logo
Możesz się śmiać, ale i tak za kilka godzin
zmienisz swoje życie...
77 547 177
183 online
30 578 VIPy
Reklama

TWOJA WITAMINA K2 mk7 TiB

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Zanim sięgniesz po tybetańską jagodę goji …

    goji_berry_plants

     Zanim sięgniesz po tybetańską jagodę goji …

    Nie uwierzę, że nie słyszeliście o jagodzie goji, najpotężniejszej żywności na świecie. Że wam o tym nie wspomniał wasz fryzjer, albo żeście chociaż przez neta na goji się nie natknęli, albo wielkiego ogłoszenia na drzwiach sklepu z prawie zdrową żywnością, gałką nie złowili.

    Goji zatrzymuje przecież raka, ślepotę cofa, zapalenie stawów, impotencję, a nawet łysienie, a może nawet życie wydłużyć do trzystu lat, albo i więcej, wprost proporcjonalnie do ilości goji spożycia.

    Super Antyoksydant - Purple Corn 100% Organic This is Bio
    TU KUPISZ Super Antyoksydant FIOLETOWĄ KUKURYDZĘ
    PURPLE CORN 
    100% Organic This is Bio

    Taka goji może tylko przedłużać życie do dwustu lat jedynie, a to jakiś ersatz jest przecież.

    W rzeczywistości istotnym elementem jagody goji i jej w sensie ścisłym najaktywniejszymi czynnikami są: absurd, androny, banialuka

    Goji można kupić za bezcen w każdym lokalnym chińskim sklepie ziołowym i jest czczony w takim samym stopniu jak korzeń żeń-szenia. Bardzo dużo przypisywanych cech goji, czyli kolcowojowi chińskiemu, w zachodnim świecie pochodzi najczęściej od lycium barbarum, czyli popularnego w Chinach, kolcowoju pospolitego (podłużne, czerwone jagody o długości do 2 cm.

    Są tak delikatne, że aby ich nie uszkodzić przy zbiorze – strząsa się je z krzewu, a nie zrywa), który będąc rośliną na surowo trującą w całości, ale szczególnie trującymi owocami małymi i niedojrzałymi, z objawami zatrucia podobnymi do zatrucia atropiną i solaniną i dlatego omijanym z daleka przez zwierzęta, ale faktem, że roślina ta ma wiele cech pozytywnych, w tym aminokwasy i przeciwutleniacze i inne dobra i jest spożywana (tylko gotowane owoce) w Chinach, Korei i Tybecie jako składnik zup.

    Nie mniej jednak kiedy czytamy o właściwościach jagody goji, to właśnie jakbyśmy czytali o właściwościach kolcowoju pospolitego, natomiast oprócz pewnych cech antyoksydacyjnych, co posiada każdy czerwony owoc, nie ma żadnych botanicznych przesłanek, żeby owoc goji bardziej wielbić niż oko bindi, czyli trzecie oko, czerwoną kropkę na czole Hinduski.

    ?

    Chińczycy nazywają goji Gou Qi Zi, gdzie sylaba Qi wymawiana jest jako chi, co później fonetycznie przełożone na angielski, staje się goji.

    Gdzie tak naprawdę możemy znaleźć goji?

    Można pytać w sklepach ze zdrową żywnością, gdzie goji kosztuje majątek, ale nie będzie łatwo uzyskać odpowiedź, bo raz, że faktycznie sprzedawca może tego nie wiedzieć, a dwa, że jakby wiedział, to być może zechciał by się jednak rozminąć z prawdą, bo goji z łatwością rośnie prawie na całym świecie, chociaż faktycznie najobficiej w Chinach.

    Jednak na każdym kroku będziesz mógł uzyskać zapewnienia, że to jedyne i prawdziwe goji, rozwija się tylko w obfitych ilościach, wśród dziewiczo czystych wzgórz Tybetu i Himalajów.

    Tybet & goji ?

    Dziennikarz śledczy Simon Parry (dziennikarz South China Morning Post) rzeczywiście udał się do Tybetu w poszukiwaniu magicznych jagód goji i to wybrał się do samego epicentrum, regionu reklamowanego tłustą czcionką przez firmy z ojczyzny Autentycznie Tybetańskiej Goji.

    Autentyczna Tybetańska firma, przedstawiająca na witrynach sok z goji, jako szybki zastrzyk i podpierająca się certyfikowanymi wypowiedziami lekarzy, odmówiła jednak Parryemu wszelkich informacji, gdzie niby ich jedyne goji można znaleźć.

    Udał się więc do sklepu w Lhasie, który obficie zaopatrywał medycynę tybetańską, żeby się dowiedzieć, że nikt tu nigdy nie słyszał o tybetańskich jagodach goji, tym bardziej jako tradycyjnego leku. Nikt nie miał pojęcia o magicznym goji, które było przecież eksportowane na masową skalę obecnie do Stanów i na cały świat i tym dziwniejsza okazała się ta informacja dla wędrowca tybetańskiego, który podróżował per pedes po himalajskich bezdrożach i przenigdy nie spotkał się z tym owocem, pokazanym mu na zdjęciu przez dociekliwego Simona Parryego.

    Hodowca świń, który zaprowadził Parryego do sklepu z medykamentami zielarskimi, był mocno zakłopotany w interesie dziennikarza. Czasami, przy wielkim urodzaju, mogą pojawić się jakieś ilości owoców goji, możemy je wtedy zebrać i próbować sprzedać w mieście, ale Tybetańczycy nie kupują ich, po prostu te, które tutaj w niewielkich ilościach rosną zostawiane są dla ptaków.

    Kiedy dowiedział się od żurnalisty, że ludzie na Zachodzie zapłaciliby równowartość 140 juanów za niewielką torbę z jagodami, zatrząsł się ze śmiechu i powiedział: ludzie tam muszą być bardzo dziwni.nabity wbutelkę

    Dlaczego więc akurat Tybet został wybrany przez zachodnich marketerów jako geograficzną siedzibę goji pozostaje tajemnicą?

    Pomimo, że to dom jednego z bardziej nieszczęśliwych narodów Ziemi, z niską średnią życia sześćdziesiąt lat, gdzie wśród jednej trzeciej rodzin, przynajmniej jeden członek rodziny jest niepełnosprawny, gdzie śmiertelność niemowląt jest większa niż jedno na dziesięć, a analfabetyzm dorosłych po prostu poraża.

    Jednak w oczach przeciętnego człowieka zachodu Tybet pozostaje nadal alternatywą, kulturą wyboru, rodzaju zaawansowanego płaskowyżu o nieuszkodzonej wiedzy.

    Zbocza Tybetu według zachodniego pospolitego myślenia przesiąknięte są jakby rozmaitymi starożytnymi mądrościami, któreż to mądrości jednak najwyraźniej nie przełożyły się na los własnych nędznych mieszkańców.

    Całkiem możliwe, że współczesna obsesja mądrością Tybetu i jego długowieczności opiera się nawet w mniejszym stopniu na prawdzie niż w opublikowanej w trzydziestym trzecim roku powieści Jamesa Hiltona Zaginiony Horyzont, gdzie realne Shangri-La odwiedzane każdego roku przez tysiące ludzi Zachodu z plecakami, pochodzi jednak od fikcyjnego miejsca w książce.

    Ale magia goji nie ogranicza się do Płaskowyżu Tybetańskiego, a raczej do całych Himalajów i bezpośredniego ich otoczenia, a ten przecież raczej słabo dostępny region dla ogółu, bardzo dobrze nadaje się na magiczną kolebkę, o czym dobrze wie dr. Earl Mindell, ojciec współczesnego kultu goji.

    Dr. Earl Mindell mówi o sobie, jako o wiodącym światowym dietetyku. W 2003 roku rzeczony opublikował pracę pod tytułem Tajne Zdrowie Himalajczyków, a któryż to doktor okazał się sprzedawcą goji, poprzez bardzo rozbudowany MLM (wielopoziomowy marketing).

    Dodatkowo podczas kanadyjskiego wywiadu telewizyjnego dr. Earl Mindell stwierdził, że jagoda goji jest lekarstwem na raka i że zostało to udowodnione, poprzez badania w prestiżowej Memorial Sloan-Kettering Cancer Centre w Nowym Jorku, gdy w rzeczywistości, według strony internetowej Sloan- Kettering takiego badania nigdy nie przeprowadzono.

    Prawie wszystko co „dr” Mindell powiedział o soku goji wydaje się być kompletną nieprawdą

    Jedynie informacja, że goji jest średnim przeciwutleniaczem, jak każdy czerwony owoc jest z pewnością prawdą.

    Reszta jest smutnym marketingiem, do tego prawie każdy może sobie goji wyhodować we własnym przydomowym ogródku, może zamiast czerwonej porzeczki, tylko po co?

    Zawartość witaminy C jest rzeczywiście porównywalna do jej zawartości w owocach cytrusowych i truskawek, ale z kolei znacznie niższa niż dla wielu innych owoców i jagód, w tym kozy, czyli Śliwki Australijskiego Kakadu.

    Strona dr Mindella kontynuuje:

    „W kilku grupach z osobami starszymi goji berry podawano raz dziennie przez 3 tygodnie i zaobserwowano wiele korzystnych rezultatów na poziomie komórkowym”
    Naprawdę? Jakie to by ły badania dokładnie i kto je przeprowadzał? Jednak stosownego linka, lub przynajmniej jakichś adnotacji nie przedstawiono.

    I jeszcze raz:

    „Słynny Li Qing Yuen, który podobno mieszkał w Tybecie, dożywszy wieku 252 lat, spożywał jagody Goji codziennie. Życie Li Qing Yuen jest najlepiej udokumentowanym znanym przypadkiem skrajnej długowieczności”.

    Okazuje się, to gówno prawdą, gdyż żywot Li Qing Yuen jest nie więcej „dobrze udokumentowane” w realnym świecie niż życie Hobbita. W 1933 roku magazyn Time wzmiankował, że jeżeli ten facet rzeczywiście istniał i jeżeli to był on, to wyglądał jak przeciętny chiński sześćdziesięciolatek, który do tego mówił: miej spokojne serce, siedź jak żółw, chodź jak gołąb i śpij jak pies, cokolwiek zaś miał na myśli ów matuzalemowy starzec, nie wspomniał ani słowem o tym, że miałby jagody goji pożerać kiedykolwiek.

    I obecnie tylko w sklepach ze zdrową żywnością ten ponad dwustu pięćdziesięcioletni mężczyzna, jest uznawany za pasjonata goji, a wszędzie indziej jest tylko wiejską legendą.

    Na innej zaś stronie w necie Australia Goji czytamy:

    Wiesz, że przeciętna kobieta z plemienia Hunza żyje sto lat? Jej sekret? Ależ to jagoda goji.
    To oczywiste bzdury.

    Choć Hunza nie prowadzą świadectw urodzenia, co utrudnia ustalanie ich dokładnego wieku i najwyższe wiarygodne oszacowanie średniej wynosi 90, co i tak nie jest najgorzej, to i tak wiadomo, że Hunzowie kochają morele, no i migdały, ale już utrwala się nieprawdę, że to jagody goji, są tym magicznym przedłużaczem Hunzów życia.

    Doszło do tego, że Internet, który sprawia wrażenie takiego niezależnego, tyle tam mamy informacji, że można obiektywnie wybierać do woli, że jak usuniemy strony stricte sprzedażowe, to prawda będzie płynąć wartkim strumieniem, ale jednak nie.

    Po pewnym czasie w Internecie może się utrwalić taki sam przesąd jak w klechdach przekazywanych sobie w przeszłości z pokolenia na pokolenie.

    Do tego, gdy codziennie znajdziesz w swojej skrzynce kilka ulotek o goji, a pani doktor właśnie popija sok, przecież nie zaszkodzi, a Twój fryzjer dorabiający w MLMie chętnie Ci do domu podrzuci buteleczkę niby wellness, to dlaczego masz nie wierzyć?
    Goji robi wrażenie.

    (wiele informacji zaczerpnęłam  od Jacka Marxa, australijskiego dziennikarza śledczego) 

    nabiuty w butelkkę 4

    Oprócz tego jagoda goji to poważny alergen i zawsze należy zrobić próbę, kiedy jednak zdecydujemy się na jej zakup, przed spożyciem.

    Czerwona wysypka na całym ciele, obrzęk dziąseł, czyli typowe objawy alergenu, odsyłam zainteresowanych na stronę po googlowskiej translacji: tutaj

    Jak się domyślamy odliczając tę jagodę goji, którą wyhodowałeś w swoim ogródku, cała pozostała tybetańska goji pochodzi z plantacji chińskich i zdarza się, że Chińczyk stwierdzi, że jak na tybetańską goji, to po wysuszeniu jest jakby za mało czerwona i dosypie trochę farbki karminowej, na którą możesz właśnie być uczulony, a niekoniecznie na jagodę.


    JA I PSZENICABlog pepsieliot.com nie jest jedną z tysięcy stron zawierających tylko wygodne dla siebie informacje. Przeciwnie, jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną wiedzę i badania, oraz przemyślenia autorki rodzą się treści kontrowersyjne. Wręcz niekomfortowe dla tematu przewodniego witryny. Jednak, to nie hype strategia, to potrzeba.

    Rzuć też może gałką na to:

    Dobre suplementy znajdziesz w naszym Wellness Sklep


    Disclaimer:
    Info tu wrzucane służy wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, czasami tylko poglądowych, i niekoniecznie wyraża zdanie założycielki bloga, tym bardziej nigdy nie może zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo i sie tego trzymajmy.


    (Visited 257 313 times, 1 visits today)

    Powiązane artykuły

    Komentarze

    1. Marcin 2 lutego 2015 o 18:41

      Piszecie tyle o witaminach, że je mają cytrusy itd. A czy ktoś z Was wie, że ponad 90% witaminy C z cytryny jest w samej skórce? Czy ktoś z Was zjada skórkę? Sprawdźcie sobie teraz ile jej procentowo spożywacie z acai czy goi czy innych owoców a ile w cytrynie. Czytajcie dokładnie opracowania naukowa a nie jakieś testy dziennikarzy śledczych, którym się wciska różne tematy. Byłem w Tybecie i jest tam goja i inne owoce. Chyba ślepy był ten dziennikarz 🙂

      1. pepsieliot 2 lutego 2015 o 20:17

        Oczywiście codziennie jemy tartą skórkę bio cytryn w szejkach zielonych śniadaniowych, pisałam o tym 100 razy,

        1. pepsieliot 2 lutego 2015 o 20:17

          Marcinie słabo kojarzysz, owszem jest i to sporo, tylko nikt tego nie zbiera, są dla ptaków

    2. kiniak 12 lutego 2015 o 21:35

      a co z polisacharydem w jagodach goji, który ma zdolnosć do zwiększania wydzielania nawet o 60% IgA przez błony śluzowe ? pozdrawiam

    3. Agata Losińska 25 lutego 2015 o 22:55

      Tekst ten trudno czyta się. Sporo błędów i niepoprawna składnia. Nie wspominając już o tym, że powinno być napisane: „goi”, a nie „goji”. Goja, soja – goi, soi itp. Poza tym artykuł interesujący.

    4. Piotr Kierus 18 kwietnia 2015 o 13:33

      tak samo z owocami kaliny.
      Kalina czerwona jest cudownym lekiem w centralnej Polsce.

      A w Białymstoku rośnie w centrum miasta na u. Skłodowskiej i jej owoce jedzą szpaki.
      Natomiast w Białymstoku kupują owoce borówki amerykańskiej – bo to tutaj takie super zdrowe!

    5. misik 15 maja 2015 o 20:32

      a ja tam wcinam goji, bo mi po prostu smakują 😀

      1. pepsieliot 15 maja 2015 o 21:49

        Misik no i spoko 🙂

    6. Iss 21 czerwca 2015 o 12:08

      Wczoraj dowiedziałam się z programu t,v że jagoda kamczacka ma tyle antocyjanów i bioflawonoidów, jest tak prozdrowotna, że można ją przedawkować. Jeśli to prawda to tylko mówię, że w uprawie bardzo prosta i niezwykle mrozoodporna.

    7. ellinea 28 czerwca 2015 o 10:44

      może to nawet i zdrowo do wszystkiego podchodzić z dystansem
      i nie wierzyć dopóki się samemu na sobie nie przetestuje

      z moich testów na samej sobie
      chlorella – wyciągnęła mnie z marazmu. To co teraz robię w tygodniu a to co kiedyś robiłam cały dzień leżąc w łóżku – to naprawdę różnica kolosalna
      do tego trawa jęczmienna
      białko konopne
      olej kokosowy
      oraz omega 3 – po której czuję że mój mózg się nawilża 😉

      jeszcze stosuję inne produkty dla sportowców
      ale nie wiem czy wymieniać w każdym razie kreatynę i BCAA ale nie codziennie
      no i miałam białko też ze sklepu sportowego i uratowało mnie nie raz od porządnych zakwasów !!

      ale są też takie produkty po których czułam że coś jest nie tak
      pewne witaminy dla sportowców znanej firmy ( nie mogę opakowania dokończyć … nie wchodzi we mnie)
      i mam też pewne podejrzenia wobec innej witaminki …

      po prostu coś czuję, jakiś głosik mi podpowiada „będzie dobrze”,
      albo „eee nie, coś tu zgrzyta jak przechodzi przez mój organizm”

      wątpliwości mam też wobec witaminy C – taką w proszku… tyle się o niej naczytałam.. i jakoś tak mnie nie ciągnie to tego opakowania które się kurzy na półce.

      a dla odmiany chlorellę, trawę jęczmienna i białko konopne piję codziennie – zmieszane z wodą i wypijam z uczuciem jakbym piła słodki nektar bogów 😉

      tak więc nie wszystko co się piszę na necie to marketing. Ale np Ja nie potrafię odróżnić co jest marketingiem a co prawdą. Po prostu muszę sama spróbować, a mój organizm już WIE czy coś z danym suplementem da się zrobić i przełożyć na energię, witalność, czy nic z tego 🙂

    8. Amber 16 sierpnia 2015 o 15:30

      Ludzie sie podniecaja goją i acai a nie wiedzą, że owoc aronii i czarnej porzeczki wyhodowany we własnym ogródku jest 100 razy lepszy niż jakies przerobione „cuda”.

      1. pepsieliot 16 sierpnia 2015 o 16:20

        są to super jagódki, ale acai jest niesamowita

    9. fanny 18 sierpnia 2015 o 23:55

      A co powiesz na temat owocow baobabu? Mieszkam w Afryce i nie mam dostepu do tych wszystkich cudeniek, za to baobab jest tu w kazdym sklepie..

      1. pepsieliot 19 sierpnia 2015 o 07:16

        Baobab jest świetny

    10. Kasia 15 września 2015 o 10:11

      Idzie jesień postanowiłam wzmocnić organizm ,żeby omijały mnie bakterie i wirusy. Jakie naturalne sposoby wzmocnienia mogłabyś mi polecić?

      1. pepsieliot 15 września 2015 o 11:32

        Kasiu niezawodna jest kuracja Greens& Fruits przez 3 miesiące po 1 tabletce do śniadania, a w przypadku infekcji nawet 3 razy dziennie do 3 głównych posiłków. No i D3+K2 TiB, to obowiązkowo. A co najlepiej uwzględnić w codziennym jadłospisie, będzie wpis zaraaaz

    11. Czlowiek czlowiekowi czlowiekiem 21 września 2015 o 13:20

      Pepsieliot – odezwij sie na rememberme@poczta.pl tez jestem z okolic mszany Dolnej i czekam na maila – chcialbym sie wymienic paroma sugestiami 🙂

    12. Amber Hair 17 października 2015 o 22:52

      Jadłam jagody goji codziennie przez miesiąc i jeszcze nigdy nie miałam tak idealnej płytki paznokci (zniknęły poprzeczne wgłębienia, które miałam od zawsze)! Nie bolały mnie oczy, pomimo siedzenia całymi dniami przed komputerem. Poprawiła się też ostrość widzenia oraz koncentracja. Miałam więcej energii w ciągu dnia. Dziąsła też były znacznie zdrowsze. Szybciej rosły mi włosy oraz poprawiła się cera. Ciężko uwierzyć, że tyle rzeczy zmieniło się w miesiąc, ale faktycznie tak było. Efekt był niesamowity i na wielu płaszczyznach (wygląd, wzrok, mózg), więc coś w tych jagodach jednak jest 😉 Obecnie wracam do nich, ponieważ mojemu organizmowi jak widać bardzo to służyło. Wybieram oczywiście te duże owoce i nie siarkowane.

    13. ervena 30 października 2015 o 00:11

      Przeczytałam różne tutaj komentarze , …kazdy ma inne doświadczenia ….ja ,,tej” czy ,,tych” goji jednak nie polubiłam …. może żle kupiłam 🙁 …. głupio może zrobiłam …, ale po czasie wyrzuciłam 🙁 …. Mnie one mdliły …co nie znaczy ,że one nie sa pozbawione właściwości zdrowotnych 🙂

    14. ervena 30 października 2015 o 00:14

      …ups co nie znaczy ,że one sa pozbawione własciwości zdrowotnych [ chyba tak powinno być ] 🙂

    15. Jola 2 listopada 2015 o 23:28

      Dlaczego Twój sklep sprzedaje owoce goji?

      1. pepsieliot 3 listopada 2015 o 07:57

        Ponieważ zawierają witaminę C na poziomie truskawek, czyli antyoksydanty, co szczególnie w zimie,jesienią, późnym latem i wczesną wiosną, gdy nie ma truskawek organicznych, jest bardzo przydatne, pisałam o tym w artykule. Jednak nadal nie twierdzę, że to pokarm cudowny i unikalny.

    16. grzegorzadam 3 listopada 2015 o 08:41

      A może dla urozmaicenia i wyboru można by wprowadzić do sklepu aronię?
      Również świetne źródło witamin i jodu organicznego. 😉

      1. pepsieliot 3 listopada 2015 o 10:19

        Twoja opinia dla mnie rozkazem 🙂

    17. grzegorzadam 3 listopada 2015 o 10:34

      I mamy tej aronii naprawdę dużo w różnych konfiguracjach! 😉

    18. grzegorzadam 3 listopada 2015 o 10:36

      ==Aronia melanocarpa

      Aronia uważana jest za najzdrowszy owoc jagodowy na świecie – tzw. bombę witaminową. Zawiera duże ilości witamin A, C, B1, B2, B6, E, PP, kwasów organicznych, składników mineralnych i mikroelementów. Aronia jest prawdziwym bogactwem polifenoli, między innymi flawonoidów i antocyjanów (dają one jej bardzo ciemny kolor). Ilość polifenoli w aronii jest blisko 10 razy większa niż w ciemnych winogronach. Dzięki nim aronia ma bardzo silne działanie przeciwutleniające, ograniczając szkodliwe działanie wolnych rodników. Co spowalnia procesy starzenia, ale również pomaga przy chorobach nowotworowych i problemach z krążeniem. Ma działanie odtruwające i usuwa złogi cholesterolu z żył. Zawiera kwas chlorogenowy, który spowalnia absorpcje glukozy. Aronia wzmacnia naczynia krwionośne i zapobiega pękaniu naczynek włosowatych, wzmacniają ściany naczyń krwionośnych, przeciwdziała krwawieniu (np. z żołądka w chorobie wrzodowej). Wzmacnia odporność na promieniowanie UV. Łagodzi dolegliwości wątroby i dolegliwości przewodu pokarmowego, zmniejsza skutki uboczne leków chemicznych. Oczyszcza organizm ze szkodliwych toksyn i zmniejsza napięcie nerwowe i stres.===

      1. Daniel1 26 stycznia 2016 o 21:47

        Witam, Pepsi Eliot poleciła, żebym skontaktował się z Panem. Zdiagnozowano u mnie chłoniaka węzłów chłonnych, proszę o kontakt i porady/pomoc w leczeniu. Pozdrawiam Daniel Ganczarek.

        1. grzegorzadam 28 stycznia 2016 o 11:46

          Danielu nie czekając, zrob porządny biorezonas!
          Sa kliniczne dowody, że chłoniaki to wynik dzialania pasożytów, przywr:

          Z J. Lebiediewa, (polecam zakup, oraz książkę W. Lasta o nowotworach (!) ) cz.2 cały rozdział o chłoniakach.

          Fragmenty z cz. 3:

          ==Chorzy z chłoniakami obserwowali wydalanie dorosłych osobników tasiemców oraz ich larw (trwało to miesiąc). U chorych z naczyniakami zażywanie ASD-2F po wcześniejszym wykonaniu pierwszych pięciu schematów wywołuje długotrwałe wydalanie pasożytów w postaci śluzu z jelit.
          Doświadczenia tego roku pracy ewidentnie wykazały, że rację ma profesor Hulda Clark, i to po trzykroć. Większość postaci raka i wielu innych nieuleczalnych dla współczesnej medycyny schorzeń wywołują inwazje glist. Przy czym nie są to zwykłe inwazje, a wręcz inwazje totalne. Nowotwory jelit i innych narządów powstają właśnie dlatego, że w jelitach i w wątrobie pojawiły się u pacjenta kolonie i gniazda robaków różnych gatunków.==

          ==Zadzwoniła żona ciężko chorego ze zdiagnozowanym chłoniakiem, który przechodzi leczenie według schematów, i oznajmiła, że mąż poddał się diagnostyce BRT. Wykryto u niego, co następuje: płuca i oskrzela zaatakowane przez paragonimusa (gatunek przywry), w nerkach wykryto przywry krwi, u chorego występuje ciągły obrzęk, we krwi – larwy włośnia, w jelitach – cysty bąblowca. Czy wiesz, jaką pomoc do tej pory chory uzyskał u onkologów, kiedy jego dzieci, ujrzawszy obrzęk chorego, oddali go w ręce lekarzy z oddziału onkologicznego? Poddano go chemioterapii, następnie zlikwidowano obrzęki i odesłano do domu. Teraz boi się zarówno dzieci, jak i onkologów, ponieważ kolejnej takiej pomocy już nie wytrzyma.==

          ==W ciągu tego roku nie spotkałem ani jednego chorego z chłoniakiem lub ziarnicą, u którego nie byłoby larw helmintów w układzie limfatycznym. W ciągu półtora roku leczenie nie pomogło tylko jednej pacjentce będącej po sześciu cyklach chemioterapii i naświetlań, lecz i w jej wypadku zrośnięte węzły chłonne oczyszczały się i rozdzielały. Wydalanie infekcji miało u niej miejsce. W ostatnim stadium chłoniaków każdej postaci u całkowicie zatrutych i uszkodzonych naświetlaniami pacjentów występuje pewne zjawisko. Polega ono na tym, że w stadium tym zaatakowane węzły chłonne zrastają się ze sobą, przez co do takich konglomeratów nowotworowych z całkowicie zaburzonym odpływem limfy lekarstwa przedostają się z wielkim trudem.==

          pozdrawiam

    19. Eliza 6 listopada 2015 o 16:33

      Kupiłam jagodę goi na allegro, przyszedł piękny krzak z owocami. Owoce zebrałam i ususzyłam. Dziś dla porównania zjadłam kilka tych ze sklepu i swoje suszone naturalnie. Okazało się, że moje maja w środku bardzo dużo pesteczek, a te kupne wcale… czy ktoś z was miał taki problem, te pestki wkurzają.. czy kupiłam jakąś podróbę??

    20. grzegorzadam 7 listopada 2015 o 16:26

      Ale pestki to chyba dobrze, że są… ? 😉

    21. Prezes 26 stycznia 2016 o 15:58

      A co powiesz o guggulu?

      1. grzegorzadam 28 stycznia 2016 o 09:23

        Jeżeli zażywałeś to opisz, prosimy 😉

    22. Joanna Rus 28 stycznia 2016 o 16:29

      Wlasnie trafillam przypadkowo na tego bloga, fajny, dziekuje. Chcialam dodac slowo nt goji, od trzydziestuparu lat mieszkam w Szwecji i obserwuje mody na rozne superf foods, preparaty, itp. Moda jak moda, bywa na wszystko. Wracajac do goji, od ponad dwudziestu lat lecze siebie i cala rodzine u chinskiej lekarki, moi przyjaciele tez. Jest swietna, bardzo chinska, tzn niewiele tlumaczy i nie jest cudotworca. Ja jestem szescdziesiatka, oczy mam coraz slabsze, piasek rano, sucho, itp. Spytalam jej, czy mam brac krople, tak jak zalecal okulista. Powiedziala: „najpierw sprobuj pic herbatke z 9 g goji, zalej woda, niech postoji i wypij. Codziennie”. Bylam b. zdziwiona, ze 9 g, a nie np 10, tym bardziej, ze ona nie jest az tak dokladna kiedy zaleca zeby cos jesc, albo pic. Poczytalam troche i znalazlam sporo info, ze z goji nie nalezy przesadzac. W kazdym razie od 3 miesiecy pijemy herbatke, ja i maz. Rzeczywiscie jest roznica. Nie mamy piasku, ani gruzu, ato strasznie meczace, ani „mglawicy” na oczach. Nie przestalismy nosic okularow, ale poprawa jest i wszystkim polecam. Kiedy zaczela sie histeria goji spytalam innej Chinki, ktora prowadzi sklep ze zdrowymi, niechemicznymi preparatami i super foods, co o nich sadzi. Powiedziala: „dobre na oczy”. A wiec dziele sie doswiadczeniem. 9 g goji zalac wrzadkiem, przykryc talerzykiem, poczekac min. 20 min., moze byc duzo dluzej, wypic. Owocki mozna zjesc, ale nie jest to konieczne. Ja kupuje te, ktore pochodza z Mongolii, chociaz 99% pochodzi z Chin, ale niestety do chinskich produktow miewam ciezko, moze nieslusznie. Pozdrowienia ze Sztokholmu.

      1. pepsieliot 28 stycznia 2016 o 20:01

        Joanno bardzo cenne informacje, dziękuję i pozdrawiam spod krakowskiej wsi

    23. Klara 4 lutego 2016 o 17:18

      Join the club! Ja też z podkrakowskiej wsi,wylądowałam spowrotem (po 20 latach w Londynku..) bo mama sie rozchorowała…
      Słońce, prosze powiedz co robić na podniesienie liczby leukocytów i płytek krwi – anemii ona nie ma….
      Dzięki serdeczne ! ; (kocham podkrakowską wies po tym londynku…ta przyroda i powietrze, horyzont nawet widzę…. cud miód)

    24. Meg 6 kwietnia 2016 o 09:33

      Co za bzdury – goji wypróbowałam i działają rewelacyjnie,

      1. pepsieliot 6 kwietnia 2016 o 10:17

        tak z himalajska:) jedno jest pewne dla zdrowia oczu są bardzo wskazane

    25. Willypl 10 kwietnia 2016 o 00:50

      Przeczytałem kilka pierwszych zdań zajadając się jagodami. Jadłem je też wczoraj i wcześniej, niegotowane. Piłem też alkohol podjadając te jagody. Ktoś, kto napisał tego posta widać komuś źle życzy, nie wiem komu, ludziom ? Jagoda jest smaczna, po flaszce nie miałem żadnego kaca na następny dzień. To mi wystarczy. I żal mi tego człowieka co pewnie nawet nie spróbował bo się boi, ze go zabije czy co, ale napisał się dużo jak to źle działa na ludzi :))) Chłopie, jakbyś spróbował to może by ci się w mózgu też poprawiło :)))

      1. pepsieliot 10 kwietnia 2016 o 08:17

        ale z tego co widzę, to Tobie się nie poprawiło, dalej niewiele intelektu :)))

    26. MoE 1 grudnia 2016 o 21:41

      Pozwólcie, że coś dorzucę. Otóż, w/g mnie, wszelkie owoce roślin psiankowatych są trucizną dla nas mieszkańców Starego Świata.Unikając ich, robimy sobie dobrze.

      Oczywiście, jak zjemy z rzadka łyżeczkę keczupu (składającego się głównie z octu i zagęstnika, np. izoapypinianu diskrobiowego), to nam się nic nie stanie, ale częstsze spożywanie pomidorów, papryki, czy np. bakłażanów radziłbym zostawić ocalałym jeszcze rdzennym Peruwiańczykom itp.

      Jak to? – zakrzykną oburzeni ogrodnicy niedzielni – Mamy wyrzec się tych pięknie ozdobionych krzewów, z których w końcu zbieramy czerwone bubki? Czym je zastąpimy??

      Moją propozycję jest berberys 🙂 Nasze krajowe krzewy, świetnie tu rosnące, nadające się też na żywopłot, też mające piękne czerwone bubki (jeszcze piękniejsze od tego zagramonicznego wynalazku), a przede wszystkim nadające sie na syrop, dżem, nalewki i inne smakowitości, będące także lekiem na różne choroby (nie znam całej tej strony, lecz na pewno o własnościach owoców berberysu coś tu powinno się znaleźć).

      Na koniec uwaga dla może mniej zorientowanych: aczkolwiek w UE ślimak jest rybą, a w US pizza jest warzywem, to jednak, uwierzcie, ziemniak nie jest owocem 😉

    27. gunny 19 lutego 2017 o 10:34

      Polecam badania kliniczne goji, na świecie sporo się ich robi – na pubmedzie warto poczytać i napisać sprostowanie do artykułu.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *