowania takiej diety, ponieważ mała podaż węglowodanów ma ogromny wpływ na hormon insuliny.
    Co dziwniejsze niektóre badania dochodzą do wniosku, że wspomniana dieta pomaga zapobiec chorobom układu sercowo-naczyniowego, obniża poziom cholesterolu we frakcji lipoprotein niskiej gęstości (LDL cholesterol) i zwiększa poziom cholesterolu we frakcji lipoprotein wysokiej gęstości (HDL cholesterol). I rzeczywiście takie wyniki osiągnął mój klient.
    Inne badania dochodzą jednak do wniosku, że przeciwnie dieta ta w dalszej przyszłości przyczynia się do chorób układu sercowo-naczyniowego, choroby wieńcowej serca, arytmii, osteoporozy i do powstania kamieni nerkowych i że uśmierciła doktora Atkinksa, który poślizgnął się w wieku 72 lat na oblodzonym chodniku idąc do pracy i po 9-ciu dniach od tego wypadku zmarł będą bodajże w śpiączce na serce.
    Muszę jeszcze po sprawiedliwości dodać, że klient był bardzo otyły, ale miał jasne spojrzenie i wyglądał góra na czterdzieści lat, a nawet mniej, chociaż okazało się, że dobiega pięćdziesiątki. To na temat uzupełnienie dyskusji, że witarianin Graham wygląda staro. Klient miał po prostu idealnie nie pomarszczona twarz w odróżnieniu od idealnie pomarszczonej szczupłej twarzy Grahama. I co z tego?
    Jeżeli pominiemy aspekt witarianizmu, okazuje się, że wskazanie klientowi drogi, jedz o wiele mniej tłuszczu, czy wręcz przejdź na dietę nisko tłuszczową zapędzi nas i jego w kolejny problem. 
    Klient zacząłby w pierwszej kolejności jeść więcej węglowodanów. W tym głównie przetworów zbożowych. A to właśnie doprowadziło go do tego stanu, że musi korzystać z usług guru.  Hipoteza alternatywna, czyli dieta dr.Atkinsa wskazuje, że warto ją rozważyć choćby przez moment chociażby dlatego, że jest bezczelnym kłamstwem, a to faktycznie może być przeszkodą w jej akceptacji. Jeżeli jednak jakimś cudem byłaby prawdziwa, to sugeruje nam bardzo wyraźnie, że trwająca w Ameryce epidemia otyłości nie jest do końca, jak się to ciągle obywatelom wmawia, po prostu wynikiem zbiorowego braku silnej woli i ćwiczeń. Pojawiła się ona raczej dlatego, ponieważ władze do spraw zdrowia publicznego kazały, bezwiednie, choć z najlepszymi zamiarami, jeść dokładnie te produkty, które powodują tycie, co też wszyscy ochoczo uczynili. Jedli coraz to więcej beztłuszczowych węglowodanów, co w konsekwencji czyniło ich głodniejszymi, a potem grubszymi.
    Mówiąc krotko, jeżeli hipoteza alternatywna jest prawdziwa, wtedy dieta nisko tłuszczowa z definicji nie jest dietą zdrową. W praktyce, taka dieta będzie zawsze bogata w węglowodany, a to może prowadzić do otyłości, a być może, nawet do chorób serca. “W przypadku dużego procentu populacji, przypuszczalnie w 30 do 40 procent, diety nisko tłuszczowe przynoszą skutki odwrotne do zamierzonych”, mówi Eleftheria Maratos-Flier, dyrektor badań nad otyłością na harwardzkim prestiżowym Joslin Diabetes Center. “Paradoksalnie, w wyniku ich stosowania, ludzie przybierają na wadze“.
    Nie dość tego, głosi dalej owa teoria, nasze współczesne społeczeństwo skutecznie wyeliminowało wysiłek fizyczny ze swojego życia. Nie gimnastykujemy się już, nie wchodzimy po schodach. Także nasze dzieci nie jeżdżą już na rowerach do szkoły, ani nie bawią się na dworze, ponieważ zamiast tego wolą grać w gry wideo lub oglądać telewizję. A ponieważ niektórzy z nas są w sposób oczywisty predysponowani do przybierania na wadze, podczas gdy inni nie, wyjaśnienie to uwzględnia także czynnik genetyczny – tzw. oszczędny gen. Sugeruje ono, że przechowywanie nadmiaru energii w postaci tłuszczu jest zdolnością wykształconą w procesie ewolucji i było bardzo korzystne dla naszych paleolitycznych przodków, którzy często musieli cierpieć głód. My zaś odziedziczyliśmy po nich te “oszczędne” geny, mimo ich kłopotliwości w dzisiejszych warunkach.
    Czyli piramida żywieniowa, gdzie na dole jest masa bułeczek razowych, a na górze kropla oliwy jest tak samo o dupę potłuc jak ta gdzie u podstawy jest wielka ilość zbitych i kapiących tłuszczem zwierząt, a na samej górze jest jeden liść szpinaku. Zakładając, że obie są zabójcze i straszne, to jednak ta druga nie prowadzi do otyłości, a wręcz przeciwnie, pomaga schudnąć.
    A ja jaką piramidę pokażę klientowi, jaką alternatywę mu dam za dwieście siedemdziesiąt zeta na miech?
    Nie jedz białka zwierzęcego, bo Campbell zbadał chińczyka wszerz i wzdłuż, jedz głównie owoce i dopychaj warzywem, tak 10g węgli na 1 kg ciała, opamiętaj się z białkiem, 10% kalorii w diecie to maks, co przekłada się na 811 nie tak znowu mało, bo idealnie w normach światowych dietetyków 1,25-1,35 g na 1kg masy ciała i 10% jedynie z tłuszczu. To jest już na prawdę bardzo mało.
    Ale jakby klient był cwany, to by poruszył w odpowiedzi bardzo problematyczne kłeszczyn.
    Gdyż cukier to podstawowy pokarm komórek nowotworowych. To twierdzenie zostało udowodnione naukowo i nie dotyczy już tylko wiadomości zdobytych na seminariach z medycyny naturalnej. Istnieją dowody na to, że decydujące znaczenie dla złośliwości komórki nowotworowej ma nie jej typ czy lokalizacja lecz rodzaj metabolizmu. Zdrowa komórka czerpie energię ze spalania glukozy, komórka rakowa robi to w inny sposób. Fermentuje ona glukozę i wytwarza w ten sposób kwas mlekowy. Naukowcy odkryli, że w naszym organizmie zachodzi nieznany dotąd rodzaj fermentacji, który ma decydujący wpływ na powstawanie agresywnych rodzajów nowotworów tzw. metabolizm TKTL1 komórek rakowych (transketolase-like1). TKTL1 to gen (lub białko).
