logo2
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
82 957 229
159 online
31 248 VIPy
Reklama

PIĘKNA AND BESTIA

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Z serca życzenia wigilijne od dziewczyny bez zapałek …

    Pierwsza gwiazdka zaświeciła *

    Kochana, Kochany, Kochanie, życzę Ci w czasie teraźniejszym, żeby wszystkie Twoje zamiary wewnętrzne osiągnięcia Twoich celów zamieniły się we wszechziszczalne  zamiary zewnętrzne. Bierz od Wszechświata co tylko chcesz, i to lewą stopą do lusterka. Już to masz.

    Z największą miłością, na zawsze Twoja  
    Pepsi Eliot

    Do życzeń dla Ciebie z całego serca dołącza się nasza ekipa (kolejność przypadkowa):  

    Emanuela, Monka, Greg, Jagoda, Sylwia, Miłosz, Łukasz, Justyna, Ania, Radek, Konrad, Maks and ma się rozumieć Horry, oraz A imię jej 44:) 

    And poznaj Skarlet Oharę i jej korporacyjną wpadkę przedwigilijną

    (fragment wciąż niewydanej, gdyż niedokończonej powieści „Złe, czyli pokolenie sushi”, uwaga: pojawi się trochę świątecznej golizny)

    Blamaże

    W tym momencie mocno skonsternowana Skarlet Ohara opuszczała w pośpiechu korporacyjną prezentację i najdalsza była od rozmyślań o wybitych kłykciach, czy stwardniałych piętach. Na nic zdały się paranormalne zdolności prześwietlania ludzkich złych skłonności, albo umiejętność ściągania kurzu z mebli śródstopiem. Bowiem żadne z tych cudacznych umiejętności nie uchroniły korporacyjnej asystentki od monstrualnej wręcz śmieszności. Kompromitacja na jaką naraziła siebie i dział promocji produktu, porównywalna być mogła jedynie z wielkim wstydem na Kremlu. Ośmieszyła departament marketingu podobnie jak złoty medalista, typ płetwiarza, który wystawił na pośmiewisko najwyższą siedzibę w Moskwie, gdyż zgasł mu olimpijski ogień. Można skonać ze śmiechu.

    Właśnie trzasnęła drzwiami kremowej w tonacji toalety na trzynastym, nomen omen, piętrze wieży biurowca. Zamknięta w odjechanej sławojce wykończonej piaskowcem, litym kamieniem, a nie jakimś tam zmielonym gresem, po raz kolejny odtwarzała w myślach sytuację sprzed kwadransa. Musiała wyjaśnić czy rzeczywiście, ale przecież w tym przypadku bezsprzecznie kolejny raz zrobiła z siebie idiotkę wprowadzając otoczenie w konsternację.

    w didaskaliach

    Tutaj w oryginale śpi opis szczenięcego monodramu ze Skarlet w brązowych pludrach (niedrogich rajtuzach) grającą drzewo kompromituhe rodziców i dziadków rolą nieprzewidzianą w scenariuszu. Dzisiaj ów fragment usunięto.

    berlin botero/ pepsieliot.com

    Skarlet Ohara (autor Botero) w Berlinie

    Także dzisiaj po latach, chyba jakąś dziejową zemstą za ów szczenięcy monodram, zlecono jej równie błahą misję. Niezbyt odpowiedzialną już na pierwszy rzut oka, jednak podobnie wymagającą wymachów przedramion, tym razem w celu rozwieszania plansz. Niekiedy musiała nawet stawać na palcach. Miejsce akcji rozgrywało się w bardzo nowoczesnej i drogo wyposażonej sali konferencyjnej, gdzie dwadzieścia cztery foteli Aluminium EA, nie mówcie, żeście takiego szpanerskiego krzesła na „Seksie w wielkim mieście” nie widzieli, stało wokół negocjacyjnego stołu: ogromnej kobyły, też z najdroższego katalogu.

    W tym czasie Skarlet wspinała się ku rozproszonym tu i ówdzie sztalugom, mając za zadanie wieszanie na haczykach afiszy i plansz, niezbędnych do przedstawienia już za chwilę projektanckich wypocin dyrektora Pinto. Dziewczynę pracującą z udawaną służalczością dla bandy zarozumialców w rzeczywistości podszywała zazdrość. Wciąż przyrządzała im kawę latte, latała po drukarniach z podobno największymi ploterami i podczas analogicznych prezentacji zahaczała głupie plansze. Niestety na tym kończyła się rola Skarlet, gdyż referat jak zwykle leżał w gestii lidera projektu, ewentualnie kogoś wtajemniczonego z jego zespołu. Dzisiejsza prezentacja dyrektora Pinto, chociaż znowu dość podobna do pewnej koncepcji z Internetu, miała rzucić na łopatki górę, czyli komplet decydentów w firmie.

    Wracając do wydarzeń sprzed kwadransa, gdy cisza brzęcząca wokół skupionych na nowej ekspozycji słuchaczy została zakłócona wystrzałem urywanego wihajstra. Audytorium wraz z poważnym inwestorem Gorylem i niektórymi członkami zarządu właśnie dekonspirowało treści na rozwieszanych przez Skarlet planszach. Wtem szlak trafił dinksa stanowiącego rodzaj zapięcia jej biustonosza. Już po chwili piersi jak fala przełamująca tamę wypłynęły zalewając poldery pomiędzy miejscem, gdzie biust powinien się taktownie znajdować, a pępkiem. Niedobrze, że z tendencją do przeważenia szali w kierunku pępka, czyli fatalnie dla urody donice wylądowały w pasie.

    Botero/ pepsieliot.com

    Skarlet Ohara (Botero) w Medellin

    Producent musztardy Czub, dyrektor od reklamy Pinto, jego pierwszy asystent Jeloł, drugi prezes zwany Leworękim i asystentka złotej rączki Leworękiego, modelka Kaczka, wraz z innymi uczestnikami ekspoze, w tym inwestorem Pawianem, wszyscy jak jeden mąż usłyszeli trzask. A następnie zostali świadkami powodzi zalewającej tułów, niby niezabudowanych dla bezpieczeństwa polderów wiślanych. Gdzie nigdy żadne pontony nie powinny się znaleźć. W tym te Skarlet na prezentacji przede wszystkim nie.

    I pomimo tego, że komuś mógłby się wydawać nieprawdopodobnym zbieg okoliczności następujących po sobie zdarzeń, to jednak nie był jeszcze koniec spektakularnego upokorzenia pechowej osoby. Asystentka wspomnianego już Jeloła, jego prawa ręka do wykonywania nieprzyjemnych zadań prawej ręki, ale o tym kiedy indziej, albo wcale, przyjęła tego dnia od losu wyjątkową niepomyślność. Bo za chwilę, już bez żadnej onomatopei pękła tym razem pętelka w jej kwiecistej i marszczonej spódnicy. W rzeczy samej barokowa odzież lekkim i zwiewnym skrzydłem opadła na wyrazistą wykładzinę podłogową wyciszającą stukot nawet cieniutkich obcasów. Aby delikatnie i bezszmerowo osiąść na miękkim i drogim podłożu.

    Skarlet do tego stopnia pomieszana wystrzałem biustonosza nie zauważyła w związku z powyższym braku spódnicy. Przepraszając z grubsza, czy coś w ten deseń pod nosem bąknięciem, że wyjść teraz musi, delikatnie i bez akuratnego zastanowienia to dziwne „coś” u stóp kwieciście uplasowane zdecydowanie przekroczywszy, udała się w kierunku wielkiego z drzwiami przeszklenia. Następnie popędziła do owego z trawertynu wychodka, gdzie stała do teraz z niedowierzaniem konstatując. Że nie ma na sobie solejki, którą dzisiaj z pewnością z rana miała, gdyż dobrze pamięta, dociskała kontrafałdy na gładko do obfitych bioder. Zaś obecnie dysponowała jedynie prześwitującymi rajstopami. Transparentne nylony odsłaniające na widok publiczny majtaski typu pajęczyna. W tym spore połacie ciała słabo trzymanego w ryzach przez owe mikro desusy.

    To nie dzieje się naprawdę, powtarzała jej rozgorączkowana głowa. Takie rzeczy nie przydarzają się ludziom, a przynajmniej nie na raz, nie symultanicznie. Może czasami, ale w jakichś przyzwoitych odstępach periodu. To było gorsze niż wypsnięcie się przez samo zaskoczenie bardzo małego, ale jednak bąka podczas uprawiania chroniącej przed emocjonalnym zimnem gry wstępnej na decydującej randce. To było gorsze, chociaż tamto też się niestety Skarlet przydarzyło i do dnia dzisiejszego nosiło palemkę pierwszeństwa najgorszego blamażu. Skrajnej kompromitacji jaką tylko mogła sobie wyobrazić.

    botero/ pepsieliot.com

    Skarlet Ohara (Botero) też w Medellin

    Ona teraz nigdy już stąd nie wyjdzie, spłynie przypuszczalnie z wodą w sedesie, a potem kanalizacją miejską gdzieś wypłynie. Daleko, może nawet w Łebie. Wszystko, byle nie skorzystać z drzwi, konwencjonalnego otworu do wychodzenia w odzieży wierzchniej z publicznej toalety. Tak jak skoczkowi, który lecąc przewiduje fatalne lądowanie na skoczni, albo zbyt daleko wypłyniętemu w morze pływakowi, jednym słowem histeria, cykor i fobia, przewijał się film życiorys przed wylęknionymi gałami. Podobnie osłupiała sytuacją Skarlet wgapiała się we własną krótkometrażówkę. Ze zdziwieniem przyglądała się tej marnej aktorce i z pozycji obiektywnego widza z niedowierzaniem kręciła głową. Jak do tego doszło, że w wyniku osobistych strategii dochrapała się niejako na własne życzenie dzisiejszej słabej, to eufemizm, rozpaczliwej pozycji. Zarówno miłosnej, jak i finansowej, nie mówiąc już o zszarganym niechlujnym wyglądem i podobnymi do tego sprzed kwadransa incydentów, wizerunku.

    Jednak po krótkim zastanowieniu nie wskakując do klozetowej muszli z wielu powodów, których możemy się tylko domyślać, wybrała inny instrument bankowy. Ten o bardziej niesymetrycznym profilu, gdyż w gruncie rzeczy zawsze są jakieś opcje. Obciągnąwszy w dół rozpinany sweterek typu bliźniak, niech się dzieje co chce, wyskoczyła z marmurowej umywalni i ruszyła przed siebie biurowym korytarzem. Stanowczym, aczkolwiek popierdolonym krokiem z Monty Pythona, osoby zdecydowanie wiedzącej dokąd i dlaczego tam zmierza, przemaszerowała wzdłuż przeszklonej, gdzieniegdzie osłoniętej wertikalami ściany. Aby w następnej kolejności minąć transparentne podwoje sali konferencyjnej i rzuciwszy peryferyjnie gałką, kątem oka w roztargnieniu dostrzegła, o zgrozo, duży kwiecisty bajgiel dobrze odcinający się od stonowanej wykładziny.

    Ależ bessa, precel leżał tam nadal. Zaś w niewielkim dystansie od spódnicy, krąg ludzi przy owalnym stole prawdopodobnie z bardzo drogiej kolekcji z udawanym skupieniem słuchał nudnego prelegenta, czyli anty-mówcy dyrektora od reklamy Pinto. Wgapiali się w niego jak w Demostenesa byle tylko, nawet niechcący nie spojrzeć w dół, na to coś w kształcie wesołego kąpielowego torusa, pławiącego się tuż obok karminowych sztybletów Paula Smitha. Swoją drogą, co ten Pinto nałożył dziś na pęciny?

    botero/ pepsieliot.com

    Skarlet Ohara (Botero) w Cartagenie

    Dziwna osoba bez spódnicy solejki szła jednak dalej w kierunku windy i niczym ruchoma rzeźba Fernando Botero rozkołysanym biustem falowała klimatyzowane powietrze korporacyjnej asocjacji. Z każdym krokiem bardziej nieobecna, praktycznie incognito zjechała na parter. W tym momencie przeobrażona w natchnioną obojętność, idąc jakby obok siebie i niewiele przejmując się zdumionymi spojrzeniami mijanej gawiedzi, wyszła na gwarne o tej porze wiślane nadbrzeże. Jak pech to pech, naprzeciw najmłodszemu prezesowi Blek Stanowi. Doskonały przedstawiciel plemienia garniturów zmierzał właśnie po satysfakcjonującym branchu w firmowe progi.

    Gdy człowieka dotknęło ogromne upokorzenie, zwykle miał jeszcze tę tajną broń, o której dotychczas nie wiedział. Stawał się jakby podwójnym bytem niezależnym i mógł obserwować siebie z neutralnością przechodnia. Skarlet korzystając z tej alternatywy własnego bionta ze zdumieniem przyglądała się wielkiemu tyłkowi w majtaskach z pajęczyny, oraz delikatnie satynowych rajstopach z bawełnianym klinem i wzmocnionymi palcami. Cienkie, ale bardzo wytrzymałe pludry, doskonałe do codziennego użytku, wychodziły właśnie z biurowca przy dość renomowanej krakowskiej ulicy Rybaki z widokiem na wiślane bulwary udając się w kierunku wezwanej naprędce taksówki. Jednak po drodze, widocznie nie dało się tej hańby uniknąć, zdążyły przyciągnąć spojrzenie prezesa Bleka wmawiającego do mobilnego telefonu zmyślone usprawiedliwienia. Jak to pryncypał mniejszej korporacji miewał w zwyczaju.

    Stan Blek prywatnie absolwent czytania partytur, służbowo po MBA najmłodszy prezes, akurat jakby kłamał z nut. Omijając prawdę z kim i gdzie będzie jadł dzisiaj kolację, zamiast ze swoją narzeczoną do której właśnie komórką gadał. Natenczas przechodzące obok nonszalanckie nylony mocno go zmieszały, tym bardziej, że od razu rozpoznał ich właścicielkę. Wpadnietą mu onegdaj w oko, urodą tak odmienną od jego modelki narzeczonej, jak tylko można sobie imaginować. Rozmyślał parę razy o Skarlet od tamtego korporacyjnego zapoznania, bardzo jednak powierzchownie. W sposób w jaki zmęczony prezes czasami o gońcu płci żeńskiej, a niekiedy męskiej konfabuluje. Nic do powtórzenia.

    medellin/ pepsieliot.com

    Prezes Stan Blek (Botero) w Medellin

    Wykorzystując absurdalną sytuację, bo czyżby mógł zostać człowiekiem roku 2017 w branży wielkiego biznesu nie podejmując szybkich, więc ryzykownych działań?

    – Gdzie spódnica? – zapytał prosto z mostu Skarlet, która szczęśliwie na czas powróciła do swojego ciała.

    – Przebywa na prezentacji – kawę na ławę rzuciła osoba w

    niekompletnym stroju.

    – Zawołać ją? – zaśmiał się prezes.

    – Nie thank you, gdyż właśnie odjeżdżam – podziękowała dziwaczka i faktycznie odjechała.

    W taksówce wszystkie upokorzenia, które uderzyły w nią dzisiejszego dnia niczym orkan Blamaż zmalały do postaci Toyoty Yaris, czy Nissana Micra w porównaniu z rekompensatą sprzed kwadransa, Bentleya z Bentley Motors Limited. Chociaż faktycznie musiała opłacić dojazd poza strefę, chyba weźmie kredyt, w związku ze swoim romantycznym osiedleniem poza rogatkami miasta.

    car/ pepsieliot.com

    cdn:)

    (Visited 4 205 times, 1 visits today)
    Pepsi Eliot
    Blog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.
    Może rzuć też gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w Wellness Sklep
    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, dlatego nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.

    Powiązane artykuły

    Komentarze

    1. malena 24 grudnia 2018 o 22:27

      Moja złota Pepsi i cała Ekipo, którzy jesteście ze mną codziennie od kilku lat. Niech Wam się darzy! Niech Wszechświat obsypie Was wspaniałościami! Kocham Was 💗

      1. Pepsi Eliot 24 grudnia 2018 o 22:49

        A my Ciebie <3

    2. KasiaM 24 grudnia 2018 o 23:07

      Dobrze się czyta. Proszę o wiecej 🙁 Tylko jedno mnie zastanawia.. nikt nie pomógł, nie zaniosl do slawojki spodnicy? Why?..

      1. Pepsi Eliot 25 grudnia 2018 o 10:05

        byli skonsternowani, jak to w matrixie, udawali, że nie widzą, nikt z towarzystwa nie gubi spódnic na prezentacjach 😀

    3. Martafig 25 grudnia 2018 o 00:23

      Nie ogarniam. Chyba jestem zmęczona 😉 Peps podpowiedź jeśli możesz, w którym arcie (ale dziwne słowo 🙂 ) najbardziej zrozumiałe opisujesz zamiar wewnętrzny i zewnętrzny – bo nie mogę tego zakumać.
      I dziękuję całej ekipie Pepsolandu że jest i dostarcza tyyyyle pozytywnych emocji <3

    4. Migotka 25 grudnia 2018 o 01:14

      A ja zaczelam gadac do ksiezyca. Czuje niemoc. Musze sie wybrac na jakies pustkowie i tez wykrzyczec to wszystko

      1. Pepsi Eliot 25 grudnia 2018 o 10:04

        krzycz <3

    5. elloe 25 grudnia 2018 o 09:38

      Pepsi, ależ Ty jesteś Piękna!!!
      wewnątrz i na zewnątrz 🙂
      jestem przeszczęśliwa, że tu jestem w Wami <3

      1. Pepsi Eliot 25 grudnia 2018 o 10:03

        z miłością dla elloe

    6. Joe 25 grudnia 2018 o 11:02

      Kochane, wszystkiego dobrego ode mnie dla Was 🙂 <3

      Pepsi, przed świętami mój pies wystraszył się fajerwerku i uciekł, nie przejęłam się tym, bo to się już wcześniej zdarzało, zna okolice, zawsze jak ochłonął to wracał. Tym razem sytuacja jest inna, nie ma go już 4 dni. Wszelkie działania podjęte, ogłoszenia, schroniska, media społecznościowe, odwiedziny okolicy… Ale czy ja coś mogę zrobić na poziomie emocjonalnym, niematriksowym? Przyznam , że się bardzo martwię, nagromadziłam wokół tego za dużo potencjału, ale nie umiem inaczej, bo kocham tego psa i tak bardzo chce, żeby wrócił… Mówię do siebie w myślach, odpuść, zaakceptuj ucieczkę, może to jest po to, żebyś zrozumiała jaki on jest dla Ciebie ważny, że to jest po coś, nie kombinuj, staraj się zejść z tego tematu, nie myśleć, ale to działa krótko… Latam do okna jak głupia, czekam na telefon. Co ja mogę zrobić? Czy jest szansa, że zmieniając swoje nastawienie ułatwię mu powrót? Nachodzą mnie oczywiście czarne wizje też, że on już nie żyje, ale odganiam je, nie chcę się z nim jeszcze żegnać, wciąż mam nadzieję. I wyrzucam sobie, że nie zadbałam o niego odpowiednio, że zapuściłam się zbyt daleko na spacerze, że wtedy ta cholerna petarda i pies stracił rezon…

      1. Pepsi Eliot 25 grudnia 2018 o 15:56

        żadnych pretensji do siebie, on też tutaj robi to samo co Ty, doświadcza i ewoluuje, jak mu się uda. Ale pozwól sobie na smutek. Ale i tak wróci, na przykład we śnie. A teraz być może się po prostu zakochał.

        1. KasiaM 25 grudnia 2018 o 17:30

          Ja tez mam psa uciekiniera. Wyjada kotom sąsiadów żarcie. Poradzi sobie z kazdym płotem, żeby zażyć wolności! Zabawa i dluuugie spacery to całe jego życie. Ma obrożę z identyfikatorem bo juz go odbieralam ze schroniska na drugim koncu miasta… Tłumacze sobie, że to jego ścieżka. . że ja robię wszystko dobrze Ale i tak strasznie się martwię jak go dlugo nie ma.
          Joe, wiem że to trudne ale nie trac nadziei. Znalam przypadki że psy wracały nawet po tygodniu. Nawet po roku ktoś na fb zauwazyl zdjecie i skojarzył ze taki pies jest u sasiada ktory nie ma internetu. Trzymam kciuki, zeby sie znalazł.
          Tak nas Matrix doswiadcza.. Martwilam się o dzieci (chociaz mają telefony itd) to jeszcze sobie sprawiłam pieska XD …zaraz zaraz to ja sie doswiadczam 😉

      2. Olgu 29 grudnia 2018 o 18:49

        Joe czy pies wrócił ?

        1. Joe 29 grudnia 2018 o 21:21

          niestety nie, to już ponad tydzień…

    7. Olivka 25 grudnia 2018 o 11:16

      Wszystkiego dobrego Pepsi i dla calej ekipy. Dziekuje 🤗

    8. Anna Zuzanna 25 grudnia 2018 o 21:42

      Kochanie dziekujemy za te piekne zyczenia, a czego mozna Tobie zyczyc? Bo Ty chyba juz wszystko masz :))

      1. Pepsi Eliot 26 grudnia 2018 o 08:40

        <3 <3 <3

    9. Lola78 26 grudnia 2018 o 00:21

      Obfitosci i milosci Pepsi, cała Zalogo i Wszystkim Wam zycze. Dziękuje, ze jestescie, dzieki Wam wzrastam ❤

      PS. Joe trzymam kciuki za pieska, martwienie sie podkreca sytuacje, wiem, ze ciezko, bo masz czarne scenariusze w glowie, przepedzaj je, jak sie pojawia, sprobuj jakiejs medytacji, albo biegnij.

    10. AniaS 27 grudnia 2018 o 10:13

      🙂

    11. arete 27 grudnia 2018 o 12:01

      Jedyna prawda to prawda serca, reszta to pułapki umysłu. Masz wielkie serce. Dziękuje Ci za Twojego bloga.

      1. Pepsi Eliot 27 grudnia 2018 o 13:57

        <3

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *