Pepsieliot
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
204 827 499
15 online
30 855 VIPy

Tylko 2 proste sposoby na wyjście z kompulsywnego obżarstwa

Czyli ozdrowieńczy katamaran znanego parapsychologa Horrego Porttiera

W pewnych sprawach intymnych, jak kompulsywne jedzenie lepiej się poradzić Horrego, niż psychologa. Na szczęście tutaj mamy przypadek dwa w jednym i cudaka i parapsychologa.

Horry dostaje wiele pytań w sprawie napadów ładowania energii bez umiaru. Tycia z powodu ogromnego przeżerania się. A niekiedy nie tycia, gdy kompulsjom towarzyszy szybkie zwracanie jedzenia. Jak zwał, są to zaburzenia odżywiania.

Przychodzisz do ważnego psychologa, a ważny psycholog zagaja pytaniem. Ma się rozumieć zaczyna od oczywistości marnując Twój cenny czas, który mogłabyś przeznaczyć na skombinowanie tony szamy i wygospodarowania na to wieczoru w samotności. Bo tak jest najmilej uprawiać tę kompulsję.

Psycholog w ten deseń do Ciebie: – Czy kiedykolwiek czułaś, że Twoje nawyki żywieniowe są poza Twoją kontrolą?

Ty grzecznie: – Łi.

Psy: – Czy czujesz się winna po spożyciu dużych posiłków?

Ty: – Łi.

Psy: – Czy jesteś w stanie przestać jeść, mimo że nie jesteś zadowolona ze swojego obrazu ciała?

Ty: – Noł. Jakbym potrafiła, to by mnie tutaj nie było.

w didaskaliach

Bo tak naprawdę wszystko już wiesz o swoim zaburzeniu. Wiesz, że Twoje zaburzenie jedzenia to szamanie bardzo dużej ilości szamy bez kontroli. Wiesz dobrze, co to znaczy szamać pomimo absolutnej sytości. Kiedy masz już wszystko w przełyku, a wciąż szamiesz. Znasz dobrze to uczucie.

Możesz być głodna, owszem. To jest nawet miłe uczucie, ale podczas napadu przerwać w stosownym momencie, to ponad Twoje siły. Nigdy nie jesteś na to dość syta.

Psycholog dalej nawija do Ciebie nowomową psychologe: – Możesz sobie myśleć, że zmniejszenie masy ciała jest rzeczą dobrą i najlepszą, którą musisz zrobić, ale to nieprawda. Nawet jeśli po diecie schudniesz, to i tak Twój nawyk, czyli niepohamowany apetyt wróci i spowoduje powrót kilogramów, które straciłaś. Będziesz być może nawet jeszcze grubsza.

Powiało matriksowym optymizmem.

W końcu wzywamy parapsychologa Horry’ego

Wiem wszystko. Wiem, że jesz, aby poprawić swoje samopoczucie. Wiem, że w dzieciństwie byłaś nagradzana za dobre stopnie pączkami. Wiem, że ojciec wciąż stawiał Ci przykład Twojej szczupłej przyjaciółki, najlepszej w klasie z Badmintona. Owszem, było trochę niesprawiedliwości w Twoim życiu i strachu. I przyjemnie było zjeść 11 ciepłych lodów i popić litrem pepsi (sorki).

Ale grzebanie w przeszłości jest bez sensu. Jest niskowibracyjne. Teraz za to lecisz do lodówki, gdy tylko jakieś emocje się pojawią. A pojawiają się, bo tak działa matriks, czy to strach, czy ból istnienia, czy inna ekscytacja. Cokolwiek może się zakończyć wielkim obżarstwem. Nawet kupienie mopa na parę.

Mógłbym Ci w tym momencie rzucić psychologiczny ochłap, abyś przed każdym posiłkiem zadała sobie następujące pytania:

  • Czy aby nie jem, aby zapomnieć o moich problemach osobistych?
  • Czy ten podwójny czisburger pomoże mi jakoś rozwiązać te problemy?
  • Czy to nie jest aby, jakaś forma ucieczki?

Ale tego nie zrobię.

Nie powiem Ci też, że jesteś klinicznym przypadkiem i prawdopodobnie masz już za sobą jakąś historię depresji, czy chociażby psychozy, neurastenii, albo nerwiczki lękowej. Że niepohamowany apetyt pewnie spływa na Ciebie, gdy zbliża się przerażający Cię nastrój. Że jedząc długo i dużo podnosisz poziom serotoniny i innych hormonów, które sprawią, że poczujesz się w końcu szczęśliwa.

Albo, że po prostu, byłaś znerwicowana i sfrustrowana, po czym żarłaś (sorki, ale to Twoje słowa) i ponownie byłaś znerwicowana i sfrustrowana, a serotonina nawet jak coś tam zmieniała, to i tak po żarciu jesteś sfrustrowana. Do tego napady obżarstwa masz również po przyjemnym spotkaniu z kumpelami. I wtedy i wtedy. Mogą się wydarzyć zawsze. Więc gówno prawda, że chodzi Ci o tę serotoninę. Luz.

To jest pętla. Zapętla Cię i już.

Jak więc jest z Tobą?

Po prostu uciekasz zapominając, że kluczem do zerwania jakiegokolwiek złego nawyku jest pozbycie się przyczyny, a nie staranie się tłumienia zaburzenia? Bla bla bla. Jeśli masz niepohamowany apetyt, a nie usuniesz jego przyczyny, to Twój organizm znajdzie sobie inne ujście.

Znam kilku takich, co po przejściu ekstremalnych diet, owszem, trwale schudli, ale zostali alkoholikami, jeden narkomanem, a kilka fajnych dziewczyn nic tylko łaziło po sklepach. No i nadal były faje, and uzależnienie od kofeiny. Każde niezrozumienie istoty sprawia, że możesz pozbyć się nałogu niejako wbrew sobie, ale automatycznie wpadniesz w inny.

Ty na stronie, w sensie, że do siebie: – Nienawidzę tego pana psychologa i Horrego też, idę się nażreć.

Jest teoria i jest życie. Jest anoreksja bez kontaktu z szamą i zwykłe jedzenie, że się je, bo to owszem jest przyjemne, ale przede wszystkim potrzebne. No i jesteś Ty, która łatwiej skuma anoreksję, niż jedzenie w sam raz.

Ozdrowieńczy katamaran Horrego

1. Pierwsza pomoc: bieganie

Nie wyłączysz destrukcyjnych myśli ot tak sobie. To jest trudne na początku. Myśli wyłączysz mimowolnie wpadając w medytację, ale jak tu medytować? Tak działa bieganie 40 minut, masujesz harę (5 cm pod pępkiem masz czakrę życia, z japońska harę). Teraz nawet nie myśl o odchudzaniu, czy jedzeniu mało, wcale o tym nie myśl. Akceptuj sytuację i rusz ze skrzyżowania. Masz tylko jeden cel, mianowicie codziennie udać się na trening biegaczy. Może się tak zdarzyć, że bieganie jeszcze wymusi chęć do żarcia. Nic sobie z tego nie rób. Biegaj jak wariatka.

2. Druga pomoc (równoległa do pierwszej): post przerywany

Wiem, że nie chcesz się obżerać, ale póki co, wiemy, że będziesz. Nie możesz sobie zaufać w kwestii, a ponieważ nie możesz zaufać, atak bulimii, kompulsji, nażarcia się pojawi się. Czy jest jakaś metoda, żeby te ataki były „bezkarne”?

Owszem.

Jedz dużo, tak jak lubisz, tyle, że w krótkim oknie (najlepiej wysoko wibracyjnie, czyli w przewadze roślinnie i na surowo, oraz złom niech zostanie na złomowisku), i każdego dnia długo pościć. Im więcej możesz i chcesz zjeść, a nawet przemycić złom, tym bardziej musi być długie okno codziennego postu. Np 21 godzin postu i 3 godziny okna z jedzeniem.