    Dla osób bardziej wnikliwych podaję kompetentne źródło wiedzy o genie TKTL1 Weizmann Institute of Science
    Aktywacja fermentacji TKTL1 została jak dotąd stwierdzona we wszystkich badanych rodzajach nowotworów jest to zatem w przypadku raka zjawisko powszechne, czyli poszukiwany do tej pory bezskutecznie wspólny mianownik różnych rodzajów raka.
    Czy jedząc na 811 wielkie ilości cukru prostego nie stanie się on żywicielem ognisk rakowych, z którymi nieuniknienie w ciągu życia zawsze się stykamy?
    Z dość długiej listy codziennie zjadanych przez nas produktów, które sprzyjają rozwojowi nowotworów, najgroźniejszy jest cukier. I wiadomo to od dawna. Niemiecki biochemik Otto Heinrich Warburg odkrył, że metabolizm (wszystkie reakcje chemiczne i związane z nimi przemiany energii zachodzące w żywych komórkach) guzów złośliwych jest w dużej mierze uzależniony od spożycia glukozy. Za swoje odkrycie otrzymał w 1931 r. nagrodę Nobla. Wiedzę tę wykorzystuje się w PET (pozytonowej tomografii emisyjnej) ważnym badaniu diagnostycznym. Wykonuje się je, gdy istnieje przypuszczenie, że pacjent ma raka, lub gdy trzeba ocenić wyniki terapii antynowotworowej. Aby dowieść istnienia komórek nowotworowych w ciele człowieka, poszukuje się obszarów pochłaniających najwięcej glukozy (cukru). Jeśli jakiś fragment ciała wyróżnia się nadmiernym pochłanianiem glukozy, to przyczyną tego zjawiska jest zwykle rak.
    Naukowcy stale odkrywają nowe dowody szkodliwości cukru. Od dawna znany był fakt, że kobiety otyłe częściej zapadają na raka piersi. Z opublikowanych w styczniu tego roku badań wynika, że ma to związek z podwyższonym u pań otyłych poziomem insuliny we krwi. Wzrasta ona wtedy, gdy organizm musi przetworzyć dużo glukozy.
    Kiedy spożywamy cukier (banany, daktyle, sok z marchwi????) lub białą mąkę, substancje odznaczające się wysokim indeksem glikemicznym – poziom glukozy we krwi gwałtownie rośnie, ponieważ organizm natychmiast uwalnia dawkę insuliny pozwalającą glukozie wniknąć do komórek. Wydzielaniu insuliny towarzyszy uwalnianie innego związku zwanego IGF (insulinopodobny czynnik wzrostu), którego zadaniem jest stymulowanie wzrostu komórek. Innymi słowy cukier odżywia tkanki i sprawia, że rosną szybciej. Ponadto insulina oraz IGF wywołują pewien wspólny efekt: podsycają procesy zapalne, które stymulują wzrost komórek i służą jako odżywka dla guzów.
    Obecnie wiadomo już, że nagłe skoki poziomu wydzielania insuliny i IGF nie tylko podsycają wzrost komórek rakowych, lecz także ich zdolność wnikania do sąsiadujących tkanek.
    Jeżeli dodam do tych informacji cytat z Dodatku A (str. 326, dr.Campbell, Nowoczesne zasady odżywiania)
    Czy za efekt, który przypisujemy białku mogą odpowiadać inne składniki diety szczurów?
    „Gdy obniżyliśmy poziom białka w diecie z 20% do 5%, należało znaleźć coś, co zastąpi brakujące 15%. Kazeinę zastąpiliśmy węglowodanami ze względu na taką samą wartość energetyczną. Gdy obniżał się poziom białka, w to miejsce zwiększało się spożycie mieszanki skrobi i glukozy w stosunku 1:1. 
    Większa zawartość skrobi i glukozy w diecie niskobiałkowej nie mogła być odpowiedzialna za zmniejszenie rozwoju ognisk. Jeśli chodzi zaś o działanie węglowodanów, to większa ich zawartość w diecie niskobiałkowej zwiększyłaby występowanie raka i zniosłaby wpływ niskiej zawartości białka. To oznacza, że zapobiegawcze, przeciwrakowe oddziaływanie diety niskobiałkowej jest jeszcze bardziej doniosłe”. Koniec cytatu. To wtedy zaczynam odczuwać pewne obawy i bardzo chcę tę sprawę wyjaśnić jak najszybciej.
    Czy w takim razie to jest doniosłe zeznanie Campbella dla ludzi na diecie 811?
    Jak zadasz pytanie, czy owoce powodują raka? To większość popuka się w czoło, ale jak zadasz pytanie czy spożywanie w dużej ilości cukru powoduje raka? Tutaj odpowiedź będzie cokolwiek inna. A jak powiesz, że jesz stale 10g cukru na 1 kilogram ciała?
    Dlatego tak bardzo chciałabym wiedzieć, co dr. Graham o tym mówi i dlaczego nagle można nie zwracać uwagi na indeks glikemiczny? Dlaczego ten cukier ma mieć inne działanie na zmutowaną komórkę?
    A z kolei czepiając się słów Campbella, skoro białka ma być mało w diecie, najlepiej maksymalnie 10%, węglowodany proste też są trefne jak widać po badaniach, to pozostaje jeszcze tylko tłuszcz.
    To co mam klientowi doradzić? Jedz bananiska, rzuć się na słodkie owoce w wielkich ilościach, czy raczej zamknij się w pomieszczeniu z butelką oliwy z pierwszego tłoczenia na zimno, najlepiej z ekologicznej uprawy i cichutko sobie ją skonsumuj, bez zagrychy.
    Jak się ma 811 do tego wszystkiego?
    Z mojego dawnego wpisu, wypowiedź Fryderyka Patenaude.
    Owoce powodują raka.
    Każdy tydzień wydaje się owocować w odkrycia nowych anty-nowotworowych przeciwutleniaczy wykrytych w niektórych owocach lub warzywach. W rzeczywistości, jeśli naprawdę odrobinę poszperasz znajdziesz dziesiątki badań zakończonych przytłaczającymi dowodami łączącymi jedzenie owoców ze zmniejszeniem zachorowalności na raka. American Cancer Society zaleca również zwiększenie spożycia owoców.
