Walczyć, czy nie walczyć? Nawet gdy na Twoją głowę wylewają pomyje?
  • Horry PorttierAutor:Horry Porttier

Walczyć, czy nie walczyć? Nawet gdy na Twoją głowę wylewają pomyje?

Dodano: 2
fighter
fighter
Gdzie byłby Budda, gdyby pozostał schowany przed złem i niesprawiedliwością tego świata? Znasz tę historię?

Ojciec Buddy, król Suddhodana, pragnął by syn był następcą tronu. Zdarzyło się jednak po narodzinach chłopca, że wezwany do pałacu mędrzec przepowiedział iż ten, chociaż będzie wielkim człowiekiem, nie zostanie kolejnym władcą.

Król, pragnąc zatrzymać syna w zamku, otoczył go wszelkimi możliwymi luksusami i pięknem, tak że młodzieniec nigdy nie musiał opuszczać dworu. Miał trzy pałace, wielką świtę i wszystko o czym zamarzył. Nie musiał walczyć ani cierpieć. Właściwie młody Budda nie poznał brzydoty, choroby ani starości. I wiesz co? Nie to sprawiło, że doznał oświecenia.

Tym co sprawiło, że mógł stać się tym Buddą, którego znamy, było wymknięcie się z pałacu. W wieku 29 lat młody książę pierwszy raz, mimo zakazu ojca, opuścił mury królestwa i zobaczył świat, taki jakim jest, z brzydotą i nieporządkiem. Ujrzał starca, chorego człowieka, zwłoki niesione przez żałobników i ascetę, zjawiska zupełnie mu obce. Niewiele później na zawsze opuścił dom i zaczął poszukiwać swojej drogi.

... „Dużo piszesz o tym jak negatywna jest walka i wszystko co nas spotyka przyciągamy myślami. Otóż ostatnio wylewają się na moją głowę pomyje (choć to zbyt delikatnie ujęte). Mam do czynienia z kłamstwami w sądzie, do którego część rodziny wystąpiła ze sprawą spadkową po trzydziestu latach.

Suma, którą te osoby ostatecznie mogłyby wywalczyć równa się średniej krajowej dla każdego. Są to kłamstwa na temat mojego życia osobistego i głęboko mnie dotykają. Czy w tej sytuacji można nie walczyć? Czy ja to przyciągnęłam? Co o tym myślisz?"

Surowa ocena stanu rzeczy, czyli nic innego jak nazywanie zjawisk przez pryzmat swoich doświadczeń i ogólnej wiedzy, była mechanizmem, który naszym przodkom pozwalał przetrwać. Tysiące lat temu krytycznym okiem można było spojrzeć na wilczą jagodę i uznać ją za trującą. Taka ocena nie była i nie jest energetycznie obciążająca.

Natomiast przystąpienie do walki zawsze obniża wibracje. Walka jest po prostu niskowibracyjna, nawet w słusznej sprawie.

Jednak tak, jak nie istnieje wyłącznie dobra ocena, pozwalająca na TAK przejść przez proces poznania dożywając późnej starości z uśmiechem Gumpa. Tak samo w życiu mogą pojawić się sytuacje, że przystąpisz do walki. Jest coś takiego, jak obrona konieczna własna, kogoś bliskiego, słabszego.

Każdy ma swoją drogę poznania. Każdy doświadcza inaczej, ale doświadczenia te zawsze mają jeden cel, ZAPROWADZIĆ CIĘ DO ŹRÓDŁA.

W życiu wydarzają się różne historie. To, że Ty duchowo jesteś na pewnym poziomie świadomości i dostrzegasz, że niektóre zjawiska są po prostu organicznie, energetycznie niefajne, nie zmienia faktu, że potrzebuje ich świat, potrzebują ich inni. Ba, TY też ich potrzebujesz.

Nie wnikam w opisaną historię, czy roszczenia rodziny są obiektywnie słuszne, czy nie? Natomiast nieelegancko jest także oceniać jakie pieniądze są dla kogoś duże, czy małe, warte, czy niewarte zachodu. Uśpionym ludziom często chodzi o udowodnienie swojej racji. To, jak jest w tej sytuacji, sama wiesz najlepiej.

Jeśli doszło do procesu, zapewne wielokrotnie szła w Twoim kierunku niskoenergetyczna myśl ze strony sfrustrowanych, albo wręcz wściekłych ludzi z powodu niesprawiedliwego według nich podziału schedy.

Wielokrotnie zapewne ta energia, nazwijmy ją karmiczną, jakoś Ciebie dotknęła, a teraz jest tego kulminacja. Ich protest, jak każdy protest, to uosobienie niskiej i bardzo matriksowej energii oddawanej na zewnątrz, wzmacniającej tę siłę destrukcji. I tak jest na poziomie duchowym.



Bez względu na to którędy idziesz, jesteś w swojej grze, w swojej lekcji. I świat potrzebuje zbioru tych lekcji, zbioru różnych jednostek i wydarzeń. Wszystkie z nich łączą się w całość, są ze sobą spojone i jedna od drugiej zależne w jedynym dla siebie łańcuchu energii.

Nie wiem dlaczego w Twojej rzeczywistości pojawiła się ta frustrująca sytuacja, jednak nie ma wzrastania bez tąpnięcia.

Tyle że protesty też się energetycznie różnią. Są protesty w imię wolności i protesty w imię zakazów. Zasadniczo różną energetycznie rzeczą jest walka o coś, czy przeciwko czemuś, bo zupełnie różne są posyłane wówczas w eter intencje.

Świat potrzebuje ludzi, którzy wchodzą na barykady w imię wolności. Potrzebuje ich do swojego rozwoju, do zachowania postępu. A oświecenie czasem bierze się ze skrajnych emocji. Ogromna kumulacja energii czasem prowadzi do wybuchu.

Czasem dopiero trzeba dostać odłamkiem tej bomby w twarz żeby zrozumieć, że źródło absolutu jest gdzieś indziej i że wcale nie trzeba walczyć.

Czasem coś o wielkiej sile uderzeniowej musi pojawić się na Twojej drodze. I dlatego nie ma sensu negować czyjegoś poczucia niesprawiedliwości, czyjejś chęci protestu, czyjejś niezgody na nierówności. One są światu potrzebne do rozwoju. Ba, to jest Tobie potrzebne do rozwoju.

Jak śpiewali (w bardzo swobodnym tłumaczeniu) Beatlesi:

Wiesz, że wszyscy chcemy zmienić świat.

Ale kiedy mówisz o niszczeniu, czy nie kumasz, że nie możesz na mnie liczyć?

Czy nie dociera do Ciebie, że wszystko będzie dobrze?

Ufaj swojej intuicji. Zanim znów zaczniesz oceniać rodzinę, sytuację, poczucie krzywdy, zastanów się, czy jest to rzecz niezbędna dla procesu przetrwania, czy może egotyczny paszkwil, który przeszedł Ci przez myśl. A nawet jeśli przeszedł, to nieważne. Ostatecznie wszystko będzie akceptacją, bo wszystko jest miłością. Tam zmierzamy.

Czy nie dociera do Ciebie, że wszystko będzie dobrze?

Z bazy nadawał na zawsze Twój

Horry Porttier


Prawdopodobnie autor na stronie Pepsi Eliot, jednak nius pojawił się niespodziewanie i w sumie niewiadomo kto go napisał … Nie znamy Horrego Porttiera.

 2

Czytaj także