Żyjesz póki co w matriksie i jesteś jego baterią. Wszędzie natrafiasz na niewspierający Cię opór. W takim razie postaraj się nie podążać, nie gonić za myślami, które Cię dołują, porównują, oceniają, brużdżą Ci, psują humor, zasmucają, czyli nie wspierają Cię.

Dlaczego jem i chudnę z przerywanym postem jest najlepszą dietą na świecie?

To proste, gdyż jest to najlepsza dieta dla kompulsywnych nałogowców, grubych i chudych modelek, smakoszy, oraz realistów. Musisz się kontaktować z tym narkotykiem, dlatego rób to z głową, metodycznie, radośnie, ozdrowieńczo.

Oczywiście

  • Oczywiście 4 szklanki dla nawodnienia i dotlenienia komórek oraz czystej wątroby
  • Oczywiście odpowiednio wysoki poziom metabolitu D też dla wątroby i jej gospodarki tłuszczowej
  • Oczywiście jem i chudnę dla jedzenia i chudnięcia

To całe gówno, które Ci się przydarzyło w związku z obżeraniem, kompulsjami, niszczącymi nałogami, przydarzyło się nie Tobie, tylko dla Ciebie. Przekuj go w złoto. Zapewniam Cię, że z tymi sugestiami dasz radę.

Z bazy nadawał, na zawsze Twój, Horry Porttier


Horry Porttier

Prawdopodobnie autor na stronie Pepsi Eliot, jednak nius pojawił się niespodziewanie i w sumie niewiadomo kto go napisał … Nie znamy Horrego Porttiera.

(Visited 4 065 times, 1 visits today)
-
Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
Może rzuć też gałką na to:

Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep
Disclaimer:
Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

Komentarze

  1. adziam 16 sierpnia 2020 o 14:47

    Akurat coś dla mnie, dzięki Horry.
    Pepsi, doradź jakie suple kupić na stawy? Żeby się biegało bez kontuzji :-*

    1. Jarmush 16 sierpnia 2020 o 16:30

      KOlagen TiB (może iść do 4 szklanki), C TiB, MSM TiB (może iść do 4 szklanki wraz z kolagenem), D3+K2 TiB i Osteocare TiB, oraz cytrynian magnezu TiB, albo klasyczna druga szklanka z 4 szklanek. No właśnie na początek dnia 4 szklanki. Ciało musi być nawodnione,

      1. Aga3030 16 sierpnia 2020 o 18:16

        4 szklanki są super, robię je już od dawna, to tak mało wysiłku a jakie fajne uczucie że robię dla swojego ciała coś super. Od początku sierpnia zaczęłam też codzienne poranne biegi i tu jest ciężej, nie ukrywam. Głowa zawsze wynajduje powód żeby nie iść( zakwasy, dziś trzeba się zregenerować, za późno wstałam, za gorąco itp). Ale jak dotąd wychodzę codzienne, po prostu przebieram pizamę od razu na strój do biegania no i skoro się już ubrałam to idę:):) na razie daję radę max 30 min, ile mogę tyle biegnę, jak już nie mogę to idę i znowu biegnę. Ale podaumowujac, to działa super!! Energia i radość nie do opisania. Dzięki wielkie że namawiasz do tego prawie codzienne! W końcu i ja się ruszyłam 😉 polecam wszystkim niezdecydowanym!!:):)

        1. Jarmush 16 sierpnia 2020 o 18:41

          Cieszę się Kochana, i dzięks za tego komenta

          1. Halina Rogowska 17 sierpnia 2020 o 07:13

            A czy mogę nie jeść 16 godz.przy poście przerywanym, mając hashimoto i niedoczynnośc tarczycy? Zdaje się,że są jakieś przeciwskazania jeśli chodzi o tę chorobę,Czy się nie mylę?

          2. Jarmush 17 sierpnia 2020 o 20:19

            To nie są ścisłe przeciwskazania, po prostu ludzie z Hashimoto mogą się źle poczuć będąc głodnymi, dlatego zwykle zalecam post przerywany w granicach maksymalnych, żeby go mozna było nazwać postem przerywanym, czyli 8/16, a jak czujesz, że to dla Ciebie za trudne, to takie lekkie odstępstwo, 9/15

        2. Przemko :-) 17 sierpnia 2020 o 18:36

          Śpij od razu w stroju do biegania 😉
          Będzie jeszcze mniej czasu dla ego do marudzenia 🙂

  2. Hanna 16 sierpnia 2020 o 16:05

    Dziękuję Pepsi za świetny wpis???Bardzo mi pomagasz w wyjściu z gówna. Kocham Cię❤?

    1. Jarmush 16 sierpnia 2020 o 16:28

      love

  3. Baśka 16 sierpnia 2020 o 17:37

    A propos kolagenu… I szklankę mam z cytryną i kurkumą, II szklankę z cytryna, ocet, szczyptą soli i nią popijam 2x Cytrynian Mg TiB, III szklanka to cytryna, kolagen i siarka, IV szklanka to 4 greens, cytryna i jakieś zielone świeże bio. Trenening siłowo-aerobowy. V szklanka zaraz po treningu, tu Shape Shake z 200ml mleka roślinnego (ryżowe lub owsiane) i daktylx2 lub banan. Dobrze to rozkminiłam…? ? Ach, kawę z 30ml mleka kokosowego piję po III szklance, a przed IV zieloną ?

    1. Jarmush 16 sierpnia 2020 o 18:42

      co drugi dzień możesz brać do 4 kolagen zamiast szejpa np

      1. Baśka 16 sierpnia 2020 o 19:03

        A jeśli biorę kolagen codziennie, do 3. szklanki (2 łyżeczki) to za dużo? Robię tak od paru lat. A od szejpa chyba się uzależniłam 🙂 biorę go od niedawna, to moje śniadanie lub potreningówka, dodaję też do niego łyżkę macy… Czasem gdy mam okropne ssanie, to piję go drugi raz, na kolację.

        1. Jarmush 17 sierpnia 2020 o 06:36

          ja też je m codziennie, płaska łyżeczka i ok, po skończonym opakowaniu robię z tydzień przerwy, bo zawsze zapominam go donieść 🙂

          1. Baśka 17 sierpnia 2020 o 11:18

            Twój kolagen kupuję już z 3 lata, biorę codziennie, 2 łyżeczki z wodą z cytryną i siarką. Nie robię przerw… Myślałam, że to produkt-pokarm, który mogę jeść całe lata.

          2. Jarmush 17 sierpnia 2020 o 20:03

            Ja też jem stale.

  4. Ewa123 16 sierpnia 2020 o 19:10

    Pepsi, co radzisz zabrać ze sobą idą w wysokie góry? Mam na myśli coś małego objętościowo ale zarazem
    bogatego odżywczo i sycącego 🙂