    Te twierdzenia niektórych naturopatów są błędne w założeniu. Teoria jest taka, że ponieważ komórki nowotworowe żywią się cukrem, chorzy na raka powinni unikać owoców, aby nie doprowadzić do wzrostu nowotworów. Oczywiście, nie zdają sobie sprawy, że poziom glukozy we krwi jest tworzony przez wszystkie rodzaje pokarmów jakie spożywamy. (patrz, artykuł na tym blogu „wiem tyle co zjem” dopisała pepsi) Wszystko co spożywasz, czy węglowodany, czy białka, czy tłuszcze zostają zamienione w cukry proste i wraz z krwią transportowane do komórek ciała. Więc co to jest za rozwiązanie, nie jeść w ogóle i słabnąć?
    Ponownie, najlepiej zająć się problemem u źródła. Czy jedzenie owoców powoduje powstanie nowotworu? Jeśli tak, jakie badania naukowe można przytoczyć, na powiązanie przyczynowo skutkowe jedzenia owoców do zwiększonej zachorowalności na raka? Nie słyszałeś o tych badaniach? Nic dziwnego, ponieważ nie istnieją.
    Tak, nie ma badań o owocach, ale są na temat cukrów niepodważalne.
    Dlaczego się to nie łączy?
    A dlaczego Instytut Hipokratesa, Wolfe, Nison troszkę hamują entuzjazm na owoce, szczególnie zarzucając im hybrydyzacje, przez co zwiększoną ilość cukru?
    Co o tym mówi Graham? A co powtarza DR?
    A co ja mam klientowi powiedzieć?
    Jest jeszcze jeden aspekt. Chudnięcie na 811. Jak się dobrać do zapasów wcześniej zgromadzonego tłuszczu jedząc tak wielką ilość węglowodanów?
    Odpowiada moderator z 30 bananów na dzień. Ciała ketonowe są alternatywnym produktem utleniania wolnych kwasów tłuszczowych w wątrobie, a proces ich powstawania określa się terminem keto geneza.
    Stężenie ciał ketonowych w surowicy krwi u zdrowych osób pozostających na prawidłowej diecie nie przekracza 0,2 mmol/l. Mózg, serce, mięśnie oraz nerki potrafią wykorzystywać je jako materiał energetyczny, ale w prawidłowych warunkach, głównym wykorzystywanym materiałem jest glukoza.
    W pewnych warunkach metabolicznych dochodzi do zwiększenia produkcji ciał ketonowych. Najczęściej zachodzi to w cukrzycy przy znacznym niedoborze insuliny i może prowadzić do ketonemii i kwasicy ketonowej (nazywanej też ketozą), a w zaawansowanych przypadkach ketonowej śpiączki cukrzycowej. Ketoza może być wywołana również zwiększoną podażą białka, przy ograniczeniu spożywania węglowodanów.
    W przeciwnym razie nie byłoby żadnej różnicy między dietą o wysokiej zawartości węglowodanów, a wysokiej zawartości tłuszczu. A zdrowotna różnica jest jak najbardziej duża. (Przy czym zwolennicy wysoko tłuszczowej twierdzą, że szybciej chudną, więc stają się zdrowi).
    Oczywiście, tłuszcz spożywany idzie bezpośrednio do tkanki tłuszczowej, ponieważ tkanka tłuszczowa może być źródłem energii tylko po przejściu różnych procesów, które mają miejsce w wątrobie. Czyli po keto genezie.
    Ludzie na diecie nisko węglowodanowej często przechowują więcej tłuszczu niż go spalają.
    Ale w związku z powyższą wypowiedzią, jak uruchomić zastany tłuszcz, który się już na siebie wcześniej narzuciło?
    Takie mi ludzie zadają pytania.
    Chcę mieć stronę za dwieście czterdzieści zeta, gdzie będą chcieli wszyscy co niepokojąco przybrali na masie tłuszczowej wejść i jej prestiż będzie te dwieście czterdzieści zeta na straży tajemnicy sezamu stało, to hasło finansowe będzie strzegło dostępu do prawdy objawienia, jak z tłustego chudym być pro zdrowotnie inkluding.
    A tymczasem miotam się w zagubieniu i marketingowej porażce, bo sama nie znam odpowiedzi, ale jednego jestem pewna, że dieta wysoko tłuszczowa i wysoko białkowa oparta na produktach zwierzęcych to najgorsza kiła jaka czeka na jej wyznawcę.
    Czy potraficie sobie wyobrazić najdroższa Socjeto w jakim świecie żyjemy?
    Że patronatem medialnym jest objęty dochodowy proceder zabijania ludzi. Nie mówię już o tragicznym losie zwierząt.
    Kiedy rozmawiałam z klientem zobaczyłam niewinnego człowieka, który usiłuje ratować siebie, nie ma nawet żadnej refleksji, że mógłby uratować może i siebie i zwierzę, bo ma całkowitą wodę z mózgu zrobioną, ma zawirowania od własnego ciężkiego losu z ogromną nadwagą, od swojego wilczego apetytu i wstawania nocą w celach opróżniania lodówki i jestem złamana, bo nie mam dla tego człowieka nic.
    Nic co mogłoby złagodzić jego kompulsywne jedzenie, nic co by mu tak smakowało jak jaja na bekonie i nie mam żadnej czarnej mamby na podorędziu.
    Mam mu pokazać film DR-a?
    Kto stoi za naszą ideologią, nie jesteśmy w ogóle przygotowani na pomaganie ludziom, na przyjebanie mediom w pysk metody uzdrawiania społeczeństwa polskiego za trzysta zeta miesięcznie broszurą o bananie. Ale przecież wszystkim nam zależy, bo jesteśmy nie tylko pełni empatii dla człowieka i dla zwierząt również, a może niektórzy głównie pełni są empatii tylko dla zwierząt.
    Wszystkie wyniki klienta się poprawiły i schudł 16 kilo, podżerał jednak w nocy kiełbasę z chlebem, a to wielkie przewinienie i dwa razy nie kupił witamin obowiązkowo u guru, a to krętactwo na pewno też miało wpływ na wynik szali przeważania, choć ma wytłumaczenie, bo nie miał pieniądza na to, po prostu. Był strażakiem kiedyś, a teraz jest grubasem.
    Mówię mu, że na początku tak właśnie sprawa wygląda, ale ma bardzo zakwaszony organizm i żeby też zbadał mocznik i kreatyninę, no i ph, to zobaczy jak na prawdę jest z jego organizmem.
    Jest jeszcze taki mały aspekt. Tłuszcz nie jest w stanie przejść przez barierę krew-mózg. Brak węglowodanów prostych, którymi żywi się mózg ogranicza jego funkcje poznawcze.
    Więc tym bardziej ludzie się uczepią swojego guru, swoimi mało aktywnymi czerepami, go będą wielbić. Jak kaznodzieję.Pa, mocno zaniepokojona pepsi eliotka

    Odpowiedź Wita Lfrv na jego stronie na fejsie:
    Kasiu.. Gratuluję, jak zwykle długaśnego i równie konkretnego wpisu.. zarówno na blogu jak i tutaj. ..i Dziękuje.
    Jedynym problemem długich wpisów jest łatwość zgubienia klienta, brak ich czytelności i przejrzystości, a ilość pytań, na któr

    e w pewnym sensie sobie odrazu sobie dajesz odpowiedź następnym cytatem/ badaniem.. uniemożliwia rozszyfrowanie, o co tak naprawdę chodzi.
    Zatem proszę cię ew. o podsumowanie i w punktach teraz zadanie odpowiedzi.. ja będę miał referencje powyżej do tekstu i wtedy ogarnę temat..
    Bo tak to na każdy temat mam coś ciekawego do powiedzenia, i po każdym znaku zapytania. .:-))A cukier.. no, przede wszystkim holistycznie jak do tematu podchodzisz, czyli trzeźwo, to kontekst jest rzeczą świętą.. zatem i poważną profanacją jest nazywać owoce cukrem, a cukier zamieniać na owoce.. Już samo dopuszczanie się tego produkuje szum informacyjny i sprzeczności oczywiste – utrudniające, jak nie uniemożliwiające szybkie, jasne i klarowne osiągnięcie konsensusu..Wczoraj na wykładzie dokładnie o tym mówiłem. Opowiadałem różnicę w problemie/dylemacie definiowania zdrowej diety, czynnikach wpływających / modyfikujących i MAJĄCYCH Znaczenie..na wszystko..
    W przyp.cukru jest dokładnie tak samo.
    FORMA jest równie istotna co zawartość.. i tak jak człowiek NIEJEST Zbiorem organów w jednym ciele.., lecz żyjącym wszechświatem, SUMĄ elementów.. a nawet czymś o wiele więcej.. raczej Cudem / niesamowitą synergią praw pierwiastków i elementów wszechświata..
    Owoc Dokładnie Tak Samo.
    ..
    W przeciwieństwie do cukru „wyprodukowanego i przetworzonego przez zarozumiałego człowieka”.. który jak to określił ktoś .. zachowuje się jak najgorszy/głupszy pasożyt niszcząc i wyjaławiając to gdzie jest i od czego zależy jego życie i jakość.

    O cukrze powiem tyle: to TRANSPORT, czyli Forma jest krytycznie ważna.. to „Towarzystwo” w którym cukier jest podawany jest krytycznie ważny.. to zawartość włókien sprawia /decyduje o prędkości „uptake’u” do i „z” – ze strumienia krwi..
    To właśnie dlatego SOKI – nawet te surowe i świeżo wyciskane SĄ ZAKAZANE Na diecie Ornisha/ w jego programie.. Z resztą w moim też / od lat ostrzegam przed tym..

    cd odpowiedzi

    A spalanie tłuszczu to kolejny fascynujący temat.. ale tutaj konsultacja się robi, a czas to pieniądz.. zatem podpowiem jedynie droga koleżanko, że Uruchomienie Starego tłuszczu to naturalna i prosta / logiczna sprawa.. nie szukaj nigdzie daleko skomplikowanej prawdy, kiedy oczywistą masz tuż przed sobą.. codziennie domniemuję.. jest ona prosta i tania :-))A po więcej zapraszam na priva..? 🙂
    Pepsi Eliot odpowiada:
    Pytanie pierwsze, dlaczego można ignorować indeks glikemiczny? Banan ma bardzo wysoki indeks. Co to jest fruktoza? Czy to nie jest monosacharyd i izomer glukozy? Co sprawia, że można jeść tyle owoców bezkarnie, a nawet pro zdrowotnie. A jak się ma już raka?
    Odpowiedź Wita Lfrv :
    Ponieważ na dalsze pytania już odpowiedziałem wcześniej, to tylko odniosę się do pierwszego.
    Ładunek glikemiczny – o którym już kiedyś pisałem jest odpowiedzią na pierwsze pytanie, a zarazem po części i na ostatnie.

    Pepsi Eliot odpowiada:
    czasami mam wrażenie, że lubisz odpowiadać jak urząd skarbowy, albo główny inspektorat sanitarny, którym zadaję pytania, a oni starają się za wszelką cenę nie odpowiedzieć jednoznacznie i tak zaciemnić odpowiedź, żeby w razie czego można było dowolnie rzecz interpretować, chyba że nie ma po prostu ścisłej jednoznacznej odpowiedzi w prawie polskim
    (Visited 1 961 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    Komentarze

    1. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 16:57

      A więc chodzi o błonnik zapewne !!!!!!

    2. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 17:27

      jak jeszcze raz przeczytałam wypowiedź Wita, tym razem z większym zrozumieniem to raczej ja okazałam się pizdą :))

    3. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 17:35

      Nooo dużo pytań i wątpliwości. 🙂 Sporo się napisałaś. Widać, że wciąż zgłębiasz i szukasz.
      A czy sprawa nie rozchodzi się o ten indeks glikemiczny właśnie. Jeśli mówimy o dobrej „naturalnej diecie” to dzikie owoce poza wieloma różnicami charakteryzują się właśnie mniejszym indeksem glikemicznym. Indeks to jedna z kilku rzeczy łącznie z powiększeniem objętości, zwiększeniem soczystości, zmniejszeniem ilości pestek i ilości skrobi kosztem niestety rozcieńczenia minerałów i witamin, jakie człowiek zmodyfikował przez tysiąclecia na hodowanych przez siebie owocach. Czy poza posiłkami okołowysiłkowymi taki delikwent mógłby spożywać tylko owoców o niskim indeksie glikemicznym a w przypadku raka tylko takich?

      1. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 17:51

        Jahu zapewne masz rację w tej kwestii, ale z drugiej strony im bardziej dojrzały banan tym ma wyższy indeks glikemiczny więc dlaczego by takie właśnie radzili jeść? Ja myślę, że ten cały indeks jest o dupę rozbić, że tu chodzi o witaminy, w tym mega dużo C, która sama w sobie leczy raka, czyli o antyoksydanty i wszechobecny w owocach błonnik rozpuszczalny i trawiony przez człowieka, a nie fityniany z otrębów zbożowych, ale to jest dla mnie ciągła rozkmina.

        1. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 18:13

          Nie! myślę, że skoro człowiek już opracował te owoce o dużym ideksie to warto się temu przyjrzeć. W naturze nie było problemu z tym bo nie było takich owoców. 🙂
          Masz fację zapomniałem o błonniku. Całe rośliny i tym owoce są dużo bardziej włókniste. Wczoraj na wykładzie miałem takie do spróbowania. Nie są wielki i słodkie a można się nimi zapchać m.in poprzez dużą ilość włókna. Dziką marchewkę na surowo można rzuć pół godziny z tego powodu. Pewnie dlatego człowiek wcześniej poszukiwał bardziej skoncentrowanych kalorycznie pokarmów a później w dobie neolitu starał je sobie zmodyfikować jak np. owoce.
          Oczywiście, że dojrzałe mają największy indeks i są najsmaczniejsze ale..
          Nawet dzikie banany i dzikie figi będą miały spory niższy indeks gdyż raz, że mają mniej glukozy a dwa mają więcej błonnika no chodźby w pestkach jak i w całej strukturze a także mają więcej skrobi a skrobia ma niższy indeks bo się musi trochę przetrawić no chyba, że jest gotowana (rozkleikowana, czyli rozwalone są jej ściany komórkowe) wtedy idzie to szybko. Dlatego gotowane ziemniaki mają dość wysoki indeks. Oczywiście nie jak daktyle, które mają największy bo mają najwięcej glukozy i mało błonnika. Fruktoza to monosacharyd ale mimo wszystko nie jest wchłaniana przez człowieka bezpośrednio. Wątroba ją musi przerobić na glukozę we wcale nie takim łatwym procesie a to trwa stąd im więcej fruktozy w owocach tym mniejszy indeks oczywiście w korelacji z błonnikiem. Nawet gotowane (uparowane jabłko) z rozkleikowanym włóknem nie doścignie daktyla czy banana sklepowego w indeksie. 🙂

          Także myślę, ze warto to rozpatrywać. Ten indeks, bo jeśli ktoś je dużo nawet nie koniecznie rafinowanych cukrów ale owoców o wysokim indeksie i nie podejmuje ruchu w sensie wysiłku fizycznego to mu to idzie w kwas palmitynowy w osadzający się tłuszcz.
          Czy coś pomyliłem?

        2. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 18:15

          Jejku te literówki mnie gnębią 😉
          Oczywiście miałem na myśli dzikie rośliny i owoce także a naturze. 🙂

        3. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 18:19

          A jeśli chodzi o różnice w witaminach to Ci wkleiłem chyba gdzieś tu na blogi różnicę pomiędzy jabłkiem sadowym a dzikim. Dzikie mimo, cierpkawe i kwaśnawe witaminek ma tak uśredniając i generalizując 6-7 razy więcej. To sporo. 🙂 Dlatego i nie tylko dlatego, moim zdaniem warto uzupełniać dietę przynajmniej 5-10% w dzikie rośliny a nie tylko sklepowe. Z czym wspomniany, Wit LFRV chyba nie za bardzo się zgadza z jego awersją do ziół i do paleo o czym wczoraj wspominał (wypominał) chyba ze trzy razy. 🙂

    4. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 19:05

      Moje zdanie w przypadku węglowodanów zawartych w owocach będzie podobne do tego, jakie ma Wit LFRV. Należy je zdecydowanie odróżniać od białego silnego kwasu, jaki potocznie nazywa się ‚cukrem’, który jest zupełnie inaczej metabolizowany niż cukier zawarty w owocach (produkt pełny). Poza tym zawierają one coś śmiercionośnego dla oddychających w sposób beztlenowy komórek rakowych – tlen. Rafinowany cukier nie zawiera go w ogóle, jak i enzymów, czy 99,9% pozostałych substancji, jakie były w buraku, czy trzcinie cukrowej. Według mnie Pepsi nie powinnaś się niczym przejmować na swojej 811 😉
      *
      Pepsi: eksperymentowałaś z sokiem z pokrzywy z proponowanymi dodatkami?
      *
      Mocno ściskam!!! 🙂

      1. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 19:26

        wszystko spoko ale nie pisz, że sacharoza jest kwasem i w dodatku silnym (co za bzdura) bo nie jest. Nawet w najprostszym ujęciu według klasycznej definicji Arrheniusa.
        sacharoza: pH: około 7 (100 g/l H2O, 20°C)
        słaby kwas cytrynowy: pH (50 mg/1 ml): 1,8 – 2,2

        Co to oznacza: sacharoza daje odczyn obojętny.
        źródło: POCH

        1. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 19:41

          Ona nie lubi soku z pokrzywy bo taki oprócz okresu Majowego musi być konserwowany stężeniem 16-18% etanolu. 😉

          1. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 20:27

            rozgryzłeś mnie Jahu, ja lubię tylko ten z C2H5OH

        2. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 20:29

          Jahu co się wymądrzasz :))))))))))))))))))))))))

        3. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 20:33

          sorry specyfika zawodowa 🙂

        4. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 20:34

          chyba bez C2H5OH? 🙂

        5. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 20:39

          Jednak w ludzkim organizmie sytuacja wygląda inaczej Jah i do tego odnosiła się moja uwaga. Gdyby był kwasem w takim znaczeniu, to problemu z uzależnieniem od tej substancji raczej, by nie było z wiadomych względów 😉 Określenie ‚silny kwas’ w stosunku do tej substancji jest użyte m.in. na tej stronie:
          *
          http://www.wholelifewithjin.com/sugar.html
          *
          W przypadku miodu Jah mam pewne wątpliwości, jak go zaklasyfikować – w końcu niby określa się go mianem naturalny, ale z drugiej strony jest produktem przetworzonym (wytwór pszczół) oraz bardzo skoncentrowanym. Poza tym z moich własnych doświadczeń powoduje szybkie psucie się zębów – działa na nie bardziej destrukcyjnie niż rafinowany cukier:/ Nie wiem, czy nie jest lepszym rozwiązaniem konsumpcja kwiatów, np. robinii akacjowej?
          *
          Pozdrawiam Jah!!! 🙂

        6. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 20:57

          NotMilku… wolałbym klasyfikację substancji chemicznych pozostawić chemikom 😉

          Miód produkowany przez pszczoły a czemu to ma być z tego powodu być nienaturalny? 🙂
          Czyżby nasza sperma czy mleko też nie była naturalna? 🙂 Nie idzmy za nadto w definicjach. Słowo naturalny nic dzisiaj już nie znaczy.

          Miodu nie spożywa się przecież w postaci skoncentrowanej tylko jako słodzik kalorycznie bądź leczniczo. Już podawałem z czym ja np. łącze miód.
          Miód kiedyś wyglądał inaczej. teraz są miodarki (wirówki) elektryczne.
          Na dziko to jadło się miód wygrzebany z barci w całości razem z całym plastrem miodu, z pierzgą i czerwiami pszczół.

        7. Jah Maya 28 sierpnia 2012 o 00:05

          a co do cukru to oczywiście tez zgadzam się z Witem.

          miód oczywiście mimo wszystko jest to towar luksusowy jedzony sporadycznie.

          a co do zębów. cukier dopiero szkodzi w pewnym rozcieńczeniu. Jakbyś sobie włożył łyzeczkę cukru do buzi i potrzymał go tam do rozpuszczenia a później dokładnie przepłukał buzie to wrecz zabijesz wszelkie ustrojstwa. A miodem jeszcze lepiej.
          Cukiet w takim stezeniu jest bakteriobojczy poprzez cisnienie osmotyczne jakie wywiera na komorkach mikroorganizmow rozwalajac im sciany komorkowe.
          Szkodliwy jest dopiero jak w malych stezeniu rozpuszczony slina lub w przetworzonym jedzeniu czy tez herbacie osadza sie na zebach

          Myje zeby teraz glinka kiedys pasta raz na kilka dni, nie mam ani jednej plaby
          codziennie myje woda
          w mlecznych zebach mialem dwie. Wiec jakos daje radę z ta próćhnicą

        8. Jah Maya 28 sierpnia 2012 o 00:43

          Jaz prze zawartość cukru też. W miodzie się konserwowało różne rzeczy z tego względu. Bodajże sułtan turecki głowę poległęgo Jagielończyka sobie w miodzie zakonserwował i oddał chyba któremuś z późniejszych króli.
          Mówisz, że nie masz guru a czasem mam wrażenie, że Ty we wszystko wierzysz co Ci ta Twoja dietetyczka mówi bezkrytycznie. 😉
          Na tym to ja się znam akurat. Na bakteriobójczym działaniu różnych substancji także zawodowo 🙂

        9. Jah Maya 28 sierpnia 2012 o 01:03

          Wiem co to guru. Przecież trochę żartowałem.
          Tak tak pszczółki dodają do nektaru i między innymi trochę własnych bakteriobójczych substancji aby to się nie popsuło zanim zgęstnieje i pewnie z wielu innych. 🙂
          Tak się sprawdza też zafałszowanie miodu cukrem. Stężeniem tyhże substancji.

      2. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 20:21

        Not Milku, pozwolisz, że przychylę się do Twojej opinii, a jeżeli chodzi o pokrzywę, to mam już wszystkie ingredienty i zaraz sobie zaparzę to gówno :)))

        1. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 20:46

          Dziękuję Pepsi 🙂 Mam nadzieje, że z tymi ingredientami będzie bardziej znośna, a zmysły dadzą się nieco zwieść oraz przekonają się do tego smaku. Na pewno dasz radę to przełknąć.
          *
          Jah-ale jak sok z pokrzywy piję się bezpośrednio po wyciśnięciu to nie jest już chyba konieczne takie konserwowanie etanolem?

        2. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 20:50

          Tak ale sok z tego gówna można uzyskać tylko w Maju

        3. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 20:51

          a psuje się po 3 dniach trzymania w lodówce!
          Myślałem, że to oczywiste w mojej wypowiedzi 😉

        4. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 21:22

          😉

    5. Basia 27 sierpnia 2012 o 19:19

      To w końcu można te owoce bezkarnieżreć czy nie, czy może można, ale pod warunkiem przebieżki minimum 10km:))? Też się kiedyś nad tym cukrem zastanawiałam, a także nad taką sprawą, że jak spojrzysz w tabele kaloryczne jakiekolwiek to owoce to błonnik, witamina C i potas. Innych witamin i minerałów mają bardzo malutko w porównaniu z zielonymi liściakami czy jakąś marchewką nawet.

      No i zgadzam się Pepsi, że trudno jest znaleźć dla ludzi alternatywę, nie tylko chodzi o kasę, ale przede wszystkim tryb życia. Już to widzę jak Pani w biurze od 9 do 17 będzie z zielonymi shakami i wielką michą surowizny do pracy poganiać albo z 30 bananami, a tak pakuje piers kurczaka z makaronem brazowym i brokułem do pudełka i ma z głowy. Mięso jest niezdrowe ze względu na nasycone tłuszcze, hormony itd, ale kurde jest tak skoncentrowane jeżeli chodzi o białko i przyswajalne wit B. Nawet na weganizmie gotowanym trzeba sporo wsunąć, żeby taki kawałek krowy nadrobić. A ja wbrew temu co często na witariańskich blogach czytam(że ludzie non stop wpieprzają bo im składników odżywczych brakuje i dlatego są non stop głodni) to widze coś wręcz odwrotnego. Ludzie jedzący zwierzęta zwykle jedzą rzadziej, są szybciej najedzeni, po drugie w dupie mają celebrację posiłku i jakieś tam zasady, że 5 małych jest lepszych niż śnaidanie i obiadokolacja. Takie są moje spostrzeżenia, może ktoś jednak ma inne doświadczenia.

      Dzięki, że drążysz:)

      1. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 19:31

        Basiu z tymi tłuszczami nasycony to już przeszłość. Opierają się na jednym badaniach gościa, który zrobił je błędnie i w dodatku sfałszował aby mu wyszło to co chciał rzekomo udowodnić. Nasycone są w porządku jak najbardziej. Wielu witawegan zresztą (jak zdążyłem się zorientować) jeśli uzupełnia dietę o jakiś tłuszcz nawet w małych ilościach to robi to często o olej kokosowy czyli nasycony.

      2. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 20:24

        Polać Basiaczkowi, ścisk 🙂

      3. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 21:12

        Basiu – w sumie nie jedząc mięsa je się więcej, ale wynika to chyba raczej z lepszego apetytu (przynajmniej w moim wypadku). Mi jest łatwiej zjeść ponad kilogram bananów niż 100 gram mięsa;) Raczej o nadrabianiu kawałka krowy, czy innego stwora raczej nie myślę;) Dla mnie najbardziej skondensowanym pożywieniem są zboża, a wśród nich amarantus (ponad 400 kcal na 100 g), ale jego najwyżej zjem 150 g (po ugotowaniu więcej) i poza tym w odpowiedniej oprawie 😉
        *
        Pozdrawiam Basiu!!!

        1. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 21:22

          Sorry NIeMleko. Pewnie wyjdzie, że się czepiam znów. 😉
          Szarłat Wyniosły nie jest zbożem. Przynajmniej biologicznie. Bywa tak nazywany, ze względem na to, że po przetworzeniu nasion na mąkę przypomina zboże ale… nie jest trawą biologicznie. 🙂
          To podaje jako ciekawostkę nie jako przytyk. 😀

        2. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 21:31

          Nie czepiasz się Jah 😉 Klasyfikowany jest do rzędu goździkowców, ale sam traktuje go jako ‚zboże’ podobnie jak grykę, która należy do rdestowatych 😉 Postaram się o unikanie zbyt potocznych sformułowań w dyskusji.
          *
          Pozdrawiam Jah!!!:)

        3. Jah Maya 27 sierpnia 2012 o 21:46

          Nie luz… nie unikaj… ja po prostu interesuje się roślinami i przyrodą z uwzględnieniem tych pokarmowych i leczniczych. Stąd tylko ciekawostka.
          Czy człowiek zainteresował się tę rośliną bo jej ziarno przypominało zboże, czy może to zainteresowanie i uprawa człowieka zmieniły tak jej właściwości, że stała się podobna do zboża. 😀
          Oto jest pytanie. 🙂

        4. NotMilk 28 sierpnia 2012 o 09:30

          To ciekawe Jah, chociaż biorąc pod uwagę jej południowoamerykańskie pochodzenie można przypuszczać, że zarówno mogła zainteresować tamtejszych mieszkańców ze względu na wygląd oraz smak nasion, jak i to, że została potem poddana podobnym zabiegom jak kukurydza, chociaż nie stała się tak ogromna oraz ma więcej dzikich walorów. Może świadczyć o tym zasobność jej nasion w wiele składników odżywczych (kukurydza ma je przeważnie w mniejszej ilości-ma właściwie nieco więcej witaminy B1 i B2).
          *
          Widzę, że zęby myjemy podobnie glinką, choć teraz używam przejściowo mydła Aleppo, a przede wszystkim po posiłku zawsze płucze usta wodą 😉
          *
          Po połowie września powracam i zdam relacje o doświadczeniach z niektórymi ‚dzikimi’ roślinami 😉 Pozdrawiam wszystkich, życząc owocnego miesiąca!!! :)))

        5. NotMilk 28 sierpnia 2012 o 09:32

          Zapomniałem jeszcze dodać jako ciekawostkę o amarantusie, że nie znosi oprysków pestycydami 😉

    6. Basia 27 sierpnia 2012 o 19:23

      Choć oczywiscie są witarianie, którzy jedzą jak przysłowiowe wróbelki i dobrze funkcjonują, choć na pewno jakby sobie do cronometra wpisali to pewnie by wyszło że niedojadają

    7. pepsieliot 27 sierpnia 2012 o 20:25

      no ja do tych wróbelków nie należę niestety

      1. NotMilk 27 sierpnia 2012 o 21:21

        Ja również Pepsi 😉 Jednak żeby mieć siłę, a 10 metrów jelit nie rozleniwiać, trzeba sobie kilka kilogramów pożywienia zjeść 🙂 U mnie w rodzinie to wszyscy jacyś tacy mięsożerni i bez energii, a mnie ona przepełnia. Według mnie jedzą po prostu za mało wiadomych produktów, które poprawiają apetyt oraz nie obciążają zbytnio przy trawieniu ustroju.
        *
        Życzę owocnego wieczoru Pepsi!!!

        1. pepsieliot 28 sierpnia 2012 o 08:02

          Dzień dobry Not Milk, też dużo jem dobrego 🙂