Jaka jest granica walki o swoje szczęście, a jednoczesne nierujnowanie cudzego życia?
  • 44Autor:44

Jaka jest granica walki o swoje szczęście, a jednoczesne nierujnowanie cudzego życia?

Dodano: 54

Czyli tym razem okiem niedoszłej kochanki ...

Zalogowałaś się tutaj, aby doświadczać, a poprzez te doświadczenia wzrastać, ujmować chaosu, poznawać prawdę, obniżać entropię, zbierać dane. Gdy tego nie robisz, nie ewoluujesz. To nic takiego, nie ma rwania szat, po prostu następnym razem zrobisz to może lepiej. Wszystko jest takie jakie ma być. Idealne. Ty jesteś idealna.

I taki komć

Jaka jest granica walki o swoje szczęście, a jednoczesne nierujnowanie cudzego życia? Jestem kobieta po przejściach, ale z nadzieją na przyszłosć, niedawno spotkałam faceta, cudownego po prostu, jest między nami ogromna chemia, doskonale sie rozumiemy, jesteśmy w ogóle podobnymi osobami, tyle żeby nie bylo tak pięknie to… on jest żonaty, raczej szczęśliwie. Małżeństwo zawarł w bardzo młodym wieku, bo żona była w ciąży, no ale jakoś im się układa, bo doczekali się drugiego dziecka, są razem, niedawno obchodzili 20-lecie ślubu, no ale … spotkaliśmy się i bum …
Widze po nim, że jest zakochany, że to nie kwestia tego, że ma rutynę w związku i spotkał kogoś nowego, nie jest też typem bajeranta, ani nie dąży do tego, żeby mnie zaciągnąć do łóżka. Na razie nasza znajomość, to tylko i wyłącznie długie rozmowy i co najwyżej wyznania typu „że też Cię wcześniej nie spotkałem” itp. Ja staram się być całe życie bardzo uczciwą i prawą osobą, więc nie ma mowy o czyms więcej, chociaż nie ukrywam, że jestem zakochana jak jasna cholera, jak nastolatka 🙂, cieszę się tą chwilą, szaleję itp. Ale też mam mętlik, nie chcę być osobą, która rozbija rodzinę, odbiera ojca dzieciom (dzieciaki już prawie odchowane, ale jednak) czy zabiera kobiecie męża. Nie znam jego żony, nie wiem jaka jest, ale w przypływie słabości znalazłam jej profil na Facebooku, wydaje się sympatyczna, bardzo w porządku, wstawia dużo zdjęć typu „w rodzinie siła”, „rodzinka.pl” itp. I teraz mam kryzys, po okresie pierwszej euforii nachodzą mnie wątpliwości czy nie ograniczyć tego kontaktu albo w ogóle zerwać znajomość, żeby się oswoić z tym, że on nie jest dla mnie, czy jednak zostawić sprawy własnemu biegowi? Moja mama ma do takich spraw bardzo romantyczne podejście, że co komu pisane to będzie, ja chyba jednak mam bardziej racjonalną naturę ... i chciałabym poznać spojrzenie kogoś z boku, z dystansu.

No to poznasz :D Jestem w podobnej sytuacji do Ciebie, bo wszystkie moje słowa i ich stylistyczne konfiguracje, które chcę wpisać w klawiaturę, wcześniej Masłowska Dorota wpisuje do swoich książek. Dla mnie zostają już tylko ochłapy, co mi się potem wytyka. No dobra, koniec żartów, w literaturze kto pierwszy, ten lepszy, ale w stosunkach damsko męskich niekoniecznie. Podbieranie cudzych mężów i żon nie jest też prawnie zakazane, jednak wahadła destrukcji nieźle się mogą na tym odżywić, tym bardziej, gdy dorzucimy ostracyzm społeczny. Jaka jest granica walki o swoje szczęście, a jednoczesne nierujnowanie cudzego życia? ... Co do granicy walki o swoje szczęście, to jest to błąd w założeniu, bo jakakolwiek walka wyklucza szczęście. Szczęście po prostu jest, lub go nie ma. Ale walka zawsze należy do działań wahadeł destrukcji, czyli jest to program, który nakłada się nam od wczesnych lat, typu Bóg, honor, ojczyzna. Następnie dochodzą jeszcze inne chwytliwe hasła, jak sprawiedliwa wojna, opowiedz się za którąś ze stron, stań na barykadzie, bo chyba nie chcesz się zgodzić z ... i tutaj wstawia się aktualnie chodliwe tematy podsycające złe emocje. Walkę zostawmy więc wahadłom destrukcji, bo tym się żywią. Ale oczywiście kumam o co pytasz. Pytasz, czy można jeść ciasteczko i mieć ciasteczko? A więc yyy ... można. Należy tylko zrobić to świadomie, czyli zrozumieć co się w ogóle dzieje. Nie będę teraz wyciągać tuzów z rękawa w postaci jałowych mądrości prosto z matrixu, że kogoś tu wyhacza kryzys wieku średniego, że 20 lat gapienia się na tę samą osobę może ekscytować jak obserwacja freeganina* przeżuwającego coś na tyłach sklepu. Czyli niespecjalnie. * Nowa moda w życiu codziennym: freeganizm, gdzie weganie, witarianie to pestka, gdyż freeganie to osoby całkowicie niezależne od sklepowej codzienności, za drobnym wyjątkiem: jedzą to, co znajdą na zapleczach marketów.

Nie wspomnę też, że na etapie początkowej fascynacji kobietą, seksem, czy przedmiotem (bo to wszystko działa na tych samych emocjach) mężczyźni, którzy mają lepiej wyćwiczoną lewą półkulę mózgową, mogą mieć problem z właściwą interpretacją swoich uczuć. Następnie (po pewnym czasie) z podwiniętym ogonkiem wracają do domu i znowu grzecznie podają łapę, aportują i robią inne wesołe sztuczki. Dlatego czas liniowy, nasz ziemski byłby tutaj bardzo dobrym sprawdzianem. Ale kij z tym, to sprzeczka Ciotki Klotki (Klotyldy) podpiętej pod ze trzy wahadła destrukcji, w tym o dziwo moralności Pani Dulskiej.

Można więc jeść ciasteczko i mieć ciasteczko? Really?!

Zrobienie pierwszego kroku, to już jest początek przebudzenia. Dzieje się wtedy, gdy zaczynasz rozróżniać własną jednostkę świadomości obdarzoną wolną wolą od ego. Dusza nie traktuje pomyłek, garbów, przykrości, do szkoły pod górkę, i w korporacji, choróbsk, spoczęcia na osie, czy kaktusie, czegokolwiek niemiłego jako właśnie niemiłe. Dusza doświadcza. Jednak ego nie rozumie sensu doświadczania "złych" rzeczy, z drugiej strony przeszkadza sobie w kreacji najlepszej rzeczywistości. Jak to ego pojebaniec. Tak naprawdę wszystko sprowadza się do pozbywania się lęku (wywodzącego się z naszego pierwotnego lęku przed śmiercią), pozbywania się przekonań, czyli tych programów ego, które narzuca matrix (wahadła destrukcji) od dziecka, a które to przekonania bierzesz za swoją prawdę. No i od raz za razem porzucania ego. A gdy, któregoś dnia przestaniesz myśleć o własnej ważności, pozbędziesz się też strachu, poczujesz czystą miłość do siebie i do wszystkich, bo jesteśmy tym samym.

Ale zanim zaczniesz się budzić na całego, wijesz się w ciasnym czerwonym morzu, chcąc wypłynąć na rozległe wody błękitnego oceanu. Do tego potrzebne jest zrozumienie o co kaman ("o co kaman" jest dość niskich lotów, ale/dlatego? Masłowska Dorota nigdzie go nie wpisała).

Twoje zwierciadło rzeczywistości pokaże Ci tylko to, co myślisz

Dziecko otrzymuje  interesujący, pełen zagadek świat, bo tak sobie myśli. Starzec otrzymuje nudę, brak sensu, że kiedyś było o wiele lepiej myśli zgred, niekiedy dostaje Alzheimera, bo tak sobie myśli. Jeśli zechcesz związać się z żonatym człowiekiem, a Twoim celem jest Twoje szczęście i dobrobyt, to w Twoich myślach nie może pojawiać się poczucie winy. Bowiem poczucie winy jest to sensu stricte lęk przed karą. Jeśli masz poczucie winy w zwierciadle w końcu zobaczysz karę. To jest to przysłowie, że kradzione nie tuczy. W rzeczywistości mogłoby jak najbardziej tuczyć, gdyby złodziej nie miał poczucia winy. Rzeczywistość  jest grą beznamiętną, jest jak wybrzuszenie, przyjeżdża walec i wyrównuje. Nic osobistego. W takiej grze zanurzyłaś się po szyję, logując się do swojego awatara. A teraz trzeba tylko nauczyć się grać. Jeśli myślisz o sobie jak o ofierze, w lustrze pojawi się wcześniej czy później kat. To nie Twój przypadek oczywiście, ale pomaga zrozumieć zależność transerfingu rzeczywistości od naszych myśli. Jeśli więc zwiążesz się  z tym człowiekiem, bądź z nim świadomie, bez poczucia winy. Jeśli to jest Twoja droga i Twoje drzwi znikną wątpliwości, pod warunkiem, że przestaniesz czuć się winna. Wówczas typowe straszące zagrywki ego, nie można budować szczęścia na cudzym nieszczęściu*, nie staną się Twoim udziałem.

Ale jeśli boisz się takiej kary, zwiewaj w podskokach z tego związku, bo kara nadejdzie i zobaczysz ją we własnym lustrze rzeczywistości. Lepiej wcześniej zacznij się budzić. Oczywiście nadal go kochaj, ale z miłością zacznij od siebie, potem obejmie cały Wszechświat. *Nigdy nie wiemy co jest dla nas i dla kogo szczęśliwym trafem, być może fakt, że żona zostanie opuszczona, sprawi, że wejdzie na znacznie szczęśliwszą linię życia, niż lepienie pierogów dla gostka, który pochlipuje, że innej nie spotkał wcześniej. Ale tutaj wszystko zależy od zamiaru wewnętrznego żony, a więc nie ma powodu, żeby rozkminiać teraz jej nowe życie. Konkludując, że konkluduję... i chciałabym poznać spojrzenie kogoś z boku, z dystansu... Gdy naprawdę czegoś chcesz i potrafisz nie piętrzyć potencjałów z tego powodu, po prostu sobie to weźmiesz, bo transcendentny system ma wszystkiego dla Ciebie po uszy. Możesz z nim być, możesz z nim nie być, ale niech to doświadczenie będzie okazją do pogodnego porządkowania chaosu, do radosnego obniżania entropii, do wprowadzenia równowagi. Do pozbywania się strachu, jednocześnie rozkwitania miłości do siebie i każdej świadomości. Kochaj też tamtego męża, tym bardziej, że mężczyźni rzeczywiście mają bardziej pod górkę. Niech się następnym razem zaloguje do gry jako żona, tak mu poradź.

Życzę Tobie i wszystkim w te Święta, oraz generalnie w tej inkarnacji, i w każdym innym wcieleniu, jakże pogodnego, pozbawionego poczucia winy, uśmiechu Wojaka Szwejka, albo Forresta Gumpa.

z miłością

 54
  • Ventura   IP
    A co kiedy mąż ułożony ale zapracowany, zbyt zajety fejsem (może spedzac na njm godziny) dzieci dwójka kocha jak tylko można sobie wyobrazic a ja w tym małżeństwie przez 7 lat szczęśliwa (choć ostatnio nie ma vervy) i nadszedł ten 8 rok i poznałam kogoś kto od razu wiedział ze jestem mężatką. Za młodych lat uwielbiałam flirty i robilam to wręcz nałogowo ale na spory dystans (chyba jestem kokietką). W małżeństwie nie brakuje mi niczego dogadujemy się jak partnerzy ja w ogole jestem bardzo kompromisowa osobą, nie rujnuje komus zycia z powodow glupich. Kochająca matka dbam o dom robię dzieciom przetwory sprzatam i obiad jest codziennie gdy mąż wraca z pracy. Zarabiam jestem niezależna uprawiam ogrod przydomowy nie boje sie pracy fizycznej i ciężkiej.
    A teraz pojawil się ten ktoś. I czuje jak brakuje mi w malzenstwie czułości, przytulenia, pocalunkow (mąż wcale sie nie caluje choc mówię mu o tym bardzo czesto ze brakuje mi tego i lubię tego typu bliskość) wiele razy mu mówię by spróbował delikatnie z uczuciem by wczul sie z namiętnościa i potrafil sie oddac. On po prostu zrywa mi majtki a szczeka mi opada po prostu jest uparty. Ja zalamana juz zgadzam sie na wszystko bez przyjemności ale kiedy mu nie pozwalam to chodzi obrazony przez tydzien mnie nie tyka.
    Drugi mężczyzna okazuje się byc swietnym w tej kwestii po prostu gra na mnie jak na strunach a ja dostaję orgazmu na sam dotyk plecow, przez pocałunki kiedy dotyka szyję, mimo ze nigdy nie bylo dalszego zblizenia. Moj mąż jest zimny. Kocham go ale nie potrafię już z nim zaplonąc. Mam moralniaka, ze powinnam byc z nim mimo wszystko. Z drugim mezczyzna nie zamierzam ukladac sobie zycia choc ze spotkania na spotkanie coraz bardziej mu ulegam, choć zawsze planuję dystans! Nie wychodzi mi. Przy nim po prostu czuję emocje. Z mężem juz nie. Mam załamkę😞
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 1
    • Gabi Orchita   IP
      Dziękuję za życzenia Pepsi.

      Jestem w PL pierwszy raz na święta od 11 lat.
      Mam focha na siostrę, że woli swoją psiolke ode mnie mimo, że finansowo ją wspieram ale tu ograniam co się dzieje. Ego szuka dramy ;)
      Ale unikam starej babci co jęczy i żali się na wszystko mimo udzielonej pomocy (regularnej) bo jakoś daje się wciągać w ten smutny monolog.
      Poza tym będzie matka na Xmas, co znęcała się nad nami fizycznie i psychicznie, zostawiła na pastwę losu 12 lat temu i nie wiem czy wyjść na spotkanie (let it go) czy iść z postawą defensywną (jak mogłaś).
      Takie dzieje.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 2
      • Tenblogspadanalebiszyje   IP
        Mogę wiedzieć dlaczego faceci wg ciebie mają trudniej w życiu? Bo więcej razy strzelają sobie w łeb - to wg ciebie jest argument? A podasz jakieś inne argumenty czy to jest ten 'as' w rękawie?
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 1
        • Zuza   IP
          Pepsi, przyznaję, ze teraz się trochę pogubiłam. Na insta napisałaś latem taki tekst: "Dlatego odradzam Ci „rozbijanie” cudzych matrixowych małżeństw, gdyż facet, który zostawił swoją żonę, zostawi również Ciebie. Chyba, że jest starcem, wtedy rządzą inne prawa".
          Czy te słowa i powyższa odpowiedź na komentarz nie są sprzeczne? Od wczoraj rozmyślam o tym.
          Pozdrawiam i dziękuję za to, co robisz :-)
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Paulina87   IP
            Czy jest sens przyznawać się do błędu , do pomyłki? Nie myślę o takim bez emocji przyznania się do błędu, czy stwierdzenia faktu ale od razu nadawania epitetów typu "sierota", "ofiara" ktoś z mojego bliskiego otoczenia doświadczył porażki na płaszczyźnie zawodowej i ja słysząc teksty : ale jestem sierotą, ale jestem ofiarą bla bla bla
            zareagowałam, że nie powinien tak mówić bo tylko kreuje siebie na ofiarę, ale usłyszałam że nie można oszukiwać i skakać skoro faktycznie ten błąd się popełniło , ok to rozumiem ..
            ale gdzie jest ten balans? pomiędzy robieniem z siebie ofiary a po prostu nie zakłamywaniem rzeczywistości ?
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także