Mam schizę, kocham, jestem zazdrosna, piękna, ale nieszczęśliwa
  • 44Autor:44

Mam schizę, kocham, jestem zazdrosna, piękna, ale nieszczęśliwa

Dodano: 31
party/pepsieliot.com
party/pepsieliot.com
Jednak prawdziwa miłość i zazdrość nie mogą stać obok siebie w parze.

Niektórzy ludzie osiągają świetne wyniki finansowe, robią przepływy, zatrudniają innych, dzielą się  i widać, że te ogromne pieniądze są dobrze spożytkowane. Grażyna Kulczyk, przyprószona opiłkami kamienia, otwiera w szwajcarskiej mieścinie muzeum sztuki, wysoka akcja podnosząca wibracje nas wszystkich. Mogłaby po prostu siedzieć w pałacu i odmładzać się kąpielą w kozim mleku i szampanie. Inny bogacz w tym czasie zajęty jest tylko rywalizacją z dyszącym mu w kark kolejnym miliarderem na liście Wprost.

I taki komć

O rany, pepsi pomóż. Jestem żoną, matką dwójki dzieci. Mam świetną pracę, hobby. W młodości przykre doświadczenia z mężczyznami, niemoralne propozycje od żonatych itp. przypadek molestowania. Jeden tak się napalił, że jak mu odmówiłam, to przy sporej grupie ludzi zemścił się i uroczyście ogłosił „że noc z tą Panią była cudowna”. Gnój parszywy. Mam 37 lat, wysoka blondynka z burzą blond włosów, błękitne oczy. Ciało jędrne. Fakt, już tyle razy słyszałam, że jestem piękną kobietą, że nie robi to na mnie wrażenia. Mam takie momenty, że celowo ubieram się źle, nie maluję, żeby tylko nie było „tych” spojrzeń. Poza tym jestem postrzegana, jako ciepły, serdeczny człowiek. Pomagam innym kobietom, motywuję. Ale to jest nic w porównaniu do mojej schizy. Odkąd zostałam niesłusznie posądzona o romans (przypłaciłam to depresją) wkręcam sobie, że mój mąż (przystojny, zbliżający się do 40-stki, dobry tylko mający problem z okazywaniem uczuć, chwaleniem swojej kobiety - wyniósł to z domu) mnie zdradza. Porażka, trzeci ostatni taki epizod miał miejsce miesiąc temu i mój mąż ma już dosyć. Nie potrafię się wyzbyć tych myśli. 

Zastanówmy się, po co zalogowałaś się do pięknego awatara?

Jest tylu niesymetrycznych ludzi, w tym łysych, którzy nie podobają się sobie, ani nikomu, i jakoś grają w tę grę, ale Tobie dostał się awatar księżniczki. Wygląd ciała ma w grze ogromne znaczenie, pomimo tego, że jest to sprawa bardzo przejściowa. Ludzie wbijają sobie botoks w czoło, kwas pod nos i w bruzdy mimiczne, aby opóźnić moment, który i tak nadejdzie. To bezwzględnie się pojawi, chyba, że z jakiegoś powodu ktoś wyloguje się szybciej. Nikt w tej grze nie ma urody na zawsze, gdyż ciało nieodwołalnie ulegnie procesowi starzenia się. Można mieć przez całe życie pełną kiesę, ale młodości nie.

Jest więc ta uroda i co z tym fantem robisz?

Masz sporo nierozwiązanych spraw z powodu programów, które nakłada się nam na głowy bardzo wcześnie, a powiązanych z seksualnością. Gdybyś onegdaj otrzymała propozycję jakiegoś przekrętu nie o podłożu seksualnym, dajmy na to z powodu możliwości Twojego intelektu, czy siły nóg, zapewne nawet byś tego dzisiaj nie pamiętała. Ta anarchia nie dotknęłaby Twojego ego, nie tym grasz, bo dla Ciebie Twoja seksualność jest problemem, tak by można sądzić, ale faktycznie wszystko dzieje się gdzie indziej. Zapewniam Cię bowiem, że któregoś poranka staniesz się zupełnie przezroczysta dla mężczyzn, i ten swoisty mimetyzm prześwitywania ścianą, może Cię wcale nie ucieszyć, a nawet na pewno Cię nie zadowoli, bo nigdy Twoje ciało nie było problemem. Ciało nawet paskudne, ale też piękne nigdy nie jest problemem, po prostu jest jakie jest. Gdy zalogujesz się w ulu jako truteń, masz taki wygląd i takie obowiązki, i takie zabawy, a gdy jako robotnica takie, królowa jest jedna, ale ona też ma pod górkę, dlatego nikt nie zazdrości królowej, życie pszczół się kłania. Wszystko, co się dzieje nieprzyjemnego w Twoim życiu, nie jest związane z Twoim ciałem, ale z myślami. Ego nigdy nie jest zadowolone, a u osób neurotycznych będących totalnie we władzy swojego ego, strach jest tak ogromny, że przesłania miłość i wszystko co dobre dla Ciebie i wszechświata.
Zamiast kochać swojego męża, boisz się, że Cię zdradza, zamiast kochać siebie, boisz się, że Twoje ciało emanuje seksualnością, nic nie rozumiesz z tej gry. Idziesz przez życie, jak ślepiec z miasta Saramago, nie widzisz, chcesz tylko przestać się bać. To ja Ci mówię, skończ z tym, żeby się nie bać, olej to, zignoruj. Po prostu stań się odważna. Zgódź się na tę sytuację, że się boisz, zaakceptuj, że nie kochasz ani siebie, ani swojego męża, bo to jedno i to samo. Nie walcz. Po czym zrób pierwszy krok ku odwadze. Odłóż na razie na półkę strach, bo to brak miłości, bo to pierwotny lęk przed śmiercią, bo to jest ocenianie, to jest używanie słów "gnój parszywy" (przyciągasz gnoja parszywego, masz tego jasność?), to jest Twoja drżączka, czy schiza. Twoja zazdrość wynika ze strachu, niech te rzeczy poleżą na pawlaczu z kilka dni. A teraz weź mały plecaczek podróżny, za 9,90 zeta z Decathlonu i wyrusz z tego skrzyżowania, zrób pierwszy odważny krok w życie. Zacznij być w końcu odważna.

No i co się stało, że koleś skłamał?

To lekcja dla Ciebie, nauka, to zabawa w grę. Swoją drogą w jakim środowisku ktoś mówi coś takiego i nie zostaje zlinczowany towarzysko? Nawet jakby to była prawda, ludzie z klasą nie słuchają takich rzeczy. To także świadczy o tym, że ciągnie Cię do niskowibracyjnych klanów. I bardzo dobrze, po to ludzie stwarzają sobie piekło, aby się szybciej czegoś nauczyć. Nie jesteś kobietą swojego męża, po prostu jesteś. On jest taki, Ty jesteś taka, naucz się w końcu kochać siebie, to pokochasz innych ludzi. Gdy naprawdę kocha się drugiego człowieka nie można być o niego zazdrosnym. Rozumiesz to, że miłość i zazdrość nie mogą stać obok siebie? Zazdrość to jest niskowibracyjne uczucie strachu, miłość to jest wysoko-wibracyjne uczucie, gdy nie ma strachu, nie mogą więc te uczucia stać obok siebie. Wzajemnie się wykluczają.

Odważne rozwiązanie

Zacznij być w końcu odważna, uświadom sobie czym jest strach w Twoim życiu, że to Twoje ego, a seksualność, to tylko program nałożony na to ego, żebyś brała ją za prawdę. Zacznij siebie kochać, stań się odważna i problemy się rozwiążą, bylebyś tylko weszła na drogę. Czyli znowu to samo, słowo wytrych, nudne jak brzęcząca mucha, obudź się wreszcie piękna dziewczyno. Dzyń, dzyń.

z miłością

 31
  • barunia   IP
    Dzięki,podnosisz na duchu Pepsi.To ,ze odpowiedzialas jest balsamem dla mojej duszy i babci.
    Czasami wystarczy jedno ciepłe słowo ,ktore tyle dla kogos moze znaczyc.
    W imieniu babci dziękuję za całuski <3 <3
    greensa oczywiscie zakupię ;)
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • barunia   IP
      ...wszystko pięknie.Jak to czytam to widzę swoją babcię ,ktora 60lat temu ruszyła ze skrzyzowania.
      Ma tyle tej mądrosci zyciowej i tego wewnętrznego spokoju.
      Dzis ma 86lat i i gasnie.
      Nie ma siły w ciągu dnia.Czuje się słaba.Nie ma ochoty na jedzenie,picie...
      Czy mozna ją czyms zasilic zeby poczuła sie mocniejsza ?
      Nic o takich ludziach nie piszemy a im tak bardzo jeszcze chce się zyc....
      Moze cos wiesz Pepsi na ten temat :) ?
      pozdrawiam
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • Azalia   IP
        No właśnie , jak nie dać się porwać fali nieakceptacji ? . Zatkać uszy można gdy dotyczy to części relacji i można odpuścić . To raczej nieosiągalne będąc w powiązanych relacjach , gdzie każdy walczy o byt , spokojnie się wylogować , bez gruntu ( pomysłu na nowy login ) , do nowej gry . Tego nie łapię kompletnie , jak złapać środek ciężkości ? , gdzie szukać wskazówek ? ....
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Siditu   IP
          W moim przypadku też odgrywała pewną rolę zazdrość, jednak nie chodziło do końca o nią, a o egoistyczne założenie, że dany człowiek może należeć do Ciebie, że zawłaszczasz sobie jego uczucia, jego postać i monogamicznie pozostajecie sobie wiernie, czule i trwale związane, jako że przecież wiele dajesz od siebie, niechby i nawet nie oczekując sprawiedliwej wymiany. Udało mi się zaakceptować ten fakt, przyjąć do wiadomości, choć może to niehigieniczne - iż co poniektórzy wybierają poliamorię. Zdawało mi się, że to lekcja dla mnie. Nauka cierpliwości, akceptacji, oddychania, czułości, odegoistyczniania się w sferze uczuć. Tylko że to burzyło moją koncentrację, niby inspirowało do pisania, do odczasowiania się i detranscendentowienia się do lokalności i chwilowości. A może zakadziło mój rozsądek, zamgliło perspektywy na akcję, zasmoliło w natrętnych potrzebach - ach, jakże to górnolotnie brzmi! - miłości, a raczej miło-śni, ponieważ to bardziej wyśnione, niźli rzeczywiste.
          W końcu przyszedł ten moment, ta kumulacja lekceważenia, zawodów, poniżenia, czyli całkowanie zranień po czasie. Spektralna trauma z intensywnymi pikami wskazującymi na istnienie frenetycznie przyjemnych momentów, niekoniecznie seksualnych. To rozmydlenie pomiędzy wielu znajomych, zapominanie o mnie, łaskawe odkurzanie mnie sobie w pamięci, niezapisywanie w kalendarzu, odzywanie się nagle krótkotrwale i odpisywanie emotikonką na kilka zdań złożonych, wreszcie wrzaski, pretensje, jak to mam się natychmiast normalnie zachowywać. Tak, nie rozgrzebuję przeszłości, ale te krzyki, brak sensownej rozmowy, echolalie, drażniące podśpiewywania - osobie tej należało to zakomunikować. Już trudno, niech odczuwa rozkosz w alkoholu, papierosach, mięsie i marihuanie. Jednakowoż w ten sposób traktować się nie pozwolę.
          Człowiek ten otrzymał stypendium, więc pojawiła się okazja, by złożyć gratulacje. Spytał, jak wspominam ostatni pobyt, podówczas pół miesiąca temu. Okropnie przez darcie mordy i anse, ale dziękuję za ciekawe wydarzenia. Odczytanie wiadomości: parędziesiąt godzin później. Odpowiedź: brak. Wspaniała, uliczna impreza w czerwcu: całowanie się z kimś innym, wielka radość na instagramach i setki polubień (oczywiście nie mam tam konta, wiem przypadkiem). Wyrzucam go zatem ze znajomych na fejsbuku. Nie chowam w sobie urazy, życzę jak najlepiej, kibicuję twórczości i udanym wakacjom.
          Wiadomość pod koniec czerwca o spostrzeżeniu, że nie jesteśmy znajomymi. To przykre dla tej osoby. "Też infantylne." Przepraszam za przykrość, to nie należało do moich zamierzań - po prostu nie chcę, by bawiono się moimi uczuciami, ani by fb przypominał mi o tej osobie. Żadnych żalów, resentymentów. Najlepsze życzenia i trzymanie kciuków. Internetowa reakcja na te słowa: odczytane, nieodpisane.
          Czy na tym polega obniżanie entropii? Proszę o odpowiedź. To półtora roku zapłodniło mnie w tchnienie do nowego cyklu. Nie wiem, czy kiedykolwiek ukaże się drukiem. Dziękuję Ci, Pepsi, za swego rodzaju astralne, na pewno pozamaterialne, psychiczne bodźcowanie. Zadziałało. Niechaj się dzieje. Ślę całusy i uściski.
          Dodaj odpowiedź 0 0
            Odpowiedzi: 1
          • Karolina88   IP
            Pepsi, a co myślisz o latach numerologicznych? Ja niby mam teraz taki, że nie powinnam zaczynać nic nowego, nie kupować mieszkania jeśli nie mam, nie wchodzić w poważne zwiiązki, jeśli nie jestem w żadnym obecnie. I co ja mam zrobić, jeśli jest opcja kupna mieszkania oraz pojawił się ktoś ciekawy w moim życiu? Mam to przeciągać przez kilka miesięcy, bo teraz w tym roku nie powinnam? Wierzysz w takie cuda? Jesteś dla mnie niesamowitą osobą i chciałabym poznać Twoje zdanie. Byłabym bardzo wdzięczna za podzielenie się nim. Z miłością
            Dodaj odpowiedź 0 0
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także