    1. Jarmush 17 sierpnia 2020 o 06:35

      gorzka czekolada RAW, są też takie surowe raw batony

  5. nie-jestem-gruba 16 sierpnia 2020 o 21:15

    Choruję na neurastenie, nie jest kolorowo…

  6. Kasia 17 sierpnia 2020 o 09:09

    Are you ready for najgłupszy komentarz do tej pory na tym blogu? I tak go napisze.
    Pepsi, mam wrażenie, że tylko Ty możesz do mnie jakoś dotrzeć. Acha, jakby co, to wiem, że moje pytanie jest w swojej naturze na maksa egzotyczne, ale ukrywa się pod pozorami empatii. Ale do rzeczy: na maksa boje się śmierci swojego psa. Mam go od 6 lat, on sam ma 9, bywa agresywny, bo był bity, dużo pomogły behawiorystki, ale mówią, ze okazjonalna, niewielka agresja to już i tak najlepsze, na co pieska stać. I tu mój problem: boje się jego śmierci nie tylko dlatego, ze zapłacze się z tęsknoty (to akurat jawnie egzotyczne). Ale tez okropnie nie chce, żeby znów stał się cierpiącym pieskiem albo, co gorsza, świnką lub krówką w hodowli 🙁 sama jestem weganką, psiaki daję karmę z ryb, bo wierze, ze to mniejsze zło, ze mają mniejszą świadomość niż ssaki, ale lol, przecież to go nie uchroni przed kolejnym wcieleniem, ani zapewne nic, co zrobię. Jak pogodzić się z nieuniknionym? Im jest starszy, tym mój lęk o jego dalsze losy przybiera na sile. A nawet jeśli on po śmierci odrodzi się w ciele przebudzonego buddy-milionera, to i tak na sercu leży mi cierpienie zwierząt i ludzi z całego świata. Powiedz mi, jak o ewolucji swojej duszy mają decydować zwierzaki właściwie pozbawione wolnej woli? I jak zaakceptować smierć mojego pieska i cokolwiek przydarzy się mu później?
    Proszę o nielokalizowanie mnie i niewysyłanie po mnie karetki z psychiatryka, gdyż pisze z pociągu i i tak mnie nie znajdą 😀
    Buziaki

    1. Jarmush 17 sierpnia 2020 o 20:12

      Wszystko ewoluuje, i świadomość obdarzona wolną wolą, która zalogowała się do twojego psa, też sobie powoli ewoluuje. Psy mają osobowość, ale jeszcze nie mają ego, dlatego nie oceniają, nie myślą o śmierci i przemijaniu, nie stanowią dla siebie destrukcji. Oczywiście odczuwają bol i bardzo cierpią, mają też pamięć nerwową, ale potrafią o tym często zapominać i cieszyć się jak dzieci. Bardziej się martwię o Ciebie, że zamiast cieszyć kontaktem ze swoim psem, wybiegasz do przodu myślami, uśmiercasz go za życia. To znaczy, że Twoje wystraszone ego Tobą rządzi, że jesteś jego sługą. Takie życie to męczarnia, bo ego nie da Ci spokoju, takie jest ego, wiecznie niezadowolone, wystraszone, gdyż śmiertelne. To opór, który robi wszystko abyś nie skomunikowała się ze swoją nieśmiertelną śiwadomością, która jest częścią tej samej wyższej świadomości, co Twój pies, tylko na innym etapie ewolucji. Jeśli będziesz tak bardzo podporządkowana swojemu ego, tak bardzo uśpiona, nie skorzystasz z tej wspaniałej gry, która nazywa się życie, a którą sama piszesz. Rzeczywistość odbije Twoje myśli, Twój strach. Gdy zmieniesz myślenie, Twoja rzeczywistosć przestanie Cię starszyć, zasmucać. To jest taki trochę paragraf 22. Wysyłam Ci dużo miłości. Nie strasz swojego psa 🙂

    2. Przemko :-) 20 sierpnia 2020 o 09:31

      Ja miałem piękną przygodę z moim psem. W sumie to była suczka. Miała maniery jak księżniczka. Wolała być głodna niż zjeść byle co. Nie każdy mógł ją pogłaskać, a i to wtedy kiedy ona tego chciała. A nie, że ktokolwiek mógł się pchać z łapami 😉 Jeszcze dzień przed śmiercią próbowała odgryźć rękę weterynarzowi, który chciał jej dać zastrzyk. Mimo, że już była bardzo słaba. Ale do końca jeszcze chodziła. Cały czas sprawna i ciągle wodziła za mną wzrokiem. Jak co dzień. Gdy tuż przed wyjściem do pracy poszedłem ją pogłaskać, to zobaczyłem, że już leży na boku z zamkniętymi oczami i coraz wolniej oddycha. Zrozumiałem, że to już. Pożegnaliśmy się. Ja oczywiście płakałem. Choć byłem przecież mocno dorosły. Było mi smutno. Ale równocześnie byłem szczęśliwy, że nie odeszła samotnie, że mogłem przy niej być.

      To jest jedna z najpiękniejszych chwil w moim życiu, której na pewno nie zapomnę aż do końca 🙂

      Tak zapewne ma wielu psiarzy. Ale w naszym przypadku było coś jeszcze. Bo ja również byłem przy jej narodzeniu! Rozumieliśmy się z nią lepiej niż ja z wieloma ludźmi. I to trwało prawie 20 lat!
      Nie ma co się zamartwiać naprzód.
      Teraz też się pobeczałem. Trochę. Ale i tak jestem szczęśliwy. Nawet podwójnie. Pierwsze, że mi przypomniałaś akurat teraz to piękne wspomnienie. A drugie, że mam blisko pełne pudełko chusteczek 🙂

      1. Jarmush 20 sierpnia 2020 o 17:36

        tośmy się wszyscy popłakali

        1. Carrie 20 sierpnia 2020 o 19:47

          Moja dziewczynka owczarkowa pewnego w sylwestra przestala chodzic na tylne łapki. Zrobilismy jej poslanie w gospodarczym a ona….na przednich laplach doszla do domu. Wzielam ja do swojego pokoju, Psia Dziewczynka kochała ten pokój i zawsze przychodzila spac alb0o ze mna sie uczyc.
          Bylam z nia do konca, spiac w fotelu źeby być na każde jej poruszenie. Weterynarza wynaleźliśmy w Nowy Rok. Nauczylam sie dawac kroplowki, przepychac żyly, podnosic ja przy zmianie podkladow. Moja Sliczna Psia Dziewczynka….Na malaj przestrzeni jadlysmy razem lososia-raz ja raz ona jak kiedys gdy jadlam ryby. W te zimowe dni jadlam znowu zeby Maluszek jadl.
          Pewnej nocy zaczela ja brac temperatura podawalam jej picie krztusila sie nie mogla wiec strzykawka. Malenka wtulala sie we mnie coraz bardziej. Tej nocy opowiedzialam jej jakim niesamowitym psem byla i jak bardzo uszczesliwiala tych ktorzy ja znali. Ilu ludzi ją kochało, jak podbila weterynarzy, nie znosila wujka i kochala kilku facetów. I ze moze kiedys sie spotkamy i nacieszymy sobą, Temperatura brala ja coraz bardziej i zwyczajnie mnie uspila swym cieplem. Usnelam przy niej trzymajac ja za lapkę. Przebudzilam sie jak zaczela charczec zmienilam nastepna kroplowke i po prostu przy niej siedzialam modlac sie o najlepsze rozwiazanie dla nas obu i powaznie rozwazajac uspienie…. odeszla trzymana za lapke o 7.15 7 stycznia w tamtym roku.
          Plakali wszyscy ktorzy ja znali….
          Dzis jest ze mna kolejna dziewczynka owczarkowa 18 miesieczna najwyzsza dziewczynka owczarkowa jaka kiedykolwiek widzialam. Po tamtej wylam tak ze rodzina zdecydowala o zakupie, Zadzwonili do niesamowitej hodowli, opowiedzieli historie przyjazni mojej i Sary. Pani sie tak uryczala, ze wpuscila nas na liste. Bylam przeciwna myslalam ze nie jestem w stanie pokochac nastepnego psa, Pojechalismy 300 km w jedna strone. Dochodzilismy do kojca i nagle – w oczach malego szczeniaczka zobaczylam Sarę. Potem okazalo sie ze wlasnie ten szczeniaczek jest dla nas. Mama szczeniaczka przyszla do mnie i poprosila o glaskanie. Państwo z hodowli oniemieli. A i to Maleństwo u nas nie ma na imię Sara. To nowy piesek i juz nowa historia 🙂

  7. Kita 17 sierpnia 2020 o 11:24

    Miałam anoreksję przez 10 lat, zaczęła się jak miałam ok. 12 lat. Stworzyłam ją po to, żeby mieć coś na co tylko ja mam wpływ, nad czym tylko ja mam kontrolę. Nie mogłam nic zrobić z kłócącymi się rodzicami i nie miałam dokąd uciec z tego domu pełnego krzyków i ubogiego w miłość i spokój. Ale mogłam w pełni samodzielne decydować o tym, czy zjem, czy nie. Był to mój świat i nikt nie mógł w nim nabroić, ani go zmienić. Momenty, kiedy w ogóle coś jadłam wydawały mi się najwspanialszymi w życiu, a długie przerwy niejedzenia były mordęgą, którą chciałam jak najszybciej pokonać, aby znowu dotrzeć do chwili jedzenia. Tym sposobem lata upływały mi na cierpieniu, a tylko chwile były piękne. Było to ciągłe odkładanie życia na później – będę cieszyła się życiem wtedy, gdy zjem jabłko, albo serek, a jak się głodzę, to życie jest beznadziejne i jednym wielkim utrapieniem.
    Teraz mam 39 lat. Anoreksji nie mam, ale mechanizmy pozostały. Teraz jestem bardzo świadoma ich występowania i wiem, co mam z nimi począć. Jeszcze niedawno byłam przekonana o tym, że moment jedzenia posiłku to bardzo pozytywny czas w ciągu dnia, więc fajnie jest gdy tych momentów jest jak najwięcej. To przekonanie doprowadziło mnie do obżarstwa, w trakcie którego o dziwo wcale nie czułam przyjemności, ale jedząc i jedząc sądziłam, że w końcu przyjemność nadejdzie, ale nie nadchodziła. Z drugiej strony wcale nie potrzebowałam i nie potrzebuję z punktu widzenia fizjologicznego częstych i obfitych posiłków. Aktualnie jestem na etapie dogłębnego zrozumienia, że radość jest w każdej chwili mojego życia, jeśli w ogóle ją odkryję w swojej głowie. Radości nie daje jedzenie, ani nic innego zewnętrznego (np. nowe ciuchy, przystojny partner, markowy samochód itp.). Radość, albo poczuję, albo nie poczuję. Albo zrozumiem, że życie jest piękne, albo nie zrozumiem. To zależy tylko ode mnie, od mojego nastawienia do mojego życia.
    Medytacja bardzo pomaga mi w wyprostowaniu swoich pokrętnych ścieżek myślowych, które tworzyłam latami i które społeczeństwo mi wpajało. Medytacja pomaga mi odkryć mechanizmy i automatyzmy, które mną sterują. Staję się nowym człowiekiem. Ta droga do stawania się nową, spokojniejszą i radośniejszą, jest najwspanialszym doświadczeniem odczuwanym w każdej chwili życia, a jedzenie wcale nie przyczynia się do polepszenia mojego samopoczucia. Teraz to rozumiem, a to zrozumienie mnie uwalnia od samouciemiężania się.
    Informacje zawarte na blogu Pepsi były i są bardzo dużym wsparciem w zdrowym i radosnym podążaniu moją drogą życia.

    1. Jarmush 17 sierpnia 2020 o 20:01

      wysyłam Ci dużo miłości <3

  8. Nikita 19 sierpnia 2020 o 08:13

    Pepsi,
    czy z przepuklinami jądra miażdzystego można biegać? Jeśli tak, to czy są jakieś odpowiednie techniki? Na coś szczególnie zwrócić uwagę?

    1. Jarmush 19 sierpnia 2020 o 11:44

      Na pewno przy treningu jak i w trakcie i po leczeniu nie powinno boleć! Jak już decydujesz się na aktywność fizyczną w takiej sytuacji, proponuję orbitrek, co będzie bezpieczniejsze i mniej obciążające pod względem kompresji na dyski i stawy międzykręgowe. A tu masz do poczytania pana po angielsku:) https://www.dynamicchiropractic.com/mpacms/dc/article.php?id=9519

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Sklep
Dołącz do Strefy VIP
i bądź na bieżąco!

Zarejestruj sięZaloguj się

TOP

Dzień | Tydzień | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum